Część druga, czyli podsumowanie „książkowe” (2010)


Ostrzegam – będą statystyki, więc ci, którzy ich nie lubią, niech się poczują zwolnieni z przeczytania tego tekstu 😉 Ja statystyki lubię robić, uważam je za fajny aspekt dodatkowy związany z przeczytanymi książkami, widzę w nich sens i nie żal mi na nie czasu (to tak a propos ewentualnych komentarzy o bezsensie ich robienia 😉 ). Niczego mi nie zabierają, wręcz odwrotnie. I to mówi osoba, która wszelakich przedmiotów matematyczno-statystyczno-fizyczno-chemicznych w szkole bardzo nie lubiła 😉

W roku 2011 przeczytałam 201 książek, czyli więcej niż w poprzednim roku, ale mniej niż w 2009. Wynik mnie satysfakcjonuje, jest całkiem niezły jak na moje ubiegłoroczne możliwości i ilości czasu wolnego. Chociaż pewnie mogłoby być więcej, gdybym mniej czasu przebimbała przed ekranem komputera 😉 Ten rok zapowiada raczej zmiany w trybie mego życia, więc planów nie robię, pewnie czytania będzie jednak mniej.

Przeczytałam 155 książek własnych, wśród których 137 to były książki do recenzji, a tylko 18 pochodziło z „zakurzątek” czekających na moich półkach. Proporcja jest więc zdecydowanie gorsza, niż w ubiegłym roku, ale pod koniec roku zanotowałam zmiany. Ciekawe, czy rok 2012 przyniesie w końcu zmiany w tej proporcji czytanych książek, zobaczymy! Przeczytałam też 9 książek z biblioteki, 17 z akcji Kolejkowo, 12 pożyczonych oraz 8 książek w ramach recenzji wewnętrznych. 7 z książek do recenzji wewnętrznej było książkami w języku angielskim. 12 z przeczytanych książek to e-booki. Zapewne w tym roku zwiększy się ich ilość, z prostej przyczyny posiadania Kindelka. Chociaż zaległości zawalające półki mogą też powodować, że na razie będę czytała dużo papierowych książek.

Wśród książek przeczytanch w 2011 roku królują ciągle autorzy zagraniczni – 142 książki. Książek napisanych przez polskich autorów jest 59, czyli 29%, właściwie prawie 1/3 wszystkich czytanych książek. Z przeczytanych książek 9 było napisane przez grupy autorów. Z pozostałych 192 książek 91 napisali mężczyźni, a 101 kobiety. Bilans pod tym względem jest więc bardzo przyzwoity :)

Pokusiłam się też o zrobienie rocznych statystyk podobnych do tych, które robiłam co miesiąc. Wyszło mi na to, że średnia ocena przeczytanych  w tym roku książek to 4,7, czyli właściwie bardzo dobra. Łącznie przeczytałam 64 142 strony. Przeciętna książka przeze mnie czytana miała 319 strony. Średnio czytałam 17 książek miesięcznie, co raczej nie pozostanie normą, myślę, że ich ilość spadnie prędzej czy później.

W roku 2011 dałam aż 18 szóstek! W ubiegłym roku były o 4 mniej, jednak przeczytanych książek było kilkadziesiąt mniej, czyli statystycznie wychodzi na to, że w roku 2011 wystawiałam je jednak rzadziej. Do tego dochodzi jeszcze aż 27 ocen 5,5, więc wygląda na to, że albo coraz łatwiej mnie zachwycić, albo czytam coraz lepiej docierające do mnie książki ;) Nie dałam żadnej oceny 1 i 1,5, a tylko jedną ocenę 2. Ku mojemu zaskoczeniu wychodzi na to, że najwięcej dałam ocen 5 – aż 61 książek zasłużyło na taką ocenę! Przerwałam czytanie tylko 6 książek (a przynajmniej tyle zapisałam sobie w notatniku).

Gnioty roku?

Z książek niedoczytanych na czoło wysuwa się książka „Droga ślepców” – bezczelne zerżnięcie pomysłu od McCarthy’ego, byki gramatyczne, ortograficzne, stylistyczne, czytanie wzbudzało zgrzytanie zębami, więc przerwałam je na stronie 44.

Najgorzej – z tych doczytanych do końca – oceniłam książkę „Judasz całował wspaniale” , kompletnie jej też nie pamiętam, co świadczy o tym, że faktycznie nie było warto jej czytać 😉 Zaraz za nią uplasowała się książka „Rok magicznego myślenia”.

Hity roku?

Najwyżej oceniałam następujące książki:

„Złodziejka książek” –  za narratora, styl, bohaterów, oszczędną formę i wielkość przekazu!

„Dzisiaj narysujemy śmierć” – nie jest to pierwsze źródło informacji na ten temat, z którego miałam okazję korzystać, ale najbardziej bezpośrednie i obnażające okrucieństwo tego czasu. Jednym słowem: wstrząsające!

„Niepełni” – skończyłam czytanie książki zaryczana, zasmakrana. Świetna fabuła, dziwni, niesamowici, bohaterowie, emocje aż buzują. Mimo drobnych mankamentów nie mogłam ocenić tej książki inaczej.

„Kot alchemika” – w przypadku tego autora nie mogę być obiektywna i tyle! 😉 A już bardziej serio – uwielbiam jego kreatywność, fantazję, plastyczny język, którym tak doskonale maluje przed nami poszczególne sceny w każdej z książek, zabawę słowami, słowotwórstwo. Ta część jest bardziej mroczna, ale i tak fascynująca.

– „Ksiądz Rafał” i jego druga część – „Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy” – nie jestem obiektywna w sprawie tych dwóch książek Macieja Grabskiego 😉 Cudowna, idealistyczna, pozytywna, ciepła, mądra opowieść o ludziach i życiu. Czyta się niesamowicie, chwyta za serce.

„Sorry” – za pomysł, za wykonanie, za doprowadzenie mnie prawie do obłędu kiedy musiałam odłożyć książkę, za niezmiernie zakręconą fabułę, za koncentrację z którą czytałam, brawo!

– „Zawsze przy mnie stój” – niesamowita historia ludzi i aniołów, świetna odskocznia od anielskich romansów paranormalnych i aniołów zniszczenia, tutaj anioły są aniołami stróżami, ale jak świetnie jest to zbudowane i opisane! Bardzo ciekawa i przejmująca książka.

„Fioletowy hibiskus” – niczego w tej książce nie było zbyt wiele lub zbyt mało, świetnie wyważona, oszczędna w stylu opowieść o miłości i nienawiści, kacie i ofiarach, rodzinie, sytuacji w Nigerii.

„Ród Aszura” – kolejna świetna książka tego autora. Już „Hamida…” była urzekająca, a „Ród Aszura” jest wręcz baśniowy 🙂 Mahfuz cudnie maluje słowem, operuje pięknym językiem, tworzy tak ciekawych bohaterów. A na dodatek taka saga rodzinna to dodatkowa przyjemność, brawo!

„Paranormalność” – jest świetna jak na swoją klasę, czyli lekką rozrywkę głównie dla młodzieży. Lekko gapiowata, bardzo „dziewczyńska” główna bohaterka, mnóstwo paranormalnych stworów, złe elfy, zakochanie, walka i życie, czyli recepta na sukces 🙂 Wszystkie „Szeptem” się umywają do „Paranormalności”.

– „EONA. Ostatni lord Smocze Oko” – świetna kontynuacja i zamknięcie. Bardzo inspirujące fantasy wzorowane kulturach starożytnych Chin i Japonii, ale mocno rozbudowane o nowe wątki. Dobrze napisane, wciągające tak, że miejscami wstrzymywałam dech, bardzo różnorodne. Pani Goodman ma we mnie wierną fankę.

„Saga Sigrun” – bardzo mi się ta książka podobała. Owszem, wkurzało mnie, ze na początku było aż tyle opisów ich wspaniałego seksu 😉 Ale z czasem ta ilość zmniejszała się, a przebijały opowieści o codziennym życiu dumnego rodu północnej Norwegii. Świetne opisy życia codziennego Wikingów, ich wypraw politycznych i w celu zdobycia wszelkiego dobra. A wszystko to przedstawione z punktu widzenia kobiety, matki, żony. Może i jest to dla innych marny harlekin, ale dla mnie to bardzo dobra książka.

„Żyjący z wilkami” – świetna książka! A właściwie nie tyle książka, co niesamowita historia człowieka, który pokochał wilki tak bardzo, że wręcz stał się jednym z nich. To znowu zaowocowało, że prawie zapomniał, jak to jest być człowiekiem i sprowadził na siebie kłopoty. Świetne opisy wilków, ich życia, funkcjonowania, zasad społecznych, współbytowania z człowiekiem etc. Zdecydowanie polecam!

– „The Land of Decoration” – ufff… dawno nie czytałam takiej książki, świeżej przewrotnej, zadającej masę pytań, ciągle „drażniącej nerw” czytelnika, nie dającej spokoju! Mam mętlik w głowie, nie wiem sama, co o niej myśleć. Religijne dziecko narzędziem Boga, twórcą cudów? Każdy cud ma dwa końce i zawsze dobro ma złe konsekwencje? Czym jest dobro, a czym zło? A Bóg i diabeł?

„Ty” – Co ten autor robi z czytelnikiem! Zdecydowanie nas nie oszczędza, jest książki są szalone, zagmatwane, wieloznaczne, przejmujące, a momentami wręcz walące w splot słoneczny. Unikatowy styl, Drvenkar ma talent.

„Uśmiechy Bombaju” – książka książką (chociaż jest świetna!), ale to przesłanie! Młody mężczyzna z miłości do odrzuconych dzieci zrobił w ciągu kilku lat więcej niż inni przez całe życie. Niesamowita lektura, polecam z całego serca!

„Święta z kardynałem” aka „Boże Narodzenie w Lost River” – nie wiem, czy to przez to, że skończyłam ją czytać w Wigilię, czy przez ten zalew dobroci i człowieczeństwa, w każdym razie dostaje najwyższą notę 🙂 Cudowna, bajkowa opowieść o dobru, wspieraniu się i wspólnoście, cacuszko!

– „Dallas ’63” – kiedyś miałam okazję przeczytać kilka horrorów jego autorstwa, potem była dłuuuga przerwa, a teraz ta książka. Jest świetna i właściwie tyle powinno wystarczyć. Opisami amerykańskiej prowincji z dawnych lat King podbił me serce! Bardzo dobra książka, oprócz może ostatnich 10 stron, które mi jakoś nie pasują, ale co to jest 10 przyzwoitych stron na 850 świetnych 😉

Wyróżnienia:

„Droga” – za to, że została w mej głowie na długie lata, może na zawsze…

– trylogia „1Q84” – za niesamowitą wobraźnię i styl, który tak lubię!

– cykl „Królowie przeklęci” – za ukazanie historii, która może być tak pasjonująca, że nie idzie się od tych książek oderwać 🙂

„Dżozef” – za jedną z najbardziej zakręconych opowieści, jakie w życiu czytałam.

– „Pompa nr 6 i inne opowiadania; Nakręcana dziewczyna” – za wyobraźnię autora i jego wizję przyszłości.

Krótko mówiąc: to był bardzo dobry rok pod względem przeczytanych książek! I niechże rok aktualny będzie taki sam!

Uffff… Strasznie to wszystko wyszło długie! Jeżeli ktoś doczytał do końca, to gratuluję i dziękuję 🙂 A ja idę w końcu od komputera!

Reklamy

29 thoughts on “Część druga, czyli podsumowanie „książkowe” (2010)

  1. No ja nie lubię statystyk i podsumowań (czy też planów itp) ale jeśli mogę przeczytać opinie na temat książek przeczytach to insza inszość:) Tak lubię!

    Z takich podsumowań mogę wybrać coś dla siebie, i to jest fajne. Chwała!

    Czy Sorry to ten thriller Drvenkara?
    A Droga McCarthy’ego?

    O Mahfucie mam podobne zdanie 🙂 Ale Hamida aż tak mi się nie podobała…

    Równie udanych lektur w tym roku Aga!!!

    1. Keytea – ale ja miałam rok z wielkąąą ilością wolnego czasu + czytanie jest moim ulubionym zajęciem 😀

      Monilibri – 🙂 Dlatego właśnie starałam się dodać chociaż jedno zdanie o każdym tytule. Tak, „Sorry” to ten thriller Drvenkara, a „Droga” McCarthye’go. Kurczę, powinnam dodać nazwiska, zapomniałam przy pisaniu :/

      Dzięki 🙂 A i Tobie życzę jak najwięcej udanych lektur w 2012!

      1. Eeech nie, nazwiska nie są konieczne 🙂 ja chciałam się po prostu upewnić.

        Dziękuję za to życzenie – stos rośnie ale jak będzie z czytaniem – nie wiem?:)

    1. Skawo – no widzisz, a ja nie tylko przeczytałam, ale jeszcze mi się bardzo podobało, szczególnie po przeczytaniu pierwszej ćwiartki książki. Zakupiłam tom 2 i 3, w tym roku je przeczytam.

  2. Ja też lubię statystyki. Sama je robię i lubię podczytywać je u innych. O Twoim imponującym wyniku nie będę mówić, bo to oczywiste. Z Twoich najlepszych powieści czytałam tylko „Drogę”. Księdza Rafała mam pożyczonego, więc też w najbliższym czasie przeczytam. Innych tytułów nie znam, ale z nowościami mam na bakier 😉

    1. Anek7 – 🙂 oj tak, to jest świetna seria, zdecydowanie warta przeczytania. Jak dla mnie, to takie książki powinno się doradzać osobom nielubiącym historii, bo mogą część z nich przekonać, że ta taka straszna nie jest 😉

      Sardegna – wiem, że lubisz, bywam u Ciebie i podczytuję 🙂 Też lubię je czytać, przeczytałam chyba prawie wszystkie, jakie się na odwiedzanych przeze mnie blogach pojawiły. Jestem baaardzo ciekawa Twoich wrażeń z lektury „Księdza Rafała”! Co do nowości – ja biorę w tym roku udział w czytaniu książek „ze swojej półki”, więc może w przyszłym roku w podsumowaniu zagości mniej nowości?

  3. Zastanawiam się, czy ta data w tytule wpisu ma coś sugerować ;). A tak na poważnie, to bardzo Cię podziwiam za tę ilość i jakość przeczytanych tytułów. Z wymienionych przez Ciebie znam tylko „Księdza Rafała”, a i tak sięgnęłam po niego dzięki Twojej recenzji. Zazdroszczę Ci tylko jednej rzeczy – tak niewielu negatywnych ocen i pozycji odrzuconych. Na następnym spotkaniu będziesz musiała zdradzić mi swój sekret :). A w tym roku na pewno będzie jeszcze lepiej.

      1. E, tam – cyferki, he he
        Ja sobie za cel postawiłam 52 książki i było 55. Dla mnie ok. I tak cud, że znalazłam czas. Teraz siedzę przy komputerze, a Mały z dziadkami; mam nieskończony sweter, który miałam na finiszu już tydzień temu, a w sobotę mam ważnego kolosa. I co zrobię, jak wyłączę kompa? Zabiorę się za „Regulamin tłoczni win” (niestety, małe literki).

        1. Agata Adelajda – a ja tam cyferki (właściwie tylko w tym wypadku podsumowań blogowych) lubię 🙂 Pewnie, że każdy czyta tyle, ile może i na ile ma ochotę, więc porównywanie „wyników” nie ma sensu.
          Małej czcionki nienawidzę z całego serca, moje oczy strasznie się męczą :/ Życzę więc powodzenia w rozgryzaniu tej książki 😉

      2. Barbara – ha, tak – ma sugerować, że bezczelnie skopiowałam tytuł notki, którą czytałam dla porównania jednego roku z drugim 😀 Treść się różni, można sprawdzić 😉

        Co do oceniania – wynika to pewnie po części z faktu, że te książki, które mi z różnych przyczyn „nie podchodzą” zwyczajnie zostają nieskończone, żal mi na niektóre książki czasu. Po części pewnie też z tego, że jestem jednak łagodna w ocenianiu książek, u innej osoby taka sama lista czytelnicza wyglądałaby zapewne zupełnie inaczej pod względem ocen. No i fakt, że jakieś 3 lata temu nauczyłam się w końcu sprawniej dobierać książki, mimo tych wprowadzających często w błąd opisów promocyjnych.

  4. O MATKO BOSKA! Nie wierzę, no nie wierzę! 200 książek?! Przy moich marniusieńkich 40? Ejj, jak będę miała depresję, to będzie Twoja wina. Wiedz o tym, Aga.
    Tak na poważnie to wielki szacun, posługując się młodzieżowym slangiem. Nie mogę uwierzyć, że człowiek, który ma jeszcze pracę, dom – ogólnie obowiązki, może tyle przeczytać. Oby tak dalej!:)

    1. Hiliko – ano, a są osoby (widziałam na blogach i w wątku AK), które czytają więcej 🙂 E tam, depresję, przesadzasz 😛 Jak zawsze odpowiem tyle samo: każdy czyta tyle, ile może i ile chce. Pracę miałam do niedawna mocno nietypową, dającą sporo czasu wolnego, teraz to już w ogóle się lenię. Domem się przejmuję na poziomie podstawowym, nie mam ambicji perfekcyjnej pani domu, obowiązków niewiele, społeczna bardzo nie jestem, rozrywkowa też nie, więc czytaniu mogę poświęcić duuużo czasu.

      Książkozaur – 🙂 To ciekawa jestem Twoich wrażeń z lektury tych dwóch książek, czy też Cię tak zachwycą! A „Posłańca” już czytałaś może?

      1. A ja już marzę o tym, żeby zająć się po mojemu domem! Upiąć po mojemu firanki, ułożyć w szafach, poukładać książki … jednak czytanie non-stop i leżenie w łóżku do końca mnie nie kręci:) Dobrze, że jestem w stanie ugotować obiad po mojemu:)) …. chociaż stos na „wolne chwile” (??) rośnie pod ręką:)

        1. Ale marudzę … właśnie sprawdziłam, że moich przeczytanych było gdzieś ok. 100 (nie o wszystkich przecież piszę na blogu … a nawet ostatnio o mało której) wiec może poza „stanem” nie będzie tak źle? Nawet jeśli zmniejszy się o 3/4 ta ilość to i tak będzie sukces, przy mojej obsesji domowej:)))

          1. Moni – wierzę, takie nowe miejsce zamieszkania, a Ty masz ograniczone pole działalności! Ale już niedługo, bardzo niedługo. I wtedy wprawdzie zajęć będziesz miała sporo więcej, to jednak i forma pewnie będzie świetna. A jeżeli jest się skazanym tylko na jakieś czynności, to choćby nie wiem, jak były fajne, to chyba nigdy nie będą kręcić.
            A co do Twojej listy – no właśnie, ja też nie o wszystkich piszę na blogu, jakoś mi nie wychodzi. A co do tego roku, to ja myślę, że pierwsza połowa będzie wariacka, ale potem troszkę statystyka skoczy 😉

  5. Ja naprawdę chciałam tak niewiele 😦 Chciałam się tylko dobrze przygotować do obrony i zrobić ładną prezentację, nie czytając nic wciągającego, ponieważ potem ciężko wrócić do pracy przed skończeniem książki. A teraz muszę sięgnąć po „Ty”, które sama przed sobą schowałam, żeby mnie nie kusiło. I chyba pęknę, jak go nie przeczytam, a on będzie na wyciągnięcie ręki.

    Chyba do czasu obrony przestanę tu zaglądać, ponieważ nic tylko mnie kusisz 😉 No trudno, idę czytać Drvenkara, a Ty proszę poucz się trochę za mnie 😉

    Życzę samych wciągających książek i kuszących recenzji 🙂

    1. Plus Minus – hehe przypominają mi się moje czasy pisania pracy. Ja musiałam czytać coś innego, bo oszalałabym w natłoku setki książek i drugiej, takiej samej ilości opracowań koniecznych do pracy – czytałam wtedy wstyd przyznać sagę wampirów i to wciąganie strasznie mi pomagało. Mobilizowało mnie do szybszego pisania, bo wiedziałam, że czeka na mnie taka fajna lektura (fajna!!??aaaa!!! ;/)

      weny twórczej przy pisaniu!!! i powodzenia na obronie!!

    2. PlusMinus – heehehehe, jak się człowiek chce naprawdę na czymś skupić, to albo wyłącza net, albo nie zagląda na blogi, więc to nie moja wina :p Ciekawa jestem niezmiernie Twoich wrażeń, napisz mi maila, co?
      A kiedy w końcu obrona, już wiesz?

      Moni – wiesz, że ja nie pamiętam co robiłam? Wiem, że opracowań wszelakich było mało, bo pisałam na temat, na który mało kto wtedy coś już napisał, takie zgaduj zgadula. Ale jak się do tego miało czytanie książek niezwiązanych ze studiami – nie pamiętam!

      1. 🙂 nieeee no mój temat rzeka był:) pierwsza praca to tylko 4 lektury, więcej nie było dostępnych, kilka opracowań, a wtedy jak na złość czytać mi się nie chciało hehe (beletrystyki, bo kodeksy odchodziły), przy drugiej … cóż, nie wiem jak ja to zniosłam? setka lektur i drugie tyle prawie opracowań i wieczorami Mayer hahaha
        Wiem jedno – teraz nie dałabym rady tego pogodzić, nie umiałabym już tak rozgraniczyć tych dwóch światów. Fakt, że lektura (Mayer) wymagająca nie była, więc może to był klucz?

      2. Plotka głosi, że obronę mam mieć 10 stycznia, ale od promotora ciągle słyszę, że po 9 stycznia (czyli 10 w sumie pasuje 😉 ). Za życzenia powodzenia nie dziękuje, bo niby przesądna nie jestem, ale kusić losu nie będę 🙂
        A co do Drvenkara to myślę, że oddam Ci go przy najbliższej okazji razem z Pawlikowską (okazało się, że „Blondynkę na Zanzibarze” mam własną w Kcyni, siostra ją pożyczyła, jak tylko ją kupiłam, wywiozła ze sobą i teraz oddała).

        Jak skończę czytać „Ty” to podzielę się wrażeniami.

  6. Gratuluję wyniku 🙂
    Mój jest trochę skromniejszy.
    Kilka Twoich hitów znam ale ten Drvenkar mnie intryguje i pewnie go gdzieś dopadnę:)
    O gniotach najlepiej zapomnieć, osobiście cieszę się ,że czytam ich coraz mniej, ledwie 2 w roku.
    Postanowienie roku – dokończyc wreszcie George RR Martina, bo te jego 500-set stronicowe kawałki w częściach doprowadzają mnie do białej gorączki 🙂

    1. Izzy – dzięki 🙂 Co do Drvenkara – służę pożyczką 😉 Ja też się staram o gniotach zapomnieć, dobrze mi idzie, tylko podsumowania mi o nich przypominają. Też mam szczęście do coraz mniejszej ich ilości. A co do postanowień na ten rok – brak ich, żadnych sztywnych postanowień, może jakieś ciche nadzieje, ale bez wypowiadania ich na głos 😉

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s