Stosik z dodatkami


Stosik tym razem z ponad tygodnia. W trakcie wyjazdu nie miałam jak go opublikować 😉 Stosik bardzo radujący me serce, zaraz wyjaśnię dlaczego.

Od góry:

„Portret w sepii” Allende – wymiana zaproponowana przez użytkowniczkę Podaja. Właściwie chciałabym inne wydanie, ale stwierdziłam, że niech będzie, co mi tam 😉

„Biała gorączka” Hugo-Badera – lipcowa lektura w ramach naszego wiejskiego Dyskusyjnego Klubu Książki.

„Ania z Avonela” Montgomery – pobrałam na Podaju, stwierdziłam, że przecież może uda mi się jakoś skompletować w końcu całość.

– ukochane „Wszystko czerwone” Chmielewskiej, „Wiedźma.com.pl” Białołęckiej, „Córka Krwawych” oraz „Dziedziczka cieni” Bishop to efekt pierwszego etapu dużej wymiany, którą uzgodniłam z użytkowniczką Lubimy czytać.

Od góry:

– zakładka wylosowana na blogu u Beatrix – dziękuję pięknie, jest prześliczna! Teraz się głowię przy jakich okazjach jej używać, żeby się za szybko nie zniszczyła 🙂

– bardzo specjalna książka, o której więcej pod tym akapitem,

– „Misjonarze z Dywanowa. Część II. Jonasz” Zdanowicza – od autora.

– „Wyznania księży alkoholików” Zasady – od Wydawnictwa Znak. Długo się zastanawiałam nad tym, czy brać ją do recenzji, nie byłam pewna czy to książka dla mnie. Debatowałam z miłym panem z wydawnictwa, debatowałam, aż w końcu mnie przekonał 🙂

– „Umierający dandys” Jungstedt – od Wydawnictwa Bellona.

Dlaczego ta niepozorna książka jest tak atrakcyjna i niesamowita? Sprawdźcie TUTAJ!

Jak zwykle: życzę Wam miłego weekendu, czasu i chęci na czytanie 🙂 Jednak chciałabym poinformować o jeszcze jednej rzeczy…

*****

Długo, długo zastanawiałam się nad moim czytaniem, blogiem, przyszłością, współpracą. I ciągle nie mogłam podjąć ostatecznej decyzji. Dzisiejsza notka Kalio była katalizatorem – decyzja została podjęta, pierwsza część wprowadzona w życie. Dzięki jej notce i rozmowie z inną blogerką udało mi się podjąć decyzję: rezygnuję z olbrzymiej większości współpracy recenzyjnej. Dzisiaj wysłałam maile z podziękowaniami za współpracę do połowy wydawnictw i jednej księgarni. Kilka kolejnych w ciągu najbliższych tygodni zostanie rozwiązanych jakby samoistnie – przeczytam ostatnią książkę z danej firmy i zwyczajnie nie poproszę o kolejne. Za jakiś czas zrezygnuję z jeszcze kilku i docelowo chcę zostać przy tylko kilku, zresztą zobaczycie sami.

Powody mam podobne do Kalio. Jednak dla mnie to, że recenzyjnych książek mam olbrzymie stosy i mam wyrzuty sumienia nie jest głównym powodem. Głównym powodem jest tęsknota. Tęsknota za czasami, kiedy intensywnie czytałam książki własne nierecenzyjne, regularnie wypożyczałam książki z biblioteki i z każdego spotkania biblionetkowego przywoziłam nowe pożyczki. Niezauważalnie prawie zniknęły z mojego życia. Czytam jedną, maksymalnie dwie książki własne nierecenzyjne miesięcznie (przy 15-22 książkach czytanych na miesiąc!), pożyczki biorę tylko wtedy, jak ktoś mi je wciska na siłę i trzymam rok, a książki biblioteczne biorę dla mamy i jedną na DKK. I strasznie mi to dokucza. A te setki moich książek stojących na półkach i patrzących z wyrzutem? Czekają po 2-3-4 lata na czytanie, jak nie więcej! Straszne. Do tego głównego powodu dochodzi to, że głupio mi zbyt długo trzymać książkę bez recenzji (mimo braku terminów), a to się niestety coraz częściej zdarza, w związku z ilością książek do recenzji. Potem jest fakt, że regularnie ktoś zarzuca blogowym recenzentom nieuczciwość, zachłanność, pozerstwo etc. No ileż można takich głosów wysłuchiwać? A na końcu jest sprawa o której również Kalio pisze: nie podoba mi się fakt, że niektóre wydawnictwa wysyłają książki wszystkim, jak leci, praktycznie bez żadnej uwagi związanej z jakością tekstów, stażem i oglądalnością bloga, odpowiedzialnością etc. A to znowu zaowocowało w ciągu roku przeraźliwym wysypem blogów założonych tylko i wyłącznie dla książek do recenzji. I to mi się nie podoba. Dlatego docelowo chce się wykluczyć z tego grona, ale to trochę potrwa. OCZYWIŚCIE, że nie wszystkie te młode blogi sa zakładane tylko z takiego powodu, ale niestety całkiem sporo ostatnimi czasy, łatwo idzie to zobaczyć chociażby obserwując różne wątki na forach internetowych.

I nie odczuję wielkiego dyskomfortu – mam kilkaset nieprzeczytanych książek, dwie świetnie wyposażone biblioteki, masę znajomych z dużymi księgozbiorami, którzy chętnie pożyczają swoje książki. Żyć nie umierać 🙂 Pomaga to, że nie mam praktycznie parcia na nowości, mogę czatować na Allegro rok czy dwa, byle kupić okazyjnie wybraną książkę 😉

No i tyle, muszę doczytać książki firm, którym podziękowałam i w międzyczasie będę składać dalsze rezygnacje.

Reklamy

66 thoughts on “Stosik z dodatkami

  1. U mnie też tak było… wiele lat temu, no dobra, nie tak aż wiele… nagle czytanie stało się przymusowe. Za to teraz cierpię na niedożywienie książkowe, ale… da się przetrwać – powodzenia Dziewczyny 😉

    1. Kobaltowa Wrona – nawet nie tyle przymusowe, tylko ja sobie wymyślałam, że nie powinnam długo trzymać, więc czytałam głównie recenzyjne, a na tym cierpiała reszta.
      Ja na dożywienie szybko nie będę cierpiała (o ile w ogóle) – lubię tyle różnych gatunków, mam fantastycznie wyposażone biblioteki, no i biblionetkowych znajomych 🙂

      Zacofany – jeżeli nic się nie wydarzy, to śliwka węgierka będzie jutro, najpóźniej w niedzielę 😀 No, z JIKiem to jeszcze trochę potrwa, bo sporo tych recenzyjnych mi się uzbierało, a najpierw chcę te przeczytać. Ale jakiegoś cienkiego spróbuję wrzucić do kolejki 😉

      1. Węgierka mnie cieszy:) Nie pisałaś, że JIK ma taką piękną skórzaną oprawę. Jeśli się nie rozpada w rękach, to raczej nie próbuj żadnych domowych sposobów reperacji, ale nie wygląda na źle zachowaną:)

        1. Bo on nie ma całej skórzanej, tylko grzbiet. Fronty są z takiej bardzo grubej tektury (drewna?), pokryte takim marmurkiem. I właśnie fronty są lekko zniszczone, no chyba, że tylko je by pokryć, np. skórką 😉 Ale to już nie ja, jakiś spec.

  2. Cóż, podobnie jak w wypadku Kalio mam nadzieję, że dobrze przemyślałaś swoją decyzję…
    Pozostaje tylko żałować, że naprawdę wartościowe blogi kończą współpracę recenzencką a taka blogowa „sieczka” (przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale to jest moje zdanie) zostaje…

    Ale mam nadzieję, że w dalszym ciągu będziesz mnie inspirować – to dzięki Tobie nabyłam „Dożywocie” a teraz z zachwytem czytam pożyczonego od pewnej biblionetkowiczki „Księdza Rafała”:)

    1. Anek – tak, przemyślałam. Myślałam o tym już chyba od stycznia lub lutego. Rozmawiałam wiele razy z kilkoma osobami, ale byłam zbyt słaba i bojaźliwa, by to wprowadzić w życie. Kalio dzisiaj zwyczajnie i wirtualnie „kopnęła” mnie swoją notką w tyłek 😉 A tak naprawdę, to niezbyt widzę, co mogłoby mi grozić. Brak książek praktycznie w grę nie wchodzi. Brak nowości? No nie wiem, jak pisałam – nie mam na nie strasznego tarcia.
      Tyle, że ja nie kończę całkowicie współpracy przez jeszcze długi czas. Kilka firm zostanie ze mną jeszcze długo, tylko zrezygnuję z 3/4, bo to zwyczajnie jest obłędnie dużo. Tak więc, nie odpadam zupełnie 🙂
      Co do blogowej „sieczki”, to też się zgadzam z Twoim zdaniem – chociaż całkiem wiele tych blogów lubię lub bardzo lubię, to jednak gros jest założony tylko po to, by zdobywać książki recenzyjne. A już mała część to wręcz nawet nie po to, by je czytać, tylko przekartkowywać (to naprawdę widać w niektórych recenzjach!).
      Mam nadzieję, że dalej będę Cię inspirować! 🙂 Może nie samymi praktycznie nowościami, ale mam nadzieję, że to nie będzie problem 🙂 A akurat z wydawnictwami, których książki wymieniłaś planuję współpracować dłuuuuugo 😀

  3. No to teraz sobie pokadzimy:)) Jak to w kółku wzajemnej adoracji;)
    Poczekaj na głosy, że się zmówiłyśmy i zaraz się okaże, że to jakiś większy spisek, i ciekawe, co chcemy tym osiągnąć;)
    No dobra, przesadzam, wiem, ale wiem też, że są ludzie, którzy tak pomyślą:D
    Ale ja chciałam stanąć trochę w obronie wydawnictw. Masz rację, jest sporo takich, które wysyłają wszystkim, jak leci, bo tak łatwiej, niż przejrzeć zawartość bloga. Wystarczy odpisać na mail, poprosić o adres i wysłać książkę.
    Ale przecież przedstawiciele niektórych wydawnictw jednak wybierali blogi, nie można wrzucać wszystkich do jednego worka, kochana, krzywdzisz generalizowaniem!
    Z drugiej strony – ja miałam tyle wydawnictw we współpracy, że mogło z boku wyglądać tak, że łapałam wszystko, co mi ktoś zaproponował. A przecież wiemy obie, że tak nie było. Po prostu było tyle ciekawych książek, które chciałam przeczytać. I nadal jest, tylko teraz będę je pozyskiwać z innych źródeł – wszystkie wymieniłaś.

    1. E tam, pokadzimy. Byłaś dla mnie „kopem w tyłek” i tyle. W głowie rosła mi ta decyzja wieki, zresztą o ile dobrze pamiętam i Tobie o tym pisałam 🙂
      A głosy o zmowie (no, oprócz żartów), to ja za przeproszeniem będę zlewać sikiem prostym. Jak ktoś chce widzieć spisek, to dopatrzy go się wszędzie, nawet w przewracaniu się w lewą stronę przez sen, czy smarowaniu kromki masłem w taki sposób, a nie inny. Nie mój problem, specjalista potrzebny :p

      Ale w jednym masz rację. Zaraz wyprostuję swoją opinię, bo faktycznie byłam niesprawiedliwa dla wydawnictw. Jednak część z nich ma różnorakie zasady, których się trzyma i chwała im za to! Chociaż powolutku zaczynam myśleć, że i część wydawnictw się budzi z letargu recenzyjnego 😉 Jak poodpisuję na komentarze, to zrobię edycję notki, nie chcę być niesprawiedliwa 🙂

  4. Dużo dziś się u Ciebie działo, dużo! Gratuluję
    -zakładki – przesłodka
    -książki Kraszewskiego – bezcenna
    -decyzji – trudna, bardzo trudna decyzja o rezygnacji ze współpracy, choćby z kilkoma wydawcami
    -stosiku
    🙂
    Wracaj do zdrowia, bo choć do czytania w ciszy gardło nie jest potrzebne, to dla dobrego samopoczucia już tak!

    1. Dziękuję kochana! 🙂 Wszystkie Twoje uwagi są prawdziwe 🙂 Zresztą Tobie to akurat na 100% żaliłam się na GG, że się nie wyrabiam :>
      A ze zdrowiem idzie do przodu baaardzo powoli, najlepiej wchodzi mi rosołek, jednak mam nadzieję, że w końcu dam radę zjeść coś bardziej stałego w konsystencji 😉

  5. Aga i kalio, czy będziecie nadal recenzować książki, które czytacie choćby nie były to nowości? Pytam, bo sama przy wyborze lektury kieruję się Waszym zdaniem i jeszcze się nie zawiodłam. I absolutnie nie zależy mi na nowościach, czasem książka sprzed kilku lat, która w czasie jej promocji przeszła bez większego echa, może okazać się bardzo wartościowa.

    1. Cocosku – a w życiu! Uwielbiam moje wirtualne dziecko, strasznie lubię pisać moje opinie i nie zamierzam z tego rezygnować. Zresztą tyle dobrego mi przyniósł ten blog, nie, nie przestanę 🙂 Będę pisać recenzję czytanych książek z różnych źródeł i w różnym wieku 🙂

      Bardzo mnie cieszy Twoje zdanie 🙂

  6. No proszę, normalnie teraz będzie jakaś ogólno blogowy spisek rezygnacyjny. Dopiero co wczoraj o tym pisałam w notce reasumującej czerwiec, że od września poograniczam znacznie współprace z wyd., ponieważ nie wyrabiam się z czytaniem recenzyjnych książek, nie mówiąc o jakichś swoich własnych, wyzwaniowych itd. Brakuje mi czasu na bliższe zapoznanie się z domowym księgozbiorem, który ukrywa wyjątkowe perełki, o których świat mało słyszał. A w mieście, w którym chodzę do szkoły jest tak rewelacyjnie zaopatrzona biblioteka…

    1. Ktrya – no widzisz, spisek jak nic. Ciekawe kto i o co nas pierwszy oskarży 😉
      Ale, ale… Przypomniałas mi o wyzwaniach! Też nie czytam prawie nic na nie i się przez to nie wywiązuje, uch :/

      1. A, Agnieszko, bo widzę, że masz w stosiku Umierającego dandysa, weź go przeczytaj przed Upadającym aniołem, żeby nie stracić przyjemności na chronologicznym poznawaniu losów głównych bohaterów. Wyd. zrobiło z tym nieco zamieszania i wszyscy myślą, że UA. to IV cz., a tak naprawdę to VI cz. – nie wiem czemu z tą częścią się tak pospieszyli, kiedy przed nią mają być jeszcze dwie.
        Od momentu odkrycia tego czuję niepohamowaną misję uprzedzenia przyszłych czytelników… 😉

  7. Gratuluję Białego Kruka 🙂
    Aaaa ja też chcę Misjonarzy! :O Muszę się za nimi rozglądnąć 😛 I za pierwszą częścią 🙂 Normalnie zazdroszczę, że już ją masz! 🙂

    No cóż ja współpracuję dopiero z 2 wydawnictwami, ale mogę wybierać interesujące mnie tytuły, mogę też nie „zamawiać” nic na dany miesiąc i mnie taka współpraca odpowiada 🙂 Natomiast pewnie miałabym opory z nawiązaniem współpracy typu- to my przysyłamy paczuszkę a za x czasu chcemy mieć recenzje. No i mam taką swobodę, że zazwyczaj czytam 5 książek miesięcznie z biblioteki.

    1. Dzięki 🙂
      Widzisz, a ja nawet do niedawna nie wiedziałam o tych książkach, gdyby autor się nie odezwał, to pewnie nadal bym nie wiedziała 🙂 Pierwszy tom już za mną – absurd goni absurd, polska współczesna wersja przygód wojaka Szwejka 🙂

      To nie jest tak, że ktoś mi narzucał tytuły do recenzji czy czas, nie, absolutnie nie. Tylko problem jest taki, że ja w swym entuzjazmie dawno temu zgodziłam sie na masę różnych współprac (16 wydawnictw! 2 księgarnie i kilka portali!), więc przez taką krótkowzroczność zaczęły mi się gromadzić stosy (mam teraz chyba ze 100 książek do recenzji!) i stąd ta decyzja. Książki czekają długo, więc nawet przy braku terminów jest mi głupio, że AŻ tak długo!
      Współpraca z 2 wydawnictwami jest super! Ja dążę do 3 stałych i 2 dorywczych i wtedy będę szczęśliwa, tak jak i Ty 🙂

      1. Nie myślałam tak 😉 Ale dobrze, że o tym piszecie, to trochę tak ku przestrodze, może młodsi blogerzy zastanowią się dwa razy zanim zdecydują się na kolejne współprace 😉
        Ja również się cieszę, bo są to wydawnictwa, które lubię 🙂

        1. Na współpracę niech się i decydują, tylko niech najpierw „pożyją” blogowo, nabiorą doświadczenia i niech współpracują z głową 🙂 Nie mam nic przeciwko młodym blogom generalnie, tylko przeciwko tym, które odwalają średnią robotę lub wręcz fuszerkę (całe szczęście aż tak źle jest rzadko).
          No, to wtedy nie pozostaje nic, tylko się cieszyć 🙂 To jest dobra liczba współpracowników, nie blokująca własnych lektur 🙂

  8. Stosik bardzo ciekawy, od jakiegoś czasu poluje na książki A. Bishop (nawet już ktoś mi obiecał pożyczyć) oraz „Wyznania księży… „. Co do decyzji to jestem troszkę zaskoczona, ale każdy ma prawo do zmian 🙂 Jeszcze jedno, nawet jeśli nie będą się tutaj pojawiać książkowo nowości itp to nadal będę odwiedzać Twoją stronę, bo jak kiedyś pisałam, masz smykałkę do wyszukiwania ciekawych pozycji 🙂
    Życzę miłego nadrabiania zaległości w książkach, które posiadasz 🙂

    1. No, Wyznania księży dopiero będą miały premierę pod koniec lipca, więc wtedy będziesz je mogła dorwać 🙂 Chyba, że jest jakieś inne wydanie.
      Co do decyzji – tak, po stosunkowo długim okresie współpracy zdążyłam zrozumieć, że tak intensywna współpraca nikomu nie służy – wydawnictwa długo czekają na recenzję, a ja czuję to, co czuję. I stąd taka decyzja. Jak pozostałabym przy 3, to nie byłoby problemu. Ale taka ilość, jaką miałam jest porażająca.
      I cieszę się, że będziesz bywać 🙂

      1. Mnie cieszy, że nadal masz zamiar prowadzić bloga… 🙂 a wracając do księży to chyba, bardziej mi chodziło, że od chwili gdy o tej książce usłyszałam robię maślane oczy na stronę wydawnictwa i czekam na chwilę kiedy będę mogła kupić…

  9. Bardzo mi się Twoja decyzja podoba. Kiedyś spędzałam na blogach mnóstwo czasu , teraz coraz mniej…i mniej….Kiedyś pisałam w zeszycie książki,które chcę kupić dzięki recenzjom, a od pół roku moja lista się nie zmieniła. Mam nadzieję,że osoby,które współpracują z wydawnictwami ograniczą chociaż ich ilość… 🙂 Gratuluję decyzji!!

    1. Dzięki 🙂
      Wiesz, że ja właściwie też mniej czasu spędzam? Najczęściej tylko te wybrane + to, co mnie zaciekawi z RSSa. A temu, że lista nie rośnie, to się w ogóle nie dziwię – jak na 15 blogach pisze się o tej samej książce, to jak ta lista może się rozrastać? :>

  10. To ja też się wypowiem w tej sprawie, bo czuję, że niejako temat dotyczy i mnie oraz mojego skromnego bloga 🙂 Moje zainteresowanie blogami książkowymi, pisaniem recenzji i wymianą „myśli czytelniczych” zaczęło się właśnie od Twojego bloga Agnieszko. Zresztą może pamiętasz jak napisałam maila do Ciebie w tej sprawie. Na początku, zastanawiałam się czy w ogóle zakładać swoja stronę, bo jakoś nie czułam się za dobra w tym temacie. Nie powiem, spodobała mi się opcja współpracy i zdobywania książek i niejako to było jednym z katalizatorów do założenia swojego bloga. Ale kiedy zaczęłam swoją „działalność”, stwierdziłam, że nie można rzucać się z mailami współpracy na wszystkie istniejące wydawnictwa. Mam tyle swoich osobistych książek, że zaczęłam od recenzji własnych zbiorów. Perspektywa książek recenzyjnych jakoś odchodziła w dal. Bo według mnie, najpierw miałam za mało postów, za mało wejść na stronę, za mało komentarzy itd. Kiedy po kilku miesiącach odważyłam się napisać do jednego z wydawnictw i oni przyjęli moja propozycję, przysyłając książkę, przeczytałam ją w jeden dzień (swoją droga była b.ciekawa:). Recenzję umieściłam na drugi dzień – a ja wtedy miałam poczucie dobrze spełnionego obowiązku 🙂 Kiedy teraz udało się nawiązać współpracę z kolejnym – i otrzymałam dwie książki recenzyjne – zaczynam mieć stresa. To śmieszne oczywiście, bo mam jeszcze czas na ich przeczytanie, ale świadomość, że te książki sobie i leżą, a ja czytam coś innego, jakoś mnie dręczy 🙂 Chodzi mi po prostu o to, że podchodzę do tematu książek od wydawnictw bardzo poważnie. I mimo, że na początku bardzo mi zależało na ich otrzymywaniu, teraz inaczej patrzę na opcję współpracy. Nie chcę się tutaj usprawiedliwiać i tłumaczyć, ale kiedy czytam o „młodych blogach” (do których się chyba jeszcze zaliczam), które zakładają są dla samego zdobywania książek recenzyjnych, to mam wrażenie, że jestem wywoływana do tablicy. Przepraszam za rozpisanie i serdecznie pozdrawiam 🙂

    1. Sardegno, och, szkoda, że poczułaś się wywołana do tablicy! Kompletnie nie był to mój zamiar! Już tłumaczę 🙂
      Oczywiście, że pamiętam, jak do mnie pisałaś 🙂 I widzisz, to już jest pierwszy plus – zastanawiałaś się nad blogowaniem na tyle, że konsultowałaś swoje wizje z kimś, kto już bloga trochę prowadził 😉 Poza tym sama piszesz, że to był jeden z czynników, a nie wyłączny. A wierz mi – są blogi, co do których można sobie wyrobić opinię, że to był wyłączny cel. Tak, jak pisałam wyżej – wystarczy poczytać fora książkowe. Kolejny powód – sama pisałaś, że wolałaś najpierw pisać o swoich, rozwijać się, próbować i że upłynęło sporo czasu – super, jak dla mnie to jest właśnie dobra droga. A ile blogów powstaje i po 1-3 notkach już mają dopiski (o czym pisała Kalio) – chętnie podejmę współprace, mail proszę adresować na… A sama widziałam już sporo akcji (i słyszałam od niektórych wydawnictw), że niektóre osoby są tak namolne, że bardziej nie można – piszą po 10 razy, błagają wręcz, używają do tego Facebooka (np. pisząc publicznie na tzw. ścianie!). A jak weszłam na blogi kilku osób z takich namolnych, to było tak, jak wyżej: 2 posty i współpraca.
      Ale najważniejsze w mojej wizji, jest to, co napisałaś: że podchodzisz do tej współpracy śmiertelnie poważnie i odpowiedzialnie. I to jest największy dowód dla mnie, że warto Ci ufać 🙂 Że nie będzie 185 książek w 3 miesiące od 27 wydawnictw i 9 portali. Że nie będzie czytania po łebkach i tworzenia recenzji nie wiem na jakiej podstawie. Itd.
      Nie martw się i nie czuj się wzywana do tablicy 😀

  11. Naprawdę Cię podziwiam, ze podjęłaś taką decyzję – ale jeśli teraz się dobrze z tym czujesz, to super.
    Ja sama nie rozumiem ludzi, którzy zakładają blogi, po to by ‚współpracować z wydawnictwami’ i dostawać ‚darmowe’ książki. To jest chore i tyle… Sama w świecie recenzji siedzę od dwóch lat a takiej współpracy podjęłam się dopiero w lutym br. I czasami mnie te terminowe recenzje przytłaczają… Chwilowo za bardzo nie narzekam, jednak myślę, że kiedyś będę miała dość i postąpię tak jak Ty.
    Pozdrawiam,
    K.

    1. Dobrze się czuję, tęsknota do czytania tak, jak dawniej była już zbyt mocna 🙂
      I pewnie, że współpraca jest fajna, sama jej jeszcze dłuższy czas nie planuję całkowicie zamknąć (a tylko mocno ograniczyć), jednak właśnie tak, jak piszesz: powinno się do tego podchodzić z głową, odpowiedzialnie. I z honorem. Ale może ja jestem starożytnym przeżytkiem, nie nadaję się do teraźniejszości?
      Również pozdrawiam! 🙂

  12. Widziałem już u Kalio wpis, teraz Ty idziesz w jej ślady:) Ja już jakiś czas temu zrobiłem sobie hamulec, bo to co zaczynało się dziać, zaczynało mnie przytłaczać. Mam w planie jeszcze większe ograniczenia, jak tylko uporam się z tym co mam na półce recenzyjnej. Najbardziej żal własnych książek, które czekają wiecznie na swoją kolej. Ja może nie będę jednak o tym pisał, bo rzeczywiście wyjdziemy na kącik wzajemnej adoracji:P

    A ta „staruszka” książka, to prawdziwa perełka! Zazdraszczam na maksa:))

    1. Widzisz, ja nie potrafiłam się powstrzymać tak, jak Ty – po trochu. Planowałam sobie 15 razy – nie będę brała więcej książek przez tyle i tyle czasu albo nie wiecej niz 1 od wydawnictwa. I nic, nie udawało się. Dlatego taka drastyczna decyzja jest dla mnie lepsza, bardziej przydatna.
      A co do opublikowania wpisu – zwyczajnie mi sie ulało. Za dużo różnych rzeczy mi siedziało długo w duszy i głowie i „gniotło”. Notka jest tego efektem.
      A co do niepisania – zaaaa późno, właśnie napisałeś 😉 A już na poważnie: pisz, nie pisz, dla mnie wsio rybka, bo to Twoja decyzja. Ja pomyślałam, że może taki wpis jest też swojego rodzaju „ostrzeżeniem” dla początkujących, typu: jak to się może skończyć 😉

      A staruszka to faktycznie perełka 🙂

    2. Próbowałam ograniczać, próbowałam. Ale miałam tak jak Enga – kiedy przysyłali mail z propozycją, to nie potrafiłam sobie odmówić.
      A tak – ciach, koniec, nie ma odwrotu.
      Ja to traktuję jak wszywkę:D
      Przecież nie umiałam inaczej.
      Bujałabym się tak do uśmiechniętej śmierci, a własne książki by czekały.

    3. Obawiam się, że dla początkujących to będzie raczej brzmiało: „WOW! Ty tyle książek można mieć za friko!”. Taką tendencję często zauważam.

      Ja odmawiam coraz częściej, bądź nie odpisuję. Czasami ktoś się powoła na przysługę, wtedy się uginam (Za duzo wina Toskanii), ale poza tym udaje mi się jakoś ograniczyć. Teraz mam 8 egz do recenzji i mam zamiar tej liczby nie przekroczyć. Ambitnie mam na celu redukcję o połowę, ale to już nie jest takie łatwe:)

      Bolą mnie tej własne książki. Tak mnie kusi Asimov, Steinbeck, Wolski, Zamiatin… No nic, ja jeszcze powalczę ze sobą:)

        1. Grendella – ależ nie wrzucamy! Tylko w naszej dyskusji skupiliśmy się na tej jednej lekko dokuczliwej grupie spośród nowych blogów. Pewnie, że jest masa świetnych młodych blogów. Ja zresztą na całkiem wielu bywam mniej lub bardziej regularnie. Niestety obecność takiej grupy wpływa na całość widzenia nie tylko młodych blogerów, ale blogerów ksiązkowych generalnie :/

          Pablo – widzę, że masz silną silną wolę 😉 To nigdy nie powinieneś skończyć tak, jak ja 😉 8 książek do recenzji, to nie jest źle, jakbym Ci powiedziała, ile ja mam, to padłbyś. Ale nie zamierzam liczyć, bo jeszcze sama padnę 😉
          Powodzenia w walkach!

  13. Cieszę się, że zakładka dotarła i że się podoba – oby służyła.
    Rozumiem doskonale Twoją decyzję. Jak czasami czytam recenzje na blogach to jestem szczęśliwa, że mogę czytać co chcę, bo na niektóre wcale nie miałabym ochoty. I dlatego nie zdecydowałam się na współpracę z wydawnictwami, pomimo kilku propozycji. Mam tak wiele swoich wspaniałych książek w kolejce, zawsze jeszcze z biblioteki coś przyniosę, że chyba nie nadaję się zupełnie na recenzentkę. „Portret w sepii” cudowny, a „Wszystko czerwone” – świetne.
    Pozdrawiam i życzę wspaniałej lektury.

    1. Wiesz, mi NIGDY nikt nie wcisnął czegoś, na co nie miałabym ochotę, miałam możliwość wyboru i brak terminów. No i właśnie te dwie sprawy doprowadziły do mej zguby – zawaliłam się hałdami książek do recenzji, bo przecież jak mogę brać coś, co bardzo chcę przeczytać, to dlaczego nie brać? 😉 Zresztą nie planuję kończyć współpracy zupełnie, tylko ograniczę ją do kilku wydawnictw, żeby można było użyć jednej dłoni do ich policzenia 😉
      „Wszystko czerwone” wielbię od wczesnej młodości, kiedy to przeczytałam ją pierwszy raz. Od tej pory czytałam jeszcze dobrych kilka razy 😀 Pozdrawiam!

  14. Gratuluję rozsądnej decyzji.
    Też czuję smutek nieprzeczytanych własnych książek, nie mam ich co prawda kilkaset, ale ilość nie ma znaczenia, zawsze jakoś pierwszeństwo mają biblioteczne,pożyczone…a swoje się odkłada na „potem”, tylko żeby to nie stało się „nigdy”…
    Podziwiałam (i nadal podziwiam) jak osoby, które współpracują z wieloma wydawnictwami (kilkanaście banerów na blogu) wyrabiają się z recenzjami…. zawsze jak widzę stosy myślę, skąd oni mają tyle czasu na czytanie i pisanie… A tu proszę, nie wyrabiają, co zresztą jest naturalne, bo doba nie z gumy, inne sprawy, a książek przybywa… Ja to piszę bez żadnych złośliwości. Pewnie, że można głupio się czuć mając kredyt zaufania od wydawnictwa/portalu i każąc mu czekać długo na recenzję, co jest nieuniknione przy takiej ilości. Ja bym się bardzo głupio czuła wobec nich. I wobec siebie też – bo moje książki „płaczą”, a oprócz czytania tego, co chcę, na pewno trafiłoby się coś , co „muszę”, a po co…
    Mój blog od początku nie był stricte książkowy, teraz jakoś tak „skręcił” mu się profil, jasne, że chciałam też współpracować z wydawnictwami, nie dla samego pozyskiwania książek, ale dlatego, ze lubię o nich pisać ( czasem lepiej, czasem gorzej to wychodzi) i chcę promować czytelnictwo. Jak na razie „mam” tylko Matras, i szczerze mówiąc, na razie mi wystarczy. Spokojnie mogę się wywiązać i dość szybko przeczytać i napisać, mam czas na swoje i biblioteczne. A od niedawna mam miły „obowiązek” czytania książek dzięki Akcji Włóczykijka; przyłączyłam się do projektu Kraszewski. Na spokojnie sobie czytam. A nie mam za bardzo jak , bo przy niemowlęciu trudniej znaleźć czas….. Może kiedyś poszerzę zakres działania,ze tak powiem, ale czas pokaże.
    Doskonale rozumiem i popieram Wasze decyzje.
    Pozdrawiam.

    1. Agnesto – no właśnie, dużo zależy od możliwości przerobu i silnej woli. Moja silna wola niestety praktycznie nie istnieje, więc jak mi proponowano coś fajnego, to brałam, brałam, brałam. No i zrobiły się hałdy takie, że nie widzę końca. Długo się zastanawiałam, w końcu zdołałam odmówić połowie.Chcę zostać przy maleńkiej liczbie współpracowników, maksymalnie 1/4 liczby, którą miałam do wczorajszego ranka 😉
      Ja nie widzę nic złego we współpracy o ile blog nie istnieje tylko dla niej (wiem, że to nie Twój przypadek :D) i o ile umie się nad tym długofalowo panować, wywiązywać się z obowiązków i być odpowiedzialnym. I dlatego tak trochę narzekałam na niektórych blogerów. Całe szczęście, że sporo jest ciągle tych blogów, które są pisane z pasji, a nie tylko dla współpracy 🙂
      Pozdrawiam! 🙂

  15. Tak jak pisałam już w komentarzu u Kalio, podziwiam Twoją decyzję. Także życzę wytrwałości.
    I oczywiście będę czekać na Twoje dalsze recenzje. Również, a może przede wszystkim, książek starszych, z Twoich zbiorów. Muszę wyznać, że ten „wylew” nowości mnie przytłacza. Niektóre pozycje wydają się być bardzo ciekawe, a przecież wszystkich kupić nie zdołam. Lubię więc czytać wpisy o książkach dawniej wydanych, bo można je zdobyć w bibliotece bądź taniej kupić. Mam wiec nadzieję, że zarówno na Twoim blogu, jak i na blogu Kalio pojawią się recenzje takich książek, po które łatwiej mi będzie sięgnąć.

    1. Balbino, dzięki za życzenia, przydadzą się 😉
      O widzisz, to za jakiś czas będziesz mogła na to liczyć u mnie 🙂 Za jakiś czas, bo muszę przeczytać te wszystkie recenzyjne z miejsc, ze współpracy z którymi już zrezygnowałam lub niedługo zrezygnuję. Pewnie ciągle będą się pojawiać nowości (bo planuję kilka „sznurków” rozwijać dalej), ale będzie ich sporo mniej + będą to nowości częściowo innego typu (pragnę powrócić do współpracy, które były intensywne na początku mojej „kariery”, a potem je zaniedbałam, ciekawe czy mi się uda). Ale będę czytała sporo książek sprzed kilku lat, czasami jeszcze starszych 😀

  16. Właściwie to co miałam do powiedzenia, powiedziałam już u Joanny, więc wybacz ale nie będę się powtarzać 😉 Rozumiem i szanuję, kilkaset nieprzeczytanych książek również by mnie przeraziło.

    U ciebie również jestem i będę częstym gościem, bez względu na decyzję 🙂

  17. Powiem Ci szczerze, że i ja ostatnio ograniczyłam współpracę z wydawnictwami. Stopniowo wymazuję z tej listy kolejne, by pozostawić przy sobie jedynie te na których naprawdę mi zależy. Powiem Ci szczerze, że w ogóle nie odczuwam braków z tego powodu. Czytać co mam, a do szczęścia potrzeba mi naprawdę niewiele. Jakiś czas temu podobnie, jak ty odczuwałam drastyczny brak czasu na lektury własne, a wielka szkoda, bo znajdują się w nich rewelacyjne pozycje.

    Strasznie drażni mnie, że większość bloggerów w dzisiejszych czasach, rozpoczyna tworzenie swojego bloga od ramki „Współpraca”. Na swojej drodze spotkałam już tyle stron, na których internauci posiadają mniej niż 5 recenzji, a współpracy zadeklarowanej od ch***ry i ciut ciut. Totalnie nie wiem czemu ma to służyć. Zwłaszcza, że większość z tych osób najpierw ponabiera sobie książek, a potem po prostu znika i tyle. Ostatnimi czasy obserwują również bloggerów, którzy potrafią na FB stronie jakiegoś wydawnictwa napisać z wyrzutem:

    „Jak długo mogę czekać na odpowiedź w sprawie współpracy? Napisałam do Państwa 30 kwietnia”

    albo

    „czy nadal można z Państwem współpracować?”

    Dostając wczoraj maila od Prószyńskiego nieco przeraziłam się, że współpracują oni z ponad setką recenzentów. Nigdy bym się tego nie spodziewała. Pięćdziesiątkę jakoś bym przełknęła, bo wydaje się być nieco bardziej realistyczna ale 100!

    Szkoda też, że przez mało rzetelne osoby reszta traci. No bo jak to tak… Zakręconym nastolatką wszystko się w końcu należy. Smutne jest też to, że jeśli ktoś wprowadzi jakieś ograniczenia w przyjmowaniu recenzentów, to od razu jest wielka obraza majestatu. No bo jakim prawem wydawnictwo nakłada wymagania w stosunku do nowych współpracowników. Staż? Przecież ktoś inny go nie ma, a współpracuje. Piszę za słabe teksty? No jakże by to – przecież jestem najlepsza.

    Nie mówię, że ja jestem ideałem i w ogóle. Oczywiście, że tak nie jest ale są chyba gdzieś jakieś granice przyzwoitości. Niektórym ich niestety brak.

    Pozdrawiam Lena

    P.S. Chyba będę komentować Twój blog częściej. Strasznie podoba mi się pole przeznaczone do wylewania wolnych myśli.

    1. To widzę, że zmierzasz do takiego samego celu, jak i ja 🙂 Też mam masę rewelacyjnych książek, które stoją, i stoją, i stoją nieczytane :/

      No właśnie, o blogerach można pisać masę. Sporo jest osób – takich niepoważnych znikaczy, o jakich piszesz. Przykre to, bo wpływa na postrzeganie nas wszystkich. Albo tacy, co rzucają się na współpracę, a robią błąd na błędzie (chociaż by w Wordzie pisali i sprawdzali!), piszą niechlujnie, byle jak etc. Nie mówię, że jestem ideałem ( 😉 ), i mnie się jakiś błąd zdarzy od czasu do czasu, no ale sorry, powinny być jakieś granice.

      Właściwie to zaczynam powoli myśleć, że fajnie, że niektóre wydawnictwa wprowadzają bardziej restrykcyjne traktowanie blogerów, może to posłuży pewnego rodzaju „odsiewowi”?

      PS. Komentuj, komentuj 😉

    2. A, jeszcze jedno: też mnie powaliła na kolana ta liczba blogerów współpracujących z Prószynskim! Przyjmując, że w miarę aktywnych blogów jest 200-250 (przynajmniej wg tego spisu), to jest to prawie połowa!! Trochę straszne…

  18. Ja swój blog prowadzę trzy lata, a o współpracy z wydawnictwami pomyślałam właściwie na początku tego roku (i na razie cieszyłam się jednym małym stosikiem recenzenckim). Przyznam szczerze, że mam problem jeśli chodzi o nowości. Jako niepracująca studentka nie mogę sobie pozwolić na zakup książek, biblioteki do których mam dostęp niestety pozostawiają wiele do życzenia. I właśnie pozycje do recenzji są moją szansą na zapoznanie się ze współczesną literaturą. Z zazdrością patrzę na blogowe stosy nowości, zapełnione prywatne biblioteki i ze smutkiem patrzę na moje biedne zbiory. Ale pomimo tego „ubóstwa” nie mam parcia na współpracę. Nie potrafię sama z siebie napisać maila do wydawnictwa, portalu czy księgarni. Wiem, że mam braki jeśli chodzi o stronę techniczną recenzji oraz o prozaiczne wyrabianie się w czasie 😉 Chcę żeby to ktoś, nazwijmy to, mnie docenił i w uznaniu zaproponował współpracę, Może to naiwne, ale przynajmniej nie mam żadnych wyrzutów sumienia. I drażni mnie właśnie wspomniane przez Ciebie zjawisko blogów ukierunkowanych tylko i wyłącznie na darmowe książki. A z drugiej strony podziwiam blogerów współpracujących z całą masą wydawnictw, rzetelnie wywiązujących się ze swoich obowiązków.
    Mam nadzieję, że podjęłaś decyzję, której nie będziesz żałowała 🙂 Czytanie powinno być przyjemnością, a nie smutnym obowiązkiem. Życzę dużo wolnego czasu dla nadrobienia zaległości:)
    Pozdrawiam 😉

    1. Nenya – 🙂 Wiesz, jak byłam studentką, to nawet bloga nie pisałam, a co myśleć o współpracy 😉 A już na serio – ależ ja rozumiem, że nie każdy ma akurat kupę kasy na nowości, sama nie mam aktualnie zbytnio, powinnam oszczędzać na inne cele. I rozumiem, że to jest pewne wyjście, do którego zresztą Ty masz fajne podejście i nie rzucasz się jak sęp 😉
      Ja radzę rozejrzeć się za innymi bibliotekami, przecież – o ile dobrze kojarzę – chyba w większości nie ma jakiejś ścisłej rejonizacji? Biblioteka osiedlowa? Miejska? Uczelniana? Wojewódzka? W mojej wiejskiej bibliotece jest sporo nowości, a odkąd wyczaiłam, że mogę się zapisać do wojewódzkiej (23 km ode mnie), to już w ogóle mam wypas. Tam są praktycznie wszystkie nowości (wcześniej lub później), więc mogę sobie raz na miesiąc robić wyprawę na kawę z koleżankami, a przy okazji odbierać zamówienie biblioteczne/oddawać książki. I będę z tego korzystać, już niedługo mam nadzieję! 🙂
      Życzę dalszego powodzenia w rozwijaniu współpracy w sposób umiarkowany i z głową, tak jak teraz 🙂 I silnej woli!

  19. Ja krótko – trzymam kciuki 🙂
    Właśnie jestem na wykańczaniu ostatnich egzemplarzy recenzenckich i też zmierzam w kierunku: „swoje wybrane” – Serdeczności 🙂

    1. the_book – proszę, proszę, tyle osób u Kalio i tutaj pisze u zaprzestaniu współpracy, że to chyba lekko zaboli wydawnictwa 😉 Powodzenia! Ja jeszcze dłuuuugo będę „kończyła” to, co mam już u siebie, oj długo.

  20. Ach, ja doskonale to rozumiem…. Kiedyś dostałam kilka egzemplarzy recenzenckich i już wiem, że to nie dla mnie…. Wolę czytać co mi się podoba, przerywac książkę w połowie, wracać do niej za pół roku… Sama kupuję masy książek, do tego wypożyczam jak głupia, tak mi książki zawalają wszystkie przestrzenie życiowe, że Ulubiony Anglik się krzywi! Niewiele tracę…

    1. Dabarai – no tak, przy takim czytaniu to niezbyt dobrą opcją są egzemplarze recenzenckie. Ja tam lubię je dostawać, tylko zwyczajnie zgłupiałam, zgodziłam się na zbyt wiele współpracowników, zbyt wiele książek. I to nic, że wybrałam sobie same fajne książki, mam ich zwyczajnie dużo za dużo do przeczytania. Dlatego postanowiłam o 3/4 zmniejszych ilość firm i przychodzących książek, zobaczymy, jak mi to pójdzie. No i faktycznie, jak nie ma potrzeby, to po co? Dla szpanu? Głupota przecież. Tak więc rozumiem i życzę niekończących się przestrzeni życiowych 😀

      Agnes – tego jeszcze nie wiem, bo mam tyyyyyyle książek do przeczytania, mimo rozwiązania mniej więcej połowy „umów”, to i tak przecież muszę przeczytać książki, które od danych firm mam, więc sporo czasu upłynie zanim recenzyjne będą w mniejszości 😉

  21. Wcale nie dziwię się Twojej decyzji. Wreszcie odnajdziesz radość z czytania tego CO CHCESZ i na co masz ochotę. Polecam się wiesz-z-czym 🙂

    1. Dusia – 🙂 No tak, wymieniam, kupuję, dostaję, napływ jest w miarę ciągły 😉 A przecież już mam z kilkaset książek do przeczytania. A gdzie biblioteki, gdzie pożyczki od znajomych 😉

      Izzy – to też nie tak do końca, bo ja sobie wybrałam sama książki, które mam, nikt mi ich nie narzucił. Więc generalnie czytam, to co chcę. Tylko mało czytam książek innych, bo chcę jednak, żeby nikt nie czekał rok na recenzję, i to mi doskwiera. Biblioteka, Biblionetka, pożyczki, własne – za tym tęsknię 🙂 Na razie nic nie pożyczam, bo i tak się zbliża zlot we Wrocławiu, a tam mi pewnie ktoś coś przywiezie :>

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s