„Mordercy w mauzoleach. Między Moskwą a Pekinem” Jeffrey Tayler


Wydawnictwo: Carta Blanca, Grupa Wydawnicza PWN, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 410

Moja ocena: 4/6

Ocena wciągnięcia: 4/6

*****

Jeffrey Tayler to autor książek reporterskich, reporter, podróżnik, znawca Rosji, w której mieszka od 1993 roku. W latach 1988–1993 był członkiem Korpusu Pokoju. Początkowo służył w Marakeszu, w 1992 roku – w Warszawie, potem w Uzbekistanie. Osiadł w Rosji, ożenił się z Rosjanką i poświęcił się pisaniu książek. Ciekawa persona, prawda?

„Mordercy w mauzoleach. Między Moskwą a Pekinem” to kolejna książka tego autora, w której opisuje rejony Eurazji, szczególnie kraje byłego Związku Radzieckiego. Autor mieszkając od lat w Rosji miał okazję obserwować jej rozwój, zmiany społeczne, polityczne, kulturalne, codzienne życie mieszkańców. Zdał sobie jednak sprawę, że zna codzienność właściwie tylko okolic bardziej turystycznych i popularnych z różnych powodów. Zaczął zastanawiać się nad tym, w jaki sposób przemiany, które rozpoczęły się po rozpadzie ZSRR wpłynęły na mieszkańców mniej znanych mu regionów Rosji, jak również byłych krajów imperium sowieckiego, a nawet tych z nim graniczących. Postanowił to sprawdzić osobiście i ruszył w podróż…

Ponad jedenaście tysięcy kilometrów, różne miasta, różne kraje, a właściwie wszędzie różno kulturowy tygiel. Tayler podróżuje szybko, w każdym z miast spędza od jednego do trzech dni i potem jedzie dalej. I to niestety zrobiło na mnie wrażenie powierzchowności w jego relacji. Może warto byłoby wyznaczyć krótszą i mniej intensywną trasę, a każdemu z tych miejsc poświęcić za to więcej czasu i uwagi? Autor w każdym z miast spotyka ludzi poleconych mu przez różnorakich znajomych, jest to więc towarzystwo przypadkowe i zdecydowanie różnorodne. Od przywódcy Kozaków, przez lokalnych biznesmenów, aż po piękne studentki. Opowiadają mu oni swoje historie, losy regionów, krajów, miast. Często opowieściom towarzyszy pewnego rodzaju napięcie – czy to dzięki spychaniu niektórych mniejszości poza nawias społeczny, udawanie, że ich nie ma, czy to ludobójstwo, konflikty między narodami, grupami etnicznymi. Region Eurazji jest wielkim tyglem kulturowo-narodowościowym, co potencjalnie często bywało i ciągle bywa zapalnikiem konfliktów i wzajemnej nienawiści. Nie pomogło temu sztuczne ustalanie granic. Są jednak i dobre przykłady – odkładanie zatargów na bok, pary mieszane, wspólne budowanie historii. Możemy poznać zarówno kraje będące właściwie pod władaniem dyktatorów, jak i te, gdzie podejmowane są próby demokratyzacji społeczeństwa.

W 1995 roku prezydent Nazarbajew ogłosił referendum, na mocy którego jego kaencja została przedłużona, a zakres prerogatyw głowy państwa rozszerzony: obecnie wyłącznie on może zgłaszać poprawki do konstytucji, powoływać i odwoływać rząd, rozwiązywać parlament, według własnego uznania zgłaszać referenda oraz wyznaczać zwierzchników administracji regionów i miast.

Zadziwiająco często wspominano z melancholią, czasami wręcz rozczulenie czasy ZSRR, jak wtedy było im dobrze i bezproblemowo. Czasami wspomnienia dotyczyły zaskakujących aspektów:

– Ja tam lubię sowieckie filmy – odezwał się stary Rosjanin. – No wiecie, takie o miłości, przyjaźni i honorze. W Hollywood to sama przemoc i seks, i głupia fabuła… Jakby robili filmy dla idiotów. Można by pomyśleć, że Amerykanie to kulturalni ludzie. A tu proszę. Same tłuściochy, a sądząc po ich filmach, kretyni. Bez obrazy – zwrócił się do mnie – ale mamy tu powyżej uszu hollywoodzkich filmów.

Książka ta oferuje nam błyskawiczną podróż razem z autorem, doświadczanie tego, co i on doświadczył, ale miałam nieodparte wrażenie, że moja wiedza pozostała na poziomie powierzchownym, nie dotarłam głębiej w jej rozwoju. Możemy poznać sporo różnych informacji, ale jak opisać tak wiele różnorakich miejsc  i ludów dogłębniej na 410 stronach? Nie jest to przecież możliwe. Jest to dobry start do dalszego poznawania Eurazji, również od bardziej ludzkiej strony – autor opisuje swoje relacje z napotkanymi osobami, wspólne biesiady, podróże, tańczenie. Używa prostego języka, bez zbytniego ozdabiania tekstu, relacjonuje co przeżył. Niezależnie od kraju powtarzała się uwaga, która niezmiernie mnie bawiła, a którą Jeffrey musiał wysłuchiwać chyba kilkadziesiąt razy:

Wyszliśmy razem na korytarz, gdzie wypytał mnie o wojnę w Iraku i o prezydenta Busha (oraz o to, czemu Amerykanie dwa razy obrali „takiego durnia” głową państwa.

Polecam osobom zainteresowanym tym regionem, a które jeszcze zbyt wiele na jego temat nie wiedzą. Tutaj razem z autorem podczas tańcu w dyskotece spotkacie przedstawicieli mniejszości i większości i będziecie mogli poznać wersje obydwóch stron. Mnie się podobało, jednak w porównaniu chociażby do książek Wojtka Góreckiego, to książka Taylera jest słabsza, mniej interesująca i wciągająca. A może to tylko Polak lepiej rozumie realia tego regionu? Sprawdźcie sami!

Recenzja dla serwisu Na Kanapie.

Advertisements

6 thoughts on “„Mordercy w mauzoleach. Między Moskwą a Pekinem” Jeffrey Tayler

  1. Bardzo chętnie sięgnę po tę książkę. Ostatnio polubiłam książki podróżnicze, szczególnie z rejonów niepopularnych turystycznie. Miło jest zwiedzać świat, chociaż na kartach książki 🙂
    Rzeczywiście tak intensywna podróż na pewno nie służy dobremu poznaniu.

    1. Blueberry – fajnie, że polubiłaś książki podróżnicze, bo to świetna lektura (a przynajmniej w dużej części), no i wzbogaca naszą wiedzę. Nie wiem, jakiego typu książki tak naprawdę lubisz – w stylu Cejrowskiego, Pawlikowskiego, Góreckiego, Hugo-Badera? Czy pod Twoje zainteresowanie podchodzi też literatura faktu, jaką tworzy np. Tochman? Życzę powodzenia w zdobywaniu nowych lektur 🙂

      Cyrysia – hm… nie sądzę, by ta tematyka była ciężka. Może nie tak zabawna i relaksująca jak fikcyjne powieści, ale zdecydowanie wciągająca w podróż odbywaną przez autora.

  2. Książki podróżnicze Cejrowskiego uwielbiam (bo jego samego trochę mniej, chociaż szanuję), lubię bardzo Kapuścińskiego, ale literatura faktu też mi się spodobała, akurat Tochmana podczytywałam i też dało radę 🙂 W zasadzie dopiero odkrywam ten rejon literatury, bo zawsze go omijałam, jak widać ze szkodą, ale do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć 🙂

    1. dr Kohoutek – to nic, tylko zdobyć i czytać 🙂

      Blueberry – ja Cejrowskiego nic jeszcze nie czytałam, jedną mam i czeka na półce. Jako osoby generalnie, to go niezbyt lubię, a już poglądy mamy jakby inne 😉 Ale jako opowiadacza historii podróżniczych go lubię (widziałam ciut w TV). Kapuścińskiego również lubię. Tochmana na razie czytałam tylko jedną książkę, ale będzie więcej. Fajnie, że dołączyłaś do grona reportażolubnych 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s