„Spacer po szczęście” Lucy Dillon


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 400

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5,5/6

*****

Protected by Copyscape Duplicate Content Detection Software

Przyznaję bez bicia – myślałam, że będzie to typowe czytadło. A co dostałam?

Juliet w wieku 31 lat zostaje wdową, jej ukochany mąż, Ben, umiera nagle, a kobiecie kończy się świat. Byli razem 15 lat, znali się tak, że bardziej nie można, niedawno przeprowadzili się do domu, który mieli razem remontować i urządzać, zaczynali myśleć o dziecku. A tu nagle śmierć, która zakończyła wszystkie ich plany. Jak żyć dalej?

Rodzice Juliet i jej siostra próbują – na różne sposoby – zainteresować ją na nowo życiem, jednakże przez kilka długich miesięcy są to bezskuteczne działania. Jednak pewnego dnia Juliet daje się namówić matce, która prosi ją o zaopiekowanie się przez kilka godzin starą labradorką – Coco. Bohaterka, razem ze swoim ukochanym terrierem – Mintonem i Coco wychodzi na pierwszy od miesięcy długi spacer w czasie dnia. Wcześniej z domu wychodziła tylko w nocy i tylko na chwilę. Sprytna starsza pani prosi o wyprowadzanie jej psa jeszcze kilka razy, potem znajduje córce kolejne osoby w potrzebie – a to stara nauczycielka, a to zajęty mężczyzna, świat wydaje się pełen zwierząt i ich właścicieli, którzy potrzebują pomocy. Juliet zaczyna mieć dnie wypełnione wyprowadzaniem psów, zabawami z kotami, polepszaniem bytu kolejnych zwierząt.

Los funduje jej następną niespodziankę – przez przypadek w jej życie wpadają raczej niż wchodzą, sąsiedzi – rodzinka Kellych, szalonych Irlandczyków. Rodzina głośna, radosna, pełna życia. Ich sąsiedztwo na początku sprawia Juliet sporo bólu, są dla niej zbyt żywotni, zbyt pełni tego wszystkiego, co jej zostało zabrane. Powolutku jednak, głównie za sprawą „przyszywanego” członka tej rodziny – Lorcana, zmienia się jej punkt widzenia dotyczący sąsiadów. Ten serdeczny, dyskretny, odpowiedzialny mężczyzna wnosi powoli w jej życie coraz więcej ciepła, uczy ją nowych rzeczy, przez co też odrywa jej myśli od żałoby, bólu i straty. Juliet decyduje się powoli odnawiać zrujnowany dom, Lorcan się akurat zajmuje remontami, więc ma mistrza, od którego może się uczyć. Tak, uczyć, Juliet wraca do marzenia, które mieli razem z Benem – wspólnie odnowić dom, i decyduje się, że chociaż jego zabrakło, to ona postara się chociaż po części zrealizować to marzenie. Więc uczy się kłaść kafelki, robić fugi, przygotowywać ściany do malowania… Okazuje się, że jest to też sposób na swego rodzaju oczyszczenie, przejście z żałoby do życia, ze straty do czegoś nowego. A sąsiedzi jej w tym pomagają – absorbując uwagę, prosząc o przysługi, rozmawiając z nią, nadstawiając ramiona do pełnego ciepła przytulenia.

Psy są ważnym elementem procesu kończenia żałoby. Minton to pies, który zawitał w życiu jej i Bena jakiś czas temu, jest jakby łącznikiem między nią a Benem. To on jest z nią w najczarniejszych godzinach i to właśnie on przeżył śmierć Bena bardzo mocno, miesiącami na niego czekał, szukał go po domu, a gdy znalazł coś należącego do zmarłego pana, to wpadł prawie w histerię. I tak Juliet i Minton razem leczą rany. Jednak to zlecenia opieki nad innymi zwierzętami wybudzą ich z letargu. To właśnie spacery z innymi psami ożywią pogrążoną w smutku dwójkę, to opieka nad kotami zaowocuje szybszym biciem serca. Mało tego, to właśnie przez spacery z jednym z psów obudzi się serce Juliet, a w konsekwencji zmieni się jej relacja z siostrą.

Bo właśnie siostra Juliet – Louise – jest drugą bohaterką książki. Ta młoda prawniczka, to jakby kombinacja kobiety sukcesu z idealną żoną ze Stepford. Bogaty mąż, cudowny synek, piękny dom, błyskotliwa kariera. Tylko co za tym wszystkim stoi? Jest jeszcze Lorcan, który też nosi w sobie rany z przeszłości. Każdy z tej trójki dusi w sobie bolesne wspomnienia, niezagojone rany, nierozwiązane sytuacje. „Spacer po szczęście” bardzo celnie pokazuje to, jak możemy sami komplikować sobie życie i potem walczyć o to, by wszystko wyprostować; jak ważna jest komunikacja z bliskimi; jak istotne jest ciche wsparcie rodziny i przyjaciół. Oczywiście, że o tym wszystkim dobrze wiemy, co nie zmienia faktu, że ta historia bardzo ciekawie to wszystko ukazuje.

A na dodatek jest to książka dobrze napisana, pełna ciepła, fajnego klimatu i – wbrew pozorom – pozytywnej energii. Tak, opowiada o tragicznym czasie, jest przejmująca, sporo w niej smutku, ale – w tym przypadku – jedno drugiego nie wyklucza. Dawno nie czytałam książki, która opatuliłaby mnie jak ciepły i miękki szalik. A taka właśnie jest ta książka! Bohaterowie są ludzcy do bólu, pełni wad, śmiesznostek, rozterek, a dzięki temu łatwiej się do nich zbliżyć, zrozumieć ich, polubić. A do tego te wszystkie sympatyczne zwierzęta, przecież u takiej psiary i kociary, jak ja, to nie mogło przejść niezauważone. Widać, że autorka zna i lubi zwierzęta, sympatia do nich zdecydowanie przebija przez karty tej książki.

Ta sympatyczna, pełna ciepła książka zasługuje na promocję i tym samym zamierzam się do owej promocji przyczynić 🙂 Czytajcie, bo warto! © Agnieszka Tatera

Reklamy

11 thoughts on “„Spacer po szczęście” Lucy Dillon

    1. Rogalm – cieszę się 🙂 Ta mnie właśnie tak otuliła, więc moze i Tobie się spodoba?

      Magia książek – o, a ja „Hachiko” nie znam. Zaraz polecę wirtualnie na Biblionetkę, sprawdzę co to i gdzie mogę znaleźć, dzięki za trop 🙂 Ta książka adresowana jest głównie – wg mnie – do kobiet, ale myślę, że i część męskich czytelników znajdzie w niej sporo „fajności” 🙂

  1. Ja wczesniej wiedziałam, że książka traktuje o żałobie. Nie zamierzałam jej czytać ale po Twojej recenzji może sie do niej przymierzę 🙂

    1. Izzy – traktuje o żałobie, a raczej o wychodzeniu z niej, radzeniu sobie i powrocie do „normalnego” życia. I o życiu. I o ludzko-psich stosunkach. I o przyjaźni 🙂 Służę pożyczką następnym razem 🙂

      Edyta – tak, też widziałam sporo dobrych opinii, czyli ciepełko tuli nie tylko mnie 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s