„No cóż, za moich czasów…” Klara Feher


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 1974

Oprawa: miękka

Liczba stron: 221

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Dawno nie czytałam książki takiej, jak ta? Dlaczego?

Jest to naprawdę przesympatyczna opowiaść o prawie szesnastoletniej Kati, która bez przerwy ma problemy z czystą bielizną, sprzątaniem, dwiema siostrami, pieniędzmi i życiem w ogóle. Historia pierwszego zakochania, walki o najlepsze stopnie i stypendium, które pozwoli jej uczyć się dalej, o to, by zawsze zdążyć przekazać atlas czy ekierkę jednej z sióstr.

Bo rodzina Kati jest biedna, a nawet bardzo biedna. Trzy siostry mają więc jedną ekierkę, jeden atlas itd., muszą się nimi dzielić, więc prawie każda lekcja, to ekwilibrystyka godna mistrzyń. Zmiana planu to katastrofa na cały semestr. Jednak dziewczęta dają radę, a i wśród nauczycieli znajdzie się życzliwa dusza.

Oprócz przeżyć szkolnych Kati wpada także w sidła pierwszego zakochania! Nagle spotyka studenta – Feriego, który okazuje się byc nią zainteresowany. Dziewczynie on także się podoba, więc na przeszkodzie nie stoi nic… oprócz norm społecznych. Kati kombinuje więc jak może, by tylko zyskać czas na spotkania z ukochanym. Pomagają jej w tym koleżanki oraz siostry. Młodzi chodzą na spacery, na „koncerty”, a raz nawet wybierają się do cukierni, co kończy się dla nich niespodzianką. Młodzi rozkwitają dzięki swym uczuciom, jednak na kontynuację ich związku pada cień…

Cień, który bierze się z tego, co autorka umieściła w tle powieści – II wojna światowa i polityka. A to ojciec nie może znaleźć pracy z powodów politycznych, a to koleżanka ze względu na pochodzenie musi opuścić szkołę, nagle musi odejść ulubiona nauczycielka. To wszystko jest wielkim sprawdzianem dla młodej dziewczyny i jej koleżanek – jak się zachowają, co zrobią?

„No cóż, za moich czasów” to książka która bardzo umiejętnie łączy lekkość podlotków, żart i psikusy koleżanek oraz dojrzewanie i rozumienie trudnych tematów i zdarzeń. Rzeczywistość widzimy głównie oczyma Kati, jednakże i postaci drugoplanowe odgrywają często ważną rolę.

Książkę przeczytałam z przyjemnością i zaczęłam się zastanawiać – dlaczego odeszliśmy od tego typu literatury? Dlaczego teraz 95% powieści dla młodzieży to wampiry i inne anioły uwodzące nastolatki, które na ich widok miękną w kolanach i wręcz się ślinią? Dlaczego literatura dla młodzieży tak rzadko łączy rozrywkę i trudne tematy? A może ja mam tylko złe doświadczenia? Jeżeli tak, to co polecacie?

Advertisements

21 thoughts on “„No cóż, za moich czasów…” Klara Feher

  1. Ej, a Moccia wydany przez Muzę rok temu? Jego książki łączą te tematy właśnie. Nie ma słowa o wampirach! I jeszcze czytałam Układankę (autora nie pamiętam) też nakładem Naszej Księgarni. Tam też nie ma słowa o wampirach:)
    Są, są takie książki, tylko promuje się to, co modne, dlatego te inne giną w tłumie.

  2. I kolejna książka, którą muszę dodać do listy ‚chcę przeczytać’. A co do literatury dla młodzieży to zgadzam się z Kalio – można znaleźć pozycje bez wampirów, ale nie są modne, więc nikt im nie poświęca tyle czasu.

    1. Kalio – o widzisz, ja nie szukam bardzo intensywnie dookoła, więc i nie znam wszystkiego. Z chęcią sięgnę po obydwie książki, sprawdzę w bibliotece, wrzucę do schowka bibliotecznego i jak będę w końcu miała czas, to przeczytam. W każdym bądź razie dzięki za propozycje 🙂

      Blueberry – można, pewnie, że można, tylko ja na nie nie trafiam i dlatego postanowiłam zapytać o sugestie 🙂

  3. Powiedzcie Zsofice i Bal maskowy Magdy Szabo, o tej pierwszej pisała Anna z przeczytałąm książkę własnie.
    Tyle, że będziesz tam miała troche komunistycznej propagandy.
    Jeśli chodzi o współczesnych, to niestety jestem zielona:(.
    Trochę o tę grupę wiekową zahaczała Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof Marishy Pessl, klimat inny, bohaterka wprawdzie odrobinę starsza, ale mająca nieco do nadrobienia w różnych kwestiach, no i nie jst to żadna pop sieczka.

  4. Matko Chrzestna: oto zadanie dla Ciebie: wspierać porządną literaturę młodzieżową. Precz z wampirami, niech żyją figle pensjonarek:) A tzw. literatura dla młodzieży obecnie, to – patrząc po stronach wydawnictw – woła o pomstę do nieba:P

    1. Iza – pierwszej propozycji nie znam, a o drugiej bym nawet nie pomyslała, jak o książce dla młodzieży, dobrze wiedzieć. A książkę Marishy mam w poszukiwankach, kiedyś przeczytam. Dzięki 🙂

      Zacofany – tak, zgadzam się, że w większości jest to w kółko to samo i bez żadnych wartości dodanych 😉 A zadanie przyjmuję częściowo – postaram się wyszukiwać co fajniejsze propozycje, ale zdecydowanie nie będę czytać tylko książek dla młodzieży :>

  5. To mogę polecić książki Piekarskiej :Klasa pani Czajki, jej kontynuacja LO-teria (choć tej drugiej jeszcze nie przeczytałam, ale wkrótce to nadrobię) oraz Dzika (porusza tematy rasizmu i nietolerancji).

  6. Ja tam nigdy nie czytałam książek o wampirach.
    Ale za to na tę pozycję skusiłabym się i kilka lat temu i dzisiaj (ciągle jestem nastolatką, jeszcze przez miesiąc mam zamiar się tym cieszyć 😉 )

    Myślę, że to co czytatą uczniowie zależy w dużej mierze od dobrej pani bibliotekarki (tudzież pana). Moja była mierna i dlatego przez długi czas nienawidziłam czytać, mimo, że wszystko w domu było w normie 😉 A cała szkoła (łacznie z nauczycielami) fascynowała się Harrym Potterem.

    Z drugiej strony dobrze, że ludzie w ogóle czytają coś poza programem telewizyjnym, niech będą to nawet książki o wampirach…

    1. Ktrya – no patrz, a proponowano mi LO-terię do recenzji, ale stwierdziłam, że eeee… to nie dla mnie 😉 Ale nawet dobrze, bo nie lubię czytać kontynuacji, bez znajomości pierwszego tomu. Dzięki za sugestie, pofruną do schowka.

      Poznanianka – ja tam nie mam nic przeciwko książkom o wampirach, jeżeli: a/ są dobrze napisane, b/ rynek w nich nie tonie. We wszystkim lubię umiar, nienawidzę jak po sukcesie 1-2 książek potem rynek przez 3 lata jest zalewany w większości beznadziejnymi klonami :/ A co do Feher – polecam, ja nastolatką byłam ekhm… dawno temu, a i tak sprawiła mi przyjemność 😀
      Co do bibliotekarzy – tak, są ważni, ale nie tylko oni. Ja np. w podstawówce rzadko odwiedzałam biblioteki, bo miałam sporo własnych książek, które wtedy mogłam czytać od nowa i od nowa. W liceum bywałam w bibliotece, ale nie w szkolnej (kto by tam właził na to 4 piętro? :P), ale powiatowej, panie były przeciętne, ale księgozbiór mieli nawet fajny. No, a stałym klientem, a wręcz pomocnikiem 😉 biblioteki stałam się po przeprowadzce w nowe miejsce zamieszkania, gdzie mam bibliotekę prawie przy domu 😉
      Fakt, niech ludzie czytają, ważne, że czytają. Ale najchętniej widziałabym pewien rozwój zainteresowań, tematyki, kategorii, a nie stale w kółko to samo 🙂 No, ale niech czytają 😉

  7. Nie wiem, czemu takie połączenie jest rzadko spotykane. Może autorzy wątpią w inteligencję i zdolności odbiorcy?
    Grunt, że ta książka zapowiada się ciekawie i z przyjemnością po nią sięgnę 🙂

  8. Trochę już wyrosłam z literatury młodzieżowej, wiec nie jestem do końca w temacie (jak się to dziś mówi). Kojarzą mi się oczywiście książki o „Ani”, także „Jeżycjada” Musierowiczowej, Maria Kruger, Siesicka, Magda Szabo, ostatnio Onichimowska. Może gdybym pomyślała przyszłoby mi coś do głowy. Ale rzeczywiście reklama nastawiona jest przede wszystkim na „paranormale” czy fantasy, a innych pozycji prawie nie widać. Należy wiec wyszukiwać takie perełki jak ta i pisać o nich jak najwięcej. Może w ten sposób zmieni się czytelnicza moda dla nastolatków.

    1. Dusia – myślę, że teraz zwyczajnie rządzi pieniądz. Coraz więcej jest ludzi piszących tylko po to, by wydać książkę i najlepiej stać się sławnym. A wydawnictwa wydają prawie że tylko to, co się najlepiej sprzeda. No i potem mamy 2956 kopii Zmierzchu na rynku :/ A swoją drogą, to może i przez to, że ludzie przyzwyczajają się do papki medialnej, to i książki muszą być coraz bardziej łopatologiczne i coraz prostsze? Brrr…

      Balbina – to ja chyba powinnam powiedzieś to samo, bo nastolatką byłam naście lat temu 😉 No, ale ja lubię sięgać od czasu do czasu po książki dla młodzieży. Ania i Jeżycjada były książkami mojego dzieciństwa 🙂 Kruger, Siecicką też czytałam jak miałam -naście lat. Szabo zaczynam dopiero poznawać. A co do Onimichowskiej mam problem – nazwisko jest mi znane, pewnie coś czytałam, ale muszę sprawdzić listę książek.
      Będę się starała od czasu do czasu wrzucić coś mniej znanego, może ktoś się natknie i zechce przeczytać 🙂

    1. Agnes – dzięki 🙂 Ja powoli i zdecydowanie ograniczam współpracę z wydawnictwami, więc docelowo w ciągu kilku miesięcy powinno się pojawiać mniej nowości, więcej książek sprzed kilku lat i starszych 🙂

  9. Agnieszko,
    od wileu lat szukam ksiazki ” No cóż za moich czasów”.., ulubionej z czasów dzieciństwa. Rozpaczliwie i bez skutku. Czy masz ją u siebie, lub wypozyczylas w jakiejs bibliotece? Strasznie chętnie bym do niej wróciła,
    Jest piekna, mądra i uniwersalna, jak chodzi o przemyslenia , radości, lęki , nie tylko młodziezy, bo to coświecej niz młodziezowa powieś.
    Bedze Ci wdzięcza za wszelkie wskazówki, jak ją znalezc.
    pozdarawiam,
    Kaja

  10. Dziękuję. Dziękuje za wszystkie informacje o tej książce!
    Czytałam ją, gdy była małą dziewczynką, w 4 czy 5 klasie. Pamiętałam fragmenty fabuły, ale tytuł i autor książki wyleciał z głowy. I dzięki Małgorzacie Musierowicz i jednej z czytelniczek przypomniałam sobie i tytuł. i autora.
    Jak chciałabym przeczytać książkę jeszcze raz. Ciekawe, czy spodobałaby mi się tak samo, jak kilkanaście lat temu.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s