Podsumowanie miesiąca – wrzesień 2011


Najpierw – jak od jakiegoś czasu co miesiąc – pojawi się ostrzeżenie: UWAGA! Mało kto może i chce tyle czasu spędzać na czytaniu co ja, więc proszę nie robić porównań odnośnie ilości przeczytanych książek!

Teraz możemy przejść do meritum 😉 We wrześniu prowadziłam 2 szkolenia, w sumie byłam w pracy i w podróży 17 wrześniowych dni, więc ponad pół miesiąca. W związku z tym właśnie zdałam sobie sprawę, że wynik nie jest taki kiepski, jak mi się wydawało 😉 Przeczytałam 10 książek.

Z tego, co kojarzę, to we wrześniu kupiłam to i owo, ale kompletnie nie pamiętam ilości. Jednak niestety nie powstrzymałam się od nabywania książek. Ciekawe, czy potrafię na dłuższą metę porzucić kupowanie. Zobaczymy…

Jako, że wiedziałam, że większą część tego miesiąca będę miała z głowy, to było mocno jednolicie. Przeczytałam:

– 9 książek recenzyjnych,

– 1 książkę pożyczoną.

Mam nadzieję troszeńkę to zmienić w tym miesiącu, a jeszcze bardziej od listopada. Przynajmniej zapowiada się, że wtedy będę miała znowu trochę więcej czasu, niż przez ostatnie miesiące.

Statystyk ciąg dalszy. Średnia ocen przeczytanych książek to 4,5, więc bardzo podobnie do poprzednich miesięcy. Lubię dobrze oceniać i mam szczęście do dobrych książek 😉  We wrześniu przeczytałam razem 2642 stron, co daje średnio 264 strony. Jak widać – we wrześniu sięgałam po nieduże objętościowo książki. Jest to najgorszy wynik od początku roku. Jednak już się ślinię na myśl, że pod koniec października będę mogła w końcu bezkarnie sięgać po te wszystkie cegiełki, o tak! 🙂

Odkrycie miesiąca? Z książek przeczytanych we wrześniu najbardziej podobała mi się „Sekretna córka” (Shilpi Somaya Gowda). Bardzo dobra książka związana z kwestiami: rodziny, adopcji, tożsamości, emigracji, poczucia przynależności, różnic kulturowych itp. Najlepszą rekomendacją powinno być chyba to, że przeczytałam ją właściwie w jeden dzień.

Gniot miesiąca? Straszliwych gniotów brak. Najmniej z wszystkich przeczytanych książek podobała mi się książka „Umierający dandys” (Mari Jungstedt). Jakoś ten kryminał – mimo wątków związanych ze sztuką – mniej do mnie przemówił. Plus ten toporny styl! Ciekawe, czy to wina tłumaczki, czy autorki. Nie dowiem się, bo nie przeczytam oryginału 😉

Ten miesiąc zapowiada się jeszcze całkiem aktywnie – sama się szkolę, mam sporo różnorakich spotkań, odwiedzam przyjaciół, biorę udział w Blog Forum 2011, potem jadę na Targi Książki do Katowic, gdzie wręczać będziemy nagrody w ramach plebiscytu Złota Zakładka… Przynajmniej nie będzie nudno!

Reklamy

5 thoughts on “Podsumowanie miesiąca – wrzesień 2011

  1. Lubię te Twoje podsumowania. Ja na razie czytam tak mało, że muszę posiłkować się podsumowaniami kwartalnymi.

    Nie wiem, czy czytałaś „Upadłego anioła” Jungstedt, ale wydał mi się dużo słabszy niż „Dandys”. Teraz na półce mam nieprzeczytane „Słodkie lato”, a tu już kolejny tom zawitał do księgarń…

    Może poprowadzisz jakieś kursy szybkiego czytania? Hm?
    Ja zapisuję się jako pierwsza wierna kursantka! 🙂

  2. Ja kiedyś czytałam po 12-15 książek miesięcznie, ale to były beztroskie czasy gimnazjalne… a teraz to liczę z przyzwyczajenia, ale nawet nie przywiązuję do tego wagi… po maturze planuje odreagować tą wstrzemięźliwość czytaniem tego co się chce, a nie powinno ;]
    A Umierający dandys mi się podobał najbardziej ze wszystkich części…

    1. Claudette – dzięki 🙂 Każdy czyta, ile może i chce. Zmienię styl życia, to pewnie zmienią się statystyki. Ciągle pamiętam początek ubiegłego roku, gdy czytałam 1-2 książki miesięcznie.
      Czytałam „Upadłego anioła” (a dzisiaj dostałam właśnie ostatnie 2 brakujące części) – Dandys jest ogólnie całkiem ok, ale do szału doprowadzał mnie toporny styl, jakby to pisał, a potem tłumaczył jakiś automat. Zgrzytałam zębami i to mi mocno wpłynęło na widzenie całokształtu.

      Ktrya -ja lubię te statystyki, taki przekrój miesiąca dla mnie, a że umieszczany na blogu, to i inni widzą i mogą podyskutować 🙂 Tak, jak pisałam wyżej – każdy czyta tyle, ile może i chce. W różnych momentach życia czytamy różne ilości, to się potrafi mocno zmieniać z miesiąca na miesiąc, a co dopiero z roku na rok. A Umarłym dandysie pisałam wyżej – do Claudette.

  3. Nic nowego nie napiszę w temacie dlaczego warto czytać książki, jednak należy wiedzieć, że mogą być przedmiotem inwestycji. Białego kruka w Polsce można kupić już za 50 złotych. „Pan Tadeusz”, który w 2007 kosztował ok. 3 tys. zł, dziś 8 – 10 tys. zł.
    Więcej informacji w tym temacie (i nie tylko) można znaleźć na http://kolekcjonersurowcow.wordpress.com/2011/10/04/rynek-zabytkowej-ksiazki-trzyma-sie-mocno/
    Zapraszam.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s