„Klaudyna w szkole” Colette


Wydawnictwo: W.A.B., 2011

Oprawa: twarda

Liczba stron: 307

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

*****

Jakiż to musiał być skandal, gdy opublikowano „Klaudynę w szkole”! Wyobrażam sobie te salony pełne szeptów, te damskie okrzyki zdumienia oraz męskie rozmowy w klubie czy restauracji! To zdumienie „Jak można?!”. W końcu był to rok 1900, a Colette nie napisała grzecznej książki obyczajowej dla dziewcząt. Wiecie co napisała?

Montigny, miasteczko raczej senne, prowincjonalne. A w tymże miasteczku żyje Klaudyna, zdecydowanie nietypowa i lekko szalona nastolatka. Jest w ostatniej klasie lokalnej szkoły, przygotowuje się do egzaminów, jednakże większość czasu upływa jej na snuciu różnorakich przemyśleń, psot, rozmyślaniu o otaczających ją ludziach. Zapytacie co w niej takiego szalonego? Hm… Robi co chce (co w tamtych latach wcale nie było takie oczywiste, jak teraz), nie zważa na to co „wypada”, na konwenanse, flirtuje z nauczycielami i nauczycielkami, a nawet postanawia zdobyć serce młodszej nauczycielki – Aimee i wprowadza swój plan w życie. Rozkoszne tête-à-tête z nauczycielką kończy się, gdy dyrektorka szkoły – panna Sergent – sama postanawia romansować z koleżanką z pracy. Romans się rozwija, kwitnie na oczach dziewcząt, a one same oddają się różnorakim „pensjonarskim” rozrywkom, przygotowują do egzaminów, flirtują. Jak skończy się ostatni rok nauki dla Klaudyny, jej koleżanek i nauczycielek?

Cóż za przyjemna książka, pełna smaczków! Colette bardzo sprawnie opisuje rzeczywistość małego miasteczka i prowincjonalnej szkoły.

– Moja pani, żeby tak się wydekoltować! Istna lafirynda!

– A pewno, i to jeszcze co pokazuje? Skórę i kości!

– Już czwarty raz , czwarty raz tańczy z Monmondem! Jakbym ja była jej matką, tobym jej dobrze natarła uszu i posłała do domu spać.

– Ci panowie z Paryża to tak jakoś tańczą na swoją modłę, nie po naszemu.

– A bo i rzeczywiście! Jakby się to przy każdym kroku bało, że się rozsypie! Nasze chłopaki to się tam, dzięki Bogu, nie lenią i ruszyć nie boją!

Bardzo realistycznie i smakowicie opisuje dziewczęta i nauczycielki, ich zachowania, relacje, przemyślenia. Autorka wplotła w fabułę sporo wątków autobiograficznych, czym zapewne spotęgowała skandal dookoła tej książki. Jeżeli Klaudyna jest bardzo do niej podobna, to mam wrażenie, że polubiłabym Colette 🙂 Klaudyna jest zabawna, odważna, zaczepna, lekko bezczelna, inteligentna, wybija się na tle innych dziewcząt. Jest jedynaczką, jej matka nie żyje, a ojciec się nią nie zajmuje, zapatrzony jest tylko w ślimaki, badania ich dotyczące i pisanie książek. Klaudyna więc postępuje tak, jak sama uważa za słuszne. Dziewczyna dojrzewa zagubiona, skacze od świetnego humoru do smutku, od przytulania koleżanek do ich podszczypywania. Równowagę przynoszą jej tylko spacery po lesie. Cierpi na myśl o opuszczeniu szkoły, lasów, Montigny, nie podoba jej się fakt, że ma wyjechać do Paryża. Klaudyna jest bardzo sympatyczną główną bohaterką, ale Colette nie zapomniała o bohaterach drugoplanowych i także dobracowała ich bardzo sprawnie i barwnie.

(…) ja daję na wystawę tylko trzy koszule z cienkiego batystu, różowe, fason bébé i  majtki takie same, bez rozcięcia w kroku – szczegół, którym moje koleżanki są zgorszone, i twierdzą jednogłośnie, że to „nieprzyzwoicie”, słowo daję!”

„Klaudyna w szkole” to urocza opowieść o dojrzewaniu dziewcząt na przełomie wieków. Nie wiem, jak Wy, ale ja na sto procent sięgnę po pozostałe tomy, zresztą już drugi zakupiłam 🙂 Brakowało mi takich urokliwych, smakowitych i dobrze napisanych książek! Polecam wszystkim, którzy chcą sobie sentymentlanie powspominać „stare czasy”, gdzie nosiło się kapelusze, dygało, wyszywało… Czasy, w których liczyły się „zasady moralne”, towarzystwo, to co wypada i nie wypada. Rozkoszna lektura!

Reklamy

14 thoughts on “„Klaudyna w szkole” Colette

  1. Zapowiada się na ciekawą lekturę 🙂
    I ta okładka,wśród tych kolorowych krzyczących z półek nie wyróżniajaca się niczym a jednak przyciąga wzrok.
    Nie wiedziałam,że jest kilka tomów.

  2. Czytałam parę lat temu „Klaudynę w szkole” i bardzo miło wspominam jej lekturę. Klaudyna to urocza, odważna i oczywiście jak na owe czasy kontrowersyjna osóbka 🙂 Do pozostałych części się zabieram. Mam je na własność, wprawdzie w starym wydaniu. Klaudyna zerkała na mnie w dzieciństwie z półki rodziców. Więc po zakończeniu „panieństwa” zabrałam ją sobie bezczelnie 🙂 A ostatnio dokupiłam na targu staroci „Dom Klaudyny”, nawet nie byłam świadoma, że taka część istnieje 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Evita – o tak, to jest ciekawa lektura 🙂 A co do okładki, to zapomniałam o tym wspomnieć: też uważam, że wybija się jako ciekawa alternatywa dla tych wszystkich okładek, które tak typowo widzimy w księgarniach 🙂 Tomów o ile dobrze pamiętam jest 5!

      Sardegna – O tak, Klaudyna jest uroczą bohaterką 🙂 A co do pozostałych części: ja kupiłam (zanim to wydanie dostałam do recenzji) w antykwariacie właśnie takie starsze wydanie: pierwsze 2 tomy razem. A pozostałe też upoluję na Allegro, nie mam wielkiego parcia na posiadanie tylko nowych wydań, więc mam łatwiej niż wiele innych osób. I wcale Ci się nie dziwię, że ją ze sobą zabrałaś do nowego domu 😀 Też bym tak zrobiła! Rownież cieplutko pozdrawiam!

  3. Uwielbiam ją! Tato był tak postacią Klaudyny zafascynowany, że aż obiecał sobie nazwać tak swą przyszłą córkę. No i jestem Klaudyną 🙂 Mam stare wydanie „Klaudyny” – cztery części w dwóch tomach – polecam z całego serca, wspaniała lektura! Cieszę się bardzo, że przypadła Ci do gustu 🙂

  4. Gdyby nie to, że Wydawnictwo W.A.B. postanowiło wznowić tę serię, to zapewne nigdy nie natrafiłabym na Klaudynę. Oczywiście przeczytam, jako że lubię niegrzeczne bohaterki 😀

    Pozdrawiam! 🙂

    1. Futbolowa – super historia! 🙂 Ja jestem prozaicznie imienniczką pierwszej miłości mojego o 12 lat starszego brata 😉 Ja też zakupiłam sobie (przed otrzymaniem tego wydania) tom numer jeden, czyli dwie pierwsze części w tym starym wydaniu. A lektura jest faktycznie super, bardzo fajna i taka hm… przesympatyczna.

      Liliowa – Ha! Czyli na coś się to wznawianie przydaje 😉 Ja o Colette słyszałam już tu i owdzie, nawet właśnie o tej książce coś też słyszałam, ale dopiero dzięki Zacofanemu w lekturze skusiłam się na kupno w antykwariacie 2 pierwszych części, a w międzyczasie dostałam pierwszą część w tym nowym wydaniu 🙂 Przeczytaj 🙂
      Pozdrawiam!

  5. kiedyś próbowałam czytać Colette, nawet chyba coś mam w domu. Było to jednak za wcześnie. Teraz należy klasykę przeczytać. Na emeryturze?

    1. Ja kiedyś słyszałam to i owo, ale nigdy nie ciągnęło mnie zbytnio. Dopiero smakowita recenzja u Zacofanego mnie przekonała 😀 I super, bo to urocza książka i zdecydowanie przeczytam całość.
      Wierzę, że i Ty przeczytasz, a kiedy, to już tylko los wie 😉

  6. Czasy, w których toczy się historia, należą do moich ulubionych – ta etyka, moralność i grzeczność, a obok młodzież próbująca się „wyzwolić” xD Z chęcią się zapoznam 🙂

    1. Dusia – o, to powinna Ci się spodobać tak, jak mnie się podoba 🙂 Bo to właśnie takie „wyzwalanie” się w zderzeniu z tym, co sie „powino” robić. Polecam!

      Zacofany – tiaaaa… Ty wiedziałeś, inaczej być nie mogło 😛 Po Twojej recenzji już wystarczającą miałam ochotę do przeczytania, by się skusić 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s