„W północ się odzieję” Terry Pratchett


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 302

Moja ocena: 5,5/6

Ocena wciągnięcia: 6/6

*****

Tiffany Obolała, to młoda czarownica, która bardzo serio traktuje swoje obowiązki służenia mieszkańcom jej „regionu” – tu zmieni opatrunek, tam obetnie paznokcie, tutaj zapobiegnie śmierci pobitej dziewczyny, czyli robi wszystko to, co czarownica robić powinna. Wszystko biegnie zwykłym trybem, a przynajmniej tak się jej wydaje.

Jednakże pomalutku dookoła zaczyna dziać się coś dziwnego. Ludzie przestają ufać czarownicom, zaczynają o nich myśleć źle, chcą im wybijać szyby, wręcz się ich pozbywać ze swoich ziem. A na Tiffany skupia się to wszystko wręcz podwójnie. Przytrafiają się jej coraz dziwniejsze rzeczy, nie rozumie o co chodzi, a na dodatek zdarza jej się widzieć wielce śmierdzącą zjawę bez oczu, która to płonie olbrzymią nienawiścią do czarownic i wydaje się polować na Tiffany. Czyli jednym słowem: kłopoty!

Fabuła jest „prosta jak włos Mongoła” (cytat z filmu „80 milionów”, serdecznie polecam!) – zły przeciwko dobremu, jednakże jak to zawsze w przypadku Pratchetta, podana tak, że nic, tylko czytać, czytać i czytać! Autor czerpie pełnymi garściami z kultury nas otaczającej, gra sobie z nami używając np. książki „Stos na czarownice” czy różnych – zaadaptowanych na potrzeby powieści – powiedzeń. Do tego w książce można się natknąć na delikatnie przemycone poglądy i kwestie do przemyślenia, np. te dotyczące samego życia czy naszych stosunków z innymi. A na dodatek tłumacz – Piotr Cholewa – jak zwykle wykonał  niesamowitą pracę, takie tłumaczenia, to ja bym chciała cztać zawsze!

Bohaterowie – jak chyba zawsze u tego autora – są tak dopracowani, że trudno się do czegokolwiek przyczepić. Owszem, na upartego mogłabym się przyczepić tego, że Tiffany, jak na szesnastolatkę jest bardzo poważna, dojrzała i rozsądna. Ale przecież autor to wszystko wyjaśnił pisząc o procesie kształcenia czarownic oraz o tym, co Tiffany przeszła w całkiem niedawnej przeszłości. Walka z takimi przeciwnikami pomaga dojrzeć, a odbieranie ciężkich porodów, leczenie i dbanie o życie dziesiątek współmieszkańców Kredy raczej też frywolności nie dodaje. Mnie ucieszyło zjawienie się babci Weatherwax i nianii Ogg. Przecież moje ulubione książki tego autora (z tych, które czytałam), to właśnie te związane z wiedźmami. A tutaj me serce podbili jeszcze Nac Mac Feegle, małe, bezczelne i wojownicze ludziki, które porozumiewają się językiem jakoś dziwnie zbliżonym do gwary góralskiej 😉

Książki Pratchetta (w tłumaczeniu P. Cholewy), to duża doza humoru, delikatnej ironii, satyry, bogata w nietypowych i charakterystycznych bohaterów, sprawiająca czytelnikowi masę frajdy. Cykl Świata Dysku jest takim książkowym uśmiechem, który sprawia, że i my się uśmiechamy. A ja cieszę, że przede mną jeszcze wiele jego książek! © Agnieszka Tatera

Reklamy

10 thoughts on “„W północ się odzieję” Terry Pratchett

  1. W domu mam tylko „Kolor magii”, która nadal czeka na swoją kolej, ale znajoma tak się zachwyca Pratchttem, że chyba nie mam innego wyboru. 🙂
    Którą z jego książek polecasz na początek?

    1. Vampire_slayer – „Kolor magii” czytałam, podobało mi się. Jednak na razie moimi ulubionymi są te książki, w których spotykam czarownice, świetne są 🙂 Wiem, że wielu zwolenników ma też podcykl o Straży oraz książki, w których pojawia się Śmierć. Generalnie nie polecę niczego, bo ile szkół, tyle poleceń 😉 Jak wrzucisz w wyszukiwarkę zapytanie jak czytać Pratchetta, to wyświetli Ci się masa dyskusji, zobacz, która Cię przekonuje najbardziej 🙂 Ja czytałam dopiero 9 czy 10, więc trudno bym czuła się specjalistką 🙂

      Magiaslowapisanego – jak nie ciągnie, to nie ciągnie, nie ma co kombinować, nie ma przecież konieczności czytania wszystkiego 😉

  2. Książki Pratchetta powinny być wypisywane na receptę jako środek antydepresyjny 🙂

    @vampire_slayer – „Kolor magii” to pierwsza książka z cyklu Świat Dysku. Nie ma obowiązku czytania po kolei. Z tym, że książki zmieniają się, w późniejszych tomach jest więcej humoru sytuacyjnego, nie tylko słownego.

    @magiaslowapisanego – różni ludzie mają różny typ poczucia humoru. Albo się to uwielbia, albo nie i koniec.

    Pozdrawiam!

    1. Magdalena Woźniak – ja mam trochę takich książek i kilku autorów, którzy na mnie dobrze działają. Tutaj najwięcej zależy od typu poczucia humoru, jakie się ma. Ja generalnie Pratchetta lubię, chociaż odczucia mam od dobrych do niesamowitych, w zależności od książki 🙂

      Magia książek – 🙂 Ja na razie przeczytałam 9, ale też będę sięgać po następne, w zależności od tego, jakie uda mi się dostac kiedy i skąd.

    1. Agnes – no widzisz, ja jakoś nie zauważyłam przepełnienia smutkiem. Może dlatego, że czytałam ją w trakcie bardzo miłego tygodnia u znajomych (i mniej miłej podróży pociągiem 😉 )? Może dlatego, że przeczytałam tylko kilka innych jego książek (w tym część po angielsku), więc nie do końca mogę porównać? Mnie w każdym razie ubawiła. A recenzję czytałam już jakiś czas temu 🙂

  3. Należy podkreślić, że „W północ się odzieję” to już czwarta część przygód Tiffany (we wcześniejszych tłumaczeniach Akwili) i Ciutludzi, po „Wolnych Ciutludziach”, „Kapeluszu pełnym nieba” i „Zimnistrzu”. Z tych części można się dowiedzieć jak przebiegał proces dojrzewania Tiffany. Osobiście Zimnistrza już nie czytałem, ponieważ zmienił się tłumacz (jest bardziej wierny oryginałowi), a ja byłem przyzwyczajony do Akwili Dokuczliwej i nie przetrawiłem tego… Aktualnie wszystkie części wyszły już w nowym tłumaczeniu.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s