„Shit! Rok w brukowcu” Joanna Żebrowska


Wydawnictwo: druk na życzenie?, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 300

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

*****

Lubicie czytać „Fakt”, „Super Express” czy któryś z innych tabloidów?  A może wręcz odwrotnie – zastanawiacie się skąd biorą się wiadomości w nich umieszczane? Po której ze stron nie stoicie, to i tak ta książka może być dla Was ciekawą lekturą!

Edyta Pióro, to młoda dziennikarka, która skończyła odpowiednie studia i marzy o pracy w renomowanej gazecie, pisaniu profesjonalnych reportaży i artykułów. Ale chleb nie rośnie na drzewach, a rachunki za komórkę nie znikają w niebycie. Dlatego też Edyta decyduje się na przyjęcie pracy, która jej się trafiła – pisania dla jednego z największych tabloidów, czyli dla „Hitu”.

Dziewczyna szybko przekonuje się, że do pisania profesjonalnych reportaży będzie jej teraz daleko jak do wynalezienia statku międzyplanetarnego, a etyka dziennikarska, rzetelność i moralność do niczego jej się w tej pracy nie przydadzą. Całkiem szybko zostaje jej przydzielona działka historii o zwierzętach, ma okazję tworzyć porywające artykuły o psie, który umarł przez pożarcie zatrutych butów, o tym, który osiwiał po śmierci pana, czy o kocie, który otrzymał od zaniepokojonej właścicielki spadochronik, by nie zabił się skacząc z balkonu. Fascynujące, prawda? Tworzenie takich opowieści to całkiem trudna praca. Trzeba znaleźć kogoś, kto będzie modelem udającym właściciela danego zwierzaka, trzeba znaleźć odpowiednie zwierzę, przygotować dane kostiumy lub charakteryzację, zrobić kilkaset zdjęć, spośród których wybierze się tych kilka odpowiednich. No i oczywiście trzeba napisać tekst obrazujący taki porywający przypadek. I tak w kółko – produkcja hitów, sensacji i newsów na pierwszą stronę. Przecież trzeba ludziom dostarczyć porywających wiadomości każdego dnia – o sumie zjadającym zwierzęta i ludzi czy o kosmitach rozpoczynających kontakty dyplomatyczne z ludźmi. Hasłem przewodnim powinno być: wymyślimy wszystko, byle tylko gazeta się jak najlepiej sprzedawała!

Ta książka to satyra na pracę w tabloidach, a ile jest w niej prawdy, to już chyba wie tylko autorka oraz inne osoby, którym dane było pracować w takich firmach. Lektura jest bardzo lekka, świetna na przykład jako książka zabrana w podróż. Czyta się dobrze, można się uśmiechnąć, a opisywane sytuacje wzbudzają refleksję a propos wiarygodności mediów oraz inteligencji czytelników 😉

Jednakże są też minusy – wątki osobiste jakoś się rozjeżdżają. Ten kompletnie niewiarygodny Rafał i jego olbrzymi wpływ na Edytę (a przecież traktuje ją jak byle co!), te nagłe miłości, ten Łukasz, który prawie, że ze stalkera wyrasta nagle na idealnego chłopaka. Może jest to dziwne, ale wątki związane z pracą w „Hicie” są dla mnie bardziej wiarygodne, niż te związane z życiem osobistym. Inny minus to niepotrzebne zmiany nazw. Po co Warszawowo zamiast Warszawy, Niewola zamiast Woli, Dawne Miasto zamiast Starego Miasta, a „Delikatny Łotr” zamiast „Czułego Barbarzyńcy”? Co to miało na celu? Może miało być śmieszne? Nie wiem, jak dla mnie, to się nie sprawdziło.

Jednak suma sumarum „Shit! Rok w brukowcu” (swoją drogą ten „shit” jest fajną grą słowną!), to bardzo przyjemne czytadło – lekkie, rozrywkowe, pozwalające poznać kulisy pracy, w którą tak wiele osób wierzy. Przeczytałam tę książkę z wielką przyjemnością, zapewniła mi też trochę parsknięć pod nosem (musiałam się powstrzymywać, bo czytałam ją w pociągu), a Edyta z jednej strony wzbudziła mój podziw swą kreatywnością w różnych sytuacjach, a z drugiej trochę wkurzała „rozciamcianiem”, no ale z tego ma się szanse wyrosnąć 😉 Ciekawe, czy autorka miała jakieś nieprzyjemności po publikacji tej książki. Oczywiście ze strony wszystkich „hitowych” wydawnictw. A może się nie przejęli, bo ważne, że kasa dalej trafia na konto, a ludzie kupują? © Agnieszka Tatera

Reklamy

11 thoughts on “„Shit! Rok w brukowcu” Joanna Żebrowska

  1. Bardzo chcę przeczytać! Z tego co słyszałam autorka przez rok sama pracowała w jednym z czołowych brukowców, żeby zebrać materiały i jak najbardziej uwiarygodnić pracę bohaterki książki, więc podejrzewam, że opis pracy jest rzetelny, choć na pewno ubarwiony.
    Że tak spytam… Skąd masz książkę? 🙂

    1. Zacofany – trochę jednak inna bajka, zdecydowanie bardziej babska jest. Szczygielskiego czytałam tylko jedną książkę, więc niezbyt mogę mówić o całości jego twórczości, ale mam wrażenie, że ta jest bardziej „lekka” niż PL-Boy.

      Blueberry234 – pożyczyć? :> Pracowała chyba nawet 2 lata z tego, co pamiętam w opisie książki. Nie wiem, czy w celu zbierania materiałów, czy też zwyczajnie – dla pracy, a potem z tego urodziła się książka. Zdecydowanie jest to satyra, ale w sporą ilość „faktotworzenia” jestem w stanie uwierzyć. A książkę mam od autorki 🙂 Jednak w komentarzach poniżej masz link do promocyjnej sprzedaży.

      1. Może i pożyczę, ale najpierw oddam „Świadka” 🙂 Ostatnio coś mi nie idzie wysyłanie książek. Od przeprowadzki mam dalej do poczty i zawsze gotową wymówkę.

        1. Spokojnie, spokojnie – i jedno, i drugie już przeczytane, więc możesz trzymać ile pragniesz 🙂 Jak będę w domu, to mogę zabrać ze sobą do W-wy lub zaadresować i zostawić paczkę, a rodzinka wyśle do Ciebie kiedy będziesz gotowa 🙂

  2. Autorka jest kiepską dziennikarką i niestety w typowym dla niej stylu napisana została ta książka. Nic odkrywczego, po kilku naprawdę rewelacyjnych publikacjach dziennikarzy amerykańskich, którzy stworzyli podobne „wspomnienia” związane z pracą w tabloidzie, ta wydaje się zwyczajnie marna. Bardzo tania lektura.

    1. A skąd wiesz, że jest słabą dziennikarką? Z tego co wiem pracowała w wielu znanych tytułach. Chyba, że ją znasz:) A może też pracujesz w brukowcu? Nie czytałam książek amerykańskich dziennikarzy, ale mnie ta książka zszokowała.

      1. Oczytany – co do autorki jako dziennikarki, to się nie wypowiadam, bo zwyczajnie nie znam tego aspektu jej życia, niczego nie czytałam. Wiesz, wiele osób nie zna tych publikacji, o których piszesz (a tak konkretnie, to jakie ksiażki masz na myśli), a sporo nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo są oszukiwani przez brukowce. Więc dla tej części czytelników może być ona tak odkrywcza, jak dla Ciebie były te amerykańskie książki. Dla mnie ta książka to czysta rozrywka i w tej roli sprawdziła się bardzo dobrze. No, ale de gustibus… 😉 W wolnej chwili proszę o podesłanie tamtych tytułów, mogą być w oryginale.

        Adele22 – o proszę, czyli zrobiła na Tobie wrażenie. A co szczególnie?

    2. Jak najbardziej zgadzam się z przedmówcą – okropnie długo męczyłam się nad tą książką. Napisana tandetnym językiem, historie w niej przedstawione nijakie i bez żadnej „ikry”, wątek miłosny żenujący… Gdybym nie miała związanych rąk (umowa z pewnym portalem) i miałabym napisać tej książce jakąkolwiek notkę, nie znalazłoby się w niej nic miłego ani pozytywnego. Jedna z gorszych książek jakie miałam okazję przeczytać. Zdecydowanie nie polecam nikomu.

    1. Panie Jacku – gdyby nie to, że pomyślałam, że książka jest niezbyt powszechnie dostępna i że ten link może się komuś przydać, to jednak nie pozwoliłabym na reklamę na moim blogu. Tym razem odstępstwo od reguły, normalnie kasuje takie komentarze.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s