Me, myself and I


Prawie miesiąc upłynął od momentu, w którym Zacofany w lekturze zaprosił mnie do udziału w pewnej zabawie. Jako, że jestem – tak, jak Zacofany – łańcuszkofobem, to pewnie niezbyt chętnie zabrałabym się za opracowywanie odpowiedzi, ale zaproszenia od Chrześniaka odmówić nie można 😉 Mam się z Wami podzielić ciekawostkami na mój temat. Spróbujmy!

1. Jako pięciolatka prawie utonęłam, gdy zapragnęłam późną jesienią sprawdzić, czy dwumilimetrowej grubości lód na stawie zdoła wytrzymać mój ciężar. To, że żyję zawdzięczam mojemu ukochanemu dziadkowi oraz modzie na rękawiczki „na sznurku”. Dziadek zdołał chwycić rękawiczkę, sznurek wytrzymał sekundę czy dwie, co pozwoliło mu chwycić mnie za kurtkę. A potem biegiem ze mną na rękach do domu, żebym przypadkiem zapalenia płuc nie dostała. I jak tu nie uwielbiać takiego dziadka? Był on moim ukochanym przedstawicielem tej generacji mojej rodziny 😉

2. Całe życie (z kilkumiesięczną przerwą) mieszkam na wsi i bardzo to sobie chwalę. Nie są mi potrzebne do życia dyskoteki, kluby, galerie itp. miejsca, więc nie czuję braków. Tym bardziej, że od 11 lat mieszkam w dużej wsi, z której mam bardzo dobre połączenia do dużego miasta i mogę korzystać z osiągnięć cywilizacji, kiedy mam na to ochotę. Uwielbiam wieś za spokój, zieleń dookoła, naturę na wyciągnięcie ręki, śpiewające ptaki, ogródek z pysznymi warzywami i owocami, to, że ludzie sobie potrafią pomagać. Jeżeli tylko będę mogła, to chcę mieszkać na wsi całe życie.

3. Jak znany niektórym Palbo ja również jestem magistrem europeistyki 😉 W odróżnieniu od niego moja praca magisterska dotyczyła rozwoju dużych miast Polski po wejściu do Unii Europejskiej. Jako, że było to krótko przed akcesją, to praca miała cechy wizjonerskiej 😉

4. Oficjalnie stwierdzam, że jestem uzależniona od internetu oraz słodyczy. Nie jest mi z tym jakoś bardzo źle 😉 No, czasami napada mnie opcja „muszę się poodchudzać”, ale żyje krótko 😉 Latem natomiast mogłabym żyć na lodach, truskawkach, czereśniach, malinach, dojrzałym agreście, morelach, brzoskiniach, pomidorach, papryce etc. Uwielbiam praktycznie wszystkie warzywa i owoce, z małymi wyjątkami.

5. Jak już jesteśmy przy jedzeniu – bardzo lubię dobre potrawy. Nie cierpię tłuszczu, szczególnie tego białego, obwisłego, wstrętnego czegoś. Wystarczy sam zapach smalcu, bym się niedobrze poczuła. Uwielbiam potrawy z dużą ilością warzyw. Uwielbiam curry!

6. Od 2005 roku zajmuje się mocno nietypową pracą – prowadzę szkolenia dla młodzieży. Głównie w ramach programu Młodzież w działaniu. Rzadko kiedy tłumaczę, co robię, bo jak zaczynam mówić o prowadzeniu szkoleń na tematy takie, jak: aktywne obywatelstwo młodzieży i udział w życiu publicznym, prawa człowieka, zróżnicowanie kulturowe, to 99% słuchaczy robi wielkie oczy ze znakiem zapytania na środku i zmienia temat 😛 Piszę też aplikacje o granty, w ramach których takie szkolenia są robione. Bardzo lubię to, co robię, jednak jest to praca bardzo niestabilna, więc rozmyślam nad zmianą specjalizacji.

7. Straszliwie boję się śmierci, jest to lęk dziki, nieujarzmiony, wręcz niewyobrażalny. Reaguję paniką na myśl o śmierci własnej i najbliższych. Generalnie w części życiowych spraw jestem tchórzem i panikarą, a w części odważną babeczką. Dziwna kombinacja.

8. Założyłam ten blog prawie 2 lata temu, a zainspirowała mnie do tego Kalio, za co cześć jej i chwała 🙂 Od tej pory sama zainspirowałam ponoć kilka osób do tego samego. Uwielbiam mój blog, traktuję to jak wirtualne „dziecko”, dbam o niego, chucham i dmucham 😉

9. Uwielbiam robić zdjęcia. Mało rzeczy sprawia mi taką radość, jak dobrze uchwycony kadr, przejmujące złapanie chwili. Chciałabym móc podróżować i robić zdjęcia.

10. O tym pewnie część osób wie, ale może znajdzie się kilkoro nowych czytelników: w ubiegłym roku przez 8 miesięcy byłam w Macedonii w ramach tzw. Wolontariatu Europejskiego. Pracowałam w stowarzyszeniu zajmującym się młodzieżą. Była to dla mnie cenna lekcja o sobie samej i o życiu w ogóle. A od wyjazdu mam nową misję: promować Macedonię i całe Bałkany, to przepiękny region, mało jeszcze zniszczony cywilizacją (bo biedny i ich nie stać ;p), z przepysznym jedzeniem, widokami jak z bajki, ludźmi lubiącymi obcokrajowców.

11. Jestem niezmiernie leniwą osobą, która jednak jak ma napady aktywności, to potrafi zrobić 150 rzeczy, które inni będa robili przez 3 tygodnie 😉 Nie miałabym jednak nic przeciwko bogatemu mężowi, dzięki któremu ja mogłabym być kurą domową, ewentualnie leżeć, pachnieć i czytać książki 😉 Po tylu latach pracy „bezszefowej”, gdy pomyślę teraz o pracy w biurze, to mi trochę słabo. No, ale to mnie docelowo czeka.

12. Uwielbiam lotniska! Kocham latać (mimo tego, że gdzieś tam w zakamarku czai się strach), strasznie lubię moment startu. Bardzo lubię też pociągi. A na ostatnim miejscu są autobusy – ciasne, klaustrofobiczne, nie można się wyprostować, unikam jak mogę.

13. Jak już pisałam – dzięki mojej pracy mam okazję podróżować. W trakcie ostatnich 8 lat zdołałam odwiedzić 24 kraje, z czego 22 europejskie i 2 w turystycznej części Afryki. Uwielbiam podróżować, być w nowych miejscach, niespiesznie i bez planu kręcić się po okolicy, poznawać nowych ludzi, smaki, zapachy, języki. W wielu krajach byłam więcej niż raz. Podróżowanie sprawia mi chyba najwięcej frajdy, zaraz po czytaniu. Chciałabym odwiedzić jak najwięcej miejsc, świat jest taki piękny.

Visited Countries

14. Praktycznie co miesiąc jeżdżę na nasze regionalne spotkania biblionetkowe. Portal Biblionetka dał mi tak wiele, że trudno zliczyć 🙂 Świetne książki, ciekawe rezencje, cudownych znajomych, godziny przegadane o książkach, pożyczki książkowe, różnorakie wsparcie. Uwielbiam nasze spotkania, dają mi masę pozytywnej energii. I za to pozostanę na wieki wierna Biblionetce 🙂

To byłyby na tyle, strasznie się rozgadałam. Do zabawy zapraszam – jeśli macie ochotę – Kalio, Izusr, Wykredowaną i Hiliko. Nie pamiętam, czy brałyście już udział, czy nie, dacie mi znać jakby co 😉

Reklamy

19 thoughts on “Me, myself and I

  1. Aga – Ty mi to zrobiłaś!!! A już myślałam, że jakoś uniknę tych durnowatych łancuszków-sraluszków. Mam taką samą łancuszkofobię, jak Ty i ZWL.
    A tak pomijając moje gderanie na niby, bo przecież wiadomo, że coś tam kiedyś napiszę, żeby nie psuć zabawy, chociaż wszyscy już dookoła się bawili, więc nawet jeśli nic nie napiszę, to wielkiej biedy nie będzie, bo wszyscy chyba już wszystko wiedzą, żadna ze mnie tajemnicza osoba;)
    Więc (wzięłam oddech i jeszcze raz) – pomijając moje gderanie – a skąd ja mam wziąć pytania? Co to jest za 10 punktów, które Ty tu wysmażyłaś?

    To teraz odniosę się do tego, co napisałaś – niczego Ci w życiu nie zazdroszczę oprócz tego mieszkania na wsi. Napiszę o mojej wsi potem, ale nawet te podróże, chociaż ciekawe, nie są tak przyjemne jak ta Twoja wieś:)
    Gdybym miała kasę na dom, to stałby na skraju jakiejś zapadłej wiochy:)

    1. Ha, no jak mogłam, mogłam bom ciekawa Ciebie jeszcze bardziej, a pomyślałam, że jak wybitnie nie będziesz miała ochoty, to nic nie napiszesz, ja się nie obrażę :>
      Co do pytań – do mnie dotarło to w wersji takiej: zabawa ma polegać na podzieleniu się kilkoma (lub więcej ;)) ciekawostkami na Twój temat. Szczególnie mile widziane rzeczy, których jeszcze o Tobie nie wiemy 🙂 No, ale o poziomie prywatności ciekawostek decydujesz oczywiście Ty.

      Witaj w klubie 🙂 Uważam, że żadne życie nie jest przyjemniejsze od tego na wsi. Jak chcę cywilizacji, to jadę do B. lub do Paryża 😉 Ale do życia wieś jest lepsza, przyjemniejsza, bezpieczniejsza, bardziej ludzka.

  2. Ha! Też jestem absolwentką Europeistyki, ale tylko w zakresie licencjatu. Magisterka za pół roku z Global Studies:) I też całe życie mieszkałam na wsi, do momentu gdy w 2008 roku wyjchałam do Danii. I teraz mieszkam w małym mieście, co przeraziło moją niemiecką koleżankę ze studiów:P Bo jak można nie mieszkać w Kopenhadze tylko gdzieś gdzie według niej nie ma życia?! Hehe, a ja tak jak ty do szczęścia potrzebuję spokoju, którego na próżno szukać w wielkim mieście – ciągle tęsknię za życiem w mojej podkarpackiej, podrzeszoweskiej wsi (która od początku 2011 roku jest już Rzeszowem, ale zawsze)… O i lenistwo… nie powinnam nawet o tym wspominać:D Pozdrawiam!

    1. Witam koleżankę 😀 No widzisz, za moich czasów 😉 jeszcze nie było takich fikuśnych specjalizacji, jak teraz. Teraz to bym w ogóle na inne studia poszła :>
      Hehehehe… Zawsze mam ubaw z tych osób, które myślą, że na wsi i w małych miasteczkach życia nie ma 😉 No, ale co będę im tłumaczyć, że jest inaczej, jeżeli i tak tego nie pojmą? A Tobie życzę miłego życia w Twojej mieścinie 🙂 Pozdrawiam!

  3. Ja też zazdroszczę Ci tej wsi. Od zawsze mieszkam w wielkim mieście i choć je bardzo lubię to nie mogę się doczekać, kiedy zamieszkam na wsi. Niestety czarno to widzę w perspektywie, być może na emeryturze mi się uda, tyle, że wtedy może nie będzie mi się już chciało. A tak na poważnie to ogromnie brakuje mi zielonej trawy, przestrzeni i odgłosów wsi. Marzy mi się jednak wieś cywilizowana, to ma być przyjemność a nie harówa. Jako dziecko jednak jeździłam w takie miejsce, gdzie był tylko prąd, ale brak było kanalizacji, drogi, sklepu, kościoła, etc. Głusza w lesie, z prawdziwym gospodarstwem. Po wodę jeździliśmy beczkowozem do rzeki. Bardzo żałuję, że moje dzieci już tego nie przeżyją.

  4. O choroba.. I co ja teraz zrobię? No cóż, dzięki za wywołanie :p Podobnie jak Kalio – myślałam, że uniknę pisania o sobie, haa.
    Również uwielbiam podróżować. To niesamowite, ile krajów zwiedziłaś. Nic tylko zazdrościć ! 😉 Punkt siódmy – jakbym słyszała siebie. Uważam, że taki paniczny strach przed śmiercią jest wadą, chociaż..
    No nic, idę pisać o sobie (a może zrobię to jutro?). Pozdrawiam! 🙂

  5. Zazdroszczę mieszkania na wsi – ja męczę się ogromnie w bloku…
    Co do podróży to również dla mnie prawie nieosiągalne, a świat jest taki piękny, jak napisałaś. Mój strach przed śmiercią również jest ogromny, swojej czy kogoś z rodziny – mam z tym podobnie.
    Pozdrawiam.

  6. Też jako dziecko omal utonęłam i to nawet dwukrotnie. Raz w morzu – podczas robienia zdjęcia przy falochronie wpadłam w wir, na szczęście mama mnie trzymała wtedy za rękę i jakoś udało jej się mnie wyciągnąć. Drugi raz podczas wypoczynku w Zawoi – byłam z mamą na zielonej szkole z jej klasą i poślizgnęłam się na brzegu rzeki, a że miałam puchową kurtkę to utrzymałam się na powierzchni, aż ktoś mnie nie wyciągnął 🙂

    Ja akurat mieszkam w mieście, ale być może niedługo przeprowadzę się gdzieś bardziej pod Kraków. I już nie mogę się doczekać – cisza, spokój, z dala od hałasu i zgiełku 🙂

    Oczywiście słodycze i internet to także moje nałogi (oprócz książek), ale już latania się nieco boję i wolę podróżować „naziemnie”, chociaż nie przeszkadza mi to co roku lecieć na wakacje, gdzieś daleko (z tego co na szybko policzyłam odwiedziłam 20 krajów świata, a niektóre nawet kilkakrotnie 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  7. Zazdroszczę wsi, od urdzenia mieszkałam w domku w mieście, więc było ok, ale po przeprowadzc do Krakowa mieszkam w bloku i męczę się wyjątkowo, to jak klatka. Wieś to przestrzeń, świeże powietrze, bliskość natury itd. itp. długo mozna by mnożyć. Masz ciekawą pracę 🙂 Moim marzeniem są podróże. MIło poznac Cie bliżej 🙂

  8. Mnie też dopada czasem opcja „muszę schudnąć”, każdego roku, gdy zaczyna się robić cieplej obiecuję sobie, że zacznę w końcu biegać, ale co poradzę, że jakoś mi nie wychodzi? 😉
    Curry też uwielbiam, o czym zresztą jeszcze wczoraj mówiłam 😉 Zdjęcia lubię robić, tyle, że raczej ludziom niż naturze. Nie używam supereloczikijoł dobrego aparatu. Nie, to zwykła, najzwyklejsza, jedna z tańszych cyfrówek, ale biorę ją ze sobą niemal wszędzie – domówka, grill, wyjazd za miasto, wyjście na miasto. I jednak zawsze mi szkoda po powrocie z wakacji, że wszyscy mają mnóstwo zdjęć, a ja jestem na zaledwie kilku 😉
    A spotkań biblionetkowych się boję, po prostu. Nie raz i nie dwa myślałam już nad tym czy by nie pójść, nie zobaczyć jak tam jest, ale to mi się zawsze kojarzy z taką elitą, grupą zamkniętą, do której nie ma dla mnie wstępu. I wiem, że to głupie przeczucie, ale tak mam. Choć mam nadzieję, że może w sierpniu się jednak przełamię 😉

    1. Ja o odchudzaniu – gdy miałam trzydzieści kilka lat, napadło mnie to głupie odchudzanie i się odchudziłam. Byłam głupia, chuda i nieszczęśliwa. Wiecznie zła, bo głodna. Teraz przytyłam tyle, ze ludzie często pytają, czy jestem w ciąży. Nie jestem. Jestem zadowoloną z siebie kobietą przy kości. Nie bójmy się tego słowa – w porównaniu do siebie sprzed 6 lat jestem gruba. A moja córka Iza mówi tak – jeśli mam być chuda albo szczęśliwa, to wolę być szczęśliwa. Skąd tyle mądrości w mojej prywatnej nastolatce? I tego się trzymamy. Dziewczyny, na Boga, nie odchudzajcie się!

  9. Teraz muszę pomyśleć nad swoimi „tajemnicami” 🙂 zabieram się do roboty.
    Cóż, zazdroszczę najbardziej tych podróży, bo mnie zawsze ogranicza niestety sytuacja finansowa. Ale kiedyś na pewno to się zmieni 🙂

  10. Ta zabawa. Odpowiada się na konkretne pytania czy się pisze co się chce o sobie? Co prawda za krótko mam bloga i czuję, że to jeszcze nie czas, żeby pisać o sobie dużo, ale jestem ciekawa czy zabawa ma jakieś reguły?
    A ja wiedziałam, że byłaś w Macedonii. 🙂

  11. Witaj:)
    U mnie też jakoś minie za chwilę miesiąc odkąd zostałam zaproszona do zabawy i to przez 2 osoby niemalże jednocześnie. Zbieram się, zbieram i nie mogę się zebrać. Ale to chyba nieładnie tak nie odpowiedzieć? Zazdroszczę bardzo tych licznych podróży, ehhh jak bardzo! Wsi nie zazdroszczę, bo ja miejska jestem do cna. Co do prowadzenia warsztatów, to wprawdzie tematyka troszkę inna to swego czasu też prowadziłam warsztaty z młodzieżą i dzieciakami (asertywność, uzależnienia, tolerancja itp) w ramach pracy i jako dodatek. Teraz od prawie 2 lat już tego nie robię, bo jakby wyszłam z zawodu, ale tylko we własnej działalności upatruje dla siebie szansę na powrót do zawodu, inaczej zakałapućkam się w jakimś sklepie, albo pozostanę w stanie bezrobocia na dłużej. A już nie chcę! Tylko nie wiem jak mam ugryźć temat (zwłaszcza, że ja się słabo nadaję na bycie sterem i okrętem) ehh. Pozdrawiam ciepło:)

  12. Hehe, ależ my jesteśmy do siebie podobni;) Europeistyka to w ogóle był wizjonerski kierunek:P
    Wiesz jakie jest moje ulubione miejsce na czytanie? Terminal na lotnisku! Jak jest opóźnienie, to Paweł siedzi z rogalem na twarzy i pochłania kolejne książki:D
    Awersja do busów, to chyba sprawa normalna. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł pałać miłością do tego środka transportu…

  13. Ja tam się cieszę, że na razie nikt nie okazał na mnie palcem. Tajemnic rodzinnych wywlekać wprawdzie nie zamierzam, ale a nuż moje pozaksiążkowe zainteresowania okazałyby się kontrowersyjne?

    Claudette zainspirowała mnie do policzenia odwiedzonych krajów. Wydawało mi się, że nigdzie nei byłam, a tu proszę bardzo – też powyżej 20-stu (do podkręcenia tej liczby nieco przyczyniły sie Bałkany).

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s