Podsumowanie działalności bloga (2011)


Moi stali czytelnicy wiedzą, że lubię statystyki 😉 I tak, będzie trochę statystycznie, trochę refleksyjnie. WordPress jest pod tym względem świetny i sam robi i przysyła mi statystyki 1 stycznia, więc odpada mi różnorakie liczenie, mogę przejść do podsumowania.

Dla przypomnienia przed momentem przeczytałam ubiegłoroczne podsumowanie i widzę trochę zmian. Przede wszystkim statystyki wejść na bloga. W ubiegłym roku blog zaliczył 37 000 unikalnych odwiedzin, a w tym roku już 120 000 tysięcy! Jestem w wielkim szoku, nie wiedziałam, że to będzie taka różnica, to jest przecież ponad 3 razy więcej! Jestem przeszczęśliwa, bo to oznacza, że lubicie mój blog, a to nie ukrywam, dodaje skrzydeł 🙂 W ubiegłym roku opublikowałam 137 notek, a w tym roku aż 270, czyli regularność pisania wzrasta. Chociaż nie ma się czemu dziwić, bo w 2010 roku byłam w Macedonii przez 8 miesięcy, a ten miałam wyjątkowo wolny. Większa ilość notek jest też zapewne jedną z przyczyn wzrostu statystyk wejść na bloga. Pojawiły się w tym roku 373 zdjęcia (w większość okładek), co daje właściwie zdjęcie dziennie. Rekord odwiedzin padł 4 grudnia z notką „Współpraca z wydawnictwami – część I: blogerzy”. Przeczytało ją 1008 osób.

Najwięcej osób (poza oczywiście stałymi bywalcami :D) trafia tutaj z następujących stron: facebook.com, lubimyczytac.pl, prowincjonalnenauczycielstwo.blogspot.com, nasze-czytanie.blogspot.com oraz blogger.com Fajnie, że sporo osób trafia tutaj przez zaprzyjaźnione blogi, ale jest ich mniej, niż w ubiegłym roku, co oznacza, że rolę „kierunkowskazu” przejmują portale i czytniki RSS.

Oprócz tego, co powiedział mi WordPress ;) chciałam też dodać coś od siebie… W tym roku zakończyłam współpracę z większością wydawnictw, portali i wszystkimi  księgarniami. Dlaczego? Pisałam o tym w tej notce. Zwyczajnie było tego za dużo, zatęskniłam za swoimi książkami nierecenzyjnymi, bibliotekami i pożyczkami 🙂

Zostało mi 5 wydawnictw, z któymi współpracuję stale, docelowo zostaną maksymalnie 4. Oczywiście mam jakieś zlecenia od czasu do czasu od innych wydawnictw lub samych autorów, ale to są przeważnie pojedyncze książki. Jednak i te jednorazowe wyczyny zamierzam ograniczyć, nie wyeliminować zupełnie, ale ograniczyć. Mam jednak ciągle jeszcze książki od firm, ze współpracy z którymi zrezygnowałam w tym roku. Powolutku jednak je przeczytam i opiszę. W listopadzie zresztą zdołałam w końcu dojść do momentu, w którym czytam i książki własne, i biblioteczne, i pożyczone. A to znowu cieszy mnie niewymiernie!

Bardzo się cieszę, że każdy miesiąc przynosi mi nową blogową znajomość czy kolejnego ciekawego bloga do poznania. Wielką frajdę sprawia mi też każda Wasza wizyta u mnie, każdy komentarz i każdy mail 🙂 A właśnie, ilość komentarzy chyba spada, co wynikać może z tego, że i ja sama coraz mniej komentuję u innych. Wybaczcie, ale jakoś nie jestem w stanie często napisać czegoś ciekawego na temat książki, której nie czytałam, szczególnie jeżeli jest to jej 5 recenzja w tym tygodniu, którą czytałam 🙂 A nie chcę na każdym blogu wklepywać formułki „(Nie) dla mnie”. Jednak wiernie bywam u sporego grona blogerów, tyle, że siedzę cicho. Staram się też poznawać nowe ciekawe blogi, chociaż robi się to coraz trudniejsze, bo ich liczba wzrasta błyskawicznie, co znowu skutkuje tym, że coraz trudniej jest wyłowić perełki. Uwielbiam mój czytnik RSS, bo on mi pozwala na zatrzymanie linków na zawsze i śledzenie notek.

Wielką, niesamowitą tegoroczną przygodą był rozwój i organizowanie naszej pierwszej nagrody książkowej – Złotej Zakładki 2011. Roboty było mnóstwo, nerwów momentami jeszcze więcej, miałam chwile totalnego wkurzenia, zwątpienia, zniechęcenia, ale się udało! Chciałam tutaj bardzo podziękować ekipie, bez której nie dałabym rady dotrwać do końca, jesteście wielcy! Chciałam też podziękować Wam wszystkim za nominowanie, głosowanie, wspieranie dobrym słowem, pomoc w promocji. Mimo tego, że było tyle roboty, to i tak chcę rozwijać następną edycję, właśnie przygotowujemy forum pod dyskusję 🙂 A wszystkich zapraszam do obejrzenia filmu z uroczystości wręczenia nagród, który od dzisiaj możecie znależć TUTAJ.

Pięknym przeżyciem okołoblogowym była też wizyta na Targach Książki w Katowicach i Krakowie, i spotkanie części z Was, ależ było  to cudne! 🙂 Bardzo liczę na to, że w tym roku uda się lepiej zorganizować spotkanie w Katowicach, może zarezerwować jakieś miejsce na solidne spotkanie, może zrobić osobną promocję. Liczę też na kolejne spotkania przy różnych okazjach.

Na koniec powtórzę to, co napisałam rok temu: dzięki, że ze mną jesteście, że pozwalacie się poznawać coraz lepiej, dzięki za rozmowy w komentarzach i za uśmiech na mojej twarzy, który często wzbudzacie :D

PS. Ja od poniedziałku do niedzieli jestem „wyjechana”. Mam wprawdzie kilka notek do napisania, ale nie wiem ile znajdę na nie czasu w ferworze hazardu planszówkowo-karcianego, pogaduch i wędrówek 😉

Advertisements

67 thoughts on “Podsumowanie działalności bloga (2011)

  1. Statystyki rzeczywiście imponujące! 1000 wejść na jednego posta…no po prostu rispekt! To był udany rok. Targi, Złota Zakładka zostaną dla mnie niezapomnianym przeżyciem. No i założenie bloga, właściwie dzięki Twoim wskazówkom 🙂 dziękuję za ten wspólny czas 🙂 no i pozdrawiam noworocznie

  2. No pięknie:) A tak a propos, kiedy druga część dyskusji o blogosferze? Popieniaczyłoby się trochę i statystyki poszłyby w górę:D

    1. Sardegna – 1000 to zdarzyło się raz 🙂 I to dzięki gorącej dyskusji 😉 A rok blogowy faktycznie udany, pod wieloma względami. A TK i ZZ i dla mnie będą na zawsze niezapomnianym przeżyciem. Ja się bardzo cieszę, że to dzięki mym wskazówkom narodził się kolejny blog 🙂 Ja sama zdecydowalam się na Książkowo dzięki Kalio, wielu z nas ma takich blogowych rodziców chrzestnych 😀 I ja dziękuję i pozdrawiam ciepło!
      PS. I mam nadzieję, że zobaczymy się w tym roku w Katowicach 🙂 Rezerwuj pierwszy weekend września!

      Zacofany – Druga część dyskusji będzie pewnie jak wrócę z wyjazdu, bo nie chciałabym jej zaczynać, gdy mnie nie ma i nie reagowałabym na to, co się dzieje. Ale będzie, nie martw się, ciągle jest u mnie w głowie 😀 Popieniaczyłoby się, hm… ;p

  3. A propos dyskusji, dla mnie interesujące było by gdyby ktoś podzielił się swoimi doświadczeniami z pisania bloga, jak nabijać sobie statystyki:) Chociaż nie są one najważniejsze to jednak o czymś świadczą.

    1. Dla mnie byłoby to ciekawe w momencie, gdyby ten ktoś zdobył wysokie statystyki tylko swoimi tekstami (jak np. Padma).

      Bo znam blogerów, którzy statystyki mają wysokie, ale nabijają je byciem wszędzie i „pokazywaniem się” czy tego potrzeba, czy nie, wrzucaniem linka wszędzie gdzie się da etc. Innym sposobem jest dobór słów, które są często wyszukiwane w wyszukiwarkach. Jeszcze innym – ścisła specjalizacja bloga (szczególnie w popularnej tematyce). Takie są metody, o których wiem od blogerów i nie tylko.

      A cod o statystyk – wyraziłam taki entuzjazm, bo był tu taki duży skok, ale generalnie – z czasem tracę wielkie parcie na coraz wyższe statystyki, kiedyś byłam bardziej na nie nastawiona 🙂

      1. Enga, bo jak się ma sto tysięcy, to sto w jedną czy drugą stronę już jest bez różnicy:) Ja tam wciąż pies statystyczny jestem:P
        Zbyszekspir: polecam Ci wzięcie udziału w dowolnej blogosferycznej pyskówce, szczególnie w charakterze zawistnego czarnego charakteru, skok statystyk jest natychmiastowy i utrzymuje się przez pewien czas:D

        1. ZWL – nie, chyba z dwóch powodów: a/ zrobiłam się leniwa, b/ stwierdziłam, że pewnych rzeczy nie przeskoczę lub nie chce mi się bawić w to, by walczyć o ich przeskoczenie. Ale to długa historia 😀

          Zbyszekspir – ale to musi być czarny zawistny charakter, który jednak prezentuje niezłe poczucie humoru i nie przejawia chamstwa :> Chociaż może i chamidło ściąga ludzi? Nie wiem, nie znam blisko takich osób 😉

          1. Wersja na chamidło lepsza, bo wzbudza szczersze oburzenie, a nie tylko grzecznościowe przytakiwania:P Ale nawet w wersji light nieźle wyszło:))

            1. Mówisz, że na chama lepsza i ściąga więcej ludzi na bloga? No cóż, trudno mi będzie takie coś stosować 😉

              No, to lecę na autobus, a potem z autobusu na pociąg. Będę pewnie niezbyt regularnie online, więc z góry życzę dobrego tygodnia!

  4. ZWL- czyżby ogórki i ogrodnika córki okazały się aż tak dobra promocją?

    Enga. – zwróć uwagę, że wejścia w ogóle mogą być niemiarodajne. Ja np. czytam post w czytnuku, a na bloga wchodze dopiero, jak chcę skomentować…

    1. Iza: prorok jakiś, czy co? 😀 Teraz żałuję, że użyłem takiej wersji przysłowia, a nie tej o nogach i Cyganach, dopiero bym miał wskaźniki:D

        1. A czy ja tu nie zapodawałem? „Jedni lubioą, jak im Cyganie grają, drudzy jak im nogi śmierdzą” 😀 Sama widzisz, że kamień obrazy byłby dużo cięższy, skoro niewinne ogórki ściągnęły gromy na moją głowę:P

    2. Filety – a, widzisz, o tym nie pomyślałam! Czyli możemy przyjmować, że wejść u nas wszystkich jest więcej, niż pokazują statystyki. Chyba, że ktoś ma ustawiony gadżet, który pozwala na umieszczanie w czytniku tyllko fragmentu. Ja się nad tym ciągle zastanawiam.

  5. Jeśli mogę coś dodać do pasjonującej dyskusji na temat windowania statystyk to ja wpadłam (zupełnie nieświadomie) na jeszcze jeden sposób.

    Otóż należy zrecenzować jakąś lekturę szkolną… W moim wypadku to było „12 prac Herkulesa” i „Przygody Tomka Sawyera” – jakby nie patrzył te recenzje mają najwięcej wejść. Na nieszczęście (dla zaglądających tam) nie mają one formy klasycznej recenzji więc mam nadzieję, że nie są kopiowane na potrzeby pracy domowej z polskiego;)

    Można jeszcze zorganizować konkurs z jakimś megabestsellerem – ale to już się wiąże z pewnymi nakładami finansowymi:)

    A jak tu już jestem to chylę czoła przed Autorką, bo tak mi wychodzi, że Twoje „Książkowo” droga Agnieszko to jedna z pierwszych obserwowanych przeze mnie stron po założeniu własnego bloga.
    Chociaż wcześniejsze twory Twojej klawiatury czytywałam oczywiście na B-netce.

    Udanego roku życzę i mam nadzieję na kolejne spotkanie „twarzą w twarz”:)

    1. U mnie takim Tomkiem Sawyerem jest „Chłopiec w pasiastej piżamie”, nie podejrzewałbym, że to lektura szkolna:P Mam w planach powtórkę „Pana Tadeusza”, dopiero będzie ruch:))

    2. Anek7 – a widzisz, o lekturach nie pomyślałam! Za mało ich czytam 😉 Ale jakoś mnie nie ciągną, chociaż ostatnio znajoma narobiła mi bardzo wielką ochotę na powtórkę „Chłopów” . Konkursy czasami robię i faktycznie, ten ostatni Prószyńskiego miał sporą oglądalność.

      A ja się prywatnie bardzo cieszę, że lubisz mojego bloga, to dla mnie spora satysfakcja 😀 Mnie wychodzi na to, że lubię sporo blogów nauczycielek 😉 Różnorakich. A na Biblionetce już rzadko co pisuję, bo trochę zaczęły na mnie źle działać ciągłe uwagi korektorek, które często zwróciły uwagę na 1 pierdół, którego poprawienie bez mojej wiedzy wyszłoby im szybciej, niż napisanie do mnie maila z jego wyszczególnieniem 😉 A poza tym jakoś w pewnym momencie stwierdziłam, że wolę moje teksty publikować raczej tylko u mnie. Wiąże się to z zerową szansą na nagrody za recenzje, ale trudno ;

    1. Mitologia, zdaje się, wciąż w piątej klasie:) A że akurat o Herkulesie Poirot książka, co za różnica:)

  6. Agnieszko, na Twojego bloga trafiłam niedawno i bardzo mi się tu podoba 🙂 Nie dziwi mnie więc Twoja statystyka, która jest IMPONUJĄCA i dla mnie absolutnie nieosiągalna. Mam nadzieję, że z czasem moje recenzję będą równie ciekawe co Twoje i że znajdą się osoby, które będą mnie odwiedzały systematycznie (choć z pewnością nie w takim natężeniu jak u Ciebie). Pozdrawiam noworocznie i życzę, by liczba odwiedzin Twojego bloga w przyszłym roku była jeszcze wyższa, żeby nie opuszczały Cię siły i chęci do recenzowania kolejnych BARDZO ciekawych książek oraz byś nieustannie czerpała przyjemność i satysfakcję z tego co robisz.

    1. Ines – dziękuję za miłe słowa 🙂 E tam nieosiągalna, to jest kwestia tylko stażu i częstotliwości publikowanych postów, przynajmniej w większości. Więc to głównie czas. Dziękuję za życzenia 🙂 Ja Tobie życzę bardzo dobrego roku, wytrwałości w prowadzeniu bloga, bo to właśnie ona procentuje 🙂

  7. Komentarzy może i zbierasz mniej, ale jesteś jednym z najbardziej rozpoznawalnych blogerów książkowych (jak ja mam to inaczej nazwać? Blogerów, którzy piszą o książkach? O, tak chyba lepiej 😉 ). A ja też teraz zauważyłam taką prawidłowość, że coraz więcej ludzi rzadziej komentuje blogi tych, u których nie można liczyć potem na odwet. Bezinteresowność staje się powoli towarem deficytowym…

    1. Czyli komentujemy tylko po to, żeby dostać komcia u siebie? Zawsze mi się wydawało, że chcemy coś autorowi przekazać, a nie zmusić go do odwiedzenia naszego bloga:P

      1. No i na szczęście dalej są takie osoby, które rzeczywiście komentują, by coś przekazać, a nie po to, by postawić autora przed obowiązkiem odwdzięczenia się. Ale szczególnie te młodsze pokolenia… no cóż. Pamiętam jak miałam te 12-13 lat i była moda na posiadanie bloga na blogonecie – dziewczynki robiły konkursy, w których np. pierwszą nagrodą było sto ‚komciów’ na blogu 😉

          1. Hahaha, nie 😉 Chociaż istnieją pewne teorie, które mówią, że jeśli będziesz bardzo mocno wierzył, że jest z Tobą coś nie tak, to tak też się stanie ;););)

        1. O tak, i ja pamiętam te konkursy, w których nagrodami była jakaś tam ilość komentarzy! Rozwalające to było 😀 Przypomniałaś mi czasy, kiedy prowadziłam bloga „o życiu” na Bloxie 😀

    2. Nyx – miło mi, że tak myślisz o moim blogu i o mnie. Wiąże się to też pewnie z kwestią ZZ i tego, że to akurat mnie przypadła rola nazwiska i gęby kojarzonej z tą akcją 😉 A na odwet – wizytę za komentarz mogą raczej u mnie liczyć przede wszystkim te osoby, które mnie zainteresują, zaintrygują jakoś komentarzem, o co trudno w wypadku tych „nie dla mnie”.

  8. Witaj! Świetne i imponujące podsumowanie. Oby tak dalej!
    Ja zaglądam do Ciebie często, aczkolwiek chyba nie komentowałam. No, ale zawsze musi być ten pierwszy raz 🙂

  9. Dzięki za wskazówki:) Chamstwu jednak należy się sprzeciwiać siłom i godnościom osobistom i ja raczej pójdę sobie w inną stronę. Jednak trochę udało mi się wetknąć kij w mrowisko i namącić, ale czegoś się dowiedziałem:)

    1. Kaye – dzięki 🙂 I miło mi, że tym razem zdecydowałaś się odezwać 🙂 Mam nadzieję,że odwiedzać będziesz mnie dalej, a czy się czasem odezwiesz, czy nie – to już zależy od Ciebie i Twych chęci 🙂

      Zbyszekspir – 🙂 Widzisz, jaka tu dyskusja rozgorzała? 😀 Wiesz, są blogi, które raczej nie należą do top3 odwiedzanych i komentowanych, ale które bardzo lubię, bo moim zdaniem są prowadzone rzetelnie, mają dobre teksty etc. A znowu od byle jakich postów, chociażby na nie wiem jak popularnych blogach, mnie zwyczajnie odrzuca.

  10. Jestem trochę upośledzona w fejzbukowe klocki, więc mam prośbę – czy możesz [po literkach;)] jak się robi taką wklejkę na bloga. Byłabym Ci bardzo wdzięczna. Kiedyś „generowałam” jakiś kod, ale nie dało się go umieścić. Ciapa ze mnie:)

  11. 🙂
    Nie lubię statystyk i w pierwszej chwili nie chciałam komentować, ale gdy doszłam do tego miejscach o mniejszej ilości komentarzy u Ciebie, bo i Ty mniej komentujesz, to ja postanowiłam napisać o jeszcze jednym zjawisku na swoim blogu, jakie zaobserwowałam. Podobne zresztą do tego, o którym Ty napisałaś.
    Otóż blogerzy, którzy dopiero zaczynają, wchodzą systematycznie na te bardziej znane blogi. Nieskromnie powiem, że mam tu na myśli swój, w końcu sędziwy wiek pięciu lat już może mnie upoważniać do takich górnolotnych stwierdzeń. Otóż wchodzą ci nowi do tych starych i z uporem maniaka komentują KAŻDY wpis. Nawet o zakupach w warzywniaku. Nie mają zbyt wiele do powiedzenia, jakieś banialuki wypisują (nie dla mnie, jeszcze zaczekam, z przyjemnością sięgnę), ale są. Na szczęście obserwuję też pewien postęp – przestają to robić, gdy nie dostają wzajemności w komciowaniu u siebie. Czyli wystarczy zacisnąć zęby, grzecznie odpowiadać i przeczekać.

    1. Agata Adelajda – hm… niezbyt wiem, jak to się robi na Blogspota. A, że teraz jestem na tydzień u znajomych, to byłabym wdzięczna, gdybyś mi o sprawie przypomniała w przyszły poniedziałek, wtedy będę w domu i będę mogła może Ci pomóc.

      Kalio – tak, to fakt, zjawisko o którym piszesz widać bardzo łatwo. Oczywiście, że nie chodzi tu o wszystkie młode stażem osoby, ale pojawiają się regularnie takie, które przyjmują za cel wizytowanie codziennie X blogów i pisanie praktycznie tego samego pod każdą recenzją. Czasami nawet nie sprawdzając, czy jest ona pozytywna czy raczej nie 😉

  12. Niestety, nie zgodzę się z Kalio. Ja jestem początkującą blogerką i nie chodzę po znanych blogach, by ci komentowali moje posty. i statystykę mi robili Może wchodzą do Was, o doświadczeni, wielcy blogerzy, bo chcą się czegoś nauczyć? Pomyśleliście o tym? To, że komentują banialukami, owszem zdarza się, ale może się kiedyś wyrobią? Skoro komuś te banialuki lub linki młodocianych przeszkadzają, może wystarczy je kasować i już? Czasem mam wrażenie, że niektórym ‚starym’ blogerom w głowach się poprzewracało. Zgodnie z powiedzeniem „Nie pamięta wół…”, resztę sobie dośpiewajcie sami. Wrzucanie do jednego wora wszystkich młodych blogerów nie jest sprawiedliwe. No, wylałam swoje żale 😉

    1. Ines: jeśli chcą się czegoś nauczyć, niech się nauczą naciskać przycisk „subskrybuj komentarze”, bo czasem ci „starzy” odpowiadają na ich komentarze albo zadają pytania, żeby nawiązać dialog z kimś, kto pojawił się pierwszy raz. I co? I cisza. Nie dziw się więc, że są takie reakcje, jakie są. I nie zadzieram tu nosa jako doświadczony i wielki, bo doskonale pamiętam, jak się rok temu lansowałem w komentarzach u Kalio i u Engi. Lepiej raz na pięć notek napisać coś mniej więcej na temat, niż pod każdym postem pisać „na pierwszy rzut oka widzę, że książka nie dla mnie”:P

      1. zacofany.w.lekturze – Jasne, z tym zgadzam się bez zająknięcia. Często jest tak, że pewna grupa osób nawet nie czyta recenzji, tylko ‚wali’ standardowym tekstem na koniec i już. Ale nie wszyscy tak robią! Na litość boską – internet jest dla wszystkich: dla mędrców i ich uczniów! Przecież każdy ma prawo prowadzić swój blog (nawet jeśli kompletnie się do tego nie nadaj), pisać na nim co chce i skomentować to, na co przyjdzie mu ochota – WSZĘDZIE (na tym zdaje się polega wolność słowa, chyba…). Jeśli się to komuś nie podoba, to może w ogóle zabronić pisać komentarzy na swoim blogu, bo a nuż trafi się jakiś przygłup i znów napisze: ‚To nie dla mnie’. Albo niech je sam zatwierdza i te ‚durne’ systematycznie wyrzuca.

        1. Ines: ale czy ktoś komuś tego prawa odmawia? Niech sobie prowadzi bloga, niech go popularyzuje. To, że mnie takie standardowe komcie denerwują, nie oznacza, że mam je zaraz wycinać. Nie zajrzę ja na bloga takiego komentatora, to może zajrzy ktoś inny. A co do uogólniania, to chyba nie ja uogólniałem. Bardzo lubię jak co kilka dni pojawia się ktoś nowy i po paru komentarzach przestaje być nowy:D Jak komuś zależy na czymś innym niż nachalny i bezmyślny lans, to niemal od razu to widać. Wystarczy minimum wysiłku z jego strony.

          1. Zapamiętam 🙂 lubię dobre rady, nie tylko od babuni 😀 Mam nadzieję, że ta dyskusja wniesie coś pozytywnego do naszego światka. Pozdrawiam serdecznie wszystkich: tych starszych i młodszych.

    2. Ines – a jeszcze jakby się czytało ze zrozumieniem, to było super:) Gdzie ja napisałam, że czuję się „wielka”? Napisałam „stara” – a to już jest do sprawdzenia. Czuję się starą blogerką, bo prowadzę blog 5 lat i pewne rzeczy dostrzegam.
      I nie zapomniałam, jak zaczynałam. Nie latałam po blogach w celu napisania, że „nie dla mnie” lub „na pewno przeczytam”. Komentowałam na pewno więcej niż dziś, ale dlatego, że książkowych blogów było malutko. Teraz nawet nie mam zamiaru ogarniać całości. Wiesz, człowiek się zmienia, teraz wolę poczytać książki niż siódmą opinię o tej samej książce.
      Za dobrą radę kasowania niechcianych komentarzy serdecznie dziękuję. Dobre rady zawsze w cenie:))) Pozwól jednak, że będę kasowała tylko te komentarze, które sama uznam za niewarte publikacji, czyli anonimowe i wyraźnie obraźliwe. Cała reszta sprawia mi zwyczajnie uciechę:)
      A czy mi się w głowie poprzewracało? Może? Takie moje prawo:) Nie sądzę jednak. Ale nie będę Cię przekonywać, bo do tego akurat nikogo nie przekonam, i tak będziesz myślała, że poprzewracało. No niech tam:D

      1. Kalio – niektórych rzeczy nie trzeba pisać wprost, powinnaś to wiedzieć jako zagorzała Bibliofilka. Co do czytania ze zrozumieniem też się zgadzam – gdzie ja napisałam, że masz coś kasować? Ty albo ktoś inny? Albo że jesteś wielka? Tyle w temacie rozumienia tekstu pisanego 🙂

        Skoro piszesz, że jak zaczynałaś blogów było mniej, to może nie musiałaś nigdzie latać i wypisywać ‚głupot’. Ludzie są różni, zrobią wiele by nabić statystki i móc współpracować z wydawnictwami. Jak widzisz, są też tacy jak ja. Do Ciebie się nie pcham (piszę do Ciebie, bo Twój blog jest jak sama wspominasz stary) i bzdur nie piszę, by się lansować. I możesz spać spokojnie, to się nie zmieni!

        Mam wrażenie, że ta dyskusja zmierza w stronę groteski – niedługo nikt nie będzie komentował, bo będzie się bał, co inni pomyślą. Dlatego ja już dziękuję, nic więcej nie dodam, będę sobie spokojnie obserwować dalszy ciąg. Co by mnie ktoś o lans na znanym blogu nie posądził.

    3. Agata Adelajda – ano, zdarzają się takie osoby praktycznie wszędzie.

      Ines – pewnie, że nie wszyscy nowi uprawiają taki natrętny i „tumiwisiejący” marketing własnych blogów, jestem przekonana wręcz, że większość tego nie robi. Ale – jako, że należysz do naszego grona blogerów – przyzwyczajaj się do tego, że widzeni jesteśmy zawsze w kategoriach grup: blogerzy książkowi, blogerzy młodsi stażem, blogerzy starsi stażem, blogerzy recenzujący i nie, blogerzy piszący tylko o nowościach i nie tylko etc. Zawsze będziemy uogólniać, taka już jest ludzka przypadłość. A co do tego, co pisane było wyżej – wynika to z doświadczeń z x osobami, które codziennie chodziły chyba po 100 blogów i wszędzie pisały praktycznie to samo, nieważne czy pasowało czy nie. Tu nie chodzi o pisanie banialuk, tylko właśnie o „robienie na taśmie”, bo oni nie dbali o to, co było w notce, najczęściej jej w ogóle nie czytali (lub bardzo pobieżnie). No, przedstawiłam trochę tło, teraz chyba już widzisz, że się do takiej grupy nie zaliczasz 🙂 I może uwierzysz, że i ci starsi stażem nie widzą wszystkich nowych jako „utrapienia”, tylko akurat tę małą, ale upierdliwą grupę 😉

  13. Jestem wierną czytelniczką paru tutejszych blogów (w tym właśnie Kalio, anek7 i paru innych), których nie komentuję, albo komentuję naprawdę bardzo rzadko, ponieważ nie lubię wypisywać głupot, a większości książek nie czytałam. Na szczęście własnego bloga nie mam i nikt mi nie zarzuci, że wpisuję coś, żeby dostać komentarz u siebie. Więc wszystkim życzę jak najwięcej wspaniałych książek i weny do pisania recenzji, a ja dzięki Wam będę mogła dobrać sobie lektury do czytania 🙂

  14. ines – zgadzam się z każdym słowem i w 100% podpisuję się pod Twoim komentarzem. Ja wchodzę na blogi ponieważ szukam czegoś co mnie zainteresuje, zostawiam komentarz, gdy mam coś na temat do powiedzenia lub przyszła mi jakaś myśl do głowy (to raczej rzadko:)) Miło mi jest jeżeli ktoś odpowie na mój komentarz, ale u siebie, przecież nie musi wchodzić na mojego bloga, chyba, że jest zainteresowany. Przecież nikt nikogo nie zmusza. Czy jest w ogóle jakiś zbiór zasad jakie obowiązują w blogosferze, sam jestem ciekawy.

    1. Zbyszku: Twoje komentarze są na temat i na dodatek z poczuciem humoru. Poza tym można z Tobą nawiązać dialog, bo śledzisz odpowiedzi na swoje komentarze. I mogę Cię zapewnić, że nikt nie traktuje Cię jak wyłudzacza komentarzy:) Na Płaszczu jesteś już wręcz stałym bywalcem, za co Cię szalenie lubimy:D

    2. PlusMinus – 🙂 dzięki, dzięki! Bardzo to fajne, jak wiesz, że ludzie bywają tutaj, bo Cię lubią, a jeszcze jak zdarzy im się przeczytać coś, co się im podobało, właśnie dzięki mej recenzji, to już radość podwójna 🙂

      Zbyszekspir – właściwe mogę powiedzieć tylko tyle: przeczytaj to, co napisałam do Ines, bo to właściwie to samo, co odpowiedziałabym Tobie.
      A co do Twoich komentarzy, to zgadzam się z Zacofanym,nie masz kompletnie się czym przejmować.

  15. Jeszcze się wtrącę – czasem komentuję na baaardzo popularnych blogach. Siedzę sobie w statystykach i stwierdzam, że z tych blogów wchodzą dwie, trzy osoby.
    Oczywiście, że fajnie jest się z kimś zaprzyjaźnić w sieci, obserwować i stwierdzić, że ktoś tam nas dodał do obserwowanych, ale to już chyba zależy od tego, czy nasze blogi są ciekawe.
    Ja mam niestety wielki problem z tym, że na blogu jest i szydełko, i jedzenie, i pierdoły rozmaite i książki; robótkowiczki nie czytają recenzji, książkowicze nie trawią szydełka. Trudno…

  16. Czytam blogi podlinkowane na swoich blogach, ale komentuję więcej niż sporadycznie. Zawsze wydawało mi się, że zostawia się kilka słów od siebie, gdy ma się coś do powiedzenia, a nie po to, żeby zaistnieć – widocznie nie dość, że jestem stara to i naiwna;-))) Podobnie jak Kalio – na początkach blogowania odzywałam się częściej, bo ekscytowałam się nową przestrzenią swojego życia. Dziś nie ogarniam rozrastającej się książkowej blogosfery i trudniej mi nawiązać takie relacje jak niegdyś (niekoniecznie dlatego, że mi się w głowie poprzewracało). Wszystkich znać się nie da i z wszystkimi nie da się zakolegować, a co za tym idzie – po pewnym czasie człowiek przestaje przeć ku nowym znajomościom/nowym blogom, pozostając przy tym, co już sobie wypracował.

    Agnieszko, gratuluję rozwoju bloga:-)

    1. Agata Adelajda – ano, u Ciebie jest inna sytuacja. Mnie kompletnie Twoje innego typu posty nie przeszkadzają, ba, nawet część z nich też czytam (może nie te o szydełku 😉 ), ale rozumiem, że to nie każdemu może się podobać. A co do wchodzenia do tych „znanych”, to nawet nie tylko chodzi o statystyki, ale i o rozpoznawalność samego nicka, przynajmniej w moim odczuciu.
      A co do statystyk, to nie wiem, jak u innych – mnie blogi nabijają całkiem sporą część dziennych odwiedzin 😉

      Prowincjonalna nauczycielka – dokładnie, mogę się pod Twoimi słowami tylko podpisać, bo piszesz generalnie to, co ja bym napisała. Poza tym – z czasem też zmieniają nam się gusty, co ma wpływ na to, jakie odwiedzamy blogi i na to, kiedy i jak komentujemy.
      Za gratulacje dziękuję 🙂

  17. Komentarz ogólny 😉

    Zostawić Was na 1,5 dnia, a zrobicie niezłą dyskusję ;D Cieszy mnie ona, właśnie pododawałam swoje 3 grosze, zapraszam do zapoznania się z moimi odpowiedziami 😉

    Sprawa komentowania i nabijania statystyk jest gorącym tematem, zawsze i wszędzie. Owszem, będziemy generalizować, tego się nie uniknie. I znowu – owszem, sytuacja mimo wszystko dotyczy raczej jednostek, niż jest normą. Ale i tak warto o niej rozmawiać. Więcej nie piszę, bo zaczęłabym się mocno powtarzać, wszystko już jest w komentarzach wyżej.

    Miała być dzisiaj recenzja, ale życie towarzyskie zadecydowało za mnie 😉 Jutro raczej też jej nie będzie, chyba, że wieczorem, zobaczymy.

  18. Jeszcze dodam, że niezbyt interesuje mnie, czy blog jest jakoś super topowy, czy wchodzi na niego dziesięć osób dziennie – jeśli temat jest interesujący, to komentuję. Zdarza się, że komentuję również w rewanżu. Z tą statystyką tylko stwierdzam fakty.
    Pozdrawiam:)

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s