„Niebo pod Berlinem” – Jaroslav Rudiš


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2007

Oprawa: miękka

Liczba stron: 140

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

*****

Kocham Berlin. Ten luz i wolność, to miasto, gdzie wszystko jest możliwe, można być sobą, miasto w którym wielość kultur gwarantuje osobie ciekawej świata ciągły rozwój i multum ofert. A i system komunikacyjny mają znakomity, kompletnie do niczego  nie jest tam tak naprawdę potrzebne auto. Zaczarowany Berlin, który od lat tkwi w moim sercu. A tu nagle trafia się okazja do pożyczenia i przeczytania książki z tym miastem w tle. Jakie były moje wrażenia?

Narrator tej powieści, mężczyzna o nazwisku Bem nie potrafi sobie poradzić z dojrzewaniem, obowiązkami, odpowiedzialnością. Jest czeskim nauczycielem, jednak ciągle nie potrafi się odnaleźć w dorosłości i dlatego nagle postanawia rzucić pracę i swe dotychczasowe życie i ruszyć pociągiem do Berlina. Od tak… Krótko po przyjeździe spotyka Pancho Dirka – pasjonata muzyki. Trafił swój na swego, obydwoje uwielbiają grać i słuchać muzyki. Pancho Dirk propnuje, że odstąpi za nieduże pieniądze pokój, w którym Bem mógłby zamieszkać. Mężczyźni zakładają także zespół, który nazywają – od berlińskiego metra – U-bahnem. I tak mieszkają razem, grają razem, wspólnie wiodą życie Piotrusia Pana. Jednakże w pewnym momencie spotykają Katrin, którą Pancho Dirk chce tylko zaliczyć, a która pewnym trafem zbliża się z Bemem. I to dzięki niej coraz bardziej fascynuje go podziemne życie Berlina – U-bahn, motorniczowie, stacje, historie związane z metrem. Bo właśnie rodzina Katrin jest ściśle z U-bahnem związana i to dzięki niej spotyka coraz ciekawsze osoby. Snują się opowieści, wypijane są kolejne kufle piwa, zjadane kolejne kiełbasy, a w tle przejeżdża jeden skład za drugim.

Książka jest wielowarstwowa, zupełnie jak podziemne życie Berlina. Z jednej strony opowieść o ludziach, z drugiej – o dojrzewaniu, z trzeciej – o mieście, z czwartej – o historii, z piątej – o relacjach międzyludzkich, z szóstej – o muzyce, z siódmej, ósmej… „Niebo pod Berlinem” to książka po części metafizyczna, nierealna. Zdecydowanie przypominała mi klimatem film „Kontrolerzy”. Ta sama atmosfera, dziwność, niejasność.

Przeczytałam ją już jakiś czas temu, ale ciągle zastanawiałam się, co też chcę o niej napisać. Teraz już wiem, że właściwie tylko tyle: bardzo się cieszę, że ją pożyczyłam i zafundowałam sobie poznanie świata tych bohaterów oraz odwiedzenie z nimi ponownie jednego z moich ulubionych miast. Jak wspaniale było wrócić na te tak dobrze znane ścieżki, ale dzięki Rudišovi mogłam je zobaczyć w innym świetle. Ta nierealność przeplatająca się z realizmem, ta atmosfera podziemi, a muzyka i metro w tle… Dobrze, że ją przeczytałam. © Agnieszka Tatera

PS. Na koniec film kompletnie od czapy. Łączy go z książką tylko miejsce akcji. Znalazłam przez przypadek i nie mogę się oprzeć, muszę się z Wami podzielić 🙂

Reklamy

6 thoughts on “„Niebo pod Berlinem” – Jaroslav Rudiš

  1. W Berlinie byłam dawno temu i jakoś nie wspominam tej wizyty zaskakująco miło. Może dlatego, że była tylko wstępem do poznawania Niemiec, a przyćmiły ją, bez trudu, odwiedziny w pięknej i majestatycznej Kolonii, czy nowoczesnym Dortmundzie. Niemniej jednak móc przejść pod Bramą Brandenburską, zobaczyć (notabene troszkę podkradzione z Bliskiego Wschodu) zachowane fragmenty Pergamonu i rekonstrukcję zniszczonych budowli oraz niesamowitej bramy Isztar, imponującą katedrę berlińską (a wszystko to na Wyspie Muzeów) było niesamowitym przeżyciem, które na długo zapadło mi w pamięci.

    Berlin jednak nie kojarzy mi się z nowoczesnością, tylko z historią i to historią bolesną, z nierównym rozwojem, z walką i podziałami. Berlińskie metro natomiast jawi mi się jako miejsce niezbyt bezpieczne, będące siedliskiem narkomanów i przestępców. Może dlatego mam awersję do książek, których akcja osadzona jest w tym mieście, w takich okolicznościach. Z drugiej zaś strony lubię ciekawie przedstawionych bohaterów, wchodzących w rozmaite, niekiedy bardzo poplątane relacje i związki. Dlatego mam problem z książką Rudisa.

    W dodatku cały czas miałam wrażenie, że ta powieść nosi tytuł „Niebo nad Berlinem”, a nie „pod”. 🙂 Dopiero po przeczytaniu Twojej recenzji i zrozumieniu sensu tytułu zapadł mi on w pamięć. Zobaczymy czy na tyle skutecznie, bym zdecydowała się po niego sięgnąć.

    Pozdrawiam!

    1. Claudette – bo Berlin nie jest pięknością turystyczną, zawsze przegra z tymi miastami, które oferują wielość zabytków, wymuskane starówki i śliczne miejsca do obejrzenia. Berlin mnie urzekł czymś innym – nieograniczoną wolnością bycia sobą, mnogością alternatywnych kultur, wygodą i luzem życia, olbrzymią ilością możliwości, przyjaznością i luzackością. To dla mnie takie swojskie miasto-kumpel.
      Wyspa Muzeów jest super. W ogóle Berlin ma świetną ilość muzeów, a do tego z kartami turystycznymi bardzo się opłaca ich zwiedzanie. Fakt, że część tych najznamienitszych zbiorów została wywieziona z Egiptu czy Bliskiego Wschodu, ale to już taka była uroda mocarstw, bo to samo robiły przecież muzea z Francji, jeszcze bardziej te z Wielkiej Brytanii, a nawet z USA.

      Mi też Berlin się nie kojarzy z nowoczesnością, no, może okolice Placu Poczdamskiego. Ale też nie tak bardzo z historią (chociaż oczywiście po części tak). Najbardziej kojarzy mi się chyba z wolnością, z różnych przyczyn.
      A berliński system komunikacji miejskiej uwielbiam. Tak wygodnie się tam podróżuje i intuicyjnie! Hm… i tutaj mam różne wrażenia, tzn. nie czułam, że jest tam bardziej niebezpiecznie lub więcej narkomanów niż w każdym innym metrze w jakim byłam. Dlatego nie widzę różnicy na tym poziomie, a użytecznością wygrywa nad wieloma innymi.
      A co do podobnych książek, to ja takie nawet lubię od czasu do czasu przeczytać. Chyba na zasadzie konfrontacji i uświadamiania sobie na nowo prawd, o których zdarza mi się zapominać.

      A „Niebo nad Berlinem”, to z tego, co pamiętam, to jest film 🙂 Moment… Znalazłam to: http://youtu.be/SEOo640zVMQ. A tytuł został przez Rudisa użyty zapewne celowo i przebiegle, troszkę w nawiązaniu do filmu (zapewne, z tego, co o filmie wiem), troszkę przekabacając go na swoje własne znaczenie.

      Pozdrawiam!
      PS. Ja jestem przez Berlin przekabacona 😉 Więc nie mogę być obiektywna!

  2. Ja uwielbiam Berlin. Według mnie to niezwykle klimatyczne miasto – jest tu historia (taka jeszcze żywa, poruszająca) i jest nowoczesność. I to połączenie jest takie niesamowite – na przykład na Potsdamer Platz: wokół nowe „city”, nowoczesny Sony Center, wysokie szklane biurowce, a środek placu przecina była granica muru berlińskiego… Na mnie wywarło to naprawdę olbrzymie wrażenie. A berlińskim metrem i S-bahnką mogłabym w kółko jeździć 🙂
    Książki nie znam, ale z racji na słabość do Berlina, chętnie bym przeczytała.

  3. Jestem aktualnie na takim etapie życia, że wszędzie jest lepiej niż w domu. Przeskakuję w książkach radośnie z miasta do miasta, dlatego też chętnie przeczytam tę książkę o bohemie Berlina.

    1. Karolina – witam koleżankę zafascynową tym miastem. Też lubię to połączenie, do tego ten wszechobecny luz, zatonięcie w kulturze, alternatywność. A ichnia komunikacja to faktycznie miodzio jest, też bym mogła w kółko jeździć 🙂 No i uwielbiam berlińskie knajpki, kawiarenki, dziwaczne, jakby z czyjegoś psychodelicznego snu 😉 Ja miałam tą książkę pożyczoną z zaprzyjaźnionej biblioteki, może też się w bibliotekach rozejrzyj?

      S. – o, to książek dotyczących miejsc jest tyle, że nie powinno być problemu z dalszym podróżowaniem z jednego miejsca do drugiego.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s