„Świniobicie” Magda Szabo


Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1977

Oprawa: miękka

Liczba stron: 188

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 4/6

*****

Od dawna obserwuję triumfalny przemarsz twórczości Szabo przez blogi 😉 Tu zachwyt, tam zachwyt, ileż się można opierać? Wykorzystałam więc okazję i pożyczyłam książkę „Świniobicie”. Mówiono mi, że to może nie jest najlepszy pomysł na pierwszą przeczytaną książkę tej autorki, bo ponuro, bo depresyjnie. Nie bacząc na nic sięgnęłam jednak po „Świniobicie”.

Od pierwszych stron otoczyła mnie „duszna”, przejmująca atmosfera. Jest to historia pewnego małżeństwa – Póliki i Csutaka, jednakże przez nich poznajemy losy rodzin, z których pochodzą, a nawet losy Węgier. Na początku jednak widzimy tylko to, że Csutak niezmiernie kocha Pólikę, a ona nim pomiata i gardzi. Również dzieci podzieliły swą miłość, jedno kocha matkę, drugie ojca.

Pólika pochodzi ze zubożałego rodu szlacheckiego, a Csutak z rodziny robotniczej, mamy więc mezalians. Z wielkiej miłości  czy z wyrachowania? To ona wie, jak się zachować, jak bawić gości, jakie wykwintne potrawy się jada, jakich sztućców używa. To ona ma w pamięci losy rodziny, dwory i dworki, służbę, desptyczną babkę. A Csutok? Pierwszy wykształcony (nauczyciel w podstawówce) reprezentant rodziny, która od lat zajmuje się wytwarzaniem mydła. Niewykształceni robotnicy bez tradycji – tak ich widzi rodzina Póliki. A rodzina Csutaka musi cierpieć rozstanie z nim, dla ukochanej wyrzekł się wiary, rodziny, korzeni. Z rodziną się nie widuje, jego rzeczy przyniesione z domu wylądowały na strychu, dziwne, że on jeszcze jest częścią rodziny. A znowu Pólika dusi wszystko w sobie. Decyzje, które ukształtowały jej życie podjęła mam wrażenie bez większego zastanowienia, tak jakby w myśl powiedzenia „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Jest silna i słaba jednocześnie. Jest też cudowna i bezlitosna, zakochana i pełna wstrętu. Jest kobietą o wielu twarzach.

Powieść rozwija się powoli, jest wielowątkowa i wielogłosowa, poznajemy ją poprzez poznawanie losów różnych członków rodziny oraz osób im bliskim. „Świniobicie” to puzzle, które układa wiele osób, każda odkrywa kolejną część obrazka, a wszystkie głosy składają się w jedną całość, kompletną opowieść. Autorka zdecydowanie wie, jak tworzyć powieść psychologiczną, jak budować pełne i przekonujące charaktery, jak wiązać wydarzenia ze sobą. A bohaterowie są wstrętni, właściwie nikt nie budzi tak naprawdę sympatii, co najwyżej litość. No, może dwójka: brat Póliki – Wiktor oraz ich dawna służąca – Jolan. Reszta budziła we mnie tylko uczucia antypatii, litości, przerażenia. Co najwyżej mogło mi być ich żal, bo rozumiałam dlaczego są tacy, a nie inni, znałam czynniki nimi kierujące. Ale nie mogłam ich polubić, ani się z nimi identyfikować.

Mimo tej „dusznej”, deresyjnej atmosfery, antypatycznych bohaterów i tego, że właściwie wszystko idzie tylko źle, książkę czyta się naprawdę dobrze! Jest bardzo dobrze napisana, przekonująca, autorka wie, jak operować językiem. Mimo tego, że ostrzegano mnie, że to nienajlepsza lektura na początek, to i tak zrobiła na mnie wrażenie. Za namową blogowego Chrześniaka zakupiłam już w antykwariacie „Staroświecką historię”, a w najbliższym czasie planuję sprawdzić, co na stanie posiadają biblioteki. Jak widać książka zrobiła na mnie wrażenie wystarczające do wzbudzenia chęci kontynuowania znajomości z autorką.

Polecam wszystkim, którzy lubią powieść psychologiczną, nie muszą czytać tylko łatwych i „szczęśliwych” książek, chcą poznać lepiej naturę ludzką.

Reklamy

21 thoughts on “„Świniobicie” Magda Szabo

    1. Piotr – nie mam pojęcia dlaczego 😉 A jaka byłaby różnica, gdyby ktoś teraz wznowił ją z datą 2011? Serio pytam 🙂

      Cyrysia – tytuł faktycznie nie jest zbytnio interesujący, ale świniobicie jest pewnym katalizatorem akcji (co nie znaczy, że masz się nastawić na krew i mięcho ;p) + dodaje wieloznaczności książce.

  1. Odpocznę sobie chwilę po „Staroświeckiej historii”, a „Świniobicie” już do mnie jedzie:)
    @Pisany_inaczej: a co tu ma do rzeczy, że książka jest stara (chociaż 1977 rok to żadna starość)? Dobre książki się nie starzeją:)

    1. A ja odwrotnie 😉 Odpocznę sobie chwilę po „Świniobiciu”, a „Staroświecka historia” już czeka na odebranie w antykwariacie 😉
      I też uważam, że dobre książki się nie starzeją 😀

  2. Dotąd czytałam tylko „Zamknięte drzwi”, ale również obiecałam sobie, że na tym nie poprzestanę. Szabo zachwyciła mnie wnikliwą, choć bezpretensjonalną analizą ludzkiej duszy. Trzeba przyznać, że potrafi zajrzeć w jej najciemniejsze zakamarki.
    Ja poluję na „Tajemnicę Abigel”, ale póki co skutecznie zniechęcają mnie astronomiczne ceny:(

    Pozdrawiam

    1. „Zamknięte drzwi” planuję jako 3, 4 lub 5 pozycję na liście 😉 Druga zapewne będzie „Staroświecka historia”, potem – jeszcze nie wiem w jakiej kolejności – „Tajemnica Abigel”, „Piłat” oraz „Zamknięte drzwi”.
      Mówisz, że Abigel taka drogocenna? To pozostaje biblioteka lub pożyczka.

  3. Cieszę się, że Szabo się spodobała na tyle, że aż skrobnęłaś o tym notkę. Oby szabomania zataczała jak szersze kręgi, to może jakiś wydawca się zlituje i wznowi, a może nawet coś nowego przetłumaczy na polski (marzenie:)).

    1. Boena – zapraszam do zapisania się do kolejki, tylko jedna osoba, a książka potem wolna jest 🙂

      Iza – o właśnie, o tym samym ostatnio wspominał Zacofany w lekturze, że przydałyby się wznowienia, a wszystkie wydawnictwa milczą.

  4. Muszę przeczytać „Tajemnicę Abigel”,jutro wybieram się do biblioteki,wcześniej widziałam ekranizację i jak mnie pamięć nie myli,zrobiła duże wrażenie,może znajdę też coś innego Szabo?

    1. Boena – Ja też chciałabym bardzo przeczytać „Tajemnicę Abigel”, bo już słyszałam sporo dobrego + widziałam troszkę serialu. Ciekawe. czy jest w bibliotece, hm…

      Dusia – bywa i tak 😉 Ja też kilku rodzajów książek nie trawię.

  5. A ja jeszcze nie czytalam nic tej autorki, chociaż entuzjastyczne opinie tylko zachęcają. Ale niestety – nie mogę planować. Kurcze, poodwracają się wszyscy za te kolejki i czekanie na recenzje po kilka miesięcy.

    1. Kalio – hehehehe… skądś to znam 😉 Ale jednak nie jestem w stanie czytać tylko książek recenzyjnych i stąd Kolejkowo, pożyczanki, a od czasu do czasu książki biblioteczne. No i czytanie chociaż troszkę książek własnych nierecenzyjnych.
      A za te kolejki się nie obrażą, bo przecież nie masz narzuconych terminów, prawda? Ja rzadko kiedy mam jakiś termin na przeczytanie (teraz się szykują dwie takie przesyłki), bo generalnie odmawiam jak ktoś mi daje dwa tygodnie na przeczytanie książki. A te, które mam są na zasadzie: przeczytam kiedy będę miała ochotę, ważne, że będzie recenzja. Podejrzewam, że to u Ciebie tak też jest 😉 A znajomy pan z Muzy mówi wręcz „czytanie ma sprawiać przyjemność, a nie powodować stres” 😉
      A co do Szabo – to pozostaje liczyć na wznowienie i wtedy bez wyrzutów sumienia przeczytasz jako recenzyjną 😉

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s