„Świadek” Ilja Mitrofanow


Wydawnictwo: Claroscuro, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 158

Moja ocena: 5,5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Mała miejscowość na środku niczego – Kotłowina nad Dunajem. Tu rzeka, z drugiej strony tereny podmokłe, miedzy nimi skupisko domów. W jednym z nich mieszka Fiodor Pietrowicz Pokora, fryzjer, golarz. Człowiek prosty, roztropny, obdarzony darem obserwacji i honorem. I to właśnie on relacjonować nam będzie wielkie zdarzenie życia z ideologią.

Fiodora poznajemy w momencie, kiedy do Kotłowiny przyjeżdża pierwszy naczalnik, który oznajmia wszystkim, że od teraz są pod troskliwą opieką Mateczki Rosiji, a właściwie ZSRR. Od tej chwili nastaną nowe porządki…

Mieszkańcy podchodzą do tego sceptycznie, obserwują z daleka, pomrukują pod nosem. Nowy naczelnik miasta – Paweł Pietrowicz jest wielkim zwolennikiem systemu, ciągle wprowadza zmiany, chce zadowolić władze jak tylko się da, nie patrząc na dobro mieszkańców.

To wszystko przechodzi bez większego echa aż do momentu, w którym do Kotłowiny i okolic niepostrzeżenie wkrada się głód. Na początku prawie niezauważalnie, nagle wybucha. Ludzie zaczynają wysprzedawać wszystko, co się da, żebrać o kawałek chleba, oszukiwać, kraść, zjadać trawę i korę. Powoli zaczynają umierać chorzy, słabi, dzieci. Zima jest ciężka, szanse na przeżycie daje tylko transport chleba przysłany przez władze. Czekają na niego długo, a gdy wreszcie się zjawia staje się pretekstem do porzucenia człowieczeństwa, walki o życie, tragedii całego miasteczka.

Fiodor, wraz ze swoją rodziną oczywiście cierpi tak samo, jak reszta mieszkańców. Jednak duma i honor nie pozwalają mu kraść, żebrać, więc – jak to on mówi – zjada wodę z Dunaju i popija wodą. Wszystko oddaje dzieciom. Jednak i to nie uchroni go od tragedii…

„Świadek” to książeczka skromna objętościowo, lecz tak pełna treści, jak rzadko która. Opowieść na początku zabawna, lekka, wręcz jakby naiwna satyra na system, niespostrzeżenie zamienia się w opowieść gorzką, pełną cierpienia, bólu, opowiadającą o tragediach.

Dodatkowa wartość tej książki to fakt, że opowiada o miejscu, które już nie istnieje. Kotłowina leży w Besarabii,  krainie historycznej położonej we Wschodniej Europie, między Dniestrem a Prutem, będącą obecnie częścią Mołdawii i Ukrainy. Krainie, w której ludziom żyło się może nie najłatwiej, jednak kochali swoją małą ojczyznę, która nagle została im odebrana przez Związek Radziecki. A na dodatek władze plądrują ją i zużywają wszystko, co tylko jest możliwe, nie myśląc o jej mieszkańcach.

„Świadek” to opowieść o tragediach osobistych, społeczności, całego regionu. O zderzeniu wielkiego mołocha radzieckiego z małym regionem i jego mieszkańcami. Jednak nie jest to lektura, którą czytałoby się bardzo ciężko (przynajmniej przez większość czasu). Styl, jakim operuje autor jest lekki, ale oddający ciężar wydarzeń. Do tego język! Język barwny, pełen wtrętów z języków, które mieszały się w Besarabii – ukraińskiego, mołdawskiego, rumuńskiego, żydowskiego, rosyjskiego…  Początkowo, gdy czytamy o zderzeniu rzeczywistości z napuszonymi zasadami, które nowe władze próbują wprowadzac, to czujemy się jak w powieści absurdu. Jednakże w międzyczasie ton się zmienia, przemyślenia i nastrój również.

Ilja Mitrofanow stworzył książkę, którą zdecydowanie warto poznać, warto chociażby ze względu na zwykłe ludzkie poznanie świata, w którym jeszcze wzlędnie niedawno żyły tysiące, miliony osób. Świata trudnego, często wręcz przerażającego.

Muszę też wspomnieć kilka słów o wydaniu: okładka imitująca stary, poplamiony zeszt, a w środku piękna „odręczna” czcionka, tekst prowadzony wzdłuż linijek, jak w prawdziwym zeszycie. Świetna robota! Możecie zerknąć na zdjęcia u Clevery.

Polecam każdemu!

Reklamy

9 thoughts on “„Świadek” Ilja Mitrofanow

  1. Wydanie rzeczywiście przepiękne, aż się chce mieć taką książkę na półce. Na pewno przeczytam, bo mało czytałam o „rządach” ZSRR, a chyba warto zgłębić temat. Recenzja tym bardziej zachęca do sięgnięcia po książkę 🙂

  2. Nie słyszałam nigdy o tej książce, lecz rzeczywiście posiada swoistą oryginalność, więc jak gdzieś spotkam to się pokuszę na nią.

    1. Blueberry – o tak, świetne wydanie. Ja planuję książkę zatrzymać i nie oddać, ze względu na treść i właśnie wydanie 🙂 A po książkę faktycznie warto sięgnąć (mogę pożyczyć :D).

      Cyrysia – to jest książka z serii „lektura niezbyt rozrywkowa, ale wartościowa”, moim zdaniem warto znać.

  3. Z Twojego opisu wynika, że podjęty przez autora temat jest trudny i bolesny. Chociaż czasami bardziej lub mniej nieświadomie uciekam od takich tematów, jednak tę książkę chyba warto przeczytać. A wydanie rzeczywiście bardzo oryginalne. Początkowo myślałam, że to jakaś stara książka.

    1. Pandorcia – bardzo dobrze obrazuje najpierw absurdy czasów ZSRR, a potem czytanie zaczyna „boleć”, druga połowa książki to mocna lektura.

      Balbina – jest trudny i bolesny. Ale książka jest napisana w taki sposób, że przykuwa uwagę, przekazuje go częściowo niby lekko, potem już bardziej boleśnie. Warto przeczytać. Tak, wydanie unikatowe 😀

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s