„44 Scotland Street” Alexander McCall Smith


Wydawnictwo: Muza, 2010

Oprawa: miękka

Liczba stron: 311

Moja ocena: 3,5/6

Ocena wciągnięcia: 3,5/6

*****

Swego czasu podczytywałam wiele recenzji tej książki i cały czas zastanawiałam się jakie będą moje wrażenia z lektury. Teraz już wiem, że najbliższa mym odczuciom jest recenzja Kornwalii.

„44 Scotland Street” to opowieść o mieszkańcach kamienicy znajdującej się właśnie pod tym numerem. Zbieranina typów jest zróżnicowana, mamy narcystycznego pracownika agencji pośrednictwa nieruchomości, niezdecydowaną dziewczynę robiącą drugi rok przerwy w studiowaniu, mamuśkę z przerostem ambicji w stosunku do swojego dziecka, tegoż właśnie biednego pięciolatka, lekko zwariowaną panią antropolog na emeryturze i nigdy nie wychodzącego z mieszkania mężczyznę chorującego na agorafobię. A do tego sporo bohaterów drugoplanowych jak właściciel galerii, artysta z lekka zapijaczony etc.

Ta barwna zbieranina gwarantuje wielość wydarzeń i zabawnych momentów. Jest to lekkie „czytadło obyczajowe” – jeżeli mogę sobie pozwolić na wynalezienie nowej kategorii 😉 Powieść ta oryginalnie powstała, jako powieść drukowana w odcinkach w jednej z gazet w Szkocji. Można to z łatwością wyczuć – jest podzielona na wielką ilość drobnych wydarzeń, nie ma co liczyć na „wejście głębiej”, na rozwinięcie sytuacyjno-charakterologiczne. Trzeba przyznać, że autor ma dar lekkiego pióra, tworzy bardzo przyjemne i pełne ciepła historie. Bardzo uroczo przedstawia Edynburg, zdecydowanie zachęcił mnie do odwiedzenia tego miasta.

Jednakże książka ta mnie nie urzekła, według mnie jest trochę lepsza od przeciętnej lektury tego typu. Nie było między mną a tą powieścią magii 😉 Nie byłam w stanie wskrzesać w sobie żadnych uczuć w stosunku do bohaterów, z dwoma małymi wyjątkami – znienawidziłam głupią mamuśkę z przerostem ambicji w stosunku do swojego dziecka oraz polubilam emerytowaną panią antropolog. Ale generalnie reszta bohaterów zrobiła na mnie wrażenie nijakie. Niby sympatyczni (lub nie), ale nie w taki sposób, bym poczuła, że ich lubię (lub nie). Ich problemy wydały mi się takie miałkie, nieważne. Może zwyczajnie trafiła ta książka na kiepski czas, jednak nie sądzę. Posiadam jeszcze chyba 3 czy 4 książki tego autora i jestem bardzo ciekawa dalszej mojej przygody z jego twórczością.

„44 Scotland Street” to miłe, pełne ciepła czytadło. Jeżeli ktoś chce poczytać książkę, która ma być lekka i niemęcząca, to ta książka sprawdzi się w tej roli.

Advertisements

13 thoughts on “„44 Scotland Street” Alexander McCall Smith

  1. Dla mnie najbardziej beznadziejnymi bohaterami są w tej książce Pat i Matthew – bezbarwni, smętni, nieciekawi. Już wolę irytującego Bruce’a, choć faktem jest, że najciekawiej wygląda rodzinka, zamęczająca biednego dzieciaka. W drugiej części trochę łagodnieją, ale długa do tego droga 🙂
    Generalnie książkę uważam za przyjemne czytadło, któremu oddaję się z radością 😉

  2. A ja od dłuższego czasu mam ochotę na tę książkę i pomimo Twojej dość niskiej oceny raczej spróbuję. Na angielskim czytaliśmy fragmenty tej powieści (w oryginale) i to dość zachęciło mnie do lektury całości.

    Pozdrawiam i Wesołych Świąt życzę! 🙂

    1. Futbolowa – drugą część też mam, zobaczymy, jak to się rozwinie. Jednakże następnej jego książki zapobiegawczo na razie nie zamówiłam, najwyżej kiedyś zdobędę 😉
      A wiem, że 95% recenzji, które czytałam są bardzo pochlebne, więc nie zdziwi mnie, jak większość osób tutaj komentujących będzie się zachwycać 😀

      Liliowa – pewnie, spróbuj, przecież każdy ma swój własny gust 😀 Dzięki!

  3. Wrażenia miałam podobne, choć chyba jeszcze trochę bardziej negatywne. Raczej żałowałam czasu spędzonego z tą książką i zupełnie mnie nie obchodziły losy bohaterów (a już najmniej tych głównych)…

  4. Nie dla mnie, miałem to w rzeczywistości. Co drugi tydzień u mnie wsi przy oknisku. Po pół godzinie gdy wszyscy byli nachlani zaczynała się prawdziwa akcja, intrygi godne najlepszych powieści. Domysły plotki, i jakie intrygi, no i oczywiście na głosowaniach wszyscy uśmiechnięci i przyjaźni. Ale plotki mówią jasno, ten auto tamtemu porysował, tamten bije dziecko, ten słucha głośno muzyki, ten pobrudził całą klatkę schodową gdy wypadła na mnie kolej.
    A do tego ten język, ah tego nie da się opisać w książkę, zwłaszcza tego wspaniałego lekkiego języka.
    Kupuje sześciopak, kilo kiełbachy, i na majówkę na wieś. Recenzje nie długo może też napisze.

  5. Normalni u nas na wsi w wspólnocie jest totalna demokracja. Dwanaście rodzin wybiera przewodniczącego, który robi zebrania i na nich się głosuje. Coś jak w średniowieczu.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s