„Wyznania księży alkoholików” Stanisław Zasada


Wydawnictwo: Znak, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 228

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

*****

Premiera 28 lipca!

Kiedyś i ja miałam wizję kapłana jako człowieka, który powinien być na piedestale i bez skazy. Życie zweryfikowało moje poglądy. Chociażby przez poznanie księdza, który ma problem z alkoholem, ale jest bardzo dobrym, fajnym i życiowym księdzem, który parafianom nie stwarza dziwnych problemów. Poznałam też osobę, która zrezygnowała ze stanu kapłańskiego, by założyć rodzinę. Przypadków było wiele, bo moja rodzina była przez lata mocno związana z Kościołem. I to pozwoliło mi na stwierdzenie, że kapłan to tylko człowiek.

I to samo można powiedzieć po przeczytaniu książki Stanisława Zasady. Autor jest dziennikarzem, absolwentem polonistyki na UMK w Toruniu. Współpracuje między innymi z „Gościem Niedzielnym”, „Tygodnikiem Powszechnym”, „Znakiem” i „W Drodze”. Gdy otrzymałam ofertę recenzji tej książki, to długo debatowałam ze współpracownikiem z wydawnictwa, nie byłam pewna tego, czy chcę to przeczytać, właśnie autor mnie odstraszał. Dlaczego? Obawiałam się „słodzenia”, udowadniania, że księża są tacy biedni, powinni mieć taryfę ulgową etc. Niestety często się zdarza, że osoby związane profesjonalnie z tematyką nie potrafią być obiektywne. Mile się rozczarowałam…

„Wyznania księży alkoholików” to kilkanaście opowieści. Księża rozmawiali z autorem, a on to zebrał w zgrabnie stworzoną całość. A historie są przejmujące. Bardzo jasno widać w nich to, że alkoholizm nie omija nikogo – może to być wikary pochodzący z biednej rodziny, aktywny i przebojowy proboszcz, a wręcz znany i szanowany biskup. Z różnych rodzin pochodzą, mają różne doświadczenia życiowe, zarówno świeckie, jak i kapłańskie, różnie zaczynają pić, ale większość z nich mówi wprost: nieważne, czy byłbym księdzem, czy nie, alkoholikiem i tak bym był. Księża czasami proszą o zmienienie imion, miejscowości także często nie są pisane wprost, widać, że mimo wszystko boją się piętna, obmowy, może odrzucenia? Bo te wyznania są szczere do bólu…

Picie wydaje mu się czymś normalnym. Wśród księży też.

– Nieraz słyszałem kolegów, którzy mówili: „Ale miałem wczoraj śrubę. Ledwo Mszę odprawiłem”.

Mówili tak, jakby się chwalili.

A i tak nie jest im łatwo – wielu z nich mówi, że skusili się na pierwsze kieliszki, bo byli samotni, nie mieli wsparcia. Większość tych historii, to opowieści o tym, że ksiądz jest sam i by poczuć, że żyje, zaczyna odwiedzać parafian, ci – żeby „godnie” go przyjąć – stawiają na stół alkohol i tak zaczyna się toczyć opowieść. Inni mówią, że zaczęli pić już w seminarium – a to imieniny księdza dziekana, a to kolęda, a to odpust. Alkohol wydaje się być wszędzie. A przełożeni często albo przymykali oko, albo wręcz krzyczeli, że wysłaliby ich do kamieniołomów, to nie mieliby czasu i siły na alkohol! A gdzie tu wsparcie?

Z tego, co pisze autor można jednak wywnioskować, że sytuacja się zmienia – coraz więcej księży przyznaje się do alkoholizmu wprost (najczęściej wtedy parafianie doceniają szczerość i pomagają wytrwać w trzeźwieniu), postawy przełożonych też się zmieniają, są ośrodki dla księży borykających się z alkoholizmem. Jednak to nie wszystkim pomoże…

Nie pomoże, bo wielu księży skarżyło się w tej książce na chłód i formalność. Na to, że księża nie utrzymują ze sobą często żadnych cieplejszych stosunków, nie przyjaźnią się, nie wspierają. A przecież dla kapłana inni kapłani powinni być rodziną! Szczególnie jeżeli nie ma już rodziców, a i rodzeństwem nie został obdarzony. Na kim może polegać, do kogo się zwrócić? Przecież nie może mieć żony i dzieci. Księża nie udzielali pomocy, nie rozmawiali szczerze, nie podsuwali pomysłów, to i skończyło się wiele historii tak, jak się skończyło.

„Może gdyby nie samotność, kapłaństwo wyglądałoby inaczej. Może księża nie piliby tyle” – myśli czasem.

– Wśród księży diecezjalnych nie ma współnoty – mówi.

W jego diecezji na wsiach proboszcz często jest sam, bez wikarego. Na plebaniach w miastach młodzi księża zamykają się w pokojach i siedzą przy komputerach.

Ryszard wiele razy czuł się samotny. Gdy był w jakiejś parafii jako rezydent, pozostali księża traktowali go jak intruza. Nawet na kawę nikt go nie zaprosił.

– Jakbym był obcy.

Całkiem sporo problemów narastało także dlatego, że księża stawiani są na piedestale, nie mogą sobie pozwolić na problemy i ludzką słabość. Trudno jest przecież być ideałem, z którym często ciężko jest rozmawiać o życiowych tematach. Bo przecież „nie wypada, to ksiądz”. Trudno jest przełamać bariery, rozbić lód. Jednakże są i dobre doświadczenia. W kilku historiach księża zdecydowali się wprost ogłosić wśród parafian, że są chorzy, są alkoholikami. O dziwo, praktycznie wszyscy przyjęli to ze zrozumieniem i pomagali księdzu, jak tylko mogli. Zdarzały się przypadki, że gdy biskup decydował, że po odwyku dany ksiądz pójdzie na nową parafię, to parafianie wnioskowali o to, by został z nimi, bo oni go znają i mogą mu pomóc, a on im. Niestety, w większości przypadków prośba ta przeszła bez echa…

Autor zebrał opowieści księży i pozostaje w cieniu. Jego rolą było słuchanie i stworzenie zgrabnej całości. Wyszło mu to świetnie. Wybrał do tej książki to, co istotne, prawdziwe, poruszające, a czasami wręcz wzruszające. Pozwala o wiele lepiej zrozumieć księży zmagających się z tą chorobą, a przez ich pryzmat i wszystkich alkoholików. Jak wiele razy podejmują próby odstawienia alkoholu i jak często są one bezskuteczne.

Na mnie ta książka zrobiła spore wrażenie. Myślę, że ma ona szansę zrobić wrażenie na większości z nas, niezależnie od stopnia religijności czy wyznania. Bo jest to spowiedź alkoholików, która pozwala nam lepiej zrozumieć ludzi dotkniętych tą chorobą. A jest ich wielu wsród nas, o dużej części w ogóle nie wiemy, bo potrafią się maskować. Do czasu jednak! Polecam!

PS. Chciałam napisać wcześniej, ale wczoraj wylądowałam na ostrym dyżurze okulistycznym :/ Wpadły mi do oka paprochy z remontu, bo jakiś kiep nie raczył posprzątać na chodniku dookoła bloku :/ Uważajcie na oczy, nie polecam wizyty w szpitalu w celu oczyszczenia oka, brrrr… Całe szczęście po oczyszczeniu, kroplach i maści dzisiaj jest już lepiej, oby tak dalej!

Reklamy

19 thoughts on “„Wyznania księży alkoholików” Stanisław Zasada

  1. Nie spodziewałam się, że książka nie będzie przesłodzona. Miałam dokładnie te same obawy co Ty, dlatego też nie brałam do recenzji. Może kiedyś jeszcze będzie okazja

  2. Masz rację ksiądz to też człowiek, a często o tym zapominamy. Przerażające jest to, jak często samotność dotyka ludzi, nie tylko kapłanów, ale w ogóle wszystkich. Wydaje mi się, że wraz z rozwojem cywilizacji jest to coraz częstsze zjawisko. Z chęcią przeczytam książkę

    1. Kasia – no właśnie, obawy miałam duże i bardzo się cieszę, że się nie spełniły. Jestem na tak 😉 A jak będziesz miała okazję, to spróbuj.

      Jussi – też mi się wydaje, że cywilizacja nas powoli zabija – coraz więcej dziwnych chorób, coraz więcej młodych zgonów, coraz więcej godzin za tv/komputerem, a coraz mniej razem. Nawet w cytacie, który podałam – młodzi księża siedzą sami przed komputerami i tyle. Zresztą tak się zaczął powrót do alkoholizmu jednego z nich: piwko do komputera, potem dwa, potem… Generalnie sama ubolewam nad sobą, że wciągnęłam się w internet tak, że udzielam się mniej niż kiedyś.

  3. Jak wcześniej pisałam, bardzo chcę przeczytać tą książkę, teraz jednak moje chęci są jeszcze większe… Częściowo obawiałam się jej, ale miałam nadzieję (zresztą jak napisałaś), że książka będzie pokazywała księży od ludzkiej strony.
    Ps. Szybkiego powrotu do zdrowia 🙂

  4. Oj na pewno nie sięgnę po tą książkę. Co prawda uważam, że księża powinni znać życie od każdej strony po to, by ich nauki czy rady miały jakieś przełożenie na realne doświadczenia, ale odstrasza mnie ukazanie alkoholizmu jako choroby. Mając do czynienia z tym nałogiem na co dzień, uważam, że w żadnym wypadku nie zasługuje on na to miano i na to, by stać się ‚obiektem’ współczucia.
    Poza tym jestem raczej przeciwniczką stanu kapłańskiego – bardziej odpowiadałby mi ktoś na kształt pastorów, niż (niestety często) obłudnej sfery. Każdy jest tylko człowiekiem, a święci zdarzają się tylko raz na milion narodzin 😉

    1. Mila – dzięki 🙂 Będę ciekawa Twojej opinii, więc jak przeczytasz, to daj znać! Mi się podobało podejście autora do tej książki.

      Nenya89 – czy ja wiem…. Ja nie mam do czynienia zbytnio z alkoholizmem, ale to co czytałam powodowało często wspołczucie, bo początki były takie niewinne, a już potem przez miesiące czy wręcz lata nie potrafili (wszyscy!) przyznać się przed samym sobą, że są alkoholikami, łudzili się, że potrafią nad tym panować. A bez zrozumienia problemu nie ma szansy na jego rozwiązanie. I to do mnie przemówiło – niewinne początki i odpowiednia psychika = problem. Zupełnie inaczej spojrzałam na tych alkoholików, których spotykam nawet na ulicach. To tak z mojej amatorszczyzny.
      A co do księży – uważam, że celibat jest zbędnym wynalazkiem, bo zubaża doświadczenia życiowe księży i czyni ich mniej wiarygodnymi dla tych pariafian, którzy się z rodzinnymi problemami borykają 😉 Jednak po przeczytaniu X różnych historii nie widzę dobrego rozwiązania – i wśród pastorów zdarzają się dziwne indywidua i szuje. Wśród zresztą każdej grupy „kapłańskiej” są takie przypadki. No, może wsród księży słyszymy o tym częściej, no ale z drugiej strony celibat i samotność nie jest zgodny z naturą człowieka :/ Gdyby to ode mnie zależało, to zaraz bym to zmieniła.
      Ależ się rozpisałam, a przecież ja osobiście nie jestem blisko z klerem 🙂 No, ale znałam ich tylu, że wierzę, że jest niektórym ciężko w takim nienaturalnym stanie, stąd moja wypowiedź 😉

      1. Postaram się 🙂 ale to może trochę potrwać, obecnie mam mały kryzys i kupowanie książek muszę odłożyć na kilka miesięcy 😦

  5. Książka raczej dla analizujących problem alkoholizmu albo interesujących się stanem kapłaństwa bardziej „naukowo”. Na pewno nie będzie należała do łatwych i przyjemnych. O ludzkiej stronie księży napisano już co nie co, nikt chyba tak dokładnie tego nie opisywał. Ja mam mieszane uczucia po tej recenzji. Wystarczyło mi „Byłem księdzem”.

    1. Hm… Ja nie należę ani do jednej, ani do drugiej grupy, a przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Dla mnie to jest raczej książka o tym, jak łatwo się zgubić i wciskać samemu sobie wymówki, nie móc spojrzeć prawdziwie na swoje życie i stan. Nie jest łatwa, ale nie jest też jakoś bardzo ciężka, jest dobrze wyważona.
      Ja nic nie czytałam na te tematy, „Byłem księdzem” też nie czytałam. Za to znam jednego takiego byłego księdza, który żyje szczęśliwie jako mąż i ojciec 🙂

  6. Zrobiła na mnie duże wrażenie. Podobnie jak i Ty, mam znajomych księży. Żaden nie jest alkoholikiem, jednak jeden z nich pracuje w ośrodku dla uzależnionych i jest współzałożycielem jednego z ośrodków wymienionych na końcu tej ksiązki, więc wiem jak się sprawy mają.
    Dobrze, że o takich sprawach przestaje się mileczeć, być może ludziom otworzą się oczy i zaczną się wzajemnie wspierać.
    Pozdrawiam:)

    1. No właśnie, bo w końcu jest to tylko człowiek. Ma może większą wiarę, ale jest tylko człowiekiem, a nie półbogiem czy jakimś świętym z pomnika. Warto o tym pamiętać.
      Pozdrawiam!

  7. Agnieszka to nie jest nienaturalny stan! Oni tak wybierają. Tak samo, jak ktoś wybiera bycie lekarzem – czy stanem nienaturalnym będzie rozłąka z rodziną, dłuższa niż u pracownika biurowego (nocne dyżury, niejednokrotnie całe weekendy, brak wspólnych świąt itp.). Albo czy współczuć nauczycielom, bo mają nerwową pracę? Oni tak wybrali! A w przypadku księży dochodzi jeszcze powołanie i właśnie tu zaczyna się problem. Bo jeśli ktoś traktuje seminarium jako rodzaj ucieczki, wyjścia awaryjnego od problemów, to faktycznie będzie miał problem, ale jeśli czuje w sobie powołanie, to alkohol, który i owszem zgadzam się może stanowić źródło problemu nie przerodzi się u niego w alkoholizm (przecież nikt nie zabrania księdzu wypić kieliszek wódeczki czy lampki wina). Księża to silni duchowo ludzie, i nie powinni dopuszczać aby picie alkoholu przerodziło się w alkoholizm. Przecież powinni być silni w poprawie, w zwyciężaniu słabości i grzechów. To oni są dla nas i dla naszych dzieci (!!!) przykładem. Wszystko wszystkim, ksiądz to człowiek ale nie zapominajmy, że człowiek wyjątkowo silnej wiary, a wiara kościoła katolickiego jest taka, że grzechy i słabości należy pokonywać. Samotność … cóż, każdy z nas może mieć problem ze zwierzeniem się z poważnych, dręczących nas problemów, ale od tego – dla osoby wierzącej oczywiście, a zakładam, ze taką jest ksiądz – są konfesjonały (nie koniecznie te w jego parafii). Ja nie neguję tej książki, ani Twojej opinii, nie odrzucam wszystkich pijących księży, ale czy nie popadamy w jakąś paranoję? Za chwilę księża zaczną płodzić nagminnie dzieci i też wytłumaczą to sobie tęsknotą za rodziną. To jest dokładnie to samo, co czyni każdy z nas – słabej wiary, słabych duchem – dopasowywanie sobie przykazań i zasad jakimi rządzi się nasza wiara do własnych potrzeb. Nie lubię serów – będę jadła mięso również w piątki, czuję się samotny – będę pił,… przykłady można mnożyć, ale to blog też dla nieletnich, wiec niektóre z nich przemilczę ;/ Tak się nie da, choć można też zrozumieć, ale ja nie chcę aby słabi ludzie kazali mi na mszach być silną, aby słabi ludzie wytykali moje grzechy i przede wszystkim aby słabi ludzie uczyli moje dzieci.

    P.S. czy ktoś zdaje sobie sprawę, jaki grzech popełnił ksiądz, który „na kacu” odprawiał mszę, i przyjmował komunię!!!!??? Dlaczego dopuścił do takiego stanu i do takiej sytuacji? Dlaczego nie przerwał tego wcześniej?
    Agnieszka to, co napisałaś „nie móc spojrzeć prawdziwie na swoje życie i stan” nie powinno dotyczyć księży, a przynajmniej nie powinno na dłuższym odcinku czasu.
    My też mieliśmy kiedyś fantastycznego księdza, którego uwielbiały wszystkie dzieci, który wydawał się księdzem z powołania, jednak natura jego dążyła do czegoś zupełnie odmiennego. Miał jednak w sobie tyle odwagi i siły i … tyle wiary, że przyznał się do swojego wyskoku i wystąpił z zakonu!!! (bo był zakonnikiem!!!). Nikt jemu niczego nie zarzucał, wszyscy cieszyli się jego szczęściem i szczęściem jego rodziny, bo postąpił uczciwie. Wezwała jego natura, ale wiara nie pozwoliła jemu oszukiwać Boga i wiernych!

    To, co piszesz o wspieraniu i Scathach także- nie mogę się z tym zgodzić do końca – ok., jestem w stanie zrozumieć udzielenie pomocy księdzu kiedy tylko zauważy u siebie problemy z alkoholem, ale nie mogę pojąć księdza, który „na kacu” odprawia mszę, przeciąga ten stan maksymalnie, jakby chciał nasycić się tym piciem, jakby liczył na cud ;/

    Poza tym, albo przede wszystkim nie mi sądzić, więc wszystkie powyższe słowa nie mają znaczenia. To nie ja, ani my razem osądzimy tych, którzy zawinili.

    1. Widzisz, tu się różnimy. Ja widzę w nich tylko ludzi, takich samych, jak ja, nie widzę w nich pomnikowych wzorców. Bo to tylko ludzie, może w większości z większą wiarą, ale to było w książce jasne, ta wiara nie uchroniła ich od błędów i pomyłek, tak jak nie uchroniła ich od wpadnięcia w alkoholizm. Bo to były ICH wybory, które z wiarą wiele wspólnego nie mają. I tak się właśnie zaczynało, jak Ty piszesz – kieliszek, piwko, za jakiś czas dwa, potem pięć, etc. Z alkoholizmem reguły są dla wszystkich takie same.
      Co do wybierania, to owszem, wybierali. Tak, jak ja wybrałam studia, których dzisiaj żałuję i nie użyłam do niczego 😉 A już na poważnie: wybierali, ale czy myślisz, że większość z nich liczyła się z tym, że będą aż tak samotni? Szczerze wątpię.
      A ksiądz na kacu odprawiający mszę, jest takim samym człowiekiem, jak lekarz na kacu operujący serce. A nawet skutki mogą być mniejsze 😉
      Ja nikogo zresztą nie staram się bronić, tylko opisuję, jak to widzę. Szczerze pisząc, to nie zazdrościłam ani trochę osobom opisanym w książce, bo nic ich nie uchroniło od takiego lub innego zakończenia (które są zresztą różne u różnych księży).
      No właśnie, nie nam sądzić innych, niezależnie od tego, czy są księżmi, czy nie.

      1. Nie, nie sztuczne twory, ale ludzie z powołaniem. I w sumie nie tyle nam szkodzą, ile sobie i Bogu.
        Tak Aga ksiądz to też człowiek, i tak lekarz też bywa na kacu ale lekarz nie mówi mi, jak mam postępować aby było zgodnie z wiarą, a ksiądz tak 🙂
        I nie chodzi mi tu o sam fakt alkoholizmu, ale o to, że za późno zaczynają go zauważać (za późno, jak na ludzi prawych).
        Dla jasności – ani ksiądz, ani lekarz ani nikt inny nie powinien pracować na kacu (a w przypadku księdza to nie praca akurat) a Twoje zdanie na temat książki i problemu, jaki omawia szanuję:)

        1. Tylko jedno i króciutko (uciekam kończyć czytanie książki) – jako, że to człowiek, to miewa takie same złudzenia, jak i inni ludzie. Każdy alkoholik myśli na początku alkoholizmu, że „przecież ja mogę w każdej chwili przestać”, „mogę wypić tylko 1 piwo w tygodniu i to wszystko” etc. A, jak w końcu się obudzą, to dzieje się to najczęściej dlatego, że ktoś to zauważył i zareagował (np. tutaj ludzie zaczynali plotkować, pisać donosy, inni księża reagowali etc.).
          Wydaje mi się, że to się łatwo mówi, że powinni zareagować wcześnie i przestać, a gorzej wykonuje. No, ale to moje gdybanie 🙂
          A teraz lecę czytać!

    2. Trafiłam tutaj przypadkiem, ale mam nadzieję, że mogę się wtrącić 😉 Zgadzam się po części z tym, co piszesz. Od księdza „wymaga się” tego, żeby przezwyciężał swoją słabość. Zresztą dotyczy to nie tylko osób duchownych, nawet można twierdzić, że „zwykli wierni” odczuwają tę presję jeszcze silniej, gdy ksiądz „grzmi z ambony”… Dlatego rozumiem Twoje zdanie: „nie chcę aby słabi ludzie kazali mi na mszach być silną, aby słabi ludzie wytykali moje grzechy i przede wszystkim aby słabi ludzie uczyli moje dzieci”. Też podobnie kiedyś myślałam, ale teraz w pewnym sensie wydaje mi się „pocieszające” to, że „ksiądz to też człowiek”, nie wolny od grzechu i słabości (taki ksiądz być może jeszcze lepiej potrafi zrozumieć zwykłego grzesznika, i jak dla mnie: łatwiej zwrócić się do kogoś z ‚podobnymi’ doświadczeniami, niż do posągowego ideału). Naprawdę duchowny nie musi być, moim zdaniem, świętym za życia.
      Niemniej jednak ważne jest, żeby starać się pokonywać słabość, aby ustawicznie nie tkwić w grzechu, zakłamaniu, obłudzie itd. (no, niewyobrażalne jest dla mnie odprawianie mszy „po pijaku”) – tego od księży oczekuję.
      Nie chciałam tu szukać usprawiedliwień na siłę dla różnych dewiacji (co to to nie!)… ot, takie refleksje nawet nie okołoksiążkowe (proszę o wyrozumiałość ;-).

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s