“Córka dymu i kości” – Laini Taylor


Wydawnictwo: Amber, 2012

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 398

Moja ocena: 5,5/6

Ocena wciągnięcia: 6/6

*****

Premiera 18 stycznia!

Ta książka była dla mnie niespodzianką, i to podwójną! Po pierwsze – otrzymałam ją niespodziewanie, po drugie – spodziewałam się czegoś innego, niż dostałam.

Karou. To słowo w języku chimer oznacza nadzieję. Ale Karou to przecież tylko lekko ekscentryczna nastolatka z włosami koloru lapis lazuli i skórze pełnej tatuaży oraz blizn. Oraz ze szkicownikami pełnymi rysunków osobliwych stworzeń. Dziwna Karou, tak o niej myślą inni ludzie, z wyjątkiem jej najbliższej przyjaciółki – Zuzanny. A kim tak naprawdę jest Karou?

Dziewczyna sama nie wie kim jest, skąd pochodzi, kim są jej rodzice. Jedyne, co wie, to fakt, że wychowywał ją Brimstone na zapleczu swego sklepu. A kim on jest? Dilerem marzeń produkującym talizmany, dzięki którym można spełniać swe pragnienia – od sprowadzenia świądu na narzucającego się byłego chłopaka, przez wieczną zmianę koloru włosów aż do umiejętności latania czy mówienia w języku serafinów. Brzmi dziwnie? To tylko jeszcze dorzucę to, że Brimstone jest chimerą, tak samo, jak wszyscy jego współpracownicy. Reasumując: ludzkie dziecko wychowywane przez chimery, ludzka nastolatka chodząca do liceum plastycznego, ale także podróżująca po całym świecie na zlecenia Brimstone’a, używając do tych podróży portalu umieszczonego w jego sklepie i spotykajac się z najgorszymi indiwiduami, by tylko dostarczyć Brimstone’owi… zęby. Obojętnie czy ludzkie, czy zwierzęce, on potrzebuje zębów. Karou nie wie do czego są mu potrzebne, tak samo, jak nie wie właściwie nic na temat swojego życia przed pojawieniem się w sklepie chimer czy na temat swojej rodziny.

A na dodatek na wszystkich przejściach, którymi można dotrzeć do sklepu pojawiają się stopniowo wypalone znaki dłoni, których nie daje się usunąć. Cóż one oznaczają? Dlaczego zostają wypalane przez serafinów? Dlaczego jeden z nich próbuje zabić Karou?

Spodziewałam się przeczytać typowy paranormal, niezły, ale bez zaskoczeń. Co dostałam? Paranormal, jednak o wiele lepszy niż większość z tego typu książek, które czytałam!

Bardzo dużym plusem jest umiejscowienie akcji. Naprawdę mało książek dla młodzieży i młodych dorosłych umiejscowionych jest w Pradze, a przynajmniej takie mam nieodparte wrażenie. A miasto to jest bardzo klimatyczne, co autorka sprawnie opisała też w swojej książce. Przypomniała mi zresztą moją pierwszą podróż zagraniczną, której celem było właśnie to miasto. No i uwiodła opisem knajpki ukrytej w byłych celach mnichów, ponoć otrutych przez kucharza, która to restauracja nazywała się “Zatruta kuchnia” i pełna była trumien, a daniem popisowym był sławny gulasz. Ciekawe, czy to miejsce faktycznie istnieje…

Największy plus tej książki to jednak chimery i serafinowie oraz ich światy. O ile anioły spotykamy w książkach w wielu różnych wersjach (chociaż w takiej jeszcze nie miałam okazji ich poznać), to już chimery pojawiają się w nich o wiele rzadziej. A Laini Taylor dopracowała bohaterów, są zróżnicowani, wiarygodni, każdy z nich ma swoje szczególne cechy charakteru, wyglądu etc. Światy tych dwóch grup stworzeń są arcyciekawe i dla mnie wielką frajdą było czytanie np. o balach chimer czy mędrcach serafinów. Sam pomysł konfliktu między nimi oraz zakazanej miłości jest już mniej unikatowy, ale jednak ciągle bardzo ciekawy.

Połączenie Pragi z tymi dwoma światami i zamieszkającymi je dziwnymi stworami spowodowało u mnie zachwyt, czytałam “Córkę dymu i kości” z wielką przyjemnością, wręcz pożerałam. Jedynym minusem jest zbyt słodki napad miłości między Karou a Akivą, ale jednak autorka zdołała powstrzymać się od przesłodzenia, nie poszła w banał. Dorobiła do historii ich miłości niesamowite tło, przyznaję, że sama mocno zastanawiałam się skąd ta nagła i nieodparta pasja, jak autorka to wszystko wyjaśni, a Taylor zdołała mnie po części zaskoczyć przyjętym rozwiązaniem.

Niezmiernie podobała mi się ta książka, zapewniła godziny spędzone w fascynującym świecie Karou. Już nie mogę się doczekać kontynuacji, mam nadzieję, że się autorka szybko uwinie, a Wydawnictwo Amber wyda kolejny tom. Bo chcę wrócić do świata chimer i serafinów… © Agnieszka Tatera

About these ads

19 comments on ““Córka dymu i kości” – Laini Taylor

    • Książkozaur – :) ja tam od czasu do czasu lubię coś lekkiego, jakieś czytadło czy paranormal (o ile nie są żenująco kiepskie), a ta książka mnie delikatnie zaskoczyła.

      Eulalia87 – ojojojoj, boję się! Może ja Ci tą książkę lepiej pożyczę, żeby się na pozew nie narażać? :D

  1. Trafiłam już na pozytywne oceny tej książki i myślę, że mogłaby mi się spodobać ;)
    Mam nadzieję, że znajdzie się na nią obniżka w Matrasie, bo często tam bywa na nowości wyd Amber :)
    Pozdrawiam!

    • Cassin – nie mam pojęcia a propos obniżek, bo premiera dopiero za kilka dni, ale pewnie prędzej czy później coś się znajdzie. Również pozdrawiam!

      Eulalia87 – ach, takie buty. No cóż, w tej sytuacji nie jestem w stanie pomóc ;) Hehehe, to ładne zakupy zrobiłaś :)

  2. Coraz bardziej przekonuję się do tej powieści, szczególnie zachęca mnie to, że nie jest to zwyczajny paranormal… Pożyjemy, zobaczymy xD
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Tala – :) powodzenia w takim razie!

      Isadora – jak dla mnie nie jest. Oczywiście, jest miłość, zachwyt, pożądanie etc., ale przedstawione światy tak mnie zauroczyły, że nie potrafiłam się oderwać :) Również pozdrawiam!

  3. Wielu ludziom się podoba, dla mnie jest … przegadana. Akcja się wlecze i wlecze. OK. Nie ma akcji, jest pierwszoosobowa narracja, jak dla mnie statyczna. Książka niczego nie wyjaśnia, urywa się w momencie, gdy zaczyna się akcja – to tani chwyt, zwłaszcza, że książka ma być trylogią. Bohaterkę znamy pod koniec w dokładnie taki stopniu, w jakim poznaliśmy ją na początku. Można w zasadzie przeczytać 1/3 od końca i poczekać na następny tom, w którym autorka ‘może’ zdecyduje się wyjaśnić swój autorski zamysł. Ja kolejnego tomu na pewno nie kupię, bo pierwszy zanudził mnie na śmierć i mam wrażenie, że spokojnie mogłabym zacząć od drugiego, a może nawet trzeciego tomu, o ile autorka zamierza kontynuować ten chwyt w kolejnym tomie i nadal niczego nie wyjaśniać.

    Brzmiało by to tak:

    “Karou. To słowo w języku chimer oznacza nadzieję. Ale Karou to przecież tylko lekko ekscentryczna nastolatka z włosami koloru lapis lazuli i skórze pełnej tatuaży oraz blizn. Oraz ze szkicownikami pełnymi rysunków osobliwych stworzeń. Dziwna Karou, tak o niej myślą inni ludzie, z wyjątkiem jej najbliższej przyjaciółki – Zuzanny. A kim tak naprawdę jest Karou?

    Dziewczyna sama nie wie kim jest, skąd pochodzi, kim są jej rodzice. Jedyne, co wie, to fakt, że wychowywał ją Brimstone na zapleczu swego sklepu. A kim on jest? Dilerem marzeń produkującym talizmany, dzięki którym można spełniać swe pragnienia – od sprowadzenia świądu na narzucającego się byłego chłopaka, przez wieczną zmianę koloru włosów aż do umiejętności latania czy mówienia w języku serafinów.”

    I do zobaczenia w następnym tomie.

  4. Kinga – hm…to znacznie się różnimy odczuciami. Dla mnie ona absolutnie nie jest przegadana, szczególnie w wątkach opisujących światy i życie chimer i serafinów. Ja tam widzę bardzo wiele akcji, a pierwszoosobowa narracja mi nie przeszkadza. Co do urywania się akcji – to akurat zabieg stosowany w bardzo wielu książkach, czy to z tego gatunku, czy nie, może i tani, ale jakże skuteczny w przypadku części cyklu ;) A, i kompletnie nie mam uczucia, że bohaterkę na końcu znałam w takim samym stopniu, niż na początku, według mnie bardzo dużo się wyjaśniło odkąd do gry weszła ptasia kostka.
    No, ale też nie będę przecież Cię przekonywać, że źle myślisz, bo przecież to Twoje odczucia z lektury, Ty wiesz najlepiej jak się poczułaś :D A, że się różnimy w tym aspekcie – życie i różnorodność nam to zapewniają :)

    • :-) Jasne,że tak – ja tylko marudzę, żeby nie było za słodko! :D Mam sporo porównania w tym gatunku i ta się jakoś bardzo nie zmieściła w kategorii “Lubię to!” ;-) Za to miała na okładce ciekawy opis i miałam nadzieję na coś więcej, mimo wszystko. Dodam, że czytałam w oryginale, może tłumacz dokonał jakiejś magii :D:D:D Recenzowałaś już może Deborah Harkness – Discovery of Witches? Dla mnie to wzorcowa pozycja, jak należy napisać paranormal. Podoba się nawet takim, którzy gatunku nie lubią, ze względu na fantastyczne opisy. Jakbyś siedziała w Oksfordzkiej bibliotece ;-)

    • Kinga – spoko :D Ja tam jakieś porównanie też mam (chociaż statystyk nie robiłam, a dodatkowo czasami nie robię rozróżnień na paranormale i inne fantastyczne), ta mi się podobała, uważam, że jest dużo lepsza niż wszelkie “Szepty”, “Porzuceni” i tym podobne. Na razie porównania z oryginałem nie mam i pewnie szybko nie zdobędę. Co do Discovery of Withces (czyli jak widzę u nas “Czarownicy”) – nie, jeszcze nie. Dzięki Twojej rekomendacji dorzuciłam ją sobie do poszukiwanek, będę trzymać oczy otwarte.

      Tetiisheri – o proszę, to czekam na wrażenia z lektury! Miłego czytania :)

  5. Książka bardzo mi się spodobała i czekam na następną część. A tak w ogóle to ktoś wie kiedy ma wyjść w Polsce ?

  6. To najpiękniejsza powieść jaką czytałam w życiu , choć nie przepadam za fantastyką.To diamend wśród innych książek i niekończący się oryginał, sposób w jaki jest napisana nigdy wcześniej nie zawitał w żadnej książce, nie da się jej porównać do niczego. Parokrotnie przechodziły mnie gorące dreszcze , rozkochiwała mnie w sobie od pierwszych kartek i trzymała w napięciu do samego końca.Osoba , która jej nie przeczyta jest 5 razy uboższa w wiedzę , odczucia i przeżycia :)

  7. Ja zazwyczaj nie kupuję książek, bo nie chcę tracić pieniędzy na coś, co może mi się nie spodobać. Jednak tu widzę tak wiele dobrych opinii, że nie sposób się oprzeć. Lubię tego typu książki, więc chyba mi się spodoba? :D

  8. Kupiłam w końcu tą książkę. Kiedy zaczynałam ją czytać, spodziewałam się fajerwerków, zarwanych nocy i całkowitego wciągnięcia przez powieść. Przyznaję, z początku troszkę tak było. Czytam, czytam, doszłam do połowy i naprawdę mi się podobało. Przede wszystkim świat chimer, malownicza Praga i niebieskowłosa Karou. Do tej pory przeczytałam bardzo szybko. Później jednak pojawia się Akiva…
    I książka spada na żenująco niski poziom. Czytanie o tym, że “Och, Karou, chyba cię kocham, ale sam nie wiem co czuję, bo możesz mnie znienawidzić” przyprawiały mnie o mdłości. Ze strony na stronę było coraz gorzej, akcja wlokła się niemiłosiernie, i do końca wytrwałam tylko dzięki umiarkowanej ciekawości jak autorka rozwiąże całą intrygę. Może niektóre momenty były nawet ciekawe, ale jak dla mnie za dużo Karou i Akivy i ich “fascynującej i głębokiej” miłości. Gdyby nie to, książkę mogłabym ocenić na 8/10 bo początek był niezły. Teraz jedynie 4/10.
    Mimo wszystko , nie żałuję że kupiłam. Przynajmniej utwierdziłam się w przekonaniu, że nie zadowala mnie już byle co. Mając w pamięci geniusz pisarski J.K.Rowling, czy bohaterów i szybką akcję w serii “Dary anioła” C.Clare, nie mogłam przestać porównywać tych książek. Na ich tle “Córka…” wypada dość blado. Przynajmniej dla mnie. No i jedyne, co mnie w tej całej książce rozśmieszyło, to napis na okładce “L.Taylor wyczarowała świat, który zajmie miejsce Harry’ego Pottera w wyobraźni czytelników”. Bardzo przepraszam, ale Laini Taylor mogłaby buty czyścić pani Rowling.
    Ze swojej strony zdecydowanie nie polecam. Chyba jedynie fankom zmierzchu, które będą zadowolone z dość płytkiej historyjki o zakazanej miłości.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s