„Gaumardżos. Opowieści z Gruzji” – Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller


Wydawnictwo: Świat Książki, 2011

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 388

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Stali czytelnicy bloga zapewne pamiętają moje zachwyty książkami Wojtka Góreckiego, dzięki którym miałam okazję poznać bliżej kraje wcześniej dla mnie mocno tajemnicze, czyli kaukaskie. Powolutku coraz więcej wiem o tym regionie (chociaż mam świadomość tego, że to wiedza ciągle niewielka i amatorska), najbardziej zainteresowała mnie Gruzja. Dlatego byłam bardzo zadowolona, że to akurat do mnie trafiła ta książka.

„Gaumardżos. Opowieści z Gruzji” to jak najbardziej subiektywne i nieformalne opisy wrażeń dotyczących tego kraju, które zebrali Państwo Mellerowie. Są oni związani z Gruzją już dobrych kilka lat. Pan Marcin w 1992 roku był tam po raz pierwszy – jako korespondent wojenny. Tam znaleźli później cudownych przyjaciół, tam brali ślub, bywają w Gruzji regularnie. Przeżyli w trakcie swoich pobytów niesamowitą ilość przygód, które bardzo mocno związały ich z tym krajem i jego mieszkańcami.

W swojej książce poruszają wiele tematów, serwują nam miksturę złożoną z rozbawienia, zdumienia, strachu, przyjaźni, szacunku i wielu innych uczuć. Zresztą sama książka jest również złożona z różności – trochę reportażu, trochę osobistych opowieści i wspomnień, trochę wprowadzenia do historii i kultury, trochę anegdotek. Nawet książką podróżniczą jest ją trudno nazwać, bo nie w pełni – według mnie naturalnie – kwalifikuje się do tego gatunku. Chyba najprościej byłoby stwierdzić, że to subiektywny opis przyjaźni autorów z Gruzją 🙂

W książce zawarli oni bogaty przekrój wydarzeń i wspomnień, opisali tak ważne aspekty, jak historia, wydarzenia polityczne, kultura, religia, relacje rodzinne, relacje męsko-damskie, opisy geograficzno-społeczne i wiele innych. Ich narracja sprawia wrażenie całkowicie naturalnej i zupełnie subiektywnej. Jednak z tekstu widać, że pisząc książkę opierali się także na różnorakich źródłach bibliograficznych. A i tak największe wrażenie robią opisy – czy to sutry, niesamowitej uczty, którą wyprawia się dla gości, czy też otwartości i gotowości do przyjaźni, którą spotkali u Gruzinów, czy też zagrożenia życia, którego doświadczył Pan Marcin. Z zapartym tchem czytałam opisy biegu pod ostrzałem snajperskim, czy prób uratowania tonącego statku i życia pasażerów!

„Gaumardżos…” czyta się właściwie jednym tchem. Bo całość napisana jest bardzo ciekawie i jak dla mnie przekonująco. A na dodatek autorzy nie próbują się zgrywać na specjalistów czy jakieś wydumane typy intelektualne 😉 Piszą wprost o ciągnących się przez cały dzień ucztach, na których alkohol lał się strumieniami, o tym, jak wszyscy – włączając gruzińskiego kierowcę – pijani wsiadali do auta, bo trzeba było wrócić do domu, o swoich zderzeniach z kulturą Gruzji. A wydaje się ona być bardzo ciekawą i bogatą kulturą, pełną żywych do dzisiaj tradycji. Bardzo przypadła mi do gustu np. tradycja wznoszenia długich i przemyślanych toastów (niektórzy mistrzowie potrafią dochodzić do wygłaszania toastów trwających 30 minut!), wspólnego śpiewania w trakcie uczt i to śpiewania pieśni tradycyjnych (kultura folkowa jest w Gruzji ciągle bardzo popularna!), niewyobrażalna wręcz gościnność Gruzinów (czytając opisy naprawdę można dojść do wniosku, że ta słynna polska gościnność, to nic przy gruzińskiej!), dzielne kobiety, które od wieków scalają rodziny i całe społeczeństwo.

Możemy także poznać losy kraju – od tego, co działo się wieki temu, przez okupację ZSRR i zatargi z Rosją, aż do historii najnowszej. Mnie na przykład bardzo wzruszył los studentów, którzy postanowili zaprotestować przeciwko władzy porywając samolot lecący do Batumi, a którzy to skończyli tragicznie. A Gruzini wyłaniający się zza kart tej książki to naród dumny ze swego kraju, swych tradycji, historii, przyjacielski, gościnny do obłędu, rozśpiewany, roztańczony, pomocny i opiekuńczy. A te opisy uczt gruzińskich! Ślinka aż ciekła, gdy czytałam o serwowanym jedzeniu, a już podwójnie przy oglądaniu zdjęć. Jednak nie tylko o przyjemnych rzeczach piszą Państwo Mellerowie. Są też informacje o wojnie, okupacji, morderstwach politycznych, niechęci Gruzinów w stosunku do Rosji oraz do niepodległości dwóch regionów, którzy oni uważają za gruzińskie. Nie jest to więc laurka, chociaż widoczne jest zauroczenie autorów tym krajem 🙂

A w dodatku książka jest bardzo dobrze wydana! Masa przepięknych zdjęć, przyjemny papier, na wewnętrznych stronach okładek znajdują się dwie mapy – Gruzja oraz regiony Gruzji. To wszystko znakomicie uprzyjemnia czytanie.

Bardzo mi się ta książka podobała, świetnie sprawdziła się w roli książki „podróżnej”, nawet nie zauważyłam kiedy byłam już na miejscu! A w połączeniu z wrażeniami z poprzednich lektur, zdecydowanie zachęciła mnie do przynajmniej jednej wizyty w tym kraju. Chociaż mniej mnie korci wyjazd czysto turystyczny, najchętniej spakowałabym się i dołączyła do Państwa Mellerów w następnym ich wyjeździe 🙂 Bo chciałabym poznać taką właśnie Gruzję, a nie tą z okien hoteli i ze słów przewodników.

Polecam wszystkim osobom ciekawym świata, szczególnie tego właśnie kraju oraz tym, którzy lubią opisy życia, tradycji, przeżyć oraz wrażenia „zwykłych” ludzi, a nie specjalistów tego regionu.

Książkę otrzymałam do recenzji od portalu Lubimy Czytać.

Reklamy

11 thoughts on “„Gaumardżos. Opowieści z Gruzji” – Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller

  1. Po doskonałym „Toaście dla przodków” Wojciecha Góreckiego bardzo zapragnęłam jeszcze bliżej poznać Kaukaz, a w szczególności Gruzję. Dlatego, gdy usłyszałam o nowej książce Marcina Mellera, którą napisał wraz z żoną (notabene – piękną, bardzo medialną kobietą) to już wiedziałam, że muszę ją mieć 🙂

    I tkwię w tym przekonaniu także teraz, po przeczytaniu Twojej recenzji.
    To zdecydowanie książka dla mnie!

    1. Claudette – o tak, „Toast dla przodków” jest doskonały! Jak również „Planeta Kaukaz”. Czekam na wydanie trzeciej książki (miała wyjść w tym roku, ale widzę na stronie wydawnictwa teraz maj 2012 😦 ). Ale książka Mellerów jest w totalnie, diametralnie innym stylu, niż pisze Wojtek. Więc nie nastawiaj się na coś podobnego, bo książki Wojtka to poezja, a książki Mellerów to bardziej proza 😉 Aczkolwiek mimo tego jest to bardzo dobra lektura.

      Viconia – jeżeli lubisz poznawać nowe kraje, to sięgnij po nią.

  2. Właśnie zabieram się za czytanie tej książki, więc narazie nie chce się nic więcej na jej temat wypowiadać, dopiero jak skończę ją czytać.

  3. Nie czytałem całej recenzji, żeby mi się potem skojarzenia podprogowo nie nasuwały:) Po podsumowaniu widzę, że wrażenia mamy podobne. Fajna ksiażka, miejscami nawet bardzo klimatyczna. Wydaje mi się jednak, że mogła być dużo lepsza.

    1. Cyrysia – to miłego czytania i czekam na wrażenia z lektury!

      Pablo – ja z wielką niecierpliwością wyglądam Twojej recenzji, już nie mogę się doczekać. Czy mogła być lepsza? Zależy pewnie od tego, co miałoby być lepsze. Jak na książkę pisaną w takim stylu i w takiej „ramie”, jaką przyjęli autorzy, to mi się podobało 🙂 Jednak nie jest to reportaż w klasycznym tego słowa znaczeniu.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s