„Sonata Kreutzerowska” Lew Tołstoj


Wydawnictwo: Znak, 2010

Oprawa: twarda

Liczba stron: 138

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 4/6

*****

Skrzypce delikatnie przewodzą, dołącza się fortepian, gra szarpana, melancholijna, za chwilę gwałtowna, pełna pasji, gniewu, słodka, a za moment nienawistna. Sonata Kreutzerowska Beethovena…

Taka sama jest ta książka – odwzorowuje pełnie emocje targające człowiekiem w trakcie słuchania Sonaty Beethovena. Na poczatku delikatnie, jakby z niedowierzaniem, potem lekka gorycz przeplatana słodyczą, następnie znużenie, złość, nienawiść, zdziwienie, niedowierzanie, szaleństwo!

Sonata Tołstoja to melodia kół pociągu. Taka muzyka gra w tle opowieści, która snuje się całą noc w jednym z przedziałów pociągu w Rosji. Dwóch mężczyzn, który przypadek umieścił w jednym wagonie, rozmawia. Chociaż czy to można nazwać rozmową? To raczej spowiedź jednego z nich…

Pozdnyszew w osobie przypadkowego nieznajomego znalazł spowiednika, a czerń nocy i anonimowość pociągu skusiły go do wyznania swych win. Win człowieka – można się chyba na takie określenie ośmielić – szalonego. Opowiada o swojej młodości, młodości chłopca bogatego, pochodzącego z tzw. dobrej rodziny. Chłopca, żyjącego w środowisku, w którym młodych mężczyzn uczy się, że seks służy zdrowiu i rozwojowi, dlatego już w bardzo młodym wieku lądują w burdelach, gdzie na samym początku rozwoju swej seksualności tracą szacunek do płci żeńskiej. Służy przecież ona tylko do jednego – do zaspokajania wszelkich męskich zachcianek. Ale jednocześnie wmawia się młodym, że to dobre, że od tego są kobiety. W tym samym czasie dziewczęta mają być czyste, niewinne, nieświadome. I trafiają na siebie potem rozpustnik z syfilisem i młodziutka panienka. Jak z tego może nie być tragedii?

Bohater opowiada o znalezieniu żony, o miesiącu miodowym, o szoku, jakim było dla niego małżeństwo i to, że raczej złości go żona, a wręcz jest mu nienawistna, niż kochana przez niego. I tak toczy się gra – małżeństwo dla konwenansów, niezrozumienie, nagromadzenie złości, narodziny kolejnych dzieci, wizyty gości… Aż pewnego dnia poznają skrzypka, którego Pozdnyszew zaprasza do duetu z jego żoną. A to znowu wzbudza jego szaloną zazdrość, podejrzewa, że jest zdradzany. I tak nakręca się koło nienawiści, które prowadzi aż do tragicznego końca…

Ach, cóż to za duszna i mroczna książka! Można ją zapewne traktować na wiele sposobów – sonatę o nienawiści do kobiet, tekst o upadku mężczyzn, rozważania o upadku całych społeczeństw, moralitet. Wszystko zależy przez kogo będzie czytana. Ja widzę ją jako bardzo gorzkie rozważania o ludzkości, o tym, co nami powoduje, o naszych pragnieniach i niemożności życia razem. Oczywiście, można Pozdnyszewa widzieć tylko i jedynie jako wariata, jednak trudno zaprzeczyć temu, że przez niektóre z jego stwierdzeń przebija coś prawdziwego. Gorzka pastylka człowieczeństwa.

Do tej pory z dzieł autora znałam tylko „Annę Kareninę”. I tamta powieść podoba mi się o wiele bardziej, jest to cudeńko i majstersztyk. W porównaniu z „Anną Kareniną” ta książka jest o wiele bardziej mroczna i gorzka, można wręcz rzec – przepełniona szaleństwem. Ale warta poznania!

Polecam wszystkim miłośnikom tego autora, osobom pragnącym zapoznać się z rosyjską klasyką oraz tym, którzy lubią badań mroczne zakątki ludzkiego umysłu.

PS. A na koniec posłuchajcie utworu Beethovena:

Reklamy

15 thoughts on “„Sonata Kreutzerowska” Lew Tołstoj

  1. Wspaniała recenzja, niemal czułam muzykę wydobywającą się z treści. Lubię klasyczną muzykę, więc chętnie poznam „Sonatę Kreutzerowską”. Utwór Beethovena: cudny dla moich uszu..pozdrawiam.

    1. Maniaczytania – dzięki, wisi od wczoraj 🙂

      Cyrysia – dziękuję, dziękuję 🙂 Ja również lubię muzykę klasyczną, więc po przeczytaniu zaraz poszukałam sonaty Beethovena, by na gorąco skonfrontować moje wrażenia z lektury z wrażeniami ze słuchania tego utworu. W książce jest to raczej melodia uczuć, melodia duszy.

  2. Tak pięknie opisałaś tę książkę, że chyba wsiąkła w Twoją duszę, a nie tylko prześliznęła się po jej powierzchni, jak to często się z książkami zdarza.
    Podziwiam ilość pozycji, które czytasz w krótkim czasie, ale nie wierzę, że wszystkie wywierają na Tobie tak samo mocne wrażenie. Zresztą stawiasz im oceny. I są one różne.
    Cóż, zainteresowałaś mnie tą pozycją, rzeczywiście mniej znaną. 🙂

    1. Magda – wiesz, sama jestem zdziwiona tym, co wyszło spod moich paluszków. A inspirację czerpałam z tej właśnie sonaty – praktycznie leciała w kółko w trakcie pisania. I jak się pisało! Palce same śmigały po klawiaturze! Masz rację, nie wszystkie książki wywierają na mnie taki sam wpływ, czy robią takie same wrażenie. Książka musi mieć to mistyczne „coś”, musi też przypaść na właściwy czas i nastrój, by mną zawładnąć w pełni. A co do tempa czytania – aktualnie mocno się przykładam, bo potem – w trakcie tych dwóch wyjazdów roboczych – nie będę praktycznie w ogóle czytać. Aż się boję o to, co będzie się działo na blogu… 😦

      Zacofany – o, ekstra! Przypominj mi proszę, jak się zacznie dyskusja, może w końcu raz się w niej wypowiem 😉

      1. Sonata jest faktycznie piękna. A i prawdą jest, że czas oraz nastrój mają wielkie znaczenie. Dlatego trudno jest, gdy książkę ma się do przeczytania na jutro, bo ktoś czeka, bo termin, a człowiek nie ma smaku na taki akurat gatunek.
        Hm….może muzyka Ciebie uwzniośla w pisaniu? Może zażywać jej jako dopingu?
        Pozdrawiam 🙂

        1. Tak, ja też lubię dostosowywać sobie książkę do czasu, nastroju, potrzeb. Dlatego cieszę się, że współpracuję tylko z wydawnictwami, które nie wymagają ode mnie tempa i terminów. No, co innego jeżeli chodzi o recenzje wewnętrzne, ale też inaczej do tych książek podchodzę i nie mam ich obłędnych ilości, raczej od czasu do czasu.
          A co do muzyki – wiesz, że może coś w tym jest? Te kilka razy, kiedy pisałam coś w trakcie słuchania muzyki, charakteryzowały się tym, że pisało mi się dobrze i szybko. Jak już uspokoją się moje wyjazdy, to spróbuję obadać, jak to się ma do pisania większej ilości tekstów.

  3. Ale się wpasowałaś z tą recenzją! Od rana wybierałam i przebierałam w promocjach Znaku i nie mogłam się zdecydować – pakiet z Sonatą czy z Abbadonem. Jest z Sonatą 🙂

    zacofany
    Serio? Październik? To świetnie, będę miała motywację, żeby wreszcie przeczytać coś z tego, co sama kupuję, bo ostatnio tylko fotki strzelam i wstawiam na półkę, a czytam recenzyjne i pożyczone 🙂

    1. Viv – oj, teraz się będę bała ;p Już się ostatnio ze 2 razy zdarzyło, że książka, która mi się spodobała, nie znalazła uznania w oczach osoby, która ją przeze mnie kupiła. Cieszę się jednak, że pomogłam podjąć decyzję – przynajmniej ja nienawidzę, jak zasanawiam się zbyt długo jakie książki wybrać 😉

      Miłego czytania i do podyskutowania w październiku!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s