„We własnym gronie” Mari Jungstedt


Wydawnictwo: Bellona, 2011

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 389

Moja ocena: 4/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

*****

Trzecia już część serii przygód Inspektora Knutasa i jego ekipy. Wracamy na Gotlandię, ponownie w trakcie upalnego lata. Wszyscy marzą o wakacjach, tylko grupa pasjonatów archeologii uczestniczy w letnim kursie – prowadzą wykopaliska na terenie zamieszkanym przed wiekami przez Wikingów. Upał, lato, morze, sielanka…

Sielanka tylko do czasu. Dwie dziewczynki odnajdują na łące ciało kuca pozbawionego wody i… krwi. Kilka dni później znika studentka archeologii, nikt nie wie, co się z nią stało. Kilka dni później jej ciagło zostaje odnalezione w lesie, jednak to, w jaki sposób została pozbawiona życia wygląda mocno nietypowo. A to nie wszystkie „atrakcje”, jakie czekają na grupę policjantów, to dopiero poczatek.

Część kryminalna tej powieści jest całkiem ciekawa. Autorka interesująco przeplata zbrodnie z wstawkami dotyczącymi mordercy, o którym jednak nie wiemy nic poza tym, co robi w danym momencie. Śledzimy działania policji, mediów, zabójcy. Mamy okazję kluczyć różnymi drogami, sprawdzać różne ślady, które z nich okażą się tymi prawdziwymi? Bardzo podobało mi się nawiązanie do dawnych bóstw – Asów.

O wiele ciekawiej jednak prezentuje się warstwa obyczajowa. Poznajemy dalsze losy Johana i Emmy, którym wcale nie jest łatwo. Emma nie może się otrząsnąć po rozbiciu rodziny i rozwodzie, a Johan nie może się pogodzić z tym, że Emma nie jest ciągle gotowa, by przyjąć go jako pełnoprawnego partnera oraz odkrywa siebie w roli ojca. Mamy okazję poobserwować jak rozwijają się relacje na posterunku w Visby oraz dowiedzieć się, co działo się z Knutasem po zakończeniu poprzedniej sprawy (opisanej w „Niewypowiedzianym”). Dlatego dobrze jest jednak czytać książki po kolei, bo wprawdzie sprawy nie są ze sobą powiązane, nic się nie stanie, jak nie przeczytamy ich w kolejności, to jednak ominą czytelnika „smaczki” – rozwój sytuacji, relacji międzyludzkich, czy wręcz rozwój wewnętrzny różnorakich osób.

Autorka trzyma poziom pod względem tworzenia fabuły, bohaterów, języka – jest on podobny do poprzedniej części. Generalnie tamta podobała mi się bardziej, aczkolwiek wynika to chyba z tego, że „We własnym gronie” czytałam w burzliwym momencie i nie zdołałam się wciągnąć. Zapewne komuś innemu może się podobać bardziej od „Niewypowiedzianego”.

Ciekawa jestem dalszych pomysłów autorki na kolejne zbrodnie 😉 Polecam wszystkim wielbicielom kryminałów, szczególnie skandynawskich oraz wszystkim, którym podobały się poprzednie dwie części.

Advertisements

11 thoughts on “„We własnym gronie” Mari Jungstedt

  1. Strach otworzyć lodówkę, żeby jakiś Knutas nie wypadł:P A swoją drogą, jaki sens pisać kryminały, w których kryminał jest tylko jakimś nieistotnym elementem fabuły? Nie lepiej poprzestać na czystej obyczajówce? To taka luźna refleksja, bo jakoś dużo ostatnio recenzji kryminałów, w których to opiniach przewija się takie stwierdzenie, że kryminał marny, ale obyczajowo to ho ho:D

    1. Dusia – faktycznie, recenzje są ogólnie zachęcające 😀

      Zacofany – hehehehe… Wiesz, to chyba taki nowy gatunek nam się urodzil: kryminał obyczajowy 🙂 Specjalizują się w tym zdecydowanie skandynawscy autorzy, właściwie chyba u wszystkich jest mniej lub bardziej rozwinięta warstwa obyczajowa.
      A te kryminały, które ja czytałam do tej pory nie były złe – były dobre i bardzo dobre. A, że warstwa obyczajowa przeważnie była bardzo dobra, to w niektórych się wybijała delikatnie na pierwszy plan. Ale jednak rzadko.

      1. Coś chyba kręcisz:) Na pierwszym planie ma być trup i śledztwo, a smaczki obyczajowe mają wychodzić w tle:) Ja tu wyczuwam przekręt w stylu: napiszę powieść o skandynawskiej prowincji, ale dodam trupa, bo inaczej nikt tego nie kupi:D

        1. Heh… Nie kręcę, na serio uważam, że kryminały pochodzące z tej części Europy są to kryminały obyczajowe. Zarówno u Jungstedt, jak i u Lackberg, Larsssona, a nawet Sigurdardottir (chociaż Islandia nie przez wszystkich widziana jest jako Skandynawia) to wygląda pdobnie: jest zbrodnia, jest śledztwo, ale oprócz tego warstwa obyczajowa jest bardzo silnie rozwinięta. Hm… chyba pora na notkę o krymiałach obyczajowych 😀

              1. Tak, to się daje zauważyć:) Pewnie dlatego Agatha Christie wiecznie żywa pozostanie:P Ciekawe, że ona potrafiła i trupa atrakcyjnego przedstawić, i śledztwo inteligentnie poprowadzić, a na dodatek jakoś tak mimochodem dać np. masę fascynujących obserwacji angielskiej prowincji.

                1. Czy ja wiem… Christie w tych swoich obserwacjach niezmiennie przedstawiała służących i tzw. zwykłych ludzi (tzn. niezbyt zamożnych) jako co najwyżej ćwierćinteligentów. Lubię jej kryminały, ale ten element zawsze mnie denerwował i denerwuje.

                    1. Christie w szczegółach nie pamiętam, bo czytałam dobre kilka lat temu. Co do kryminałach, o których pisałam wcześniej – tam śledztwo jest na głównym planie, jednak obyczajówka jest silna lub bardzo silna. Typu: 2/3 – 1/3

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s