„Kobieta z wydm” – Kōbō Abe


Wydawnictwo: Znak, 2010

Oprawa: twarda

Liczba stron: 214

Moja ocena: 3,5/6

Ocena wciągnięcia: 3/6

*****

Nauczyciel i wielbiciel owadów – Niki Jumpei – postanawia zrobić sobie mały urlop od rzeczywistości i pojechać w nadmorską okolicę, gdzie w gorących piaskach planuje poszukiwać owada, który zapewniłby mu miejsce w encyklopedii odkrywców. Na poszukiwaniach schodzi mu niespodziewanie cały dzień i nagle zdaje sobie sprawę, że nie zdoła nigdzie pojechać, by zdobyć nocleg. Gdy stara się dotrzeć do głównej drogi natyka się na dziwnie wyglądającą wieś. Domy usadowione są jakby w szerokich dołach, a dookoła nich unoszą się góry piasku.

Mężczyźnie zaoferowano nocleg w marnej chatynce usytuowanej w jednym z dołów. Domek ledwo się trzyma, kobieta w nim żyjąca pędzi ubogie życie, posłanie i strawa są marne, ale Niki stwierdza, że jeden dzień wytrzyma. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z tego, jak długo zostanie w tym miejscu i co go czeka…

Rano okazuje się, że drabinka linowa prowadząca na wolność została zdjęta i nikt nie zamierza odpowiadać na pytania zagubionego więźnia. Kobieta albo milczy, albo udziela enigmatycznych informacji, które jeszcze bardziej zaciemniają obraz sytuacji. Mało tego, okazuje się, że Niki każdej nocy ma pomagać kobiecie w wykopywaniu spadających z hałd gór piasku, który to odbierany jest regularnie przez mężczyzn ze wsi. Syzyfowa praca – wygarnianie, spadanie lawin piasku, wygarnianie, spadanie, wygarnianie… I tak każdej nocy!

Mężczyzna przeżywa katusze psychiczne.  Podejmuje próby ucieczki, ciągle liczy na to, że uda mu się odzyskać wolność. W międzyczasie – jakby mimochodem – rozwija się dziwny układ między nim a kobietą z wydm. Układ dziwny, bo właściwie jedna strona nie zna motywów drugiej, pobudki są niejasne, a i czyny bywają wyrachowane i robione w celu zmylenia drugiej osoby. W końcu przed mężczyzną staje otworem droga ucieczki, a jak on reaguje?

W „Kobiecie z wydm” sporo jest filozofowania, jak dla mnie nawet zbyt wiele. Nie jestem wielką wielbicielką filozofii, więc dla mnie było to coraz bardziej nużące. Abe jednak świetnie odmalowuje atmosferę zagrożenia, zniewolenia,  klaustrofobii. W trakcie czytania czułam się zasypywana piaskiem, spocona, wręcz pogrzebana żywcem pod zwałami piasku, miałam ochotę uciekać. Jednakże w tym samym czasie były to tak intensywne wrażenia, że męczyłam się w trakcie czytania na tyle, że musiałam dzielić lekturę na krótkie urywki. I te dwa czynniki – filozofowanie oraz zmęczenie – spowodowały u mnie nie do końca pozytywny odbiór książki. Czułam się zbyt nią zmęczona.

Protected by Copyscape Duplicate Content Detection Software

Jednakże doceniam zarówno fabułę, jak i – generalnie, poza filozofowaniem – jej wykonanie. W trakcie czytania można znaleźć wiele punktów stycznych z życiem. Bo czyż nasz kierat typu dom – szkoła – zajęcia inne – nauka – sympatia – dom czy też dom – dziecko – praca – dziecko – obowiązki domowe – rozwój profesjonalny – dziecko – dziecko – dom nie przypominają czasami tego wybierania piasku każdej nocy? Czy stawiamy sobie cele czy bezmyślnie odtwarzamy zwyczajowe czynności? Jaki jest nasz kierat i czy jesteśmy go świadomi? Czy w ogóle mamy kierat?

Doceniam talent Kōbō Abe, jednakże potrzebuję dłuższej przerwy zanim sięgnę po podobną książkę. Czuję się jak wyżęta przez wyżymaczkę, muszę zregenerować siły. © Agnieszka Tatera

Reklamy

9 thoughts on “„Kobieta z wydm” – Kōbō Abe

  1. Chociaż również nie lubię filozofowania to już tyle słyszałam o tej książce, że każda kolejna opinia sprawia, że jestem jeszcze bardziej zaintrygowana. Chyba mam tę książkę w bibliotece, więc może w czasie ferii sprawdzę, jak ja odbieram temat 🙂

  2. Nie wiem, co takiego jest w prozie japońskich autorów, ale mam podobne odczucia, ilekroć sięgam po coś z tamtego rejonu świata; czuję się przygnębiona i wymęczona i na długi czas mam dość:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. Nie miałam pojęcia, że ta przedziwna książka, przed którą się nawet trochę broniłam, ma tak niezwykłą fabułę. Zdaję sobie sprawę, że fabuła to nie wszystko, ale mimo to jestem zaskoczona. Myślałam bowiem, a właściwie spodziewałam się, że cała ta lektura to filozoficzny, wzniosły bełkot, w dodatku okraszony japońskimi udziwnieniami.

    Coś czuję, że się nie oprę pokusie i prędzej, czy później będę chciała się z nią zmierzyć. Zwłaszcza, iż jest dostępna w mojej bibliotece (zresztą we wszystkich bibliotekach mojej dzielnicy również – chyba ludzie się na niej poznali!). A potem pewnie będzie płacz i zgrzytanie zębów…

  4. jak dla mnie to jedna z lepszych książek jakie czytałam – cenię sobie takie lektury które na długo zapadają w pamięć i dodatkowo dają po czaszce że tak powiem. Fakt, że jest mocno klaustrofobiczna ale mocno gra na emocjach i wydaje się być mocno egzystecjalna.

  5. Książkę przeczytałam po raz pierwszy bardzo dawno temu. Potem był drugi raz – i ciągle jestem nią zachwycona. A wpadła mi do biblioteczki zupełnie niespodziewanie, bo na wyprzedaży za złotówkę w bibliotece miejskiej – takie stare wydanie PIW z 1968 roku!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s