„Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku. Część II: Jonasz” – Władysław Zdanowicz


Wydawnictwo: Księgarnia Zdanowicz, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 384

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Książka ta, to kontynuacja pierwszego tomu, w którym pewien żołnierz, jako nowicjusz, czyli Pinky, trafia na misję stabilizacyjną w Iraku. Ale od początku…

W pierwszym tomie mamy okazję poznać szeregowego Piotra Leńczyka, który przez komedię przypadków wysłany zostaje do Iraku. Nasz nowicjusz ma masę absurdalnych przygód, w wyniku których trafia do grupy zesłańców (a przynajmniej tak ich widzi reszta obozu) – plutonu rotacyjno-dyspozycyjnego, który wysyłany jest na wszystkie najgorzej zapowiadające się akcje, a z którego można zostać tylko wysłanym karnie do Polski.

Drugi tom zaczyna się od momentu przyłączenia Leńczyka do powyższego plutonu i obrazuje właściwie życie codzienne żołnierzy w nim służącym. Brzmi to sucho i beznamiętnie, a to jest ostatnia rzecz, jaka mogłabym o tej książce powiedzieć! Dlaczego?

Dlatego, że obydwa tomy, to komedia absurdów w stylu wojaka Szwejka. Szeregowcy są tutaj bystrzejsi od generałów, widocznie siedzenie w bazie i nie wychylanie nosa poza jej teren nie służy rozwojowi inteligencji. Przygody czekające na podopiecznych kapitana Młodszego oraz sierżantów Gecco i Drwala są barwne – obława na terrorystę, współpraca z irakijską policją, nocne kontrole strategicznego mostu etc. Czekają na nich bomby, moździerze, ostrzał z różnej broni, nienawiść mieszkańców.

Na tle grupy błyszczy szeregowy Leńczyk. Jednak nie jest to błysk złota – przyciężkawo myślący chłopak bez większego wykształcenia i zamiłowania do nauki, jednocześnie potrafiący zadziwić wszystkich swoimi komentarzami. Nie zna on jednak umiaru, nie ma instynktu zachowawczego, co rusz wyskakuje z jakimś głupim tekstem do kolejnych oficerów. A współpracownicy muszą mu ratować przysłowiowe cztery litery. Przykładem jego popisów jest na przykład moment, w którym dostaje rozkaz powrotu do bazy Land Roverem z innymi żołnierzami, a on podkrada rower i wraca nim przez cały dzień, przy okazji doprowadzając do wprowadzenia paniki w szeregi ekstremistów.

Autor stworzył galerię naprawdę ciekawych, mniej lub bardziej karykaturalnie podkreślonych, postaci. Oczywiście na pierwszym planie jest Leńczyk, ze swoim bezmyślnym postępowaniem, głupimi komentarzami, żołądkiem bez dna. Jednakże i jego koledzy z plutonu są świetnie przedstawieni, mają bardzo różne charaktery, główne cechy i sposób zachowania. Bardzo polubiłam dwóch szwagrów – Drwala i Gecco. Leńczyk mnie momentami doprowadzał do pasji 🙂 Aspir był bardzo milutki z tymi jego zapędami lekarskimi. Autor przyłożył się do charakteryzowania swoich bohaterów, dodał na przykład gwarę poznańską i śląską.

Przez szkiełko absurdu widzimy funkcjonowanie polskiego wojska, a szczególnie dowództwa na misji i w kraju. Przerażający jest brak porządnego sprzętu, miliard papierków do wypełnienia, rola magazyniera jako bóstwa, a oficerów jako półbogów. Większość rozkazów okazuje się być nielogicznych, nawet nie muszą być wykonalne, ważne, by ten, który je wydał poczuł się ważny. Zwykły żołnierz to zero, którym nikt się nie musi przejmować, więc pluton rotacyjno-dyspozycyjny jest bardzo często niewyspany, nienajedzony, niewyposażony. A przecież musi się zmagać z najtrudniejszymi zadaniami wśród żołnieży z Camp Echo! W krzywym zwierciadle widzimy także wpływ polityków na życie codzienne żołnierzy – podejmują decyzje w Warszawie, wykonanie których często jest niemożliwe lub bardzo uciążliwe na misji w zupełnie różnym od Polski kraju. A w tym całym absurdzie, biurokracji i nadużywaniu władzy muszą funkcjonować żołnierze niżsi stopniem.

Bohaterowie stworzeni przez autora to dla mnie największy plus tej książki. Poza tym ważny jest także barwny język (proszę się nastawić na używanie niecenzuralnych słów, jednak widzieliście kiedyś żołnierzy, którzy by ich nie używali?) oraz bardzo fajne przedstawienie rzeczywistości życia na misji wojskowej. Ta książka jest połączeniem absurdu i przenikliwej obserwacji rzeczywistości. Wiele razy łapałam się na tym, że przytakiwałam w duszy opiniom, które padały z ust bohaterów. Jest to połączenie słodko-kwaśne, śmiejemy się, ale czasami jest to śmiech przez łzy.

Ciężko pisze mi się o tej książce, bo jest ona tak bogata w wydarzenia i pełnokrwistych bohaterów, że cokolwiek bym napisała, to wyjdzie niewystarczająco entuzjastycznie. Może w takim bądź razie fakt, że osobie takiej, jak ja – nie mającej nic do czynienia z wojskiem oraz się tą tematyką nie interesującej – obydwa tomy bardzo się podobały!

Advertisements

4 thoughts on “„Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku. Część II: Jonasz” – Władysław Zdanowicz

    1. Dusia – dla mnie też, kompletnie czarna magia! A mimo tego przeczytałam z wielką przyjemnością. Bo tu nie chodzi o rodzaj karabinu czy czołgu, tu chodzi o fabułę i jej bohaterów 🙂

  1. Ufff! Nareszcie chwila czasu:) Takie fajne książki mi tu podsuwasz, a ja nie nadążam komentować;)
    Krótko: Szwejka uwiebiam, humor wojskowy mnie rozbraja… biorę:) Teraz tylko się muszę za nią rozejrzeć:)

    1. Tak myślałam, że Cię może zainteresować 🙂 Ale zacznij koniecznie od pierwszego tomu, bo się łączą dosyć istotnie. Polecam! Zajrzyj tutaj: https://www.facebook.com/groups/znajomiLenczyka. Autor tam też podaje, gdzie można je kupić, tak mi się coś o oczy obiło. Szczerze – myślę, że mogą Ci się spodobać i byłoby fajnie przeczytać recenzję kogoś, kto już coś podobnego czytał i jest płci odmiennej od mojej :>

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s