„Matki, żony, czarownice” Joanna Miszczuk


Wydawnictwo: Prószyński i s-ka, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 496

Moja ocena: 3/6

Ocena wciągnięcia: 3,5/6

*****

Joanna, czterdziestoletnia żona i matka, szczęśliwa i spełniona kobieta. Pochodzi z rodu nietypowych kobiet, które zawsze mają burzliwe i niewiarygodne życie. A jak to wygląda w jej przypadku?

Szczęśliwie i nieświadomie żyje z dnia na dzień. Ma przyjaciółki, jednak nie przejmuje się ich losami, problemami, tym, czego pragną. Siedzi w swojej skorupie, zadowolona i obojętna. Do czasu jednak… Nagle okazuje się, że jej cudowne życie ma jednak rysy, a perfekcyjna rodzina nie jest tak do końca perfekcyjna. Próbuje się odciąć od męża, szuka pracy, jednak długo nie może nic znaleźć. Nagle na jej drodze staje znajomy z przeszłości i oferuje jej pracę, która nie dość, że zapewni jej stabilizację finansową i nowe wyzwania, to jeszcze pozwoli zagłębić się w tajemnice przeszłości swego rodu. A jest co poznawać…

Jak już pewnie odgadliście – narracja toczy się dwutorowo: obserwujemy życie Asi oraz wędrujemy z nią przez wieki, poznając losy jej przodkiń. Zaczynamy w czternastym wieku i wędrujemy przez różne kraje i czasy, zawsze z intensywnie rudą, piękną kobietą, często posiadającą specjalny dar, a zawsze właścicielką szczególnego pierścienia. W akcję wpleciono sporo osób rzeczywistych, którym autorka przekształciła życiorysy na potrzeby powieści. Losy kobiet z tego rodu są niezmiernie ciekawe, często okrutne, czeka na nie zawsze wiele prób i przeszkód do przezwyciężenia.

Książkę czyta się szybko, losy bohaterek – szczególnie tych historycznych – są wciągające, wiele się dzieje. Generalnie: mnóstwo bohaterek, mnóstwo wydarzeń, mnóstwo miejsc i przygód. To wszystko może u kogoś spowodować zagubienie, jednak według mnie warstwa historyczna była najsilniejszą stroną tej książki. Drugą był pomysł na fabułę, który sam w sobie jest bardzo ciekawy.

Jednakże „Matki, żony, czarownice”, to w mych oczach książka przeciętna. A to wszystko przez wiele czynników. Pierwszym jest to, że jest za dużo i za łatwo. Asia traci pracę? Pstryk i zjawia się znajomy, który oferuje jej pracę stulecia. Rozstaje się z mężem – zero problemów z rostaniem, a i dziecko szczęśliwe jest z przeprowadzki do Berlina. Zaczyna myśleć o nowym związku, a przy boku czeka już przystojny i uwodzicielski notariusz. I tak jest przez cały czas.

Jak dla mnie również wątek magiczny jest zupełnie niepotrzebny i nie pasuje do całości. Fabuła spokojnie by się obroniła, gdyby nie było niesamowitych porodów i leczenia przez nowonarodzone niemowlęta. Dla mnie było to delikatne przegięcie, które zaburzyło mi obraz tej książki.

Kolejna sprawa, to fakt, że Asia i jej matka, to straszliwie wkurzające babsztyle. I nawet nieszczęśliwa miłość i problemy życiowe nie były w stanie zmienić mojego zdania. Generalnie, to sporo kobiet z tego rodu mnie denerwowało. Najbardziej przypadła mi do gustu babcia Asi – Maria, której losy poznajemy najpierw z perspektywy II wojny światowej.

Na dodatek, mam niestety wrażenie, że zabrakło redakcji. Sporo zdań jest niekonsekwentnych (np. mieszanie czasów), jak i niepotrzebnych – np. zamiast 3 zdań składających się z dwóch wyrazów o wiele lepiej czytałoby mi się jedno zdanie wielokrotnie złożone. To wszystko mogłaby wyłapać porządna redakcja i korekta. Zresztą na ten temat odbyto już dzisiaj dyskusję na Facebooku, na profilu Kawy z Cynamonem.

Generalnie, to była to dla mnie z jednej strony fajna lektura (jak pisałam wcześniej – szczególnie wątek historyczny), ale z drugiej strony umęczyło mnie to wszystko, o czym pisałam wyżej. Widzę jednak, że książka zbiera sporo pozytywnych recenzji, więc jak zwykle – wszystko zależy od gustu 🙂

Polecam wszystkim ciekawym sagi o kobietach, wielbicielom książek wielowątkowych, rozbudowanych.

Reklamy

9 thoughts on “„Matki, żony, czarownice” Joanna Miszczuk

  1. Poczytałam u Ciebie, poczytałam u Kawy i stwierdzam, że nie chce mi się czytać samej książki.
    Zwłaszcza przez to piękne obracanie złego w dobro. W życiu raczej nie jest tak pięknie.

  2. To dziś druga recenzja tej książki, którą czytam, ale inaczej oceniona;)
    Zgadzam się, że wszystko zależy od gustu, więc jeśli wpadnie mi w ręce pewnie przeczytam, po to chociażby, żeby się samej przekonać.

  3. Czuję się średnio przekonana. Tematyka z takich które lubię, ale wypunktowane przez Ciebie wady zniechęcają. Może kiedyś, jak w bibliotece nie będzie nic ciekawszego, to się skuszę.;)

  4. Zobaczymy czy mnie ta książka przypadnie do gustu. Jakoś zmęczona byłam tymi wszystkimi rozlewiskami, chatkami, lasami, borami i nie wiem czym jeszcze, zatem przy wyborze tej książki do recenzji liczyłam na jakąś nowatorską, przyjemną lekturę – coś co by mnie zaskoczyło chociaż w połowie tak jak „Kobieta bez twarzy”. A teraz widzę, że przyjdzie mi męczyć się choćby z literówkami, których nie znoszę :/

  5. mi się to dobrze czytało, pomijając złą redakcję,na którą zwróciłaś uwagę. Ale generalnie ta książka to dobre czytadło. Takie, by sobie poczytać i zapomnieć.

  6. Książka nie bardzo przypadła mi do gustu. Autorka jest z wykształcenia pedagogiem ale w książce czterdziestoletnie niby kulturalne kobiety nazywają jedzenie ŻARCIEM, nie płaczą tylko RYCZĄ , chodzą zaryczane albo narąbane, strzelają fochy itp – taki trochę język lumpenproletariacki.
    Brakuje mi tzw klimatu , którym przesiąknięte są książki Kalicińskiej. No i oczywiście wątek patriotyczno- solidarnościowy typu: komuna jest bebe

  7. jestem właśnie w trakcie czytania. Wcześniej przeczytałam „Kobiety z Czerwonych Bagien”. Obie poleciła mi koleżanka i ponieważ „Kobiety” przypadły mi do gustu miałam nadzieję, że „Matki, żony” będą w podobnym klimacie. Niestety denerwują mnie błędy gramatyczne i stylistyczne, skakanie po historiach i tematach. Odnoszę wrażenie, że autorka chciała napisać o wszystkim: i wojnie, i miłości, i współczesnej kobiecie, i samotności, i zaradności. Chodząca encyklopedia. Niestety wszystko to sprawia, że w książce jest jeden wielki chaos. Postaram się jednak ją dokończyć.

  8. I jeszcze jedna sprawa: Czy nie denerwowały Ciebie te zdania umieszczane niemal na koniec każdego rozdziału „Spojrzała na swą dłoń, na której tajemniczo błyszczał diament pierścienia”? Litości!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s