„Umierający dandys”


Wydawnictwo: Bellona, 2011

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 388

Moja ocena: 3,5/6

Ocena wciągnięcia: 4/6

*****

Kolejna część z serii o pracy inspektora Knutasa i jego współpracowników. Tym razem obracamy się wśród galerii sztuki, handlarzy obrazami, artystów i wielbicieli malarstwa. Ginie właściciej galerii w Visby – Egon Wallin. Ktoś powiesił go na jednej z bram miejskich, co powoduje szok wśród mieszkańców. Policjanci przystępują do dzieła, szukają zabójcy z dużym zaangażowaniem. Jednak na początku nikt nie widzi motywów ku temu morderstwu, wydaje się, że Egon nikomu nie dał powodu do pozbawienia go życia. Jednakże potem wypływają powoli tajemnice z życia Egona oraz innych bohaterów tej książki, sprawa się zpętla, jest wiele tropów, trudno znaleźć ten prawdziwy.

Ta część jest bardziej hm… mroczna od poprzednich. Z jednej strony malarstwo i zachwyty sztuką, z drugiej prostytucja, adopcja, homoseksualizm. Tworzy to mieszankę wybuchową. Cały czas zastanawiać się będziecie nad motywami morderstwa – biznes, małżeństwo, zdrada, machlojki? A może jeszcze coś innego?

Policjanci przedstawieni w tej serii to straszliwe fajtłapy, szczególnie Knutas. Chce coś zrobić, potem o tym zapomina, coś planuje i tego nie robi, jest rozlazły i niezorganizowany, co widać szczególnie w tej części. W ogóle bohaterowie są tutaj mocno ludzcy, ale też tak naprawdę trudni do polubienia całym sercem. Każdy z nich ma coś takiego, co może denerwować. Emma niezdecydowanie, Johan – upór i trochę jakby podwójną moralność dziennikarską, o Knutasie już pisałam, Karin jest dziwna i tyle.

Nie wiem, kto namieszał, ale te książki są wydawane nie w oryginalnej kolejności. Jest to przykre, bo wszystkie części łączy życie prywatne głównych bohaterów, więc fajnie jest je czytać w odpowiedniej kolejności. Minusem, który ponownie z pełną siłą rzucił mi się w oczy (po 2 czy 3 książkach przerwy) jest styl. Jest toporny, miejscami jakby się zacinający. Zdania są krótkie i reporterskie. No i te wtręty typu „Knutas kichnął i zapluł cały stół, więc zaczął go wycierać” (cytat z pamięci, więc nie jest wierny) to już w ogóle mały koszmarek. Nie wiem, czy te wszystkie wpadki zawdzięczamy autorce, czy tłumaczce. Jednak nieważne kogo to wina, jest to zwyczajnie denerwujące.

Plusem jest to, że treść tej części wiąże się ze sztuką. Dzięki temu – jak zawsze, gdy mowa o sztuce – sprawdzałam nazwiska malarzy i łączyłam je z ich obrazami. I tak oto poznałam malarstwo Andersa Zorna i zachwyciłam się niezmiernie. Moim ulubionym obrazem został TEN. A dzięki poszukiwaniom Zorna znalazłam także obrazy Carla Fredrika Hilla, który maluje przepiękne pejzaże, np. TEN. U mnie książka zyskała dzięki temu sporego plusa.

Podsumowując: jest to słabsza część tej serii. Polecam ją głównie wielbicielom Mari Jungstedt oraz osobom zainteresowanym szwedzkimi malarzami.

Reklamy

9 thoughts on “„Umierający dandys”

  1. Mam tę książkę w domu, wygrana czyli własna. A jak własna to leży na półce bo pożyczone mają pierwszeństwo…
    Chociaż biblionetkowa akcja „Jesień z własną książką” (czy jakoś podobnie się to nazywa) pomoże zmniejszyć nieprzeczytane stosy domowych książek;)

  2. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Mari Jungstedt, ale większość osób bardzo pozytywnie się wypowiada na temat twórczości tej autorki. Może akurat ta pozycja wyszła jej gorzej, ale chce poznać choć odrobinę talentu tej pisarki sięgając po początkowe dzieła. Zobaczę zatem jak nadarzy się okazja to chętnie przeczytam.

    1. Anek – a tak, jak własna, to pewnie poczeka dłuuuugo 😉 U mnie, całe szczęście, była to książka do recenzji, dlatego mogłam po nią sięgnąć w miarę szybko.
      Kusi mnie ta biblionetkowa akcja, ale boję się, że będzie to kolejne wyzwanie, które wezmę na siebie, a którego nie dam rady wykonać.

      Cyrysia – Jungstedt pisze przywoite kryminały, ale nic ponad to. Daleko jej do mistrzów gatunku. Czyta się jednak jej książki całkiem przyjemnie. No i fajnie jest ciut poznać Visby i okolice.

  3. Mnie też zainteresował wątek malarski, powiedziałabym, że to jedyny plus tej książki. Żałowałam, że nie czytam w oryginale, bo moim zdaniem to kwestia dość nieudolnego tłumaczenia. Mam wrażenie, że było robione „na szybko” jakimś mechanicznym translatorem, a potem tylko lekko wygładzone. Interesujący jest ten trend „ufajtłapiania” detektywów, a jednocześnie dawania im ponadludzkiego geniuszu i umiejętności kojarzenia faktów. Trochę jednak brakuje mi możliwości identyfikowania się z którymś z nich, może różnice kulturowe?

  4. Nie miałem jeszcze okazji przeczytania nawet jednej książki autorstwa tej pani. Kilka razy stojąc w Matrasie zastanawiałem się czy może tym razem nie kupić, ale w końcu nie kupowałem.
    Nie ma też zbyt wielu recenzji, a przynajmniej ja nie znalazłem. Więc skoro Ty piszesz o tej serii to bardzo się cieszę 😛
    Może rzeczywiście tłumaczenie jest po prostu okropne?
    Na pewno zajrzę 🙂

    1. Szwedka – tak, tłumaczenie jest bardzo kiepskie. Pierwszy tom był żenujący, kolejne ciut lepsze, a ten znowu wrócił do bylejakości. Styl bardzo toporny, zdania jakby faktycznie tłumaczone na jakimś translatorze. A co do ufajtłapiania – tiaa… zgadza się, niby takie fajtłapy, a tu nagle bam! wszystko wiedzą i rozumieją 😉 Też nie potrafię się z nikim z tej serii identyfikować.

      PanR – co do kupowania, to nic nie będę sugerować, możesz jednak wypożyczyć pierwszy tom z biblioteki i sprawdzić na ile Ci się podoba. Recenzji książek z tej serii jest średnia ilość, na dodatek są mocno mieszane.
      A tłumaczenie jest okropne 😛

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s