„Czarny statek” Sherko Fatah


Wydawnictwo: Czarne, 2010

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 330

Moja ocena: 4/6

Ocena wciągnięcia: 4/6

*****

W trakcie czytania tej książki przypomniała mi się rozmowa, którą usłyszałam w trakcie wolnego popołudnia na jednym ze szkoleń, w których miałam okazję uczestniczyć. Bohaterami byli dziewczyna z Palestyny i chłopak z Izraela. W trakcie naszego spaceru po mieście nagle usłyszeliśmy kilka samochodów jadących na sygnale, nie wiedzieliśmy czy to karetki, czy samochody innych służb, zresztą jest to nieważne. Ważne jest to, że nasi bohaterowie spojrzeli na siebie w specjalny sposób, a potem wybuchnęli śmiechem. Na nasze pytania „O co chodzi?” odpowiedzieli mniej więcej w taki sposób: „Jednego samochodu na syrenie w ogóle nie zauważamy, dwa to pewnie jakiś wypadek, dopiero od trzech zaczynamy się martwić, bo to pewnie wybuchła bomba”. I ta myśl o relatywiźmie postrzegania naszej rzeczywistości, o tym, jak znieczulamy się – siłą rzeczy – na wydarzenia dookoła, jak głęboko jednak tkwią w nas przeżycia, których doświadczyliśmy – właśnie ona towarzyszyła mi w trakcie lektury „Czarnego statku”.

Kerim, to chłopiec, którego dojrzewanie przypadło na czas dla Iraku nieszcześliwy. Czas walk, bratobójczych morderstw, wjazdu żołnierzy amerykańskich, walk „partyzanckich”, terroru i śmierci. Na dodatek jego rzeczywistość zaczyna wyglądać prawie tak, jakby nieznany bliżej Bóg chciał przetestować go w sposób podobny do tego, w jaki sprawdzał wiarę Hioba. Najpierw jest świadkiem zabicia ojca, co samo w sobie jest wystarczająco traumatyczne dla młodego chłopca. Potem – jako najstarszy „mężczyzna” w rodzinie – zostaje obciążony obowiązkiem prowadzenia restauracji, która utrzymuje całą rodzinę. A gdy pewnego dnia jest w drodze do dziadków, nagle zostaje napadnięty przez partyzantów i uprowadzony. Tam zostaje wcielony do grupy, która ma za zadanie walki z najeźdzcami, ale także rozliczanie się ze zdrajcami. A przynajmniej tymi, którzy wyglądają na zdrajców w oczach dowódców. Kerim zostaje przeszkolony, wie jak używać broni, konstruować bomby, nagrywać zamachy, zna zapach krwi i wie jak wygląda ucięta głowa trzymana za włosy ku postrachowi obcych. Jednocześnie przeżywa fascynację Nauczycielem, duchowym przywódcą tej grupy. Z dnia na dzień wyczuwa jednak coraz większe zagrożenie ze strony dowódcy podgrupy, do której Kerima wyznaczono. Sytuacja ta rozwija się błyskawicznie, a kończy się tym, że chłopakowi udaje się uciec i wrócić do domu.

Jednak i w domu długo nie bawi, cały czas czuje jakieś zagrożenie, niepokój, niedosyt. Postanawia więc ponownie uciec, tym razem do Niemiec, do wuja mieszkającego w Berlinie. Nie da się tego zrobić legalnie, więc na Kerima czeka wiele niebezpieczeństw, podróż jest długa, ciężka, pogrążona w ciemności, klaustrofobiczna. A czy Niemcy okażą się w końcu miejscem, gdzie odzyska spokój, wróci do normalności? Czy będzie potrafil się odnaleźć w zachodniej cywilizacji? Czy odnajdzie drogę do szczęścia?

„Czarny statek” to książka bardzo – paradoksalnie – stonowana, spokojna, powolna. Może wbrew tematom, które porusza, nie wiem. Zaczyna się mocnym akcentem, potem stabilizuje na bardzo spokojnym, jakby wypranym z emocji, poziomie. Kerim, widząc mordowanie całej wsi, każdej osoby, nawet niemowląt, wydaje się nie odczuwać żadnych emocji. Jednak to tylko przykrywka, wygląda na to, że chłopak żyje w permanentnym szoku, jakby w ciągłej traumie. Co kompletnie by mnie nie dziwiło, bo jedno tragiczne wydarzenie goni drugie, a on sam dorasta w nienormalności, która go otacza.

A gdy w końcu może spróbować odnaleźć spokój ducha i myśli, to wtedy te wszystkie wrażenia do niego wracają, pojawiają się co jakiś czas w przebłyskach z przeszłości. To znowu męczy Kerima, nie daje mu zaadaptować w nowej rzeczywistości. I to też ciągle zmusza go do różnorakich poszukiwań – do spotykania się z chłopakami z ulicznego gangu, z młodzieżą pogrążoną w modlitwie, z niemiecką dziewczyną, w której ramionach próbuje odnaleźć samego siebie. Szkoda, że nikt nie wpadł na to, by Kerima zaprowadzić do psychologa, który pomógłby mu zrozumieć to, co mu się przydarzyło i zapanować nad życiem. Ale jednocześnie jest to bardzo prawdziwa sytuacja. Jak wielu uchodźców nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości, co jest tym trudniejsze biorąc pod uwagę fakt, co przeżyli! I jak niewielu z nich tak naprawdę ktoś pomaga w odpowiednim czasie.

Autor – ustami bohaterów – dzieli się także wieloma celnymi przemyśleniami dotyczącymi sytuacji w wielokulturowych społeczeństwach, adaptacji, mieszania się kultur, podejścia do inności i wielu innych spraw.

Każdy tutaj jest wolny, nie istnieje ustalony porządek, na którym można by się oprzeć, dlatego stale trzeba zadawać sobie pytania, chodzić na polowanie i oferować siebie, dlatego w tej grze są przegrani, ci, którzy mają do zaoferowania zbyt mało, brzydcy, głupi albo po prostu niezręczni. A kiedy w końcu dwoje ludzi się schodzi, muszą walczyć o wspólny czas i na dodatek starać się, żeby nie było za nudno. Czy to nie ta wieczna walka jest istotą przygnębiającej wolności, o któej mówił Nauczyciel, wolności, która sprawia, że czujemy się samotni?

***

Mówią, że kochają wolność, ale ich wolność to samotność. Mówią, że kochają życie, ale ich życie to żądza. Mówią postęp, ale ten postęp powiększa tylko terytorium, które jótro będą wyzyskiwać i niszczyć, bez wytchnienia, do cna.

Dopiero teraz, gdy powoli piszę ten tekst, dociera do mnie jak wiele tematów porusza ta książka. Ją trzeba przemyśleć po lekturze, zyska się wtedy pełen obraz wielopoziomowości tej lektury. Może dotarła do mnie bardziej dlatego, że w mej pracy spotkałam wielu emigrantów, uchodźców, osoby z regionów objętych konfliktami zbrojnymi? A w dodatku część akcji dzieje się w Berlinie, którego wielokulturowe dzielnice zapełnione emigrantami miałam okazję nieźle poznać? © Agnieszka Tatera

Reklamy

5 thoughts on “„Czarny statek” Sherko Fatah

  1. A ja z chęcią bym przeczytała tę książkę. Wydaje mi się interesująco napisana, poza tym sama fabuła, tematyka do mnie przemawia.
    Pozdrawiam serdecznie!

  2. Miravelle – i tak bywa.

    Isadora – życzę więc powodzenia w jej zdobyciu i miłego czytania za jakiś czas. Również pozdrawiam!

    Poczytajka – też przeczytałam Twoją recenzję 🙂 Moje wrażenia były trochę inne, ale ja już od dłuższego czasu mam kontakt z podobną tematyką (może nie tyle związaną z Irakiem, co ogólnie z krajami arabskimi, regionami konfliktów, emigrantami etc.).

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s