Współpraca z wydawnictwami – część I: blogerzy


Ostatnio chodzi mi po głowie sporo myśli a propos blogosfery, współpracy z wydawnictwami etc. W pewnym momencie pomyślałam, że dużo się mówi o plusach i minusach samej współpracy, ale nie zastanawiamy się nad tym, co nam wychodzi, a co nie.

Jakie są według Was błędy popełniane przez blogerów przy współpracy z wydawnictwami? Co zdarza się nam robić źle? A jakie są nasze silne punkty, co potrafimy? Co należałoby przemyśleć a propos tej kwestii? Co moglibyśmy poprawić? Jakich błędów się ustrzegać? Chyba wszyscy wędrujemy po wielu różnych blogach, obserwujemy ich działanie, rozwój, słyszymy o różnych historiach, więc materiału do przemyśleń i dyskusji powinno być sporo. Możemy mówić o swoich indywidualnych silnych i słabych stronach lub o wrażeniach ogólnych, jak wolicie. Ale w tej części skupiajmy się na tej jednej stronie: blogerach.

Pytanie dodatkowe, które nasunęło mi się w trakcie czytania Waszych komentarzy: ile (średnio) „przerabiacie” książek recenzyjnych miesięcznie? Jakie są proporcje liczby książek recenzyjnych do tych własnych nierecenzyjnych, pożyczonych, bibliotecznych?

Zapraszam!

Reklamy

82 thoughts on “Współpraca z wydawnictwami – część I: blogerzy

  1. Będzie nie na temat – ale bardzo podoba mi się nowy wygląd Twojego bloga:)

    A teraz na temat – blogerzy to jest siła, której wydawnictwa nie mogą lekceważyć (choćby ich PR mówił co innego). Mogą książkę wypromować, ale mogą i pogrążyć… Zdarzyło mi się już kilka razy, że przeczytałam coś moim zdaniem mocno średniego a następnie na jednym, drugim, dziesiątym blogu czytam entuzjastyczne hymny pochwalne. I w pewnej chwili już sama nie wiem czy ja mam rację czy ten tłum jęczących w zachwycie…
    I niech kto mówi co chce – ludzie czytają recenzje na blogach…

    1. Anek7: sądząc np. z różnych głosów na Bnetce, ludzie spoza blogosfery NIE czytają recenzji na blogach, bo nieciekawe, nieobiektywne, widać podlizywanie się wydawnictwom itp. Obawiam się, że blogi czytują głównie inni blogerzy:P

  2. Nawiązując do ostatniego zdania Ani, sama je czytam i często kieruję się nimi podczas zakupów. Blogerzy i recenzje są ważne w całym tym książkowym biznesie, bo przecież blogerzy też kupują czasem książki, czytają nawzajem swoje recenzje i ustnie polecają powieści dalej. Sama tak robię, mówiąc siostrze/koleżance w księgarni: słyszałam, że ta i ta książka jest dobra.
    Gdyby nie recenzje na blogach pewnie czytałabym tylko to co znajdę w bibliotece, albo autorów znanych i lubianych (małe grono).

    A co do minusów związanych z recenzjami na blogach – to to, że często boimy się powiedzieć prawdę. Boimy się stracić kontakt z wydawnictwami i chwalimy książki, które na to wcale nie zasługują. Upiększamy to co brzydkie, a kanciaste szlifujemy na okrągło. No i nie podoba mi się ocenianie innych blogerów publicznie, ale to już inny temat. Dla mnie idealnym rozwiązaniem byłaby całkowita szczerość – pisanie, co dokładnie się nie podoba (bo ktoś inny może to lubić) no i zajęcie się tylko doskonaleniem własnego warsztatu. Ludzie są różni, blogerzy są różni – musimy się różnić!

    1. …”idealnym rozwiązaniem byłaby całkowita szczerość”…
      Pięknie powiedziane, ale dzisiaj bardzo o nią trudno, nie tylko na blogach. A co do promowania książek, to niestety liczy się tzw. PR (chyba jak wszędzie dzisiaj). Żal patrzeć, jak promowane są z wielkim hukiem wcale nie najwyższego lotu „dzieła”, a te wartościowe trzeba sobie dopiero odkrywać (mogłyby być chociaż tańsze od wielkich „hitów”, jeżeli nie są takie popularne…).

  3. Piękny szablon:)

    Temat współpracy był wałkowany milion razy, ja nigdy nie zwracałam szczególnej uwagi na dyskusje dotyczące tego tematu. Jako, że z wydawnictwami już nie współpracuję (mniej więcej od dwóch miesięcy, ale może trochę mniej?), mogę nie być obiektywna.
    Otóż uważam, iż blogerzy – w tej kwestii – wykazują się brakiem jakiegokolwiek szacunku do własnej osoby, do swojego, tak cennego, czasu, do swojego bloga. Nie dotyczy to rzecz jasna wszystkich – ale (w tym momencie) większości. Recenzenci traktują wydawnictwa jak bogów, tak jakby nie znali własnych praw. Przecież nikt nie MUSI recenzować żadnej książki! To recenzent robi łaskę firmie, że poświęca swój czas na przeczytanie i zrecenzowanie egzemplarza.
    Poza tym wiele osób prowadzących bloga – według mnie – ma takie podejście: ,,rozdają za darmo, to wezmę!”. Jednym słowem biorą wszystko, co wpadnie im w ręce. Wychodzą z tego ogromniaste stosiki, a ich liczba bardzo nieproporcjonalna do liczby recenzji.
    Nie wspominając już o blogach zakładanych tylko z powodu darmowych książek, bo to jest chyba kwestia jasna dla każdego i myślę, że nikt takich osób ,,nie lubi”.

    Bardzo dobrze się pisze komentarze tu u Ciebie! 🙂 Wygodnie jest i estetycznie.

  4. Zjawisko „promocji” na blogach według moich doświadczeń sprawdza się w przypadku … blogerów. Powiedzmy sobie szczerze, że to my jaczęściej zaglądamy na inne blogi, orientujemy się w tej blogo-sferze. Nie mówię, że poza nami – blogerami nikt wiecej nie korzysta z tej promocji książki, ale to są wyjątki. Jednak zapewne to duża pomoc dla wydawnictw.
    Co mnie denerwuje w tej formie współpracy? To, że najcześciej pojawiają się te same recenzje tych samych tytułów;/ Często są one prawie, że swoją kopią. Brakuje mi recenzji niszowych tytułów;/ Bardzo brakuje:((

  5. Z Wydawnictwami już od jakiegoś czasu współpracuję. Moim błędem jest fakt, że czasami biorę książki, które Wydawnictwo mi proponuje, mimo, że tematyka zupełnie nie leży w moim guście. Po części robię to dlatego, iż lubię poznawać nowe gatunki, a po części dlatego, że nie chcę by dany współpracownik się na mnie obraził. Tak, wiem, dziwnie to brzmi.
    Problemem również jest, iż nie zawsze piszemy całą prawdę, np. że książka nam się nie podobała. Pewnego razu, w mojej recenzji znalazło się bardzo mało pochwał na temat jednej książki i już fragment recenzji nie został opublikowany na stronie Wydawnictwa. Nie powiem, zrobiło mi się przykro.
    Zdaję sobie sprawię, że poniekąd uprawiamy propagandę – wysyłamy do Wydawnictw takie recenzje, które im się będą podobać – ciągle chwalimy.
    Ostatnio na jednym z blogów zobaczyłam atakowanie bloggera przez autora książki, strasznie mnie to zdziwiło i właściwie nie dziwię się, że recenzenci nie zawsze piszą prawdę w swoich tekstach.
    Spotkałam się również z faktem, że ktoś założył bloga tylko dla darmowych książek, a jego warsztat pisarski jest do d…
    No cóż.
    Trzymajmy się wszyscy ciepło 🙂

  6. A mi się współpraca z wydawnictwami i portalami literackimi w ogóle nie układa, tzn. bardzo szybko przestają się ze mną kontaktować:)) Ten komentarz może być więc przestrogą (czego nie robić) dla wszystkich, którym na takiej współpracy zależy. Zawsze zaczynam od ustalenia warunków ewentualnej współpracy i nie myślcie sobie, że żądam pieniędzy za swoje recenzje, które często są po prostu zbiorem luźnych refleksji na temat przeczytanej książki, więc nie śmiałabym… Zależy mi jednak na tym, bym mogła wybierać tytuły, autorów, tematykę i nie mieć ograniczonego czasu na przeczytanie książki. W końcu nikt mi za to nie płaci, a wiadomo, nie oszukujmy się, robimy reklamę na blogu. Poza tym wydaje mi się sensowne, że chcę wybrać książkę, która chociaż wstępnie leży w kręgu moich zainteresowań, bo nie chcę później o niej pisać, że dno. I wyobraźcie sobie, że po takim początku współpracy wiele wydawnictw zrezygnowało ze mnie:(( Bo darmowa książka do recenzji ma być nagrodą, a ja śmiem wybrzydzać. Inne wydawnictwa zrezygnowały ze mnie po niezbyt przychylnych recenzjach. No cóż. Nie założyłam bloga dla nich. Tak więc ja wszystko robię źle, nie wzorujcie się na mnie. A może nie miałam szczęścia do dobrych wydawnictw. Na szczęście stać mnie jeszcze na książki, które sama wybiorę.
    PS. Tak, jestem trochę rozgoryczona;)

  7. Nie współpracuję z żadnym wydawnictwem, więc wypowiem się jedynie z pozycji obserwatorki (ale też – blogerki, która jednakże nie chciałaby współpracować z wydawnictwem, bo ceni sobie wolność:)).
    Cenię recenzje zamieszczane na blogach, szczególnie takich, u Autorów których odkryłam podobne do moich upodobania czytelnicze. Często kieruję się ich opiniami w wyborze lektur.
    Jednak to, co dla mnie ważne we własnych poszukiwaniach czytelniczych i co cenię też u innych – to konsekwencja i samodzielność w wyborze lektur. Fajnie zatem, jeśli blogerzy współpracujący z wydawnictwami są konsekwentni w wyborach swoich lektur i dokonują ich samodzielnie. Jeśli na jakimś blogu zauważam misz-masz i do tego całą masę „współpracujących wydawnictw”, opinia pochodząca z takiego bloga przestaje być dla mnie miarodajna, a czytanie samego bloga porzucam.
    Cenię też szczerość – fajnie byłoby przeczytać czasem krytyczną (w granicach rozsądku, ale jednak…) recenzję sponsorowaną przez wydawnictwo.
    Nudzą mnie posty pt. „stosiki”. Nie lubię też serii – gdy na kolejnych blogach widzę recenzję tego samego tytułu. Ale to już raczej błąd wydawnictw niż blogerów.
    Pozdrawiam

  8. Ja dopiero zaczynam na „polu blogowania” i muszę powiedzieć, że byłem zielony jeśli chodzi o poruszane tu tematy, tzn. oczywiście „będąc młodym acz wieloletnim czytelnikiem blogów” nie jeden raz coś mnie zdziwiło, czy też zastanowiło, coś tam sobie główkowałem, niejednokrotnie przyszła jakaś myśl (tu się trochę chwalę, sorry;). Bardzo pouczająca dla mnie lektura, bardzo.

    I oczywiście nie mogę się powstrzymać i zazdroszczę Ci nowej „szaty graficznej”. Mea culpa.

  9. miałam wstawić komentarz, ale mi go wywaliło, więc krótko w punktach.
    Największy błąd: łapanie każdej książki, którą zaproponuje wydawnictwo.
    drugi – wygładzanie opinii (czasami pusty śmiech mnie ogarnia, gdy czytam czyjąś recenzję na blogu, a potem w komentarzach u kogoś innego autor pochwalnej recenzji pisze zupełnie coś innego – że książka dno, że ją męczyła)
    trzeci – branie więcej, niż się da radę przeczytać
    trzeci – nie umiecie być twardymi, drogie kobitki, bo nie umiecie odmawiać, bo boicie się, że ktoś o Was źle pomyśli
    A ja, odkąd podziękowałam za współpracę, zwyczajnie nie odpowiadam na hurtem wysyłane maile i co? Można? Można! I jak wolna się czuję!
    Eh, więcej godności.
    Nie potępiam całkowicie recenzowania egzemplarzy od wydawnictw. Ale szanuję tych blogerów, którzy współpracują z kilkoma wydawnictwami, a nie z kilkunastoma. Bo wiem z własnego doświadczenia, jak się czyta walcząc z czasem. Na szczęście w porę się obudziłam.

  10. Nie wiem skąd biorą się zdania na temat tego, że wydawnictwa wciskają książki??? Mi jeszcze nigdy nic nikt nie wciskał, najwyżej pytał czy mam chęć przeczytać dany tytuł. Podobnie jednak jak Kalio nie odpowiadam na zbiorcze maile, często gęsto nawet ich nie otwieram – powód? Nie interesuje mnie to, co pojawi się wszędzie;/ Lubię wybierać sama to, co chcę recenzować – a właściwie lubiłam. Ta zabawa trochę mnie znudziła, bo jakkolwiek na początku współpracy mogłam pobuszować w „starociach”, tak już teraz jest to wręcz niemożliwe. poza tym uwielbiam, jak już pisałam wielokrotnie kupować książki.
    Nigdy też nie przychodziło mi do głowy – piszę to, bo widziałam wyżej takie uwagi – aby zamawiać niezliczone ilości książek do recenzji. Jeśli wiem, że nie wyrobię się z ich czytaniem w krókim czasie (co nie oznacza, że wydawca narzucił mi termin, ale sama, na chłopski rozum i sumienie myślę, że jeśli coś jest nowością to nie przysyłają jej po to abym zrecenzowała ją za dwa miesiące). Nie zbieram stosów, ani dziesiątek tytułow, dla mnie to zwyczajne naciąganie, bo wiadmo, że nikt nie jest w stanie przeczytac takich ilości choćby siedział całymi dniami i nic innego nie robił.
    Trochę życie wymusiło na mnie rezygnację ze współpracy, trochę byłam już tym znudzona, ale są wydawcy, z którymi współpracowało mi się doskonale i być moze kiedyś do tego powrócę. Oczywiście w normalnych, jak zawsze ilościach.
    jesli chodzi o recenzje negatywne – cóż, staram się w takim wypadku po prostu opisać książkę (myślę, że to da się odczuć) bo to, że ona nie podobała się mi, nie musi oznaczac, że nie będzie podobać się komuś innemu. Albo zwyczajnie nie piszę o takiej książce – bo jak pisać o czymś, czego się nie przeczytało?;/ :)))
    Podsumowując – jestem za ograniczeniami ilościowymi i czasowymi, które niektóre wydawcnitwa stosują!!!

  11. Szczerze mówiąc trochę zdziwił mnie post Inez… Teraz myślę, że chyba powinnam uważać się za szczęściarę, bo już na początku prowadzenia bloga przyjęłam zasadę, że mam zamiar czytać to, co chcę i na szczęście nie musiałam zmieniać tego postanowienia 🙂 Tylko od jednego wydawnictwa biorę wszystkie książki, które mi zaproponują, bo jeszcze nigdy na żadnej się nie zawiodłam, a poza tym współpraca przebiega w niesamowicie przyjaznej atmosferze. Jeśli chodzi o inne, raczej z żadnym wydawnictwem nie współpracuję na stałe, po prostu kiedy któreś wyda interesującą mnie książkę, piszę do niego maila z pytaniem, czy mogłabym dostać egzemplarz recenzyjny i przeważnie go otrzymuję 🙂 Ale, ale… miałam pisać o wadach i zaletach 😉 Zacznę od wady – niektórzy gromadzą imponujące stosy, ale potem muszą się sprężać, żeby zdążyć w terminie z recenzjami… Największym plusem jest chyba właśnie promocja książek – na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że dosyć często kupuję książki, o których przeczytałam na blogu, którego jestem stałą czytelniczką lub gdy mnóstwo osób je chwali. Generalnie powinniśmy chyba pamiętać, że w tym naszym blogowo-wydawniczym świecie wyświadczamy sobie nawzajem przysługi – my dostajemy książki, a wydawnictwo recenzje. Wszystko jest ok dopóki ta współpraca przebiega w przyjaznej atmosferze 😉

    1. Tzn. co Cię zdziwiło? Że wydawnictwa interesuje tylko promocja danej książki? Tak jak napisałam, może po prostu nie miałam okazji nawiązać współpracy z ciekawymi wydawnictwami… Nie twierdzę, że wszyscy tak robią.

      1. Zdziwiłam się głównie dlatego, że nigdy nie miałam problemu z terminem publikacji recenzji (zwykle powinnam wyrobić się w miesiąc i zawsze biorę tyle książek żeby dać radę, ale gdy czasem wypadnie mi coś ważnego i trochę się spóźnię, nikt mi nie suszy o to głowy :)). No i właśnie wybór książek, bo zauważyłam, że większość wydawnictw wysyła konkretne tytuły (nawet nie z listy nowości) jeśli się o nie poprosi. Oczywiście są też takie, które nawet nie odpisują, ale to już inna bajka…
        Może po prostu próbowałyśmy w zupełnie innych wydawnictwach? 🙂

        1. No tak, tylko ja się do żadnego wydawnictwa nigdy sama się nie zgłaszałam:) Mówię o tych, które zgłosiły się do mnie z własnymi propozycjami:)

  12. Bardzo jestem ciekawa jak dalej potoczy się dyskusja 🙂 Przyznaję, że zostawiam komentarz, żeby sobie podglądać kolejne, ale ja z żadnym wydawnictwem nie współpracuję, więc nie mam o czym tutaj pisać.

  13. Hmm, mnie się przydarzyło „wciskanie książki”. Pierwszy raz było zapytanie, czy chcę, chciałam, przeczytałam, napisałam. A potem przyszła przesyłka z niezamawianą książką, bez wcześniejszego zapytania, nic! W ślad za nią (po jakimś czasie) mail z zapytaniem, kiedy pojawi się recenzja!
    Przypadki są różne, ale jak ma być o blogerach, to chyba się powtórzę – ma być szczerze i bez owijania w bawełnę.

  14. Muszę przyznać, że z częścią opisywanych wyżej rzeczy w ogóle się nie spotkałam. Wspólnie z przedstawicielami wydawnictw ustaliliśmy sobie wzajemny plan działania, którego trzymamy się od ponad roku i myślę, że obie strony są z tego bardzo zadowolone. Czasami bywa tak, że proponowane mi są jakieś tytuły, jednak nie oznacza to, że muszę się na nie zgodzić. Na tym mniej więcej polega kompromis. Dlatego właśnie dziwię się osobom, które biorą wszystko od wszystkich, a potem po kątach narzekają na to, że nie mają prawa wyboru. W wielu przypadkach tak właśnie jest…
    Blogerzy nie powinni być niewolnikami wydawnictw. Jeśli nie pasuje mi nasza opinia, to przecież nikt nie będzie zabijał się, bo wydawnictwu X, czy Y zależy jedynie na laurkach.

    Szczerze mówiąc spotkałam się z czymś takim tylko raz… Współpraca szybko się zakończyła i jestem z tego bardzo zadowolona, gdyż tego typu traktowanie wydawnictwo mogłoby sobie odpuścić. Ostatnimi czasy otrzymuje wiele maili od wydawców, którzy proponują różnorodne zasady współpracy. Coraz częściej zaczynam zauważać, że pragną oni narzucać ludziom tytuły, pytając wcześniej jedynie o typ literatury, który nas interesuje. Inni natomiast zaznaczają, że jeśli recenzja będzie niepochlebna ale nie zostanie opublikowana na stronie.

    Z tego właśnie względu przystanęłam jedynie na wydawnictwach, dla których liczy się szczera i rzetelna opinia, pozbawiona sztucznego słodzenia. Czytając ich książki mam na to nieograniczony czas, chociaż staram się czytać je na bieżąco. Nie jestem więc zarzucana nadmiarem, a dzięki temu czuje się całkowicie na miejscu 😉

    Dlatego właśnie dziwię się, że tak wiele osób ma z tym wszystkim problem… Jeśli chcemy ciągnąć kilkanaście srok za ogon, to potem nie dziwmy się, że mamy problemy z dotrzymywaniem terminów. To właśnie jest w tym wszystkim smutne… Spora część Blogerów podejmuje współpracę z każdym, jak leci… A ja zastanawiam się: na co tyle komu 😦

  15. Aga, super nowa strona:) a co do współpracy z wydawnictwami, hmm-niewiele mogę się jeszcze na ten temat wypowiedzieć, dopiero założyłam blog, założyłam go po to, żeby pisać o ksiażkach, które mi się podobały, a na które moim subiektywnym zdaniem szkoda czasu. Zamierzam także pisac o innych moich pasjach. Na pewno nie założyłam bloga po to, żeby wyłudzać od wydawnictw ksiażki. A tak czyni wcale nie mała część blogerów. Od razu zaznaczam, ze nie są to żadne wycieczki personalne, ale wpiszcie w wyszukiwarkę blog książkowy i znajdziecie kilkaset różnych blogów, z czego duża część zamiera po 2-3 miesiacach i nic sie na nich nie dzieje, ale za to zakładka WSPOŁPRACA zawiera loga kilku wydawnictw. Czyli taki bloger, który od kilku tygodni czy miesiecy nic nie napisał po prostu założył blog z nastawieniem na wyłudzenie ksiażek.

  16. Zapomniałabym!

    Niektórzy Blogerzy dziwią się, że niektóre wydawnictwa wprowadzają czas na napisanie recenzji.
    Nikt jednak nie zastanowi się nad przyczynami takiego zachowania… Odpowiedź przecież jest niezwykle prosta: nierzetelni Blogerzy. Reprezentanci tej grupy, którzy nabiorą sobie książek, a potem ślad po nich zanika. Oczywiście jest to niesprawiedliwe względem osób, które sumiennie wypełniają swoje obowiązki.

    Poza tym, jeśli nie pasują nam warunki współpracy, to nikt nie każe nam w niej tkwić. Piszemy maila do osoby, z którą utrzymujemy kontakt i otwarcie piszemy o tym co nam nie odpowiada i w związku z tym chcielibyśmy zakończyć współpracę. Nic trudnego, a gwarantuje Wam, ze przynajmniej nie otrzymacie informacji zwrotnej, która aż do szpiku kości przesączona jest ironią. Ja miałam taki przypadek przy odejściu z uwielbianego przez wielu Blogerów portalu. No cóż… To już świadczy o ich podejściu do sprawy 😉

  17. Co rzuca mi się często w oczy, to zachłanność blogowiczów. Wrzucają stosiki, pod którymi chwalą się kilkunastoma ksiązkami „zdobytymi” w danym miesiącu z wydawnictw, podczas gdy w miesiącu daja góra dwie – trzy recenzje. A co z resztą ksiązek? Odchodzą na dalszy plan? Niecierpie ludzi pazernych, a większość blogowiczów właśnie to sobą reprezentuje.

    Co do recenzji – osobiście staram się pisać szczerze, i do tej pory żadne ze współpracujących ze mną wydawnictw nie zerwało współpracy, bo ksiązkę zjechałam. Wręcz przeciwnie, pojawiały się raczej z ich strony opinie, że skoro „ten” tytuł mi się nie spodobał, to zachęcają do sięgnięcia po inny, który może bardziej przypadnie mi do gustu.

    Jedno wydawnictwo, z którym notabene nie współpracuje, trafiło na moja niepochlebną recenzje wydanej przez nich książki. Dostałam mail, w którym zostałam poprostu obrażona, nazwana niedojrzałą i głupią, bo niezrozumiałam treści płynących z owej powieści. Nie powiem, zrobiło mi się dziwnie.
    Czy skoro większość blogowiczów tytuł chwali, to ja jak ta krowa, musze muczeć równo z nimi i pisac pieśni pochwalne, byle by się tylko komuś przypodobac?! Nie jestem gówniarą, której zależy na jak największej ilości ksiązek, więc nie będe wyrażała swojej szczerej opinii. Zawsze pisze co myślę, i zdaje się, że właśnie na szczerych opiniach powinno opierać się recenzowanie, a nie na lizaniu tyłka wydawnictwom.

  18. Ciekawa dyskusja, wielu rzeczy się dowiedziałam, o których nie miałam pojęcia. Nie współpracuję z żadnymi wydawnictwami, więc nie wiem jak to wygląda, nawet nie nazywam siebie recenzentką, piszę o ksiażkach, bo najzwyczajniej w świecie lubię to robić 🙂
    Dzięki blogom wiem na jakie książki zwrócić uwagę, a które lepiej sobie odpuścić. Nie przeceniałabym jednak roli blogowiczów, mam wielu znajomych czytających książki, którzy nie mają pojęcia, ze istnieją blogi o książkach i do głowy im nie przyjdzie szukać w nich inspiracji. To w sumie nadal nasz mały świat 🙂

  19. Nie współpracuję z żadnym wydawnictwem, mogę się natomiast wypowiedzieć z punktu widzenia czytelnika blogów. Książek mam w domu sporo, staram się kupować ich jak najmniej i w tych książkowych zakupach pomaga mi przeglądanie recenzji z różnych blogów. Skoro kilka razy autor bloga polecił książkę, która bardzo mi się podobała to mam do niego zaufanie przy tym wiem, że nie czerpie z tego jakichś korzyści więc jest obiektywny, co w przypadku notek samego wydawnictwa jest podszyte chęcią zysku.

  20. Spotkałam się z pewnego rodzaju cenzurą – dziewczyna oceniła książkę po swojemu, dość zjechała. Po jakimś czasie na blogu sama się przyznała, że po interwencji wydawnictwa zmieniła post. Straszne.
    Dlatego nie podejmuję współpracy z żadnym wydawnictwem z obawy o ingerencje – nie dam sobie dyktować co mi się ma podobać, a co nie. Poza tym, nie chcę czytać wszystkich średnich powieści, bo „są za darmo”.
    Pozdrawiam i jeszcze dodam, że bardzo dobry temat do dyskusji wybrałaś.

  21. Zgadzam się z Evitą – wielu z moich znajomych (zdecydowana większość) nie ma pojęcia o istnieniu tego typu blogów, a nawet gdyby się w tym orientowali, to i tak raczej nie korzystaliby z zamieszczanych na nich opinii. Ja sama rzadko czytam „seryjnie” pojawiające się recenzje książek, bo jakoś mnie nie bawi porównywanie recenzji na iluś-tam blogach. No i dziwi mnie, tutaj bez żadnych osobistych wycieczek, że wydawnictwa współpracują z niektórymi blogerami o dosyć słabym warsztacie. Nie twierdzę, że ja jestem w pisaniu rewelacyjna (ale, jak już pisałam wcześniej, nie współpracuję z wydawnictwami), ale…

  22. Pokuszę się o małe podsumowanie. Oto punkty, które pojawiają się najczęściej:
    1. Nie piszemy szczerze. Zdarza się – i chyba faktycznie nikt z tym faktem nie dyskutuje – że blogerzy piszą bardziej pochlebne recenzje książek od wydawnictw, niż tak naprawdę napisaliby, gdyby dana książka była z innego źródła. O powodach można byłoby pewnie długo dyskutować. Część z nas (moim zdaniem słusznie) uważa, że to my wyświadczamy przysługę wydawnictwom, a nie odwrotnie, więc skąd ta obawa przed byciem szczerym? Boimy się zerwania współpracy? Ale czy jest to ciągle współpraca, jeżeli nie jest oparta na szczerości i stosunkach będących fair? Innym aspektem jest wiarygodność osoby, która na swoim blogu pieje peany pochwalne na temat danej książki, a w innych miejscach, pisze, że książka była okropna, męcząca i w ogóle fe… Pamiętajmy o tym, że internet to mały światek, a takie rzeczy psują zdecydowanie wiarygodność. Albo bądźmy wszędzie szczerzy, albo wszędzie piszmy kłamstwa 😉

    2. Branie książek jak leci, pozwolenie na wtykanie sobie książek, które nas nie interesują – wydaje się to prowadzić w dwie uliczki – pierwsza to fakt, że zostaniemy zawaleni książkami, które niekoniecznie mamy ochotę przeczytać, a druga – pozwalamy się tak traktować wydawnictwu, więc możemy się spodziewać, że następnym razem dostaniemy modlitewnik, książkę o fizyce kwantowej czy też najbardziej mdłe romansidło świata. Mam jednak wrażenie (wynikające z wypowiedzi), że większość z nas potrafi się w tym aspekcie oprzeć wydawnictwom i szanować swój czas wybierając tylko te książki, które chcą przeczytać. Jednakże nie wszyscy tak chcą/robią…

    3. Blogi zakładane tylko dla brania książek do recenzji, z których większość po 2-3 miesiącach upada. Tutaj to normalnie szkoda słów. Bardzo negatywnie wpływa to na odbiór blogerów przez niektóre wydawnictwa i między innymi z tego zjawiska wynika wprowadzanie regulaminów współpracy ze strony wydawnictw.

    4. Terminy recenzji oraz zasady współpracy – niektórzy z nas uważają, że część blogerów nie dba o swoje własne dobro i nie ustala zasad współpracy z wydawnictwami. Mało tego, biorą książki na krótkie terminy, z których nie potrafią się wywiązać.

    5. Branie więcej książek, niż jest się w stanie przeczytać.

    6. Niedbałość niektórych blogerów o rozwój, o swój własny warsztat. Niektóre recenzje roją się od błędów ortograficznych, stylistycznych, merytorycznych.

    Czy coś pominęłam?

  23. Teraz garść własnych przemyśleń. Wszyscy się wypowiadają, to i ja mogę 😉

    Nie do końca zgadzam się z zarzutem, ze blogi czytają tylko inni blogerzy. Nie wiem, jak to wygląda u Was, ale ja od pewnego czasu uważnie śledzę statystyki i widzę, że wejścia spoza blogów, to u mnie od 70 do 50% całościowych statystyk dziennych. A i wejścia z blogów bywają wielokrotne, wątpię, by regularnie dane osoby wchodziły do mnie po 7 czy 12 razy dziennie 😉
    Nie da się ukryć, że siła blogów rośnie. Nie wiem na ile badania całościowe blogosfery odnoszą się także do blogów książkowych, ale wg Raport Wave5 2011 50% internautow w ciągu 6 miesięcy czytała blogi. A na dodatek liczba czytelników blogów stale wzrasta. A 45,6% konsumentów czytających blogi ufa im jako źródłu informacji. Szkoda, że nie mamy danych dotyczących blogów książkowych. W kategorii „beauty” 61% osób podjęło decyzję zakupową po przeczytaniu pozytywnej informacji na blogu „znanego blogera”, a 19% na blogu, który pojawił się w rezultacie wyszukiwania w wyszukiwarce. Należy też pamiętać, że coraz więcej osób będzie czytało blogi, bo dzieci i młodzież, wśród których odsetek ten jest jeszcze większy dorasta i będzie przyzwyczajonym do czytania blogów tak, jak nasi rodzice do czytania gazet. Uffff… To się napisałam.
    ALE! Zgadzam się jednocześnie z tym, co napisał Zacofany, że przez część osób jesteśmy widziani jako nieciekawie piszący, nieobiektywni, podlizujący się wydawnictwom. I niestety, ale po części słusznie. Właśnie z powodów, o których Wy pisaliście wyżej.

    Moim problemem – chociaż nad nim od pewnego czasu pracuję – było (i ciągle po części jest) branie dużej ilości książek, które chciałabym i bardzo chciałabym przeczytać. I to nie dlatego, że mam terminy (termin mam tylko w 1 wydawnictwie i zawsze go przestrzegam, reszta nie dość, że mnie nie pogania, to wręcz pisze, że „mam czytać bezstresowo i się nie martwić”) czy dlatego, że ich nie przeczytam (przeczytam, tylko nie błyskawicznie, ale: patrz poprzedni nawias 😉 ), tylko dlatego, że mam słabą wolę i jak oferuje mi ktoś książkę, którą bardzo chcę przeczytać, to trudno mi odmówić. Ale – całe szczęście! – powolutku udaje mi się ograniczać te ilości. Części maili nie otwieram, części odmawiam. A w ostatnim miesiacu nawet udało mi się przeczytać kilka swoich książek nierecenzyjnych i kilka pożyczek. Oby tak dalej 🙂
    Jednakże nie przyjmuję książek, które mnie nie interesują, nie zamierzam zmuszać się do czytania czegoś, co nie jest dla mnie. Przecież to męka jakaś…

    Marta napisała, że nie lubi blogów, na których jest misz-masz. Obawiam się, że tak może być widziany mój blog. Bo przecież lubię tyle różnych gatunków i potrafię zachwycać się jednego dnia paranormalem, drugiego kryminałem, trzeciego reportażem, a za tydzień obyczajówką czy książką dla dzieci. No, ale jeżeli tak lubię, to nie widzę powodu do zmiany i do zawężania zainteresowań 🙂

    Marietta – możesz rozbudować swoją wypowiedź „Skoro kilka razy autor bloga polecił książkę, która bardzo mi się podobała to mam do niego zaufanie przy tym wiem, że nie czerpie z tego jakichś korzyści więc jest obiektywny, co w przypadku notek samego wydawnictwa jest podszyte chęcią zysku”? Nie jestem pewna, czy dobrze ją rozumiem. Z góry dzięki!

    Z czego jestem dumna, to z tego, że prowadzę tego bloga tak, jak chciałam i tak, jak chcę. Że nikt nie mówi mi, co mam robić, sama ustalam standardy współpracy, to, co ma się tutaj pojawiać etc.

    1. „Nie do końca zgadzam się z zarzutem, ze blogi czytają tylko inni blogerzy. Nie wiem, jak to wygląda u Was, ale ja od pewnego czasu uważnie śledzę statystyki i widzę, że wejścia spoza blogów, to u mnie od 70 do 50% całościowych statystyk dziennych. A i wejścia z blogów bywają wielokrotne, wątpię, by regularnie dane osoby wchodziły do mnie po 7 czy 12 razy dziennie ” – to, co napisałam o korzystaniu z recenzji blogerów zaczerpnęłam z obserwacji sprzedaży książek w księgarni – jeszcze nie spotkałam się z opinią „znalazłam książkę na blogu”. Zwykle są to strony księgarni oraz wydawnictw (zgadzam się, że i tak znajdują się krótkie opinie blogerów, ale nie tylko), wydawnictw informujących o nowościach (sa takie dla klientów księgarni) oraz innych stron poświęconych literaturze, ale nie blogów;/ Może ja spotykam mniejszość?? I jeszcze jedno – ja np. wchodzę na znane mi blogi przez wyszukiwarkę, więc czasem to, co wydaje się komuś w statystykach „obcym” jest innym blogerem;/:)

      Aga Twój blog jest aż tak różnorodny? Ja myślałam, że raczej jesteś ukierunkowana? :)) I takie ukierunkowane blogi lubię -wiem gdzie wejśc aby poczytać o ksiazkach, które sama lubię, gdzie poczytam o lit. dalekiego wschodu ….itp. To jest właśnie fajne!

    2. I to się chwali, tak powinno być:) Dzięki za ciekawe informacje o blogosferze (procentowe) i w ogóle gratuluję pomysłu na dyskusję. Udał się chyba:)

      Pozdrawiam

  24. Aha, jeszcze jeden mój minus – że nie potrafię się wystarczająco zmotywować (lub ogarnąć), by pisać o wszystkich przeczytanych książkach. Dlatego można odnieść wrażenie, że czytam same nowości, a tak nie jest (o ile nie podróżuję z miejsca na miejsce i mam czas). Szkoda, muszę nad tym popracować.

    *****

    Pytanie dodatkowe: ile (średnio) „przerabiacie” książek recenzyjnych miesięcznie? Jakie są proporcje liczby książek recenzyjnych do tych własnych nierecenzyjnych, pożyczonych, bibliotecznych?

  25. Swój największy błąd jako blogerka popełniłam chyba na samym początku współpracy, kiedy zachłysnęłam się tym, że ktoś mnie czyta i chwali (!) i rzuciłam się na te wszystkie książki jak szczerbaty na suchary. Teraz już jestem troszkę mądrzejsza, zamawiam przede wszystkim mniej (choć mam jeszcze niestety nadal stosy z tego mojego „rzucania się” :D) i bardziej rozważnie, ograniczyłam też współpracę z niektórymi wydawnictwami, zwłaszcza tymi narzucającymi sztywne terminy (a czasem i objętość recenzji :/).
    I przede wszystkim przestałam się już cieszyć jak dziecko tymi wszystkimi pochwałami pojawiającymi się w mailach, które na początku tak bardzo mnie dowartościowywały, bo w końcu zrozumiałam, że tę samą treść, ze zmienioną nazwą bloga (i czasem imieniem) dostaje 150 innych blogerów…
    A co do szczerości recenzji, nie wyobrażam sobie bym mogła pisać wbrew sobie. To chyba przestało by mieć jakikolwiek sens. I choć czasem mi samej jest przykro, gdy piszę negatywną recenzję (chociażby ta niedawna sytuacja ;)) to po prostu nie potrafiłabym inaczej. I szczerze, w nosie mam, czy to spowoduje zakończenie współpracy, opieprz od wydawcy czy nieumieszczenie fragmentu mojej notki na ich stronie…

  26. No to i ja 🙂
    Ten misz-masz o którym piszecie z pewnością jest u mnie 🙂 Czytam zróżnicowaną tematykę. W zależności na co mam ochotę 🙂
    Współpracuje z wydawnictwami, ale ograniczam się do wybierania książek jakie mnie interesują ( wyjątkiem są wydawnictwa dla dzieci). Nikt z wydawnictwa nie robi z tego problemu, nikt też nie ma żalu o to, że znajduję minusy w książkach. Staram się zawsze też znaleźć coś dobrego dla równowagi.
    Pomimo książek recenzyjnych nadal książki kupuję, pożyczam i wymieniam na inne 🙂

  27. Ech, miałem się nie wypowiadać, ale co mi tam – faktycznie ja jako recenzent stoję poniekąd na uboczu blogosfery, bo rzadko kiedy biorę się za cokolwiek innego niż fantastykę. Ale nie zauważyłem jak dotąd w wydawnictwach, w których współpracuję, by KTOKOLWIEK naciskał na zmianę oceny. A potrafię w recenzjach dowalić naprawdę mocno, zresztą czytelnicy już czasami mówią, że jak wystawiam 7/10, to znaczy, że książka faktycznie musi być dobra. Mógłbym wprost pokazać grupę blogerów, która pisze nieszczere recenzje, ale daruję sobie, każdy chyba wie, o kim mowa. W każdym bądź razie jeśli chodzi o szczere oceny, to w blogosferze widać piekielne dysproporcje, a już śmiesznie czyta się recenzje, gdzie autorka wręcz na siłę szukała plusów. Że nie wspomnę o recenzjach, gdzie 90% to fabuła, a pozostałe 10% to „warto przeczytać, mnie się podobała!”, ot i oto cała recenzja, zero argumentów etc.

    Kolejne, co zmusza mnie do siedzenia na własnym podwórku, to kupa blogów o wszystkim o niczym. Naprawdę nie mam ochoty identyfikować kolejnych „recenzji książek” jako bloga, który jest kopią tysiąca innych podobnych blogów, na których przeczytam właściwie to samo o każdej książce. Veto.

  28. To ja napisze nie z pozycji bloggera, tylko osoby, która bardzo uważnie śledzi Wasze opinie o książkach. A dlaczego? Bo prowadząc bibliotekę i mając załóżmy do wydania 100 zł. miesięcznie na książki, muszę być w 100% pewna, że pozycje, które kupię będą się podobać czytelnikom!

    Dlatego moim marzeniem jest, aby np. w recenzjach pojawiały się informacje typu: dużo seksu, dużo przemocy, absolutnie tylko dla dorosłych, itp.

    Mam oczywiście kilka ulubionych, czyt. sprawdzonych bloggerów, ale lubię też konfrontować ich opinię z innymi, mniej popularnymi.

  29. Wypowiem się trochę o moich spostrzeżeniach u siebie na podstawie punktów Engi
    1 Przeważnie szukam plusów i minusów książki. Nawet jak mnie się nie podoba to wiem jakiej grupie ludzi może i zawsze pisze Polecam fanom tego i owego. Ale jak mi się pozycja nie widzi to widać między wierszami. Ale zdarzają się recenzje gdzie na pół strony zachwalają okładkę w myśl zasady jeśli nie możesz powiedzieć czego dobrego to niemów nic. 😉
    2 Biorę tyle i ile wiem ,że w miesiąc przeczytam na więcej nie biorę bo to bezsensu i przeważnie wybieram.
    3. Moja wina zaczęłam pisać jak matras ogłosił ,że szukają osób do pisania recenzji, napisałam im spodobała się i musiałam założyć bloga a później jakoś idzie motywuje mnie to ,że prowadzę blog z kimś i muszę się wywiązać z zobowiązań.
    4 Termin niema problemu szybko czytam dość szybko piszę (cóż staram się by były jak najlepsze ale jakie są widać)
    6 zawsze jak napiszę wysyłam do sawz by sprawdziła (mój problem to interpunkcja) ,bo to w końcu do ludzi idzie.

  30. Agnieszko – rzeczywiście napisałam, że nie lubię misz-maszu na blogach, ale nie chodziło mi o taki misz-masz, który wynika z wielości zainteresowań – tu jednak daje się uchwycić pewną spójność, wszak u podłoża różnorodnych wyborów stoi określona osobowość, człowiek, który przecież może mieć wiele rozmaitych zainteresowań. W pewnym sensie na moim blogu też panuje misz-masz, ale – jak sądzę:) – daje się tu wykryć pewną konsekwencję i oś przewodnią czytelniczych poszukiwań.
    Chodziło mi raczej o taki misz-masz, który wynika z przyjmowania od wydawnictw egzemplarzy recenzenckich „od sasa do lasa”. Naprawdę widać różnicę:)
    Pozdrawiam:)

    1. Dziękuję za wyjaśnienie, teraz już rozumiem. I zgadzam się, że to często widać. Faktycznie, wiąże się to zapewne z tym przyjmowaniem wszystkiego, nawet tych na siłę wciskanych książek.

  31. No to wypowiem się i ja. Po pierwsze: biorę tylko te książki od wydawnictw, które mają szanse mnie zainteresować, a nie wszystko jak leci. Jeśli coś mi się nie podoba, to o tym piszę – i jak dotąd tylko dwa wydawnictwa więcej się nie odezwały, a jedno wypowiedziało współpracę histerycznym mailem. Trudno, płakać nie będę. Nie wyobrażam sobie, że miałabym pisać wbrew sobie, to nie w moim stylu i tego się trzymam. Z terminami nie mam problemów, jak na razie. Mimo zadeklarowanej współpracy z kilkunastoma wydawnictwami regularnie pisuję dla kilku i jestem z tego zadowolona. Choć mam swoje ulubione gatunki, często, zainteresowana fabułą, sięgam po coś innego – często okazuje się to strzałem w dziesiątkę. Zdarzyła mi się niepochlebna recenzja pewnej książki, po którą sięgnęłam zachęcona peanami pochwalnymi bloggerów – jak dla mnie był to totalny szajs, stąd moja wyjątkowo zjadliwa recenzja. I jej śmieszne konsekwencje.
    Nie rozumiem zakładania blogów dla darmowych książek, to jakaś paranoja. W dodatku te recenzje są zwykle pożal się Boże i od razu widać, jakie autor takiego bloga ma intencje – dla mnie to obrzydliwe.
    Zawsze staram się maksymalnie dopracować recenzję. Nieraz nieźle się namęczę, żeby dobrze ubrać w słowa swoje odczucia; choć dla mnie to wielka przyjemność (czytanie i pisanie), to za każdym razem także wyzwanie. Nieraz więcej czasu poświęcam na napisanie opinii niż na lekturę, ale nie mogłabym opublikować na blogu czegoś poniżej swojego poziomu.
    Reasumując: nikt mnie do niczego nie zmusza i zawsze piszę zgodnie z własnym sumieniem. Fajnie byłoby, gdyby blogerzy mieli więcej wiary w siebie i samokrytycyzmu:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  32. Jako nie-bloger chciałbym tylko powiedzieć, że bardzo podoba mi się pomysł Agnieszki na dyskusję, i że identyfikuję się z większością wypowiedzi. Mój punkt widzenia dobrze streszcza powyższy wpis Isadory. Warto się szanować, bo kto będzie nas szanował, jeśli my sami siebie nie?

  33. Dopiero rozpoczynam swoja przygodę z blogowaniem. Wcześniej czytałam dla samej przyjemności, ale brakowało mi dzielenia się swoimi emocjami. Teraz mogę rozładować swoje uczucia w postaci posta. Nie współpracuję z wydawnictwami, a jeżeli chodzi o inne blogi… Recenzje są czasami zbyt długie, zdradzają całą fabułę. Zgadzam się też z powtarzającymi się nowościami. Książki starsze też mają rację bytu.
    Pozdrawiam

  34. Przeczytałam uważnie całą dyskusję i zastanawiam się na jakim ja żyję świecie… mogę szczerze powiedzieć, nie zdarzyło mi się przenigdy stanąć wobec sytuacji, gdy moje oceny recenzji byłyby kwestionowane. Nie zdarzyło mi się nigdy by wydawnictwo wciskało mi książkę na siłę. Z reguły książki oceniam dość wysoko, co jest bezpośrednim wynikiem tego, iż proszę o te, które czuje, że mi się spodobają. Również zdarza mi się nadgorliwość i przesada, często siły przerastają zamiary, a raczej zobowiązania, ale staram się to w sobie zwalczyć. Nie wynika to jednak z „brania jak leci”, a z dużej ilości publikacji, kuszących mnie w przeróżne sposoby:)
    Jeśli chodzi o recenzje, nie wynajduję niczego na siłę, nie staram się książki ani pogrążyć, ani wypromować. Piszę, co czuję. Jeśli trzeba – zjadę, jeśli można – się pozachwycam. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zmieniałabym opinię na „rozkaz” wydawnictwa, bądź portalu. To dla mnie nie do pomyślenia. Już szybciej książkę bym odesłała, za współpracę podziękowała, a recenzję zamieściła w pierwotnej wersji na swoim blogu.

  35. Miałam zamiar się nie wypowiadać, bo robiłam to już wcześniej w podobnych dyskusjach, ale co mi tam, sądzę, że warto mówić jak najczęściej o tym, jak sami siebie nie doceniamy. Z całym szacunkiem, ale naprawdę uważacie, że Wasze blogi czytają tylko inni blogerzy? Ile macie dziennie wejść? A ile jest Waszym zdaniem blogów o książkach? Ja miewam po kilka tysięcy wejść dziennie, nie jest możliwe, aby były to tylko wejścia z innych blogów, zresztą wnikliwe przejrzenie statystyk dużo o tym mówi. Spotykam od czasu do czasu kompletnie obcych ludzi, którzy regularnie czytają mój blog – znajomi znajomych, studenci moi i moich koleżanek, itp. Nie piszę tego po to, żeby się chwalić – jestem przekonana, że wielu innych blogerów ma tak samo dużo i tak samo różnorodnych czytelników. I nasze recenzje mają wpływ na ich książkowe zakupy, czy tego chcemy czy nie. Mówię przynajmniej o tych blogach, które są prowadzone rzetelnie i od jakiegoś już czasu.
    W Polsce niestety mamy wciąż taką mentalność ubogich krewnych – jak nas ktoś chwali, to nas to dziwi, jak coś dają za darmo, to się na to rzucamy. I wydawnictwa trochę to wykorzystują. Nie mówię, że wszystkie, ale podobnie jak większość z Was, dostaję propozycje, które są kompletnie nie do przyjęcia, są zwykłym wykorzystywaniem. Recenzja na w miarę popularnym blogu to darmowa reklama, i to całkiem skuteczna, bo bloger ma czytelników, którzy mu ufają.
    Jeśli czytujecie blogi angielskojęzyczne, może zauważyliście, że tam to tak nie wygląda. Wydawnictwa bardziej szanują blogerów, a blogerzy nie rzucają się na wszystkie darmowe egzemplarze. Książki są tam wysyłane bez żadnych zobowiązań, bloger dostaje ciekawe tytuły, a wydawnictwo co najwyżej ma nadzieję, że o nich wspomni na blogu. Jeśli nie, nikt się nie oburza. Nie ma przymusu, wszystkim zależy na miłej współpracy.
    Marzy mi się podobna atmosfera i u nas, ale pewnie nieprędko to nastąpi. My, blogerzy, możemy zrobić tyle – szanować siebie, swoją pracę na blogach, swój czas na lekturę. Nie przystawać na propozycje, które nas wykorzystują. Nie czytać książek, które nas nie interesują. Uczciwie stawiać sprawę, czasem nawet mówiąc, że nie napiszecie recenzji otrzymanej książki, bo wam po prostu „nie wchodzi”, i nie potraficie o niej napisać. Pisać uczciwe recenzje, nawet jeśli jakieś wydawnictwo się obrazi. Cóż z tego, niech się obrazi, kto z nas cierpi na niedobór książek czekających na przeczytanie?;) Jak będziemy cenić sami siebie, to przynajmniej nie będziemy czuć się ze sobą źle, a może i inni też zaczną to doceniać?

    1. Padmo, masz rację we wszystkim,natomiast co do statystyki, to Ty jesteś potentatką w najlepszym tego słowa znaczeniu, a ja autorem marginalnego bloga, który się cieszy ze 150 odwiedzin dziennie. Tyle odwiedzin zapewniają, moim zdaniem, głównie zaprzyjaźnione kręgi blogowe plus żona i koleżanki z pracy:) Oraz przypadkowe wejścia z gugla:P
      A przy okazji – stosików nie lubię, losowań nie lubię, ale rozumiem wszystkich, którzy się w to bawią. Niestety żadna najbardziej nawet merytoryczna i dobrze napisana recenzja nie ma tylu wejść, co balanga z tortem z okazji tysięcznego komentarza lub życzenia z okazji Dnia Dziecka:P

    2. „Jak będziemy cenić sami siebie, to przynajmniej nie będziemy czuć się ze sobą źle, a może i inni też zaczną to doceniać?”.

      I couldn’t agree more 🙂

    3. Ja już wyjaśniałam swoje podejście do „zaglądających na blogi” i źródło tej informacji. A co do znajomych – hehehe śmieszne – moi znajomi też zaglądają na bloga, ale nie oznacza to, że czerpią tylko z niego inspirację, ani tym bardziej, że ja traktuję ich jako wiernych czytelników mojego bloga (z całym szacunkiem – podejrzewam, że gdyby nie fakt, że o nim wiedzą nawet by na niego nie trafili, ale też nie mam nikomu znajomemu za złe, że nie zagląda na mojego bloga). Ja sama nie zaglądam na wiele blogów i zdarzyło mi się raptem kilka razy !!!!! wykorzystać recenzję do zakupu książki. Zwykle kieruję się tymi samymi źródłami, o których pisałam w kontekście robiących zakupy w księgarni. Dodam jeszcze, że ja osobiście przestałam wierzyć blogom od kiedy zrobiło się modne „stosikowanie” i książki od wydawnictw;/ Stąd moim głównym źródłem recenzji jest prasa o literaturze.
      Pomijam kwestię, że zbyt wiele razy „przejechałam się” jednak na recenzjach, stąd wolę wizytę w księgarni i chwilowe zatopienie się w lekturze:)
      I chyba powinnam wypisać się z tego światka blogowo-stosikowego, bo nie mnie dotyczy rzucanie się za darmo i liczenie egzemplarzy recenzyjnych. Jednak większość książek na moim blogu pochodzi z moich prywatnych zakupów;/.
      Niestety, jak dla mnie za mało jest blogów, w których mogłabym przeczytać o interesujących mnie książkach, Cały czas te stosikowe blogi wydawnicze to jednak nowości i literatura mało znanych autorów, fantastyka i młodzieżówka …. no nie dla mnie. Nawet nie zaglądam.;/
      A już doprawdy nie wiem skąd bierze się opinia dotyczaca przymuszania przez wydawców??? Obrażania się? Nie wiem kto pierwszy rzucił takie hasła, ale są one wyssane z palca!

  36. No to ja dołożę swoje trzy grosze, również z punktu widzenia osoby, która bloga (o jakiejkolwiek tematyce) nie pisze i nigdy nie pisała. I stanowczo zaprzeczam tezie, że blogi czytają tylko inni blogerzy 🙂

    Podoba mi się w blogach o książkach:
    – możliwość poznania i skonfrontowania różnorodnych opinii o danym tytule.
    – rzadko, bo rzadko, ale jednak czasami udaje mi się natrafić na recenzję książki, o której wydaniu nie wiedziałam, a byłabym zainteresowana przeczytaniem.
    – zdarzyła mi się refleksja, pod wpływem recenzji blogowych, o zbyt pochopnym zaklasyfikowaniu tytułu jako lektury, której nawet kijem nie tknęłabym.
    – lubię posty o stosikach, bo czasami przypominają mi, że miałam coś kupić, a zapomniałam 🙂 i uświadamiają naocznie realną grubość pożądanych, acz jeszcze nie oglądanych „au naturel” tytułów (bo im książka grubsza, tym ja radośniejsza).
    – lubię wpisy osobiste, takie np. o: swoich biblioteczkach, polowaniach na książki, interesujących danego delikwenta zapowiedziach, o spotkaniach blogerów, relacjach ze spotkań z autorami czy z Targów Książki, anegdotkach z życia mola książkowego itp.
    – przybliżanie sposobu funkcjonowania nowinek technicznych czy innych gadżetów związanych z książkami. Sama nie korzystam z takich np. czytników i korzystać nie zamierzam , ale przynajmniej zorientowałam się w meritum tegoż ustrojstwa i mam świadomość, że na rynku okołoksiążkowych gadżecików pojawiło się kilka interesujących rzeczy, które lekturę usprawnić czy też ułatwić mogłyby. Zainteresowanym, oczywiście 🙂

    Nie podoba mi się w blogach książkowych:
    – pazerność i interesowność recenzentów.
    – bardzo niski poziom merytoryczny i ortograficzno-stylistyczny dosyć dużego odsetka recenzji.
    – … co spowodowane jest bezpośrednio niskim, niestety, stopniem erudycji piszących je osób.
    – długaśne, rozwlekłe recenzje, budowane na zasadzie ubijania masła maślanego, a już szczególnie pewien rodzaj piśmiennictwa, oscylującego wokół zwrotów typu „któż z nas nie chciał/miał/myślał/zastanawiał się…”, „jest to książka (tu następuje wyliczanie przymiotów tejże, przypuszczeń, komuż to mogłaby się spodobać etc.), by w następnym akapicie zagaić: „reasumując…”. Podpięłabym pod ten punkt również szczegółowe streszczanie fabuły i, ogólnie, tzw. „pitolenie” o niczym.
    – wywiady z różnorakimi autorami, przybliżanie czytelnikom ich postaci na zasadzie: „kogokolwiek goszczę na swoim blogu, jest pisarzem doskonałym i żałować tylko przychodzi, że tak opieszale pisze i niedostatecznie szybko wydaje kolejne swoje (arcy-)dzieła:.
    – tak zwane przeze mnie „ciągi recenzyjne”, tj. masowe, taśmowe, bliźniacze niemal recenzje tych samych tytułów w tym samym czasie na wszystkich niemal blogach.
    – i wreszcie, co mnie bulwersuje szczególnie, brak jakichkolwiek aspiracji w poszukiwaniu nowych, nieodkrytych jeszcze autorów i tytułów, tudzież – dawniejszych, mniej znanych, że o klasykach nie wspomnę. Mam wrażenie, że na zdecydowanej większości blogów funkcjonują wciąż te same książki, najczęściej bardzo niedawno wydane i to ich recenzje właśnie są podwaliną funkcjonowania danego bloga. Wyjątki w tym procesie, a jakże!, dostrzegam i pochwalam.
    – i szczególnie żenujące przymawianie się w postach, w sposób bezpośredni bądź zawoalowany, wydawnictwom o książki.

    Przepraszam za rozpisanie się, ale fakt, że sama bloga nie piszę nie oznacza, że książkowa blogosfera nie jest miła mojemu sercu i jej jakość nie leży mi na nim 🙂

  37. Ze swojego punktu widzenia:
    1. Nie wspolpracuje z zadnym wyd.
    2. czytam blogi ksiazkowe
    3. kupujac ksiazki nie kieruje sie recenzjami z blogow, ale wzgledami praktycznymi ksiazki (chodzi mi o to, ze powiesci moge sobie og kogos pozyczyc/wymienic sie itp i potem ksiazki sie pozbyc, jesli mam kupowac to wole cos co naprawde mi sie przyda czyli para- lub po prostu naukowe, biografie itp)
    4. jako czytelnik blogow o ksiazkach stwierdzam, ze sa ludzie piszacy od czasu do czasu ale bardzo rzetelnie, na wysokim poziomie orazy piszacy kilka razy w tygodniu, ktorzy robia sobie jakies dziwne oceny, wyceny i statystyki; czesto sie zastanawiam jak osoba, ktora przeczytala 500 pozycji w ciagu roku moze cokolwiek komukolwiek polecic, przeciez dobrych 60% ksiazek zwyczajnie znika w otchlani pamieci!
    5. powtorze to, co reszta napisala wyzej – zakladanie bloga w celu otrzymywania darmowych ksiazek i branie wiecej niz jest sie w stanie przeczytac (skutek: recenzja pisana na podstawie okladki) wydaje sie byc zjawiskiem powszechnym, niestety.

    Generalnie z powiedzmy 40 czytanych przeze mnie blogow z powodow wyzej opisanych obecnie mam 6 ulubionych, rzetelnych, porzadnych.
    Pozdrawiam

  38. To może ja też dorzucę swoje trzy grosze w tej dyskusji. Patrząc na inne blogi, moja współpraca z wydawnictwami jest bardzo uboga. Od założenia mojego bloga, czyli od niecałego roku, „zrecenzowałam” 8 książek otrzymanych od wydawnictw + 2 e-booki. I od razu wyjaśniam: nie czuję się w żaden sposób recenzentką. Moje posty nazywam komentarzami, bo żadna ze mnie polonistka, żeby tworzyć profesjonalne recenzje. Piszę co czuję. Czasami dodaję coś od siebie, skąd mam daną książkę, jakie miałam co do niej oczekiwania. Moje wypowiedzi nie są długie, a książki opisane (pozostałe 80) pochodzą z własnych zbiorów, ewentualnie z biblioteki. Przeglądając mój blog, ktoś może dojść do wniosku, że panuje na nim misz – masz, ale ja wiem, że jestem szczera w moich opisach. Nic nie ubarwiam, piszę co myślę. Przez to, mój blog może być uważany za mało profesjonalny, czy słaby warsztatowo.
    Ale tak sobie myślę, założyłam bloga dla siebie. Po to, żeby po jakimś czasie przypomnieć sobie, jakie miałam wrażenia po lekturze. Podobnie jest ze stosami. Panuje pogląd, ze blogerzy wstawiają posty ze stosikami, żeby chwalić się nowymi zdobyczami od wydawnictw. i pewnie wiele osób tak robi. Ja natomiast wstawiam zdjęcia stosów, żeby pamiętać jakie książki, kiedy i skąd, trafiły w moje ręce. Czasami moje zdobycze są bardzo liczne i w ten sposób je sobie kataloguję.

    Blogerzy są wrzucani do jednego worka. Faktem jest, że ugładzanie opinii jest widoczne na niektórych blogach. Męczące jest także obserwowanie na kilku blogach, recenzji tych samych książek. Powiem szczerze, że wtedy nawet takich opinii nie czytam. Zdjęcia stosów mnie nie irytują, ale jak pisałam powyżej, mam do nich odmienny stosunek. Zastanawiam się tylko, na jakiej zasadzie blogerzy otrzymują w tak krótkim okresie czasu, te recenzyjne egzemplarze? Ja (poza dwoma przypadkami) na książki z wydawnictw czekałam po kilka tygodni. A niektórzy w miesiącu pokazują 2-3 razy imponujące stosy od wydawnictw…w takim razie, chyba się za mało staram… 🙂

  39. Szkoda, że te refleksje są takie ogólne;). Piszecie o błędach niektórych blogerów, wielu blogerów, ale nikt nie wskazał wprost, o kogo mu chodzi. No ale to nic nowego w tej części blogosfery:). Mam nadzieję, że w kolejnych częściach dyskusji, w których – jak mniemam – będzie mowa m.in. o błędach wydawnictw, wymienicie ich nazwy, bo w przeciwnym wypadku tego rodzaju rozważania nie miałyby większego sensu. Przynajmniej ja tak uważam;).

    Ucieszyła mnie jedna rzecz: kiedy przed miesiącami przewijała się przez blogi dyskusja o egzemplarzach recenzenckich, rzucano gromy na głowy osób, które ośmieliły się choćby wysnuć przypuszczenie, że recenzja książki otrzymanej od wydawnictwa może nie być tak do końca obiektywna. Widzę, że to się powoli zmienia.

    1. Elenoir, a co Twoim zdaniem dałoby pokazanie tutaj palcem, że ten pisze nieortograficznie, tamten nie prezentuje śladu myśli, a jeszcze trzeci spisuje z blurbów streszczenia? Bo raczej prawie ze wskazanych nic by z tym nie zrobił, czytelnicy by ich nie porzucili, bo niby czemu, skoro wcześniej im te wady nie przeszkadzały. Można ewentualnie wylewać jad w komentarzach na takich blogach, ale czy nie szkoda czasu i wysiłku? A akcja z pokazywaniem palcem już była, zrobiło się skrzyżowanie linczu z melodramatem, spectaculum miserum et acerbum:P

      1. Widzisz, ja mam po prostu takie demaskatorskie zapędy:). Poza tym szlag mnie, szczerze mówiąc, czasem trafia, kiedy ludzie piszący o literaturze ignorują zasady poprawnej pisowni i stylistykę. Tak, mam czasami ochotę napisać zjadliwy komentarz pod ich adresem, ale rzeczywiście szkoda mi czasu i nerwów.
        A o wspomnianej przez Ciebie akcji w ogóle nie słyszałam. Szkoda;).

  40. A ja nie rozumiem całego zamieszania. Jedni współpracują, inni nie. Jedni piszą tak, inni siak. Przymusu czytania wszystkiego co w sieci zaistniało nie ma, a każdy swój rozum ma. No to niech z niego korzysta, wybierając sobie blogi do czytania. Nad czym tu dyskutować?
    PS. Tak naprawdę napisałem to, bo głupio mi było przyjść z pustymi rękami i się podpiąć tylko pod powiadamianie na maila 😀

  41. No to ja się podpinam pod Bazyla, bo pisałam o tym samym wiele razy ale nikt nie słuchał. Czasami najlepszych recenzji nie chce się czytać, a te proste i od serca mówią więcej niż 1000 słów. Internet jest dla każdego, więc każdy może pisać i czytać co chce. A najlepiej niech każdy pilnuje swojego „podwórka”…

  42. Elenoir, nie chodzi o wskazywanie konkretnych blogerów, bo wszyscy ci, którzy blogi czytają i mienią się ludźmi wykształconymi (powiem z sarkazmem: przecież ukończenie studiów do pewnego poziomu intelektualnego zobowiązuje ;)) doskonale orientują się, kto i gdzie jakie błędy popełnia. Nie rozumiem sugestii, że nie ma się o tym pojęcia…
    Chodzi o wskazanie niepokojącego zjawiska: jakby nie patrzeć, recenzje książkowe są w pewien sposób opiniotwórcze. Poza tym, z tego, co widzę, chyba wszyscy blogerzy to albo osoby po studiach, albo właśnie studiujące. Takie jest moje staroświeckie podejście, że przynależność do (ha, ha, ha!) intelektualnej elity społeczeństwa, którą z założenia zdobycie wyższego wykształcenia ma niejako gwarantować, obliguje do wysiłku i troski o poprawność językową i piśmienniczą. Ktoś recenzje czyta, ktoś się nimi wspiera i w związku z tym na recenzencie spoczywa niejaka odpowiedzialność za to, co pisze i za to, jak pisze. Spotkałam się z opiniami zawodowych recenzentów, że blogi książkowe są kłębowiskiem nieprzemyślanych opinii, błędów, powierzchownych sądów – słowem, pisaniną niedouczonych ćwierćmózgów. Myślę, że dbanie o merytoryczną stronę wpisów blogowych wychodzi na dobre wszystkim blogowym recenzentom. I zdaję sobie sprawę, że są osoby, którym jest to obojętne, ale postawa taka nie podlega już żadnej dyskusji.

    1. Blogerzy stanowią konkurencję dla profesjonalnych krytyków, przede wszystkim dlatego, że piszą właściwie za darmo. Większość z nas to amatorzy i nasze opinie też są amatorskie, ale przez to bliższe i bardziej zrozumiałe dla przeciętnego czytelnika, który często jest na bakier z zasadami naszego języka, więc…

      Z tą opiniotwórczością blogów to chyba trochę przesadzacie. Mnie się wydaje, że głównie zaglądamy do siebie nawzajem.

  43. Dziękuję wszystkim za opinie. Jest to dla mnie pouczająca i ciekawa dyskusja. Generalnie wszystko, co chciałabym napisać, napisała już Padma 😀 Zgadzam się z nią w całej rozciągłości tematu.

    Ale dodam kilka prywatnych komentarzy „od siebie”:
    Izusr – tak, te masowe maile typu „bardzo cenimy sobie Pani blog” to jeden z podstawowych błędów ludzi z działów marketingu/promocji. O tym zresztą wręcz się głośno mówi i mówiło, np. na BFG 2011 na panelu o marketingu na blogach ostro przejechano po takim dyletanckim podejściu.

    Rogalm – dzięki za sugestię, postaram się brać pod uwagę Twoje wskazówki i pisać krótkie dopiski na temat ilości seksu, przemocy itp. spraw.

    Jeżeli chodzi o dysproporcje w postrzeganiu i ocenianiu książek w blogosferze, to owszem, są one mocno widoczne. Przyjmuję, że wynikają z różnorodności gustów, zamiłowań, doświadczeń etc. Jednakże tak samo nieufnie potraktuję laurkę słodką do zwymiotowania oraz zjadliwie krytyczną recenzję. Mam wtedy wrażenie, że w jednej próbowano lukrować na siłę, a w drugiej krytykować, by pokazać jakim się jest specem. No, chyba, że kogoś blog regularnie czytam i mam już obraz danej osoby w głowie, znam jej/jego gust czytelniczy, wtedy podchodzę mniej ostrożnie.

    Nie wiem, jak to jest z Wami, ale ja – odkąd prowadzę bloga – pamiętam teraz o wiele lepiej jakie książki czytałam i jak je odebrałam. A w dodatku mogę sobie zawsze odświeżyć wrażenia. Mam zresztą listy na Biblionetce z książkami przeczytnymi w każdym miesiącu i krótkimi dopiskami na ich temat. Więc jest mi obojętne ile książek rocznie przeczytam. A, że czytam szybko i mogę czytać wiele (uroki mego aktualnego życia), to i czytam, nie rozumiem dlaczego miałabym się tego wstydzić.

    Sardegno, faktycznie blogerzy są wrzucani do jednego worka. No, ale nie ma się co temu dziwić. Rzadko jednak to wsadzanie do worka dotyczy aspektów pozytywnych, mało kto mówi: „och jak ci blogerzy wspaniale piszą”, tylko raczej „och, ci współpracujący blogerzy to banda oszustów” 😛 Trudno, c’est la vie.

    Elenoir – co do wytykania palcami, to w pełni zgadzam się z zacofanym w lekturze i Jabłuszkiem. Mieliśmy już taką jedną akcję i faktycznie prawie zamieniła się w wirtualny lincz, a nic nie dała.

    Co do wpływu na decyzje zakupowe czytających – jedni napiszą, że w to nie wierzą, inni,że tak. Ale badania są badaniami i pokazują wyrażnie, że z roku na rok liczba czytających blogi tematyczne wzrasta, wzrasta liczba osób sugerujących się opiniami blogerów, a także zaufanie do blogerów. Już teraz więcej ludzi ufa nam, niż reklamie telewizyjnej czy mailingowi. Doświadczenia z jednej czy dwóch księgarni jednak nie do końca przekładają się na cały rynek, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę wielość księgarń, tzw. tanich książek, do tego tysiące ludzi kupujących książki online czy w antykwariatach. Z ciekawości aż poczytałam w necie jeszcze więcej na ten temat, sprawdziłam wyniki wcześniejszych badań i stoi jak byk, to co napisałam wcześniej: wpływamy w 50% na decyzje zakupowe poszukujących osób (nie znam dokładnych danych dotyczących książek). A czy to będzie decyzja 2 osób czytających bloga mniej popularnego czy 100 spośród kilku tysięczy czytających bloga Padmy – jeden pies. Nie zamykajmy oczu przed prawdą i przyjmijmy na klatę: to co piszemy może powodować i u części osób powoduje, że decydują się (lub nie) na zakup danej książki.

    Jabłuszko – ja prywatnie się z Tobą zgadzam, też uważam, że powinniśmy – na ile możemy – starać się rozwijać, pracować nad swoimi błędami, stylem etc. Innym to idzie szybciej i lepiej, innym gorzej, a jeszcze innym wcale (lub o to nie dbają). Nie dziwię się, że w oczach profesjonalistów jesteśmy często negatywnie postrzegani, są do tego powody. Ale po części (i to ostatnio słyszałam z ust dwójki znajomych krytyków literackich, więc tylko powtarzam) odbieramy im chleb, więc co się dziwić, że nas nie lubią zbytnio 😉
    PS. Jednak wielu krytykom nie ufam, bo zdarza im się wg mnie bredzić wydumane teksty, które czytają chyba tylko inni krytycy 😉 A co gorsza – kilkoro przyłapałam na tym, że książki o kórej piszą zwyczajnie nie czytali. Dla kogoś, kto już ją czytał było to widoczne jak na dłoni. Straciłam do nich szacunek i przestałam czytać. Tak samo zresztą, jak i tych blogerów, u których kiedyś zauważyłam to samo.

    Moni – wg mnie mój blog jest różnorodny. Piszę o kryminałach, obyczajówce, fantastyce, książkach dla młodzieży (czasami wręcz dla dzieci), historycznych, reportażach i literaturze faktu, zdarza mi się klasyka, czasami biografie (aczkolwiek do tej pory rzadko), książkach przygodowych, romansach, thrillerach. O literaturze polskiej i obcej, do wyboru, do koloru. Stąd się wzięło moje przekonanie o różnorodności, chyba, że definicja tejże się różni u mnie i u innych osób.

    1. jejku, nie będę sie spierać z badaniami! w końcu takie badania to najlepsza opinia i najbardziej miarodajne źródło dla wszystkich. Dodam tylko, że ja – blogerka – nie kieruję się recenzjami na blogach:) Przejechałam się zbyt wiele razy i nikomu nie polecam tego źródła ha!
      Nie kierują się też nimi najbliższe mi osoby. Nie każdy ma czas szperać po blogach to raz, a dwa dla wielu osób adresy blogów są niedostępne, a inne źródła o których pisałam tak.
      Ale ok, zgodzę się, że sa jakieś tam badania, tylko wkurza mnie uogólnianie, które ma tu miejsce. Ja tylko napisałam z wlasnego doświadczenia i obserwacji. No cóż ;/ Widzę, że niektóre dyskusje są dyskusjami tylko z nazwy, a obowiązuje na nich zasada zgody z pomysłodawcą dyskusji;/ Przykre to, ale trudno.

      1. /Nie zamykajmy oczu przed prawdą i przyjmijmy na klatę: to co piszemy może powodować i u części osób powoduje, że decydują się (lub nie) na zakup danej książki./

        Nie będę się wypowiadał w imieniu innych, a tylko i wyłącznie swoim. Widzę, że z niszowego pisacza o mydle i powidle (w tym, przyznaję, w większości o książkach), stałem się nagle poważnym środowiskiem opiniotwórczym (nie zamykajMY, przyjmijMY). Dziwne, bo ja sam uważam, że moja opinia dla czytelnika, który mnie nie zna i po raz pierwszy do mnie zagląda powinna być porównywalna z opinią pana Mietka (podobieństwo do osób … itd.) spod budki z piwem, czyli żadna. Ba, nawet jeśli któryś ze stałych moich gości, kupi książkę, bo Bazyl napisał, że poleca, to i tak reklamacji nie przyjmuję. Podobnie jak nie mam pretensji do nikogo, że mnie na jakiś tytuł namówił, a ten nie podszedł. Duży jestem i wiem co robię. Z małymi wyjątkami, ale to już inna historia 😛

          1. A taki byłem dumny z tego marudzenia 😛 Widzisz, Twój blog i Twoją opinię cenię sobie wielce, ale nawet zaufanie jakim darzę Twoje teksty nie sprawia, że wierzę im bezgranicznie i lecę w te pędy kupować jak leci, tylko dlatego, że ZWL pisał, że dobre. Zresztą, całe szczęście, piszesz o starociach, które w większości są dostępne w bibliotekach 😛

  44. Agnieszko, ja doskonale zdaję sobie sprawę z korzeni niechęci krytyków zawodowych wobec recenzentów blogowych. I, podobnie do Ciebie, wielu z tych pierwszych nie ufam, chociaż zawsze z ciekawością czytam wszystkie opinie, bo lubię w tyglu różnorodności sądów wyrabiać sobie własne oczekiwania. Prawdą jest również, że zdarzają się recenzje książek nieczytanych, bą!, nawet, podejrzewam, nie oglądanych. Ciekawa sprawa: nigdy z czymś podobnym nie spotkałam się w pisaniu blogerów. Kimkolwiek jest piszący, jakkolwiek recenzuje, zawsze mam głębokie przekonanie, że książkę przeczytał. Może nie do końca pojął, ale czytał. Nie przypominam sobie żadnego bloga z odwiedzanych przeze mnie, który tym moim zaufaniem zachwiałby. Ten rodzaj uczciwości powinnam była także zaliczyć do dobrych stron pisania o książkach na blogu.

  45. Właściwie nie dodam chyba nic nowego – ale chciałam dołożyć kolejny głos, potwierdzający to, że nie tylko blogerzy czytają inne blogi i nie dotyczy to tylko blogów książkowych, ale też ich z tego nie wyłącza. Widzę po znajomych, którzy w zależności od zainteresowań na różne tematycznie blogi wchodzą, a sami żadnego nie prowadzą – z braku czasu, braku umiejętności i chęci do pisania bądź innych względów 😉

    Ja sama też jakiś czas byłam takim tylko czytaczem blogów, nim zdecydowałam się na własny 🙂

    Odnośnie wydawnictw zbyt wiele nie powiem, bo nie współpracuję z żadnym, choć po drodze przewinęła się taka myśl, by może spróbować. Odrzucało mnie jednak to, że mam bardzo dużo starszych książek, które chcę przeczytać, a przeglądając zapowiedzi książkowe niewiele poznajdowałam dla siebie interesujących pozycji w obrębie jednego czy kilku wydawnictw (zwykle po jednej, a bywało, że wcale) – i też nie chcę czytać średnich czy słabych pozycji dlatego, że będę z tego miała książkę.

    Sprawę z wytykaniem palcami pamiętam, choć przewinęła się głównie w czasie, gdy nie było mnie kilka dni i przeglądałam komentarze w momencie, gdy w sumie wszystko ucichło. Wydaje mi się, że wskazanie błędów bywa potrzebne – ale lepsze efekty daje często zwrócenie uwagi komuś po cichu, że coś źle robi, niż zrobienie tego publicznie 🙂

    Ogólnie jednak – lepiej zaufać swojemu rozumowi. Dla mnie w większości najcenniejsze są blogi, które nie są zbyt popularne, choć kryją ciekawe treści – ale autorom nie zależy na poklaskach i kryją się gdzieś w cieniu większych molochów. Oczywiście nie przekładam tego i w drugą stronę – nie odrzucam bloga przez to, że jest popularny, bo są przykłady dobrych i popularnych blogów 🙂
    Chyba nie muszę tu wskazywać palcem, choć takie wytykanie pewnie nikogo by nie uraziło? 😉

    Krótko jeszcze na koniec o stosikach – u mnie pojawiło się ich kilka, choć bez żadnych egzemplarzy recenzenckich. Nowe książki sprawiają mi radość, którą chcę się podzielić z kimś, o kim wiem, że ją zrozumie 🙂

  46. Główne błędy to takie, że blogerzy otumanieni ilością darmowych książek biorą na warsztat więcej, niż są w stanie przerobić. Chwalą się wielkimi stosami, a potem następuje mocne uderzenie o ziemię, gdy okazuje się, że trzeba to przeczytać i jeszcze napisać recenzję. Dlatego też niektóre recenzje są… „recenzjami”.
    Jeśli chodzi o moje doświadczenia (prowadzę bloga od ponad roku), to biorę książki, które oscylują wokół tematów mnie interesujących, staram się dobierać literaturę pod kątem własnych zainteresowań i gustu. Czytam bardzo szybko, więc dużo książek recenzuję, ale to chyba nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to, że robić to, dlatego że się lubi, kocha, etc. A nie dlatego, że się musi, że ksiązki za free, itd. W tym chyba tkwi problem niektórych:(

  47. To i może ja dorzucę swoje 3 grosze:) Kiedy ponad dwa lata temu odkrywałam świat blogerów ksiązkowych, byłam niezmiernie szczęśliwa, że w końcu odnlazłam ludzi, którzy tak jak i ja uwielbiają książki. Na początku tylko się zaczytywałam, potem postanowiłam sama coś napisać i tak powstał najpierw Poziom Duszy, potem Bigos. Śmieszne były te moje pierwsze „recenzje”, ale nie będę ich zmieniała, tylko dlatego, że uważam teraz, że mogły by być lepsze. To są po prostu moje osobiste przemyślenia na temat tego co czytam i tyle

    Kiedy więc coraz bardziej zaczęłam wsiąkać w środowisko blogerów, domysliłam, się że niektórzy dostają książki od wydawnictw i oczywiście też tak zapragnęłam. Ale po przemyśleniu sprawy, stwierdziłam, że nie. Po pierwsze, wydawnictwa, które by mnie interesowały same się do mnie nie odzywały, a ja nie jestem z tych co to potrafią prosić o książki. Wyszłam z założenia, że jeśli mój blog będzie dobry, to może się ktoś sam odezwie. Po drugie, bardzo sobie cenię moją wolność wyboru, a obawiam się, że gdyby ktoś zaproponował mi jakąś książkę, na którą nie bardzo miałabym ochotę, nie umiałabym odmówić. Ja wolę poświęcić czas na przechadzanie się po bibliotece, czy księgarni i sama intuicyjnie wybieram to na co mam ochotę, I zazwyczaj jestem zadowolona.
    Także w moim przypadku chęć współpracy z wydawnictwami umarła śmiercią naturalną, zanim się na dobre rozpoczęła:))

    Zgadzam się z Monilibri , na temat tego, że naprawdę jest dużo ludzi, którzy na pewno nie kierują się blogami przy wyborze książek. Moja rodzina bliższa, dalsza, dużo czyta i nie zna w ogóle blogów książkowych, ani nawet stron wydawnictw. Idą po prostu do księgarni czy biblioteki i tam pytają o radę, co przeczytać kiedy mają takie czy inne zainteresownia.

    Blogi są ważne dla nas i dla wszystkich ludzi którzy dużo korzystają z internetu. Ale przeciez nie tylko tacy ludzie lubią czytać książki. Opinie, które wystawiamy książkom są być może ważne, ale raczej dla środowiska internautów. A i ci nie zawsze trafiają na blogi.

    A teraz powiem szczerze co mnie najbardziej odrzuca od przeglądania naszych blogów.

    To, że nawet w takim oczytanym i mądrym środowisku pojawiają się jakieś formy nienawiści. A to ci piszą tylko dla darmowych książek, a tamci znowu z błędami, a jeszcze inni o przysłowiowej d… Maryni. Różne dyskusje czytałam, niektóre bardzo okrutne i pełne wzajmenych oskarżeń. Raz pokusiło mnie by się wypowiedzieć i potem bardzo żałowałam, bo stwierdziłam, że kim ja to niby jestem, żeby kogoś oceniać. Tą samą myśl, mam czasami gdy piszę o książkach. Bo przecież to co mi sie nie podoba, kogoś innego może zachwycić, nie wspominając już o pocie i łzach autora, dla którego taka książka jest jak dziecko.

    Dlatego nie piszę o książkach, które mi się bardzo nie podobają. Wolę polecić to co lubię, niż pastwić się nad czymś czego w praktyce pewnie nawet do końca nie przeczytalam. Zresztą staram się też nie czytać tego co mi się nie podoba. Po paru stronach odkładam i tyle.

    Ale miało być o wydawnictwach:))

    Po przeczytaniu wszystkich Waszych wypowiedzi, życzyłabym sobie szczunku z obu stron. Dla blogerów, bo poświęcają swój czas na napisanie recenzji i dla wydawnictw, bo decydują się na tego rodzaju współpracę. Reguły gry ustaliliście tak naprawdę sami, decydując się na taki czy inny sposób przyjmowania książek i pisania o nich.

    I proszę, nie róbmy z Internetu jedynego narzędzia poznawania świata. Są jeszcze książki:)

  48. Jabłuszko – a ja niestety natknęłam się na jednego czy dwóch (teraz nie jestem w 100% pewna, bo to było jakiś czas temu) blogerów, po których recenzjach osoba będąca po lekturze książki mogła z łatwością zrozumieć, że książki nie czytali. Można pisać takie głupoty, że widać, że przekartkowano tylko daną lekturę :/

    ******

    Przemyślenie ogólnie:
    X z Y napisali, że mają świadomość, że skłaniają ludzi do zakupów i/lub wyborów książek, a A z B napisali, że takie zjawisko nie ma miejsca.
    X z Y napisali, że zdarzyło im się, że wydawcy zrezygnowali ze współpracy po krytycznej recenzji, a A Z B napisali, że im się to nie przytrafiło.
    X z Y napisali, że wciskano im książki, a A z B napisali, że nigdy nie mieli takiej sytuacji.
    X z Y napisali, że…, a A z B napisali, że nie…

    I co – ktoś ma rację, a ktoś się myli? Jedna prawda jest bardziej „mojsza” od drugiej? Nie sądzę. To wszystko są nasze prywatne doświadczenia i opinie, które może i są nasze, i będziemy ich bronić do upadłego, ale dotyczą jednak naszego małego światka. Dlatego ja cenie takie badania, jak te, o których pisałam wyżej, bo analizują te nasze doświadczenia, opinie etc., a potem pokazują różnorakie zjawiska i trendy. Pozwalają wyjść z personalnej perspektywy i spojrzeć ogólnie na sytuację.

    A tym moim przemyśleniem chciałabym zakończyć „dryf”, bo niestety część dyskusji zeszła z tematu. Apeluję więc o powrót i przypominam kwestie:

    „Jakie są według Was błędy popełniane przez blogerów przy współpracy z wydawnictwami? Co zdarza się nam robić źle? A jakie są nasze silne punkty, co potrafimy? Co należałoby przemyśleć a propos tej kwestii? Co moglibyśmy poprawić? Jakich błędów się ustrzegać? Chyba wszyscy wędrujemy po wielu różnych blogach, obserwujemy ich działanie, rozwój, słyszymy o różnych historiach, więc materiału do przemyśleń i dyskusji powinno być sporo. Możemy mówić o swoich indywidualnych silnych i słabych stronach lub o wrażeniach ogólnych, jak wolicie. Ale w tej części skupiajmy się na tej jednej stronie: blogerach.

    Pytanie dodatkowe, które nasunęło mi się w trakcie czytania Waszych komentarzy: ile (średnio) „przerabiacie” książek recenzyjnych miesięcznie? Jakie są proporcje liczby książek recenzyjnych do tych własnych nierecenzyjnych, pożyczonych, bibliotecznych?”

    ********

    Wszystkim bardzo dziękuję za niezmiernie interesujące wypowiedzi. Kwestię współpracy i wydawnictw poruszymy już za kilka dni, zapraszam więc do trzymania ręki na pulsie! A teraz idę pisać recenzję 🙂

  49. Chciałabym mieć problemy tego typu;) Niestety mam już bloga od dłuższego czasu i cały czas nie nawiązałam współpracy z żadnym wydawnictwem.. Mimo,że pisałam i próbowałam. Może byś tak napisała post o tym jak nawiązać współpracę? Myślę,że byłby tak samo popularny jak i ten i bardzo przydatny;)

  50. Witam
    Dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem,jednak mam jedną małą uwagę. Przecież wydawnictwa muszą się orientować że kilka nieszczerych recenzji może spowodować spadek zaufania do danego blogera i co wtedy? Nie wyobrażam sobie jak można w superlatywach pisać o czymś co naszym zdaniem jest gniotem. Nie ma osoby,która skłoniłaby mnie do napisania że się zachwycam skoro się nie zachwycam.
    Podejście na zasadzie że wydawnictwo robi łaskę recenzentowi jest zgubne, działa jak widać zasada nie ten to będzie inny a nie powinna. Przecież jeśli nawet przeczytam dwie powiedzmy opinie negatywne o powieści wydanej w wydawnictwie X to jest dużo większa szansa że trzecia pozytywna będzie szczera i naprawdę warta uwagi.
    I jeszcze jedno, nie ma takiej możliwości żeby wszystko podobało się wszystkim, kwestia gustu, prawda?

  51. „Mój blog powstał przede wszystkim właśnie z pasji do fotografowania oraz pisania. Chciałabym mieć tylko prawdziwych obserwatorów, a przede wszystkim szczerych czytelników mojego bloga, którzy nie odejdą ode mnie i ze mną zostaną na dobre i złe. Nie wiem czy to przerodzi się w coś więcej. W nawiązanie jakieś współpracy, ponieważ nikt tak naprawdę, nawet ja sama nie wiem co się wydarzy. Przyszłość jest dopiero przede mną niczym biała, niezapisana kartka i nigdy nie wiem co przyniesie mi los, a także tym bardziej jakie będzie Moje przeznaczenie”.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s