Zrób sobie… show


Po wyjściu z teatru żałowałam, że „Zrób sobie raj” czytałam tak dawno temu, a jeszcze bardziej żałowałam, że nie mam książki pod ręką i nie mogę sobie odświeżyć niektórych wątków. Reżyserki spektaklu opartego na książce Mariusza Szczygła twierdziły przed premierą, że czerpią z jego książki, jednakże nie będą robić wiernej adaptacji, tylko traktować ten reportaż jako inspirację. I trzeba przyznać, że inspirację widać, ale na ile mocną?

Chociaż przez pierwsze kilkanaście minut wielu widzów ze zdziwionymi minami próbowało zrozumieć o co chodzi i co się dzieje na scenie, to powoli zaczynał się klarować zamysł autorek – rozprawka o duchowości, postawach życiowych, relacjach międzyludzkich. Reżyserki wrzuciły do miksera bohaterów książki, zamknęły ich tam, nacisnęły guzik i w ten sposób stworzyły postaci zaludniające scenę.

Stanisław Brudny grał pana Zbyńka, postać, która wzbudziła największą chyba sympatię części widzów. Sypał rubasznymi dowcipami dotyczącymi systemu trawiennego, seksu i piwa, snuł się po scenie i wspominał przyjemności życia. Katarzyna Herman wydaje się być wcieleniem z fantazji seksualnych wielu mężczyzn – negliż, duży biust, otwartość i spory apetyt na amory. Wśród głównych bohaterów pojawiają się także Piotr Ligienza, jako policjant oraz Przemysław Kosiński jako… Jozue. Jozue czeski, czyli taki jakby swojski, z którym można pogadać, a może i wypić piwko? Jozue chodzący po scenie w frywolnej, przezroczystej szacie z wyszywanymi kwiatkami. Ale także Jozue zadający pytania o życie i rzucający od czasu do czasu celne komentarze. Właśnie on przykuł najbardziej mą uwagę. Karolina Kominek to lolitka, która na scenie bywa nie wiadomo po co, wydaje się być wielka miłością zarządcy krematorium (Redbad Klijnstra), bo w tymże przybytku toczy się akcja sztuki.

Tak, akcję umieszczono w krematorium, gdzie bohaterowie – umarli, ale oczekujący na to, by ktoś z bliskich odebrał i pogrzebał ich prochy – spędzają czas na rozmowach, gdzie dokonuje się wiwisekcja czeskiej duszy. To krematorium było dla mnie jednocześnie symbolem czeskiego domu, a po części jakby katakumb, gdzie skrywali się chrześcijanie. Bo czyż nie tam pojawia się Jozue, a Piotr Ligienza dokonuje „wyjścia z szafy”? Przyznaje on, że jest wierzący, że jest praktykujący, że religia jest dla niego ważna. A to wszystko w formule, w jakiej często przekazywane jest przyznanie się homoseksualistów do swej orientacji. Tak tutaj młody Czech przyznaje się do tego, że wierzy w Boga.

Scenografia była moim zdaniem udana, ale jeszcze ciekawsza choreografia. Ruch sceniczny był wyważony, balansował między statycznością a showem. Po momentach zadumy i spokojnych rozmów, na scenę nagle wkraczali młodzieńcy tańczący i śpiewający czeski hymn, po czym całość zamieniała się w – traktujący o zagadnieniach wiary – wodewil, w trakcie którego Goebbels na zmianę potrafił tańczyć tango z lolitką, a za chwilę przyjmować pozę przybitego do krzyża Chrystusa.

Minusem zdecydowanie była chaotyczność. Miałam wrażenie, że momentami reżyserki pogubiły się w tym, co chciały przekazać – nie wyczułam płynnej, logicznej koncepcji, która pociągnęłaby zgrabnie całą sztukę.  Owszem, można przyjąć, że główną linią była duchowość Czechów, jednakże nie uchroniło to całości od wpadania na mielizny, przestojów. Na dodatek mam wrażenie, że ta główna linia była niezmiernie luźno inspirowana reportażem Mariusza Szczygła – w odróżnieniu od postaci z jego książki, Czesi przedstawieni zostali w teatrze jako  śmieszni i zagubieni ludzie, którzy tak naprawdę wiele tracą, nie wierząc w Boga.

Jest show, jest śmiech, jest szokowanie, jest taniec, śpiew, są uczucia. Jednakże nie jest to wierna adaptacja reportażu „Zrób sobie raj”, jest to sztuka tylko lekko inspirowana książką i z tego względu entuzjaści prozy Szczygła mogą się poczuć lekko zawiedzeni. Warszawskie przedstawienie śmiało natomiast można polecić miłośnikom teatralnego showu, scenicznego ruchu, śpiewu i tańca – oni z pewnością znajdą tam coś dla siebie!

Tekst powstał dla portalu Lektury Reportera

***

fot. Agnieszka Tatera

___________

Sztuka teatralna „Zrób sobie raj”, przygotowana przez Teatr Studio we współpracy z Instytutem Reportażu, objęta jest patronatem medialnym serwisu Lektury Reportera.

Reklamy

6 thoughts on “Zrób sobie… show

    1. Jusssi – pewnie jakiś czas będzie na afiszu, więc może zorganizuj wycieczkę teatralną? 🙂

      Pani_Wu – ha! A ja się zastanawiałam, komu to ja ją pożyczyłam 🙂 Nie ma to jak moja skleroza 😉

  1. Dla mnie niestety duchowość czeska w ujęciu reżyserek była marna, wręcz żałosna. Nie o to Szczygłowi chodziło.
    Co dla Ciebie było szokujące?

    1. Czytankianki – nie o to, to fakt. Dlatego jedyne, co mnie uratowało w tej sytuacji było przypomnienie sobie, że to niby ma być luźna inspiracja, no i tutaj łatwiej byłoby mi przyjąć niektóre rzeczy. Pytanie, które chodziło mi po głowie, to na ile z tego musiano zrobić taki show, by przyciągać ludzi na widownię?
      A odpowiadając na pytania: nie wiem, czy szokujące, to nie było zbyt duże słowo, no ale napisałam, więc przyjmuję na klatę 😉 Np. te filmiki puszczane w tle, ten ukrzyżowany Goebbels, relacja Klijnstry z Kominek.

  2. Wydaje mi się, że show nie trzeba było robić – widzowie przyszli na Szczygła.;)
    Tak, chyba inaczej rozumiemy słowo: szokujące.;)

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s