„Ostatnie fado” Iwona Słabuszewska-Krauze


Wydawnictwo: Otwarte, 2011

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 316

Moja ocena: 4/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Alicja podczas wizyty w Polsce odwiedza także swojego ukochanego kuzyna – Dominika. Ten prosi ją o wysłanie ważnego dla niego listu. List adresuje do byłej ukochanej, a Alicja ma go wysłać po powrocie do Dublina. Dlaczego Rosa nie ma wiedzieć o tym, że Dominik jest w Polsce? Co się kryje za ich historią?

Alicja ciągle odkłada wysłanie listu, zawsze znajduje coś ważniejszego do zrobienia. Gdy zdaje sobie sprawę, że już zdecydowanie nie powinna dłużej czekać, to postanawia… sama zawieźć go do Lizbony i przekazać adresatce. Historia Rosy i Dominika intryguje ją za bardzo, by mogła ten list powierzyć poczcie.

Okazuje się, że przyjazd do Lizbony służy nie tylko szukaniu Rosy, ale także odkrywaniu miasta, historii różnych osób, dochodzeniu do tego, co się wydarzyło kilkadziesiąt lat temu, ale także do wyklarowania własnych uczuć, przemyśleniu tego i owego, a także podejmowaniu decyzji związanych z życiem Alicji.

W „Ostatnim fado” oprócz Alicji, Dominika, Rosy i innych w miarę zaangażowanych w główny wątek fabuły bohaterów, mamy również wstawki z innych historii. I to było dla mnie trochę dezorientujące, bo o ile wątek Fernanda Pessoa, poety z wielkiej i nieustającej miłości do Lizbony tworzącego nietypowy przewodnik po tym mieście, który kilkadziesiąt lat później wpada w ręce Alicji, był dla mnie w miarę osadzony w fabule, to już inne historie niekoniecznie. Skąd tam np. wątek Antonia? Joany? Pedra? I po co? Chyba się trochę zgubiłam…

Mnie do szczęścia wystarczyłaby już główna historia, okraszona Lizboną. Bo wątek Teresy, Rosy i Dominika sam w sobie jest już wystarczająco ciekawy, tym bardziej, że zawiera świetne sceny związane z fado. We fragmentach, w których jest mowa o tym gatunku muzycznym, czuć pasję, wręcz miłość do tej smutnej, przejmującej muzyki. Te chwile są dużym plusem fabuły. Zresztą za te chwile pasjonujących opowieści polubiłam Teresę, która na początku wydawała mi się zgorzkniałą i przerażająco smutną kobietą. Jej historia zresztą poruszyła mnie najbardziej.

Jednak największym plusem całej książki były dla mnie opisy Lizbony – tego kolorowego, fotogenicznego, przepełnionego muzyką i zapachami miasta. Niektóre z nich przypominały mi miejsca, które już odwiedziłam, opisy pewnych miejsc zachęciły mnie do poszukania o nich informacji  w internecie, a całość tworzyła niesamowitą atmosferę tej książki. Lizbona już kilka lat temu podbiła moje serce, a ta książka zdecydowanie mi o tym przypomniała.

Na koniec nie mogę pominąć sprawę okładki – moim zdaniem jednej z najlepszych, jakie od pewnego czasu widziałam. I przód, i tył jest stylizowany na kopertę z listem, a do tego to piękne zdjęcie! Cacuszko, które jeszcze na wewnętrznej stronie okładki zawiera mapę z miejscami ważnymi dla akcji książki. Świetna sprawa!

Mnie ta lektura – mimo lekkiego zagubienia w tych pobocznych historyjkach – poprowadziła uliczkami Lizbony, zaprowadziła na cudnie pachnącą kawę, zachęciła do odwiedzenia jednej z małych, lokalnych restauracji, a wieczorem do posłuchania fado. Na przkład Amalii. © Agnieszka Tatera

Reklamy

19 thoughts on “„Ostatnie fado” Iwona Słabuszewska-Krauze

  1. Witaj! 🙂
    Od jakiegoś czasu zerkam na tę książkę i nie mogę się zdecydować. Po Twojej recenzji nadal trudno pojąć mi decyzję. I kusi i frapuje, ale uwagi o dezorientujących wątkach zniechęcają.
    Poczekam na „okazję” aby ją przeczytać, ale biegać za tą książką nie będę. Już nie mam poczucia, ze przegapiam coś bardzo wartościowego, a mam rosnące stosiki książek w domu 🙂
    Dziękuję za tę recenzję 🙂

  2. Lizbona pozostaje wciąż w sferze mych ogromnych marzeń (zresztą tak jak cała Portugalia).

    Przy tej książce wahałam się już tyle razy, że trudno mi je nawet zliczyć. Raz nie wzięłam z biblioteki, potem nie kupiłam w księgarni, nie zamówiłam w sklepie internetowym, znowu nie wzięłam z biblioteki etc. Twoja recenzja sprawiła, że nie będę się już nawet zastanawiać, tylko zamówię ją w mojej osiedlowej wypożyczalni. Jak mnie znudzi – nie będę przynajmniej żałować, że nie kupiłam, a jak mnie zachwyci to po prostu ją nabędę 🙂

    Oto noworoczna mądrość ze mnie wypłynęła. I z mej półki na której właśnie dzisiaj postawiłam 180 z kolei nieprzeczytany egzemplarz książkowy otrzymany pocztą…

    1. Magdalena Woźniak – generalnie dla mnie było tak: główny wątek jest fajny, ciekawy i całkiem wciągający, wątki poboczne są fajne, ale nie rozumiem ich celu. W Twojej sytuacji, to faktycznie książkę najlepiej zdobyć z biblioteki lub od znajomej i najwyżej potem kupić, jak zdobędzie Twe serce

      Claudette – dokładnie tak, to jest bardzo dobra strategia a propos książek, co do których nie jesteśmy pewne, jak to z nimi będzie. Ja też staram się tak robić, chociaż z różnym skutkiem, to jednak generalnie się sprawdza
      I witaj w lubie tych, na których olśnienia spływają, jak patrzą na wielkie stosy książek kupionych/zdobytych, a nie przeczytanch 😉

  3. Mam ochotę na jakąś klimatyczną książkę, w której będę mogła się zagubić – uliczki Lizbony wydają mi się idealne! Dzięki za podpowiedź:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  4. Ja chyba zaprezentuję typowo męski punkt widzenia, ale cała ta historyjka, że łatwiej dowieźć list do Lizbony, niż podreptać na najbliższą pocztę to doprawdy się nie trzyma całości:P

    1. Isadora – o tak, w tej książce klimat bardzo mi się podobał 🙂 Pozdrawiam!

      ZWL – hm… ale to nie o to chodzi, że łatwiej, ona była zwyczajnie zafascynowana ich historią i chciała sama poszukać Rosę i dać jej ten list. A generalnie książka trzyma się kupy, tylko tych wątków pobocznych nie kumam, ale może w czytaniu wyszło inaczej 😉

      1. Zażartowałem sobie, chociaż nie wyobrażam sobie, co mogłoby mnie aż tak zafascynować, żebym nadrabiał kilometry i osobiście bawił się w kuriera:) No ale taka jest konwencja i grunt, że się nieźle czytało, wtedy na wiele można oko przymknąć:)

        1. 🙂 Ją zafascynowała miłość innych, bo sama nie potrafiła wcześniej tak naprawdę nikogo pokochać, a że przy okazji podróż do Lizbony… 😉 To tylko plus. Tak, taka jest konwencja, czytało się przyjemnie.

          1. No tak, każdy pretekst jest dobry, żeby sobie pozwiedzać Lizbonę:P Ale ciekawe, czy gdyby Rosa mieszkała w Pcimiu, to też by ją tak pchało w podróż zamiast na pocztę:)

              1. W drugiej części egzotykę można już tylko nasilać, więc raczej Szanghaj albo Timbuktu:D „A z drugiej strony, Grójec, jakaż to egzotyka dla Araba” :PP

                    1. No nie wiem… Jak całe życie mieszka się np. w dużym mieście, to nagły wyjazd na wieś czy do malutkiego miasteczka, to jest już niezła egzotyka zapewne 😉

  5. Wygrałam „Ostatnie fado” w konkursie. Nawet z autografem autorki. I tak się cieszyłam, entuzjazm mnie rozsadzał normalnie! Jeszcze tylko dokończę tę, co czytam i biorę się za Fado! A potem czytam, pierwsza, druga…piąta recenzja na NIE. Że nudno, że bez klimatu…i straciłam serce do tej powieści 😦 I kiedy zobaczyłam u Ciebie recenzję, pomyślałam, że teraz to się wszystko okaże, jak to z tą powieścią jest naprawdę 🙂 No i widzę, że nie jest tak źle 🙂 jest nadzieja 🙂 dzięki

    1. Sardegna – a mnie się „Ostatnie fado” podobało 🙂 Jedynym minusem są tylko te niepojęte historie poboczne. Poza tym – przyjemna, lekka, wciągająca lektura.
      A ja widziałam całkiem sporo pozytywnych recenzji. Nie martw się, tylko przeczytaj, zobaczymy jaki będą Twoje reakcje 🙂 Pozdrawiam!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s