„Saga Sigrun” Elżbieta Cherezińska


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 405

Moja ocena: 6/6

Ocena wciągnięcia: 6/6

Cykl: Północna Droga, tom 1

*****

Lata 950-985, Norwegia. Świat Wikingów, walk o władze, wypraw po łupy, małżeństw służących całemu rodowi. To świat mężczyzn – to oni rządzą, oni podejmują decyzje, o których nawet nie muszą informować rodziny. Czasy w których kilkuletni chłopcy trafiają do drużyny, gdzie zostają przyuczeni do walki, a reszta rodziny obserwuje ich tylko z daleka. Świat w którym mężczyźni mają żony i niewolnice, i w którym na stosie po śmierci ulubiona niewolnica zostaje spalona razem ze swym panem. Świat twardy, miejscami bardzo okrutny. Świat nad którym włądzę mają Odyn, Thor, Baldur i inni starożytni bogowie, którym cześć oddawana jest od lat.

Ale ja zapraszam Was do świata Sigrun, tam, gdzie to akurat kobiety opowiadają swoje życie. Kobiety, które od dzieciństwa przyzwyczajane są do służenia mężczyznom i do tego, że zostaną oddane innemu tylko po to, by ich rody mogły zawrzeć przymierze. Ale mimo wszystko jest to świat piękny. Świat solidarności kobiecej, niesienia pomocy, zwykłych codziennych spraw – gotowania, wyszywania, zajmowania się grodem i domem, wychowywania dzieci. A już sama Sigrun, to kobieta nietypowa – posiada właściwie tylko dobre przymioty – piękna, mądra, dobrze wychowana, urocza, ciepła, chwytająca za serce. Cała drużyna i wszyscy mieszkańcy grodu ją kochają. Mąż – Regin – ją uwielbia. Ma cudowne dzieci, zamożny dom, wiele sług. A i tak co roku przeżywa tragedię – gdy Regin (a później i ich syn) wyrusza na kolejną wyprawę, gdy nie ma go miesiącami, a ona nie wie, czy Regin żyje, czy poległ, co się z nim dzieje.

Sigrun opowiada nam swoje życie od dzieciństwa aż do momentu przełomowego w jej życiu. Z rozpieszczanej przez ojca jedynaczki, przez żonę ukochanego Regina, matkę dwójki dzieci, panią na grodzie i jednym z większych majątków północy. Obserwujemy jak zmienia się, dorasta – z młodziutkiej i naiwnej dziewczyny, aż do dorosłej, dojrzałej kobiety. Snuje ona opowieść o życiu swoim, swojej rodziny, rodu, kraju.

Opowieść powolną, tak jak powolne było życie w tych czasach i kraju, gdzie zimy są długie i ciemne, a latem cały czas świeci słońce. Gdzie dumne rody północy walczą o to, by ich kraj miał niezależnego władcę, by był bogaty i spokojny. A gdzie kobiety walczą o to, by ich bliskim niczego nie zabrakło, by byli zdrowi, a by one same przetrwały tak wczesne oddzielnie od nich kilkuletnich synków, dojrzewanie córek, nieobecność mężów i synów. „Saga Sigrun” to opowieść w dużej części o kobietach i ich sile. Oczywiście poznajemy życie mężczyzn, funkcjonowanie całego kraju, jednak poznajemy to wszystko oczami kobiety.

Na dodatek – oprócz życia codziennego – mamy też relację z czasów ważnych dla całego kraju. Gdy z tronu zostaje zrzucony nieudolny i słaby władca, gdy rada wybiera jednego z wodzów, by sprawował funkcję, która połączy ich wszystkich, gdy razem odpierają ataki sąsiadów zainteresowanych bogactwami Wikingów. A do tego stara wiara jest zagrożona – w sąsiadujących krajach coraz więcej jest chrześcijan, którzy powoli przenikają i do Norwegii i zagrażają rodzimej wierze. I nie tylko wierze, bo całemu stylowi życia – bo jakże chrześcijański pokój i miłowanie wrogów nie pasuje do życia, które wiodą.

Ta książka uwiodla mnie tak, jak dawno żadna nie zdołała. Jest przebogata w szczegóły życia codziennego (co ja uwielbiam pasjami), w obrzędy, tradycje społeczne, opisy grodów, natury, właściwie każdego aspektu życia. A do tego wszystko opisane jest bardzo fajnym, klimatycznym językiem. No i wspaniali bohaterowie – dobrych więcej jest niż złych, a wszyscy stworzeni są bardzo ciekawie. Honorowi, waleczni, silni, potrafiący jednak być czułymi, delikatnymi osobami. Jest ich zresztą sporo i każdy ma to „coś” w sobie. Ja jestem zachwycona!

Jedyne co mnie lekko wkurzało na początku książki to ilość opisów uprawiania seksu. Jednakże z czasem było ich coraz mniej, były też bardziej metaforyczne, czytało się już wtedy bardzo przyjemnie. A książka tak mnie wciągnęła, że gdy skończyłam czytać, to poczułam smutek. I zaraz zamówiłam tom drugi i trzeci 🙂 Aż się boję myśleć co to będzie, jak przeczytam ostatnią stronę trzeciego tomu!

Barwni bohaterowie, cudowne opisy, magiczna atmosfera, maksymalnie wciągająca akcja i fajny język – oto „Saga Sigrun”. Zdecydowanie polecam wszystkim wielbicielom książek opowiadających o losach rodziny czy rodu, o silnych kobietach i walecznych mężczyznach. Może jest lekko bajkowa, ale jakże piękna 🙂

PS. Właśnie przejrzałam recenzję i widzę, że część jest zupełnie negatywna, typu: mdłe, lukrowate, drewniany język, brak opisów. I znowu mam dowód na to, jak bardzo są różne nasze literackie gusta! Przeczytajcie sami!

PPS. I właśnie w trakcie czytania recenzji dotarło do mnie jak ciężkie bywa życie pisarza 😉 Gdyby „Saga Sigrun” była napisana przed pewną podobną książką, to wszyscy by porównywali nowe książki do niej. A, że powstała później, to porównują ją do tej drugiej książki. A po co nam takie porównania? Przecież praktycznie każda książka wynika z tego, co autor przeczytał, co poznał. Każdy się na czymś wzoruje i tyle. Howgh!

Reklamy

13 thoughts on “„Saga Sigrun” Elżbieta Cherezińska

  1. Agnieszko, takie porównania same się narzucają, nie sposób od nich uciec. Nawet gdyby Elżbieta Cherezińska napisała swą powieść w latach dwudziestych XX wieku, a Sigrid Undset dziewięćdziesiąt lat później, to i tak o wiele wyżej ceniłabym „Krystynę, córkę Lavransa” niż „Sagę Sigrun”. Nie odmawiam jednak prozie pani Cherezińskiej pewnych zalet.

    1. Elenoir – ja pisałam generalnie, nie odnośnie konkretnej wypowiedzi czy tej konkretnie książki. Jest to bardzo częste zjawisko, ale nie do końca sprawiedliwe. Zresztą ja sama – chociaż rzadko – stosuję takie porównania. Ale np. wkurzają mnie porównania wszystkich prawie książek młodzieżowych do HP czy Zmierzchu etc. Jaki to jest odnośnik? Przecież np. Pieśniarz wiatru jest zupełnie różny od HP, a i tak jest do niego porównywany.
      W tym konkretnym wypadku nie mogę się wypowiedzieć, bo tej książki nie czytałam. Możliwe, że kiedyś przeczytam. Ale cieszę się, że najpierw sięgnęłam po „Sagę Sigrun”, bo przynajmniej był mi dany zachwyt nad tą pozycją.

      A już pomijając porównania i nie pisząc w odpowiedzi na Twoją recenzję tylko ogólnie na wszystkie krytyczne – świetnie się różnimy w naszym zakątku blogosfery: Dla kogoś język jest toporny – dla mnie jest świetny, dla innej osoby było mało opisów i były niefajne – ja się zachwycałam opisami i wcale wg mnie ich mało nie było, dla kogoś znowu innego Sigrun była przesadnie lukrowata – dla mnie była pozytywnym przykładem i ciekawą osobą. i tak dalej, dalej, dalej… Świetne zróżnicowanie 🙂

  2. Obiecałam sobie, że nie będę dodawać więcej książek do „Chcę przeczytać”, bo w życiu nie dam rady ich wszystkich przeczytać, ale po przeczytaniu Twojej recenzji niestety dodałam 😉

    btw. naprawdę śliczny jest ten szablon! ilekroć wejdę na Twojego bloga to się nie mogę przestać zachwycać 😉 taki radosny, pogodny, ładny… aż się chce wchodzić dla samego wyglądu! 🙂
    (nie to co LC teraz… :P)

  3. Jestem bardzo zadowolona, że zakupiłam za jednym zamachem całą trylogię:) Więc teraz, przez Ciebie, mam takie priorytety czytania – Szamanka, Sigrun, uzupełnić wszystkie pozaczynane i pozostające w zasięgu ręki cykle. Oczywiście wydane oficjalnie po polsku. Jak mnie mogą denerwować wszelkie próby dodawania książek w tzw. „nieoficjalnym tłumaczeniu” – widziałaś to na LC? Przecież to już zahacza o kryminał! Ludzie są nienormalni z tym dodawaniem zapowiedzi z wyprzedzeniem o kilka miesięcy, a co dopiero nieof. tłum. Toż to absurd jakiś!
    Ale zboczyłam z tematu, przepraszam:)

    1. Alith – 😀 Ha! Ty wiesz ile razy ja tak mam?! Moja lista „chcę przeczytać” mimo solennych obietnic robionych samej sobie puchnie i puchnie! W 95% przez blogi i Biblionetkę 😉 Cieszę się, że ten szablon tak pozytywnie Cię nastraja, bardzo mi miło 🙂 A co do LC, to jest to aktualnie jakaś zgroza, coraz poważniej dumam nad pożegnaniem, brrrr…

      Kalio – ja już dzisiaj dostałam maila, że kurier przejął paczkę, więc pewnie jutro lub w poniedziałek będzie. I teraz mam olbrzymią zagwozdkę: powinnam czytać inne książki (bo mam umówionych z 8 wymian), a ciągnie mnie do tych, co robić??
      Ciekawa jestem bardzo jak Ci się spodoba ta książka, no i pozostałe wymienione :> Ale Szamanka to już nie przeze mnie, tylko przez komentarz u mnie 😛 Czekam na recenzje!
      A co do dodawania książek na LC – nieziemsko mnie wkurza dodawanie zapowiedzi. Często w ogóle nieokreślonych terminowo, z okładkami zagranicznymi, bez opisów, uch! A te nieoficjalne tłumaczenia dodawane w poważnym niby portalu to bzdura na kółkach! Wszystkie takie pierdoły w ogóle nie powinny się pojawiać.

  4. Nie słyszałam nigdy o tej trylogii, widzę, że jestem daleko w tyle. Muszę koniecznie nadrobić braki, gdyż po twej recenzji wiem, że warto.

  5. No może być trochę podobnie do „Zimowego monarchy”, z tym że jego akcja dzieje się w Brytanii przełomu wieku V i VI. Przepadam za takimi pseudo-historycznymi, „ciekawskimi” seriami, więc i na tę się skuszę (szczególnie, że jest raka dobra :))

    1. Cyrysia – czy ja wiem, czy daleko w tyle, raczej nie. Ta autorka nie zalicza się raczej do najpopularniejszych. Jednak mam nadzieję, ze to tylko chwilowe, w zalewie wampirów i innych paranormali się gubi 😉 A nadrabiać faktycznie moim zdaniem warto 🙂

      Dusia – o, a u mnie „Zimowy monarcha” ciągle czeka na swoją kolej. Z opisu tego, co lubisz wnioskuję, że faktycznie spore są szanse na to, że Ci się spodoba! 🙂

  6. „Krystynę córkę Lavransa”, czytałam tak dawno temu, że raczej uniknę porównan, za to na Cherezińską jestem „napalona” od kiedy usłyszałam o tej sadze, niestety jeszcze nie udało mi się jej wypożyczyć, ani zakupić. Lubię te skandynawskie, wczesnośredniowieczne klimaty.”Córka wikingów” Very Henriksen jest też w podobnym temacie. U Cherezińskiej pociąga mnie jeszcze to, że jako Polka zdecydował się zgłębić w historię innego państwa, chociaż słyszałam , że jej „Gra w Kosci ” o Ottonie i Bolku też jest świetna. Czekałam na kogoś kto się wezmie za sfabularyzowanie polskiej historii, bo od Bunscha i Kraszewskiego, chyba nikogo takiego nie ma. A oni to mężczyźni, więc się nie liczą:) Pozdrawiam:)

    1. Ja jeszcze „Krystyny…” nie miałam okazji przeczytać, ciekawe, jakie – jak mi się kiedyś uda po nią sięgnąć – będą moje wrażenia. Dzięki za podrzucenie nowego tytułu – „Córki wikingów”, będę się starała ją zdobyć. To, jak autorka przedstawiła Norwegię bardzo, ale to bardzo mi się podobało, wręcz czułam, że tam jestem. Może dlatego, że nie jestem specem w tej tematyce, a może dlatego, że to świetnie przedstawiła. „Grę w kości” też kiedyś zdobędę 🙂 A swoją drogą, to z wielką chęcią sięgnęłabym za taką wersję polskiej historii. Również pozdrawiam!

  7. To co piszesz bardzo zachęca do przeczytania… tym bardziej, że od jakiegoś czasu mogłabym pochłaniać wszystko co związane z Wikingami.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s