„Mroczne szaleństwo” Karen Marie Moning


Wydawnictwo: MAG, 2011

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 364

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

MacKayla, w skrócie Mac, jest młodą kobietą żyjącą w zapyziałej mieścinie w stanie Georgia. Wiedzie rozkoszne życie pięknej, rozpieszczanej panienki, która zadowala się pracą w barze, od czasu do czasu studiowaniem przez semestr oraz brylowaniem na imprezach. To wszystko jednak kończy się w momencie, gdy odbiera telefon i dowiaduje się, że zamordowano jej ukochaną siostrę. Mało tego, morderstwo było bestialsko przeprowadzone, a morderca praktycznie nie zostawił śladów, więc sprawa szybko zostaje umorzona. Mac czuje się znieważona tak błachym potraktowaniem morderstwa siostry i wybiera się do Irlandii, by sama zbadać sprawę.

A na zielonej wyspie żałoba po siostrze nagle przestaje samodzielnie panować nad Mac, gdyż okazuje się, że z Mac dzieją się dziwne rzeczy. Nagle widzi mężczyznę, który jakby pod „maską” człowieka wydaje się być potworem. Potem trafia do wymarłej dzielnicy w środku miasta, a następnie zauważa jakieś groźne cienie. A podążając za niejasnymi wskazówkami, które jej siostra nagrała na pocztę głosową, Mac trafia do dziwnej księgarni, która ma jeszcze dziwniejszego właściciela – Jericho Barronsa. Jest to mężczyzna tajemniczy – Mac przez dłuższy czas prawie nic o nim nie wie, a na dodatek jest przeraźliwie przystojny 😉

Okazuje się, że Mac jest widzącą, tą, która widzi Elfy i może przed nimi ostrzegać ludzkość. Bo Elfy przedstawione w tej książce nie są tymi, do których przyzwyczaiła nas większość opowieści ich dotyczących. Nie jest ważne, czy są to Elfy jasne czy ciemne – wszystkie są okrutne, złe i bardzo niebezpieczne. A na dodatek dookoła pojawia się coraz więcej tych gorszych typków, czyli ciemnych Elfów. Coś jest na rzeczy… Jericho tłumaczy jej, że na świecie jest specjalna, bardzo potężna księga, o którą między Elfami od wieków toczy się gra. Kto ją zdobędzie, ten zdobędzie również niewyobrażalną moc. A to właśnie Mac jest w stanie wyczuwać księgę oraz wszelkie elfie przedmioty mocy, jest więc bardzo przydatną wspólniczką, warto ją przy sobie zatrzymać.

Na tę parę czeka mnóstwo przygód, raczej niemiłych 😉 Akcja toczy się błyskawicznie, rozwija ciekawie i barwnie, a końcówka tylko pogłębia apetyt na kolejną część. O tak, to kolejny cykl! I chociaż główna bohaterka wkurzała mnie mocno, to jednak z wielką chęcią sięgnę po pozostałe części, bo to bardzo dobra, lekka rozrywka. Takie paranormal urban fantasy „Legalna blondynka w świecie Elfów” 😉 Serio, Mac głównie interesowały kwestie dobioru stroju, lakieru do paznokci, butów oraz nawilżenia skóry! No, przynajmniej na początku to były jej główne zmartwienia, potem po części się to zmieniło.  Denerwowała mnie, była mocno przejaskrawiona. Ale jednocześnie było to aż takie przejaskrawione, że aż momentami zabawne.

Wiele w tej książce jest typowych rzeczy: pogoń za księgą, dobra kobietka i tajemniczy mężczyzna, który jej pomaga, mnóstwo złych przeciwników, odkrywanie swych mocy. Czyli schemat. Jednakże schemat użyty sprawnie i wciągająco, idealne czytadło na jesienną pluchę. Całkiem ciekawi bohaterowie (mimo wkurzania się na Mac), sporo akcji, fajne opisy.

Plusy? To, że przez cały pierwszy tom tego cyklu między Mac a Jericho nic tak naprawdę wielkiego się nie dzieje. W odróżnieniu od tych wszystkich książek, gdzie po 20 stronach bohaterowie już uprawiają seks, autorka potrafiła zachować pewien umiar. Oczywiście zachwyty nad różnymi osobami są, podobne akcje również, jednak na skonsumowanie tego, co się między bohaterami szykuje, poczekamy przynajmniej do drugiego tomu 😉

Drugim – dla mnie dużym – plusem  jest ukazanie Elfów nie jako tych słodkich, dzielnych, prawych stworzeń. Tutaj mamy Elfy w wielu postaciach, ale zawsze potwornych, złych. Zabijają ludzi, wysysają z nich siły życiowe, piękno, życie. Manipulują nimi. Chcą władać światem bez względu na koszty. I za to wszystko należy się autorce plus.

Minusy? O bohaterce już pisałam, suma sumarum, to ona nawet mi wielce nie przeszkadza. Minusy są dwa, ale niewielkie. Ciekawe po co został wprowadzony ten nieziemskiej urody Elf, przed którym każda babka wyskakuje z majtek i zaczyna się masturbować bransoletką z perełkami? Na razie nie widzę celu jego pojawienia się (może będzie to wyjaśnione w dalszych częściach), a te sceny w których Mac klęka i wypina tyłeczek, jak kotka w rui, są zwyczajnie niesmaczne.

Minus, a właściwie minusik numer dwa, to wampir. Czy naprawdę w praktycznie każdej książce typu „paranormal” musi być wampir?? Litości… Niedługo nie będzie można otworzyć lodwóki, by tam nie natknąć się na stwora o dwóch kłach. Autorom czasami naprawdę przydałby się umiar.

Jak sami widzicie – minusów jest mało i są w gruncie rzeczy z rodzaju tych mniej ważnych. A „Mroczne szaleństwo” to naprawdę fajne czytadło paranormalne. Aktualnie mam ciężki, nerwowy okres, do tego dochodzi typowy jesienno-zimowy dołek, a ta książka pomogła mi rozjaśnić i rozweselić ten nieciekawy czas. Krótko i zwięźle – potrzebujecie lekkiej książki na poprawę humoru? Przeczytajcie „Mroczne szaleństwo”! © Agnieszka Tatera

Reklamy

2 thoughts on “„Mroczne szaleństwo” Karen Marie Moning

  1. Ooo 🙂 Może wreszcie fantastyka, która nie będzie przedstawiac elfów jako wysokich blondynów z łukiem, a kobiet jako piękne blondynki ze spiczastymi uszami. Bardzo ciekawy pomysł 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s