Mój ci on!


Jak część z Was wie – złamałam się i pękłam 😉 Przez długie miesiące zastrzegałam się, że e-booki to zło. Tylko czytałam je na monitorze komputerowym, więc nic dziwnego, że były złem – nie są od tego, by je czytać na takich ekranach. Potem zarzekałam się, że czytnik to dno, jak można czytać na monitorze, bez dotyku, zapachu etc.

Do czasu jednak – dostałam książkę do recenzji w formacie elektronicznym. Byłam u znajomych, którzy posiadają czytnik i pożyczyli mi go, bym mogła czytać wygodniej, niż na monitorze komputerowym. I zaczęłam się łamać. Przeczytałam jedną książkę, potem drugą i wsiąkłam. Decyzja powoli zapadała: chcę czytnik.

Ostatnio dostaję – ze względu na specjalną współpracę – dużo plików elektronicznych. Postanowiłam więc i wykonałam postanowienie: kupiłam Kindle 3 WiFi 🙂 W piątek został zamówiony, a wczoraj wylądował w moich dłoniach, 2 dni przed wyznaczonym terminem! 🙂

Po pierwszym osłupieniu (jaki on wąziutki, jaki malutki, jaki leciutki!), zabrałam się za oswajanie Kundelka-Kindelka 😉 Najpierw musiałam poznać podstawy podstaw, potem popracowałam na programie Calibre, by przekonwertować kilka e-booków na odpowiedni format. Ale wpadłam w szaleństwo i teraz mam już na dysku chyba z kilkaset e-booków! Nie muszę się zbytnio ograniczać, bo Kindle może pomieścić do 3500 książek, a przy czytaniu bateria powinna wystarczyć na około 2 miesiące.

Po jednym dniu użytkowania widzę następujące zalety:

– waga i rozmiar (nie to, co książka z 500 czy 1000 stron!),

– pojemność dysku i czas użytkowania baterii,

– możliwość dopasowywania czcionki – aż 8 rozmiarów do wyboru,

– możliwość ustawiania odległości między wersami, ilości słów w wersach, rodzaju czcionki.

– możliwość podkreślania, robienia notatek, ustawiania zakładek.

– 2 słowniki na dysku, które natychmiast sprawdzą dane słowo,

– szybkie „przewracanie” strony,

– dobry kontrast tła i czcionki,

ekran ma technologię e-papieru, więc nie świeci (jak ekrany w komórkach czy monitory komputerowe) i nie męczy oczu.

To tyle tak na szybko. Wad na razie brak. Przyznaję, że po tym jednym dniu już jestem mocno zakochana w swym czytniku i zdecydowanie będę wybierać – przy posiadaniu dwóch wersji – wersję elektroniczną, czyta się świetnie 🙂

Co nie zmienia faktu, że będę też czytać książki drukowane. Zresztą to nie jest sytuacja z wyborem „albo-albo”. Nikt nie żąda czytania tylko książek elektronicznym, raczej uzupełnia się całość: książki 🙂 Czytamy książi drukowane, książki elektroniczne, słuchamy audiobooków, czytamy książki w odcinkach. To wszystko są książki 🙂

A sumując: czytnikowi mówię zdecydowane TAK! I zamierzam z nim robić między innymi to:

Reklamy

58 thoughts on “Mój ci on!

  1. Co do leżaczka to zgadzam się z ZWL:)

    Co do czytnika – jakoś za elektroniką nie przepadam (nawet komórkę mam najprostszą z możliwych) i choć nie mówię zdecydowanego „nie” to jednak nie mam w planach takowego zakupu. Ale skoro Ciebie cieszy to najważniejsze – zresztą dużo podróżujesz i wleczenie za sobą walizy książek to tylko obciążenie dla kręgosłupa i trudny wybór, bo ile tych książek jesteś w stanie ze sobą zabrać? A takie „cuś” włożysz do kieszeni kurtki i nosisz ze sobą całą bibliotekę.

    Tak więc niech Ci ten on jak najdłużej i jak najlepiej służy:)

    1. Zacofany – ekhm… przeca ty mnie znasz, więc chyba nie sądzisz, że to ja na zdjęciu? 😉 Leżaczek – niestety – też nie jest mój. Też mi się spodobał, ciekawe, czy u nas takie sprzedają. A prezentacja bedzie, jak tylko sie spotkamy 😀

      Anek – co do leżaczka: patrz wyżej. A co do czytnika: nie wiem, jak inne, ale ten jest tak prosty i skromny, że kompletnie mi się nie kojarzy z elektroniką i gadżetem. Szaro-czano-białe, nic nie łyszczy, skacze, gra 😉 A co do reszty – dokładnie tak, jak piszesz. Plus teraz dostaję sporo książek do recenzji w formie elektronicznej, gdyby nie czytnik, to albo bym się zapłakała czytając na monitorze, albo zbankrutowała na drukowanie.

      Dzięki! 🙂

  2. Zazdroszczę tego cudeńka, sama chętnie bym się na nie skusiła, gdybym tylko miała za co je kupić. 😉 Kiedyś byłam stanowczo przeciwna takim czytnikom, upierałam się przy wersji papierowej, ale teraz sama zadaję sobie pytanie: czy jest jakaś różnica? W końcu i to, i to jest książką – elektroniczna czy papierowa, mimo wszystko książka. A taki czytnik jest bardzo poręcznym urządzeniem. 😉

    1. Lenalee – Kindle jest najtańszą godziwą wersją – razem z szybką przesyłką kurierem, opłatami celnymi wyszło mi 159$, czyli jakieś 480 złotych. Moim zdaniem jest to cena konkurencyjna, szczególnie, że książki drożeją ostro. Życzę powodzenia w realizacji planu 🙂
      Widzę, że przeżywałaś podobną zmianę jak ja 😀 Wiem, że wiele osób przeżywa taką transformację, szczególnie, gdy mają okazję spróbować, jak się na czytniku czyta 🙂

      D – 🙂 Życzę powodzenia w realizacji planu i pozdrawiam!

  3. Osobiście też mam czytnik, choć odrobinę mniejszy, jednak nie wybredzam ponieważ go wygrałam w konkursie a jak to się mówi ,,darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda”, dlatego cieszę z tego co mam , oczywiście wole czytać papierowe książki , jednak czasem lubię sięgnąć po elektroniczne.

  4. Ja zaś nadal będę twierdził że czytnik to zło ^^ Elektroniczny urządzonko nigdy nie zastąpi odczuć towarzyszących trzymaniu w ręce prawdziwej książki, czytaniu prawdziwego druku i oglądaniu prawdziwej okładki zamiast zbioru pikseli. Poza tym kosztuje kilka pokaźnych setek za które mógłbym mieć ładny stosik 🙂 A jak się już go kupi to książki elektroniczne można mieć za darmo, albo za grosze więc kusić będzie by nie wydawać na zwykłe książki bo zło już tak ma, że kusić lubi ^^

    Ale to tylko moja opinia, a najważniejsze, że Ty jesteś z niego zadowolona 🙂

    1. Cyrysia – 🙂 Ja przedtem miałam w ręku tylko Onyxa, który jest trochę większy i grubszy, więc Kindelek był dla mnie małym szokiem. Lubię tę fotkę, obrazującą rozmiary – http://www.high-tech.banzaj.pl/galeria/amazon-kindle-3g-3-galdok-12266-134744-jpg.html 😀 A co do Twojego: ależ masz szczęście, wygrać czytnik w konkursie, wow 😀 Powinnaś grać częściej 😉

      Harashiken – tia, ten stosik bardzo szybko się zwraca. Szczególnie w moim przypadku, gdy dostaję książki na zlecenie właśnie w formacie elektronicznym. Książki drożeją w obłędnym tempie, a e-booki raczej będą tanieć, niż drożej, przynajmniej tak wynika z artykułów, które czytałam. Klasyka jest właściwie za darmo, pojawia się coraz więcej wydawnictw oferujących tylko e-booki i to w niezłych cenach, więc nie żałuję. Jeżeli tak będzie, jak kalkuluję, to zwróci mi się on w 2-3 miesiące. Kusić ładowanie na czytnik będzie najbardziej na początku, potem będzie już „normalnie”, tak, jak z kupowaniem drukowanych książek.
      Z argumentami trzymania książki, okładki etc. nie mogę dyskutować, bo jak?
      Zresztą ja i chyba większość posiadaczy czytników nie traktujemy czytnika jako środka zastępczego, raczej uzupełniającą formę czytelniczą 😀 Wszyscy czytamy i czytać będziemy taką i taką formę książek.

      Ja jestem zadowolona bardzo i coraz bardziej każdego dnia 😀

  5. Jeszcze przede mną, ale na pewno będzie…
    Można do niego kupić futerał – wtedy wygląda zupełnie jak książka – taką okładkę. Może widziałaś, mnie bardzo się to podoba, znajomi mają, są różne kolory.
    Gratuluję!

  6. Widzę, że coraz więcej osób się przełamuje i zakupuje czytniki. Ja na razie pozostaję przy tradycyjnej książce, bo jej zalety są nei do przecenienia i Kindle nigdy nie będzie taki jak książka. Nie mówię czytnikowi nie, nigdy nie mów nigdy, ale na chwilę obecną nie planuję zakupu. Życzę bezawaryjnego korzystania i radości z czytania na nim. Wow jestem pod wrażeniem baterii – 2 miesiące bez ladowania – szok po prostu, oczywiście pozytywny.

    1. Beatrix – futerał mam na razie tani, czarny, z ekoskóry, ale docelowo wyproszę sobie na urodziny coś fajniejszego. A niektóre faktycznie wyglądają wtedy jak książka 🙂 Ja wypatrzyłam sobie cudny, błękitny, coś a la dżins 😀 Ale dużo miesięcy przede mną, zobaczymy, które etui wygra. Dzięki i powodzenia w kupowaniu!

      Aneta – 🙂 Czytnik nie ma być książką, on jest urządzeniem na którym ma się czytać książki. Bo przecież treść pozostaje niezmienna, prawda? To trochę tak: najpierw były kamienne tabliczki, potem różnego rodzaju papier ręcznie zapisywany, potem pojawiły się ksiażki, potem druk, potem druk masowy, a teraz czytniki. Kolejny stopień rozwoju.
      Dziękuję ślicznie za życzenia 🙂

      1. A ja wciąż niezmiennie podziwiam Twoją cierpliwość, że chce Ci się takie oczywistości tłumaczyć po raz który? Straciłam rachubę. A i tak na koniec znajdzie się ktoś, kogo wzrusza nie treść, tylko KSIĄŻKA. Bo czytnik to zło. Eh:)

        1. Kalio – hihihihihi… Ja do tej pory tłumaczyłam na zasadzie nieposiadania czytnika, teraz chwilę planuję potłumaczyć już jako właścicielka 😉 Potem pewnie stracę zapał i cierpliwość 😀

  7. Gratuluję i cieszę się, że Kindle Ci się podoba. Jeszcze nie spotkałam osoby, która by się w nim nie zakochała po pierwszym uruchomieniu. Ja cały czas czekam na swój, ale w końcu urodziny i święta są tuż, tuż :). Ciekawe czy znajdziesz jeszcze więcej zalet i czy pojawią się jakieś wady. Czekam na dalsze opinie i pozdrawiam ciepło.

  8. Holender, tak się zastrzegałam, ale muszę pożyczyć i spróbowac, bo mi po prostu fizycznie zaczyna miejsca brakować na książki… A tak, to można zabrac tyle na raz…!

    1. Barbara – bardzo mi się podoba, z dnia na dzień bardziej 😀 Ja również nie spotkałam osoby, która by się nie zakochała w Kindelku w momencie rozpoczęcia użytkowania. Zresztą w Onyxie też nie. I chyba w żadnym czytniku 😀 A sporo znajomych osób czytnik posiada. Więc chyba jest to pewien dowód, gdy użytkownicy są tak zadowoleni i zakochani w swoich czytnikach 😀
      Życzę, by Ci się udało przekonać osoby zainteresowane, że taki łączny prezent z okazji świąt, to bardzo dobry pomysł 😀 Ja niestety na to liczyć nie mogłam, więc sama sobie kupiłam 😉
      Co do analizy czytnika, to planuję za jakiś czas powtórzyć notkę, napisać więcej informacji po dłuższym użytkowaniu.

      Dabarai – pożycz, pożycz. To najlepsza droga, by przekonać się, co się właściwie czuje a propos czytania na tym urządzeniu. Dla mnie to było objawienie małe 😀 Pożyczyłabym mój, ale mam niejasne wrażenie, że mamy do siebie daleko. Mylę się?

  9. No dobrze, ale jak właściwie stoi rynek e-booków? Bo zupełnie się nie orientuję, pliki elektronicznie same do mnie nie przychodzą. O, przepraszam, rzadko.
    Klasyka jest dostępna? Bestsellery? Nowości też?
    Jeśli w tak ekspresowym tempie weszłaś w posiadanie kilkuset książek, to przynajmniej część powinna być darmowa lub za grosze.
    Mnie w tym kierunku skłania jednak fizyczny nadmiar papieru w domu. Gdybym wraz z rozrostem zasobów mogła powiększać automatycznie metraż…

    Jest bardzo ładny.

    1. Tamaryszku, w Wielkiej Brytanii i w USA wszystkie książki ukazują się teraz w dwóch wersjach natychmiast: drukowanej (twarda lub miękka okładka) i wersji na Kindle’a. Klasyka dostępna jest za darmo lub za przysłowiowy grosik (np. wszystkie dzieła Jane Austen za 50 pensów – widziałam). Stare książki jeszcze nie wszystkie są dostępne w wersji na Kindle’a, ale z nowymi książkami dostępność jest stuprocentowa.

      Rynek e-booków rozwija się ekspresowo, w USA już na początku tego roku więcej osób kupowało na Amazonie e-booki niż papierowe książki (o twardych nawet nie trzeba wspominać). W UK mówi się, że Kindle wyprze z rynku książki w twardych okładkach, które są drogie i dostępne przez ok. pół roku albo i dłużej, zanim pojawią się w miękkich. Coraz mniej osób kupuje książki w twardych okładkach, albo decyduje się od razu na Kindle’a albo czeka na miękką okładkę (ewentualnie kupuje w twardych książki w antykwariatach czy na Amazon Marketplace, ja tak często robię).

      Piszę wciąż o Kindle’u, bo o nim wiem najwięcej, inne czytniki podobno są gorsze i rzadziej kupowane (w USA książki z Amazonu na Kindle’a obejmują 58% rynku e-czytników, na drugim miejscu jest Barnes & Noble ze swoim czytnikiem – 27%, , na trzecim – Apple, 9%, a potem cała reszta).

      1. Chihiro – dzieki za takie interesujące wprowadzenie do zagranicznych rynków e-booków. Mam nieodparte wrażenie, że polski rynek powolutku zmierza w tym kierunku. Gołym okiem widać rozwój w stosunku do tego, co było kilka lat temu. I dobrze, dla każdego coś dobrego 🙂

  10. Czytniki i e-booki – spoko. Trzeba się tym interesować, próbować itp., bo to przyszłość. Bliższa niż dalsza.

    Tymczasem papierowe odpowiedniki nie powinny drzeć. Dopóki istnieją tacy fetyszyści jak ja ;), którzy uwielbiają wąchać, głaskać, ściskać, obracać i robić inne rzeczy z papierowymi woluminami – te nie zginą.

    1. Tamaryszek – rynek e-booków polskich jest jeszcze niezbyt olbrzymi, ale rozwija się bardzo szybko, właściwie z dnia na dzień. Pojawiają się wydawnictwa wydające tylko e-booki etc. Klasyka jest dostępna w ogromnej większości i to albo za darmo, albo za 2-3 złote. Bestsellery i nowości różnie, w zależności od decyzji wydawnictwa. Jednak już niedługo powinniśmy wyrównać trochę do przeciętnej sytuacji poza Polską, gdzie wszystkie bestsellery wychodzą również jako e-booki, sporo nowości też. Sporo książek można tanio kupić na Amazonie, szczególnie jeżeli czyta się nie tylko po polsku. A jak się dobrze poszuka, to e-booki można zdobyć prosto i szybko.

      Hehehhe – co do fizycznego nadmiaru papieru, to witaj w klubie. To był zresztą jeden z powodów, dla których kupiłam czytnik. Planuję kupować w drukowanej wersji głównie książki ulubionych autorów, kontynuacje serii i cyklów, a większość pozostałych zdobywać – jeżeli będzie to możliwe – na czytnik.

      Aga – pewnie, że nie zginą, a przynajmniej nie przez długie, długie, długie lata. Bo czytnik i e-booki nie wykluczają papierowych wersji, one się uzupełniają pięknie.

  11. Zło,zło,zło! :PPP
    No dobra. Opieram się bo kocham papier i dlatego też,że nie kręcą mnie cuda techniki 🙂 ale zazdroszczę tak czy siak – w końcu to kolejny powód by więcej czytać 🙂

  12. Kurczę… Ja jednak nadal jestem przeciwna. Ja chcę te cudne okładki, zapach papieru… Poza tym wiem, że jakby mi dali rękę, to bym palec urwała i pobierała e-booki z chomikuj. A to legalne nie jest. Wolę więc się nie kłócić z prawem i kupować/dostawać/wygrywać/wypożyczać coś co mogę bez wstydu wymacać na wszystkie strony 😉

    1. Balianna – i tam, zło. Skończy Ci się miejsce, popsują oczy i będziesz dostawała coraz więcej takich wersji zamiast papierowych do recenzji, to sama kupisz 😛 A to nie jest cud techniki, tylko prosty, skromny, niewypasiony czytnik. A powód do czytania, to faktycznie bardzo dobry 😀

      Nyx – no cóż, ja nie będę Cię przecież przekonywać, szczególnie, że przecież okładek, zapachu etc. nie przedyskutuję 😀 Co do Chomika, to jest to legalne, jeżeli – teraz nie jestem pewna, która wersja jest legalna – przeczytasz i wykasujesz w 24 h / ściągasz dla własnego użytku. Poza tym, coraz więcej pojawia się tanich e-booków, więc spoko 😀

  13. Gratuluję Ci zakupu i co tu dużo mówić cieszę się, że Ty się cieszysz (nieźle brzmi?).
    Tak w ogóle to jeżeli chodzi o książki to też jestem, tak jak Agnieszka Kochańska, fetyszystką. Ale…. bo ale oczywiście jest. Nie ustrzeżemy się przed techniką – to raz, dostępność e-booków jest chyba większa (tzn. jeżeli chcę coś szybko „złapać” to chyba właśnie elektronicznie) – to dwa. A trzy? Może by się i coś znalazło.
    Sama myślałam o zakupie czytnika, ale poczytałam sobie, że warto tylko te z e-papierem (tak jak Twój) i tu na przeszkodzie stoi po prostu kasa. Może kiedyś. Nie zarzekam się. Na razie pozostanę wierna tradycyjnej formie książki i będę cieszyć swoje oczy widokiem tradycyjnej biblioteczki.
    A Tobie życzę jeszcze raz radości z korzystania z Twojego Kundelka-Kindelka.
    Ps. Leżaczek rzeczywiście ładny – w moim ulubionym kolorze.

  14. A ja i tak jestem negatywnie nastawiona do każdej próby ulepszenia zwykłej, tradycyjnej metody czytania. Mimo iż czasy się zmieniają, mi trudno jest to pojąć i zaakceptować.
    Miłego czytania z nowej zabawki życzę! 🙂

    1. Dzięki 🙂 Co do argumentów, to pozostaje się zgodzić 🙂 U mnie dodatkowymi jest brak miejsca na książki i zepsute oczy. A co do ceny, to Kindelek w wersji podstawowej + opłaty celne + szybki kurier to koszt 480 zł, więc nie jest baaaardzo tragicznie. Może proś, by obdarowywano Cię na święta wszelakie kasą i wrzucaj do skarbonki.
      Co do napawania oczu – przecież czytnik nie wyklucza tradycyjnych książek. Jeszcze nie spotkałabym właściciela czytnika, który wyrzucił wszystkie papierowe książki. Jest to forma uzupełniająca i tyle.
      PS. Leżaczek niestety nie mój 😦 Zdjęcie też 😉

      Hiliko – wiesz, tylko przy takim nastawieniu, to ciągle czytalibyśmy książki z glinianych tabliczek 😉 Bo przecież papier też był ulepszeniem zwykłej, tradycyjnej metody czytania :> Poza tym te dwie formy się nie wykluczają.

  15. ja od paru dni jestem szczęśliwą (a jak!) posiadaczka e-czytnika. Co prawda nie Kundelek a Prestigio (wybrałam ze względu na zatrważająca liczbę formatów, które odczytuje) i … jestem zachwycona. Czyta się przewygodnie, absolutnie nie męczy oczu, a czytanie w pełnym słońcu to sama przyjemność (co nie zawsze można powiedzieć o książkach papierowych). Zbieram się do zrecenzowania czytnika na swoim blogu, ale chcę jeszcze troszkę potestować zanim wydam ostateczną opinię 🙂
    Też demonizowałam czytniki, a to tylko ułatwia nam molom życie. Bo czytanie ebooków na komputerze to zbrodnia dla oczu. Pozdrawiam cieplutko

  16. I ja się broniłam przed Kindlem – no bo gdzie ta przyjemność z obcowania z prawdziwą książką, z jej zapachem, fakturą kartek etc. Ale kiedy pierwszy go na żywo zobaczyłam, to podobnie jak Ty zachwyciłam się tym, że jest taki lekki, cienki, że wbrew wcześniejszym obawom fajnie się z niego czyta. Bardzo mi się też podoba wbudowany słownik angielsko-angielski – normalnie jak czytam coś po angielsku i jakiegoś słowa nie rozumiem, to nie chce mi się sprawdzać jego znaczenia, bo sens przekazu rozumiem. Ale tu jest to takie proste, że dodatkowo można się czegoś nauczyć 🙂
    Ale tradycyjnej książki jeszcze i tak długo mi nie zastąpi.

    1. Orchisss – witaj w klubie 🙂 Nie znam Prestigio, nie mialam z tym czytnikiem kontaktu, ale ważne, że jesteś zadowolona 😀 Kundelek wielkiej ilości nie czyta, jednak Calibre załatwia sprawę – wrzucam tam wszystkie książki „nieprawidłowe”, konwertuję je masowo i voila 🙂 Co do reszty komentarza, to pozostaje mi tylko wszystkiemu przyklasnąć, bo mam tak samo 😀 A ja zamierzam za jakiś czas wrzucić drugą część wrażeń z użytkowania czytnika, ten wpis był głównie dzieleniem się szczęściem 🙂

      Karolina – Zgadzam się z każdym słowem Twojego komentarza, nic dodać, nic ująć 🙂

  17. Cześć Agnieszko, a ja mam pytanie: Czy ten program Calibre bez problemu konwertuje formaty u nas dostępne, głównie e-pub do formatu obsługiwanego przez Kindle`a (mobi się chyba nazywa)?
    I czy nie po konwersji Kindle odczytuje bez problemu polskie litery i tekst wyświetla się bez błędów?
    Pozdrawiam
    Grzesiek

  18. Gratuluję zakupu! Ja mam swój kilka miesięcy i zapakowałam już ponad 2500 książek 🙂 Daje dużo radości! Też konwertuję pliki w Calibre – świetnie się je czyta na Kindelku, nie ma problemu z polskimi literami ! Zajrzyj na stronę http://www.rw2010.pl są tam tanie (0-10zł) e-booki, można pobrać pdf lub od razu Mobi – fajna sprawa ! pozdrawiam i życzę radości z korzystania 🙂 Nie zastąpi ci książek – ale stanowi miłą odmianę szczególnie w podróży czy podczas wyjść – jest lekki, a taki pojemny 🙂

    1. Grzesiek – Calibre bez problemu konwertuje chyba większość (jeżeli nie wszystkie, jeszcze nie sprawdzałam wszystkich) formatów na MOBI, który to jest odpowiedni dla Kindelka. Bez problemu odczytuje polskie litery. Co do błędów – rozumiesz przez to rozjeżdżanie się tekstu? To się zdarza, dużo zależy od pliku wyjściowego, jeżeli był to kiepski pdf, to będzie też kiepskie MOBI, trzeba sprawdzać i – jeżeli można – zdobywać dobre wersje. Ale chyba e-pub jest dobrze formatowany, prawda?
      Pozdrawiam!

      Anna – niezły wynik 😀 RW2010 znam już, jak przeczytam pilne rzeczy, to tam zajrzę i coś kupię, ceny mają faktycznie rewelacyjne. Co do reszty komentarza, to tak jest, jak piszesz 😀

  19. To ja zadam konkretne pytanie – epub czyta czy tylko mobi?

    Co do fetyszystów sztachających się papierem i upajających szelestem vs miłośników wygody i e-papieru – chciałam coś napisać, ale się właśnie wstrzymuję, bo mam dość internetowych dyskusji i kłótni. Niech każdy ma, to co lubi.

      1. Kalio – MOBI. A do konwertowania nieczytanych formatów używam Calibre, śmiga wszystko bez problemu.

        Co do fetyszystów – jak wolisz 😀 Dyskusji na ten temat faktycznie było już do wy…miotowania 😉 Zaczynam powoli powstrzymywać się od dalszego zabierania zdania, ileż można. Najbardziej mnie wkurza, że ludzie kategorycznie zaraz odrzucają ideę czytania na czytniku, bez żadnego spróbowania.

        Zacofany – oj, mącicielu jeden 😛

  20. Ja jestem za. W każdej dziedzinie technologia idzie do przodu, a takie czytniki są bardzo poręczne w podróżach, tramwajach czy innych środkach komunikacji. Mają dużą pojemność itd. Nie zmienia to faktu, że nadal sięgałabym po papierowe książki. Kiedyś może będzie mnie stać na taki czytnik, jak na razie mam w planach kupienie nowych rolek potrzebnych do lepszego trenowania, a później łyżwy. Wszystko w swoim czasie. 🙂

  21. Duszek – po pierwsze nie mam czasu, po drugie nie chce mi się już, po trzecie chyba już wyrosłam (do następnego razu), po czwarte uraz mam, a po piąte nie mam czasu:)
    A po szóste – jest mi to doskonale obojętne, co kto myśli, nie chce mi się nikogo przekonywać albo odwodzić. Niech se tam ludziska sami oczy wydrapują. Ja wolę sobie poczytać:)

      1. Vampire – dokładnie tak, jak piszesz. Czytniki są coraz bardziej przydatne, ale przecież nikomu z ich użytkowników chyba nie przyszło do głowy, by rezygnować zupełnie z książek papierowych. Nie o to loto ;p Powodzenia w realizacji planów zakupowych 😀

        Kalio – brawo 🙂

        Duszek – biedaku Ty jeden 😉

  22. Chyba wszyscy się w końcu złamiemy – do mnie Kundelek przyszedł dzisiaj^^ jeszcze nie zabrałam się za jego oswajanie, ale pewnie wkrótce to zrobię, lekceważąc obowiązki domowe 🙂

  23. A ja tak już serio: spojrzałem, ile kosztuje nowa Marinina w ebooku – niemal tyle samo, co wersja papierowa! Rozumiem, że mogę sobie ściągnąć darmowego Dickensa po angielsku z programu Gutenberg, albo Kraszewskiego po 1,99 zł, ale to jakby nie to samo:P

    1. Karodziejka – gratuluję 🙂 Mam nadzieję, że pokochasz Kundelka tak, jak i my 😀

      Zacofany -możesz sobie ściągnąć klasykę polską i inną za darmo (w większości) lub za 2-3 złote (w małej części). Co do nowości – ceny faktycznie na razie nie są powalające, jednakże ponoć idziemy w kierunku ich zmniejszania. Zobaczymy. Powstają jednak wydawnictwa wydające tylko e-booki, na razie może mniej znanych autorów, ale ceny mają fajne. Poza tym, coraz więcej książek do recenzji przychodzi w formacie elektronicznym właśnie 😉

      Bo już nie muszę chyba pisać, że sieć oferuje tysiące e-booków za friko, tylko nielegalnie? 😛

  24. Zazdroszczę zakupu, sama też bym bardzo chciała, ale póki co nie stać mnie i odstrasza mnie cena nowości – wychodzi mniej więcej podobnie jak za papierową, a przecież wersje elektroniczne powinny być o wiele tańsze.

    1. Blueberry – tak, zgadzam się w zupełności, że powinny być o wiele tańsze, odpada kupa kosztów. Za granicą jest sporo tanich i bardzo tanich e-booków, u nas jest jeszcze średnio. Życzę powodzenia w przyszłym nabywaniu czytnika 😀

      Magia – hm… nie wiem dlaczego (pewnie z tych mało uchwytnych powodów emocjonalnych, co?), ale przecież nie będę Cię przekonywać 😀 I tak już dosyć się naprodukowałam w poprzednich komentarzach, aż mnie palce bolą 😉

  25. Nie mam Kindle’a, na razie go nie potrzebuję, bo mało podróżuję i czytam przede wszystkim w domu, ale kiedyś na pewno sobie sprawię. Bardzo mi się podoba, co napisałaś na końcu – to wszystko są książki, czy ktoś zmusza nas do wyboru między oglądaniem filmu w kinie, w TV czy na ekranie komputera? Dlatego dziwią mnie opory przed nośnikiem tekstu pisanego, w końcu książka papierowa to też jest jakiś nośnik, dawniej można było się oburzać, że książka ma formę przewracanych stron spiętych okładką, a nie zwoju do rozwijania. Czasy się zmieniają, przybywa nośników, i bardzo dobrze 🙂
    Oby Kindle służył Ci długo i wiernie 🙂

    1. Kasia.eire – zamawiałam ze Stanów, najtańsza opcja ze wszystkich, które sprawdziłam (polskie serwisy i sklepy, Ebay, różne wersje Amazona).

      Chihiro – ja podróżuję ciągle sporo (chociaż docelowo zmierzam do mniejszej ilości podróży), ale równie ważne było dla mnie to, że coraz więcej książek do recenzji dostaję właśnie w formie elektronicznej. No i, że mogę przy niektórych książkach oszczędzać oczy (bo czcionki niektóych drukowanych są chyba dobierane czasami jak dla dziesięciolatków ze zdrowymi oczami :>
      Oj, tak, tak myślę. Tak samo było np. z muzyką i jej nośnikami. Tak samo było z listami. Podróżami. I wieloma innymi rzeczami 🙂 Dlatego też nie rozumiem takiego oburzenia. Dzięki!

  26. Gratuluję decyzji i chętnie poczytam o wadach i zaletach czytnika od osoby dużo czytającej i wymagającej pewnych standardów 🙂

  27. To gratuluję 😉
    Ale w te 2 miesiące to nie wierz 😉 Jak się intensywnie czyta to tak trochę ponad tydzień… No dobra to jest z włączaniem sporadycznym wifi, ale mimo wszystko nie dwa miesiące na nasze czytanie… On na początku pokazuje, że mu mało ubywa, ale pod koniec o wiele bardziej leci. Z dopasowaniem wyglądu to Kundel jest akurat słaby (w porównaniu z Bebookiem), słownika się dość słabo używa przy czytaniu (próbowałam). Kontrast i szybkość to rzeczywiście jego wielka zaleta. (Ja chyba powinnam w końcu napisać u siebie notkę porównawczą Kundla i Bebooka, tak od pół roku powinnam…)
    A co do Calibre to go nie potrzebujesz. Wysyłasz na swój amazonowy adres doca, włączasz wi-fi (wtedy on bardzo żre baterię niestety) i dostajesz książkę wprost na czytnik. Jak zrobisz spis treści w Wordzie (w OpenOffice też można, ale wtedy trzeba zaznaczyć, że z hyperlinkami) to w tym co dostaniesz na czytnik będziesz miała na pasku postępu zaznaczone początki rozdziałów, zaś lewo i prawo z tego wielofunkcyjnego krzyżyka będzie cię przełączać miedzy nimi.

    1. Izzy – 🙂 Będzie kiedyś taka notka, tylko najpierw muszę przeżyć z Kindelkiem przynajmniej 2-3 miesiące, przeczytać X książek i korzystać z różnorakich funkcji.

      Seremity – co do czasu czytania, to faktycznie, widzę już sama, że przy intensywnym czytaniu bateria zużywa się szybciej (pewnie te informacje to osób albo dla mało czytających, albo czytających tylko w trakcie podróży od czasu do czasu). Czytałam jakieś (razem) 15-20 h i bateria poszła już trochę w dół. Ach, no ale używałam także wifi.

      Co rozumiesz przez dopasowanie wyglądu?

      Słowniki mi się akurat bardzo podobają. Sporo ostatnio czytam po angielsku i bardzo fajnie mi się z nimi współpracuje. Nie tylko podają definicje językowe, ale też skrótów, nazwisk znanych osób, produktów etc. Bardzo fajna sprawa.

      Napisz notkę porównawczą, napisz. Ja o Bebooku pierwsze słyszę, więc z przyjemnością się czegoś nowego dowiem. A co do Calibre, tak, to racja. Jednak przy Calibre mogę zarządzać wieloma plikami jednocześnie i wrzucać je kabelkiem, nie potrzebuję netu 🙂 Dlatego będę pewnie używała tych metod wymiennie.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s