Ocenianie książek


Pod notką dotyczącą książki „Rozkosze nocy” znalazłam dzisiaj komentarz Coleslawa. Dzięki niemu powstał w mej głowie pomysł na notkę dotyczącą oceniania książek.

Powtórzę tutaj mniej więcej to samo, co napisałam w odpowiedzi na komentarz (dotyczący wystawiania ocen niższych niż 3):

1. Od mniej więcej dwóch, trzech lat coraz rzadziej wystawiam oceny poniżej 3. Wynika to zwyczajnie z tego, że przez ostatnie lata intensywnie próbowałam różnorakich lektur i uczyłam się tego, co lubię, a czego nie lubię i teraz już z dużym prawdopodobieństwem wiem, co może mi się spodobać i głównie takie książki zdobywam. Sama jestem zdziwiona, że tak dobrze trafiam i trafiają mi się takie fajne książki :D . Ale zdecydowanie bardziej cieszy mnie ten fakt – zbyt wiele książek, zbyt krótkie życie na marnowanie go na czytanie czegoś, co mi nie odpowiada 🙂

2. Blog nie jest reprezentatywny dla całosci moich ocen – nie opisuję wszystkich przeczytanych książek na blogu, na blogu wolę opisywać książki warte przeczytania :D Chociaż może powinnam więcej pisać i o gniotach? ;) Tylko wtedy mogłoby mi wyjść tak, jak na początku mojej kariery blogowej ;) https://ksiazkowo.wordpress.com/2009/10/05/kaktus-w-sercu/

3. Jakiś czas temu dojrzałam do tego, by nie kończyć książek, które kompletnie mi nie „podchodzą”. A jeżeli przerywam czytanie, to zwyczajnie takiej książki nie oceniam i nie czuję się zdolna do pisania opinii.

4. Jestem dosyć tolerancyjna i pozytywnie nastawiona do książek i ich autorów. Często potrafię przymknąć oko na jakieś małe negatywy, o ile wrażenie z czytania całości jest dobre. I pewnie moje oceny z tego względu są też odrobinę łagodniejsze :).

5. Najlepszym źródłem moich ocen (ale niestety bez opinii) jest mój profil na Biblionetce. Prowadzę go już ponad 3 lata i chociaż sporo ocen bym teraz – gdybym nie była tak leniwa – zmieniła (jeszcze kilka lat temu czytałam inne książki oraz zdecydowanie bardziej pozytywnie je oceniałam, szczególnie oceniając je po pewnym czasie, czyli w momencie założenia konta na Biblionetce ;p), to generalnie to, co oceniam mniej więcej od 2 lat jest całkiem miarodajne dla moich aktualnych ocen – http://www.biblionetka.pl/user_ratings.aspx?id=51002&order=rating&p=7.

6. Oceny pojawiają się na blogu, ale generalnie są dla mnie. Jak już stali czytelnicy bloga zauważyli – coraz bardziej zaczynam lubić podsumowania, średnie, statystyki itd. A ocenianie się z tym mocno łączy. Liczę również na to, że czytenicy wchodzący na bloga raczej przeczytają daną recenzję, a nie zerkną tylko na oceny i tyle. Mam nadzieję, że się nie łudzę ;).

To chyba na tyle z mojej strony. Zapewne zapomniałam o wielu rzeczach, ale zawsze mogę uaktualnić notkę lub napisać o czymś w komentarzu.

Pomyślałam sobie, że większość z nas wystawia – czy to na tym, czy innym portalu książkowym – oceny każdej przeczytanej książki. I tutaj rodzą się moje pytania: Jak oceniacie książki? Czym się kierujecie? Co jest dla Was ważne przy wystawianiu oceny? Jak podchodzicie do kwestii oceniania? Czy różnicujecie oceny ze względu na kategorie, czy oceniacie generalnie? Czy zawsze kończycie czytanie książki i wystawiacie ocenę?

Serdecznie zapraszam wszystkich do dyskusji!

Reklamy

35 thoughts on “Ocenianie książek

  1. O matko, ile pytań!
    Ale po kolei:
    Zgadzam się z Tobą w punktach od 1 do 5. Napisałabym to samo.

    W punkcie szóstym muszę chyba rozczarować większość blogerów – nie czytam długich recenzji, tylko pierwszy i ostatni akapit. Jeśli recenzja jest krótka – czytam całość. Jeśli WYJĄTKOWO ciekawa i mnie wciągnie, też. Ale to jest rzadkością.
    Nie sugeruję się opiniami innych w doborze lektury, sama wybieram książki, dlatego rzadko natykam się na coś, co mi się nie spodoba.

    A teraz odpowiedzi:
    Od końca – gdy nie mogę książki dokończyć, bo taka nudna, to owszem, piszę o niej, ale nie oceniam, a w notce wyraźnie zaznaczam, że nie dałam rady jej przeczytać. Powtarzam – nie oceniam.
    Nie różnicuję ocen ze względu na kategorie. W mojej ocenie kieruję się przede wszystkim:
    a) przyjemność, jaką dostarczyła mi książka – czy dobrze się czytało, czy mnie wciągnęło, czy nie ziewałam nad nią.
    b) wartości poznawcze – dowiedziałam się czegoś nowego, nauczyła mnie czegoś ta książka, jakieś ciekawostki historyczne lub naukowe?
    c) inne wartości, tzw. filozoficzne – z tym że jaj jestem już kobietą w średnim wieku i gdybym przez ten pryzmat oceniała książki, to pewnie żadna nie dostałaby wysokiej noty ostatnio, bo ja już wiele książek przeczytałam i rzadko jeszcze któraś mnie zaskakuje. Dlatego to kryterium dałam na koniec. Inaczej skrzywdziłabym wielu autorów. Kiedyś zachwycałam się „Tomkiem” Szklarskich, dziś wiem, że to przygodówka dla młodzieży.

    Jak mi się jeszcze coś przypomni, to zajrzę.

  2. A ja w ogóle nie oceniam zadnymi gwiazdkami, punktami, wciagnieciem czy co tam jeszzcze itp bo zwyczajnie nie widzę sensu / potrzeby. Jeśli coś piszę to o ksiazkach ktore faktycznie mi się podobają / mają coś w sobie. Jedynie na LC czasem używam gwiazdek, ale tylko dlatego że są ;D a i tak uważam że to trochę jest naciągane i niemiiarodajne.
    W każdym razie jesli ksiazka jest nudna i jej nie jestem w stanie doczytać to piszę że pierdy i że do bani 🙂 chociaż rzadko mi sie to zdarza bo po prostu wybieram ksiazki ktore są zgodne z moimi zainteresowaniami i rzadko trafiam na gnioty. A jeśli ziewam nad ksiażką co czesto jest wynikiem bardziej mojego niewyspania niż tematyki to z reguły ją odkladam i idę spać :D:D:D
    Niektore wydawnictwa proponują mi roznego rodzaju pozycje ale niektorych po prostu nie biorę wiedząc że tematyka mi nie odpowiada. W każdym razie oceny generalnie uwazam za niepotrzebne. Stawiam bardziej na to że ktoś doczyta moją notkę do konca i sam postanowi czy go ksiazka zainteresowała czy nie. Tyle w temacie.
    Pozdrawiam :):)

    1. Mary – to że gwiazdki i oceny ogólnie są niemiarodajne, to ja mogę Ci cały elaborat napisać ze wskazaniem przykładów ocen zawyżonych i zaniżonych.
      Ale ja lubię oceniać gwiazdkami, cyferkami itp. I już.
      A wolę szybki rzut oka na ocenę niż czytanie recenzji. A już zwłaszcza długich i nudnych, z analizą, dygresjami i kontekstami kulturowymi.

      Czasami jest tak, że ziewam nad książką, chociaż jestem wyspana – wtedy znaczy, że książka jest nudna.
      Wydawnictwa proponują generalnie dużo, wybieramy to, co przypuszczamy, że może nam się spodobać.

    2. Kalio! Ja mam to samo! Jak recenzja zbyt długa to czytam pierwszych kilka zdań, kilka ostatnich i wtedy albo czytam środek,albo rezygnuję…
      A co do kryteriów- nie oceniam na punkty,chociaż chyba kilka razy mi się zdarzyło… hnmm… ja poprostu muszę ksiązkę „poczuć”. Było kilka takich,które mną wstrząsnęły, pochłonęły i serce przyspieszało podczas czytania. Były też średnie, na 4… czyli ciekawe,ale bez szału – przeczytałam bez poczucia,że straciłam czas ale bez jakichś budujących właściwości no i kategoria trzecia to kompletne nieporozumienia- najczęściej o nich nie piszę,bo takich książek nie kończę.

  3. Zdarza mi się oceniać książki, ale nie mam jasno określonej skali. Są takie książki, że nie da rady ich ocenić. Czasami jednak zdarzają się tak beznadziejne przypadki, że rzucam książkę po pierwszych kilku stronach i wyrażam się o niej źle, a nawet bardzo źle.

  4. > Kalio
    wydaje mi sie ze jednak środek czyjejs recenzji jest najwazniejszy. 1 i ostatni akapit (zalezne od tematyki) niespecjalnie dają wiedzę o wrażeniach, takie moje zdanie nieskromnie 🙂

    1. Mary – oczywiście że tak! Jak najbardziej masz rację.
      Ale:
      gdzie ja napisałam, że chcę wiedzieć, co ktoś tam mysli o tej książce? Jeśli książka mnie zainteresowała, to żadna recenzja tego nie zmieni, ani pozytywna ani negatywna.
      A jeśli nie przeczytałam całej recenzji, to jej nie komentuję – proste to jest:)))

  5. A co do „Kaktusa…” to jest właśnie taka trzecia kategoria. A nawet 4 😉 przeczytałam 3 strony i wystawiłam na allegro . Jedyna ksiązka,którą sprzedalam.

  6. O! Powinna być gorąca dyskusja, bo za oceną zawsze idzie subiektywne odczucie. Ja w swoim papierowym raptularzu prowadzonym do tej pory – oceny wystawiałam; na blogu nie, ale chyba zacznę. Nie wystawiłam nigdy słabej oceny (poniżej 3), bo jeśli książka mi się nie podoba, to odkładam bez żalu. Nie wiadomo, ile mamy czasu, więc po co go marnować! Jeśli słabą pozycję jednak kupiłam, puszczam ją w siną dal. Wystawiona ocena jest wprost proporcjonalna do czasu, w jakim myślę o książce. Te ocenione na „6” potrafię wyrecytowć wyrwana ze snu. U innych kieruję się głównie recenzją, chyba że już blogowicza znam dłużej i mogę kupić w ciemno. Tak jest (może tego nie przeczyta) np. z Padmą. Z jej recenzji ustawiła mi się długaśna kolejka, a empik i allegro zacierają ręce. Właśnie czytam „Zaginione miasto Z” i równolegle „Koniec pana Y”. Obie bardzo dobre. Brak niższych ocen wpływa na dobre samopoczucie żyjących autorek „bestsellerów”, którym nie psuję humoru. Muszę wspomnieć, że często opinie bardzo młodych blogerek nie pokrywają się z moimi. Ale przecież nie napiszę, żebyśmy ujawniały swój wiek. Co to, to nie! Dobra książka obroni się sama. Z ciekawością będę śledzić dalszą dyskusję. 🙂

    1. Zapomniałam dopisać, że są blogerzy (np. Enga), których ocenę szanuję i nią się sugeruję, chociaż też z pewnymi wyjątkami, bo znamy się długo i wiemy, jak oceniamy.
      Ale to Enga! Wypracowana znajomość i zaufanie w ocenianiu. To nie ma tak, że ktoś wpadnie do mnie raz, krzyknie – fajna recenzja i ja już do niego lecę:)

      1. O rany, zaczerwieniłam się po czubki uszu 😉 Ale przy okazji poruszyłaś tutaj ważną sprawę – długotrwałe wizytowanie wyrabia opinię na temat gustu blogera, jego sposobu oceniania itd.

  7. Powiem Ci, Agnieszko, że ja mam bardzo podobnie do Ciebie jeśli chodzi o punkt 1. Coraz częściej trafiam na pozycje w moim guście, dlatego też na moim blogu piętrzą się niemalże same pochwały:) Z tego faktu cieszę się niezmiernie, bo nie jestem człowiekiem, który czerpie przyjemność z krytykowania czegokolwiek 🙂

    1. Ja podchodzę do tego tak – każdy z nas jest człowiekiem, błędy są rzeczą ludzką, czepiam się więc dopiero „większych” spraw lub takich powtarzających się regularnie. I fakt – wolę chwalić, niż się czepiać. A i moje uwagi staram się robić w „złotym stylu” informacji zwrotnej, czyli kanapkowo 😉 Pochwała, krytyka, pochwała 😉 O ile jest to możliwe oczywiście. Jak widać – jestem bardziej wyrozumiała, niż spora część innych czytelników 🙂

  8. Mogłabym pod większością tego co napisałaś podpisać się obiema rękami i nogami 🙂

    Doskonałym przykładem są ostatnie dwa miesiące.
    Dużo książek oceniłam na 5+. Czytałam wyłącznie nabytki biblioteczne oraz książki wybierane przeze mnie z wydawnictw. Wszystkie, bez wyjątku, okazały się niezwykłe i zasługujące na ocenę powyżej 5.

    Dokładnie tak jak w Twoim przypadku rozbieżność okresów czytelniczych widać po moim profilu na Biblionetce. Niedługo stukną mi tam cztery lata i chociaż wydaje mi się, że niewiele książek oceniłam przez ten czas to zauważalne są epizody, gdy niektóre książki oceniałam bardzo entuzjastycznie. Może to sprawiać wrażenie mojej niekonsekwencji, ale podobnie, jak Ty nie zmieniałam ocen i chyba już tego nie zrobię.

    Jeżeli chodzi o Twoje pytania, to postanowiłam odpowiedzieć po kolei:
    1. Jak oceniacie książki?
    Staram się do każdej książki podchodzić indywidualnie, chociaż oczywiście jest to bardzo trudne i zwykle nie unikam porównań z innymi podobnymi powieściami, czy też innymi książkami danego autora. Moje oceny są zwykle pozytywne, gdyż wychodzę z założenia, że nie szkoda mi życia na czytanie nudnej, niezajmującej literatury – zatem już na etapie wyboru lektury dokładnie ją sprawdzam, czasami czytam inne recenzje, czasami patrzę na oceny na Biblionetce (często są miarodajne!), zawsze czytam choćby fragment dla rozpoznania danego stylu 🙂

    2. Czym się kierujecie? Co jest dla Was ważne przy wystawianiu oceny?
    W swoich ocenach kieruję się przede wszystkim tym o czym wspomniała Kalio – czy książka mi się podobała, czy miło spędziłam przy niej czas, czy była zajmująca, ciekawa. Niekiedy, gdy książki należą do jakiegoś cyklu lub są jednego autora, jak już wspomniałam, dokonuję porównania. Zawsze, bez wyjątku, oceniam oryginalność dzieła, wyróżniające go walory i staram się żadnej książki nie stawiać na z góry przegranej pozycji. Są oczywiście takie książki, które od razu, od pierwszej strony wprawiają mnie w zachwyt, wtedy muszę się poddać i moje kryteria znikają 🙂

    3. Jak podchodzicie do kwestii oceniania?
    Do oceniania podchodzę bardzo poważnie, gdyż zdaję sobie sprawę, że moja ocena będzie być może wśród innych opinii blogowych, miała wpływ na sięgnięcie Czytelnika po daną książkę. Czasami daję się ponieść emocjom, ale wówczas zaznaczam, iż w danej sprawie jestem całkowicie nieobiektywna.

    5. Czy różnicujecie oceny ze względu na kategorie, czy oceniacie generalnie?
    Oceniam generalnie. Zawsze tak robiłam i myślę, że to lepsze niż jakieś różnicowanie, zwłaszcza, że główna ocena jest efektem zsumowania wrażeń z poszczególnych kategorii.

    6. Czy zawsze kończycie czytanie książki i wystawiacie ocenę?
    Zawsze kończę książkę zanim wystawię ocenę. Nie zdarzyło mi się nie dokończyć książki, czasami męczyłam się z daną lekturą długo, przerywałam ją na jakiś czas, potem od razu wracałam. Wydaje mi się jednak, że gdybym miała za sobą jakąś nieprzeczytaną lekturę to nie potrafiłabym wystawić jej oceny – wszak wcale bym jej nie poznała czytając fragmentarycznie. Może koniec byłby genialny, najlepszy ze wszystkich? 😉

  9. Krótko:

    Sprecyzowany gust czytelniczy to dobra rzecz. Ale Ty chyba dostajesz od wydawnictw różne książki, także nadprogramowe. I jeżeli są kiepskie, to ich nie opisujesz? Chyba nie wypada tak robić wydawcom (a może wypada, ja się nie znam).
    A jeżeli tak łagodnie oceniasz, to po co skala sześciostopniowa (z połówkami na dodatek)? Po co skala w ogóle? Może ograniczyć się do 3 określeń: fajna, fajniejsza, najfajniejsza?
    Dla mnie, jako osoby spoza blogsfery, kompletnie niezrozumiały jest też trend „oceny zwykłej” i „oceny wciągnięcia”. Po prostu… po co to? Po co dwie? 😀 Moi znajomi również nieblogowi i nierecenzujący uważają, że to zaburza czytelność i ogólny przekaz recenzji. Ale może Tobie nie zależy na czytelnikach „nierecenzentach” spoza blogsfery (zresztą nie widzę takich tutaj w komentarzach), więc ok. Można mieć wszak sprecyzowany, zamknięty krąg odbiorców. Twój blog.

    1. Dobre:)
      Zamknięty krąg? U Engi?:D
      Wystarczy spojrzeć na ilość chętnych choćby do losowań – niby ci wszyscy chętni to zamknięty krąg blogerow? Oni przecież już mają Mariolę.
      Daj Boże każdemu taki zamknięty krąg odbiorców.
      A przy okazji – skoro taki zamknięty, to co Ty tu robisz? Też należysz?

      To teraz poważnie- ocena wciągnięcia też jest u mnie, mogę się domyślać, że działa podobnie jak u Engi (nie tylko zresztą u nas, jest więcej takich blogów) – ja to widzę tak: książka merytorycznie może być kiepska, no żadnych głębszych treści nie zawiera, ale napisana jest tak, że się świetnie przy niej bawiłam, uśmiałam, bałam (jeśli horror). Albo odwrotnie – dostrzegam walory i dla tych mądrości ją przeczytałam, ale nie pochłaniałam, lekko mnie wymęczyła, bo warsztat literacki nie za specjalny.
      Jeśli Enga myśli inaczej, to zapewne skoryguje.

    2. 1. Dostaję od wydawnictw w 99,5% tylko to, co sobie zamówię. Do tej pory dostałam tylko 2 książki, których nie zamówiłam, leżą na półce i czekają, czy jednak zdecyduję się je przeczytac, czy nie. Nie czuję się do tego zobowiązana, bo ich nie zamawiałam. Co do zobowiązań do pisania recenzji książek niezamówionych, to celnie opisał to Paweł Pollak na swoim blogu – http://pawelpollak.blogspot.com/2010/11/blogowe-recenzje.html (akapit ostatni i 3 od końca). Książki recenzyjne będę się zawsze starała czytać do końca, a jakaś się okaże kiepska, to zwyczajnie o tym napiszę. Ale mało jest gniotów, w których nie da się zauważyć chociaż czegoś dobrego. Hm… chociaż to pewnie zależy od podejścia. Do tej pory zdarzyła mi się jedna książka, która mnie przerosła. Zamawiając ją nie wiedziałam, że jest to książka raczej mocno specjalistyczna i poległam na początku czytania. Napisałam do wydawnictwa, wyjaśniłam o co chodzi i nie było problemu. Nie prosili też o chociaż krótką wzmiankę o książce.

      2. Używam skali sześciostopniowej, bo do takiej jestem przyzwyczajona i taką lubię. Poza tym fakt, że teraz nie używam zbyt często ocen poniżej 3 nie oznacza, że zawsze tak będzie. Może się przecież okazać, że któraś z opisywanych książek zasłuży na taką ocenę i co wtedy. Poza tym dla mnie skala 1-6 (z połówkami), to zupełnie co innego niż fajna, fajniejsza i najfajniejsza. Bo to, że książka jest fajna, to nie oznacza zawsze, że jest bardzo dobra, prawda? 🙂

      3. Co do dwóch ocen – odpowiedziała Ci już bardzo ładnie Kalio dlaczego tak, a nie inaczej, a ja się z nią zgadzam, więc nie będę dublować.
      Dodam tylko, że do tej pory myślałam, że co jak co, ale „ocena wciągnięcia” jest naprawdę zrozumiała, więc zdziwiłam się mocno. Przykro mi, że razem ze znajomymi tak odbieracie te dwie oceny, ale jesteście w mniejszości, nikt poza Wami do tej pory nic w tej sprawie do mnie nie napisał. Nie widzę, więc celu rezygnacji z tych ocen, tym bardziej, że po części są one i dla mnie. Wydaje mi się też, że te oceny, szczególnie umieszczone w tym miejscu raczej nie utrudniają czytania. Poza tym – jak to opisano to wiele razy powyżej – jeżeli ktoś nie dba o oceny, to zwyczajnie omija je wzrokiem i czyta tekst (lub przegląda) tekst recenzji 🙂

      4. Jeżeli poczytasz komentarze (zarówno pod tą notką, jak i pod innymi), to zobaczysz, że to nie jest zamknięty krąg blogosfery, część czytelników nie posiada blogów. Poza tym przeglądając statystyki widzę, że sporo wejść, to po pierwsze wejścia z Facebooka, potem wejścia z różnorakich czytników RSS, a do tego jeszcze wejścia z wyszukiwarek (głównie Googla). Jak widać – czytelników mam różnorakich i bardzo się z tego cieszę. Wiem (z różnych źródeł, np. wiadomości, maili, GG), że wiele osób, które tutaj zagląda nie ma – tak, jak pisałam – bloga, a poza tym: czytają, a nie komentują. Więc bazując na komentarzach pomijamy naprawdę dużą część czytelników, a to chyba nie o to chodzi, prawda? Oczywiście, że zależy mi na czytelnikach, nie będę obłudnie twierdzić, że nie, ale ten blog jest też dla mnie 🙂 Oczywiście, jestem otwarta na zmiany (zresztą blog ewoluuje cały czas), ale głównie wtedy, jeżeli kwestia-problem zostanie zgłoszona czy też poparta przez sporą część czytelników 🙂

      Oki, a teraz wrócę do zlecenia. Proszę więc o cierpliwość w razie przedłużającego się braku reakcji. Napiszę, gdy będę mogła.

  10. Coleslawie,
    jesteś mniejszością, która jest za przejrzystością 😉

    Kalio,
    Dobre 🙂 Wiesz, jak ja zrobię losowanie, to u mnie też jest dużo chętnych 😀
    Zdradzisz mi jakiego przedmiotu ścisłego uczysz w szkole?

    Pozdrawiam

  11. Mnie, jako osobie spoza blogosfery (zresztą, nawet gdybym sama pisała bloga, nic by to nie zmieniło) Wasze wszelakiego rodzaju oceny książek w ogóle nie interesują. Podczas czytania opinii i recenzji nawet nie zwracam uwagi na wspomniane ocenianie, ponieważ najważniejsze odczucia danego czytelnika i tak zawarte są w notatce, uwzględniającej wszystko (tak zakładam), co recenzent miał do napisania o książce i do wyśledzenia w jej treści. Oceny cyfrą, tudzież stopniem wciągnięcia są jakimś sztucznym tworem i często, jak zauważyłam, nie pokrywają się z refleksjami z recenzji. Żywe, nasycone emocjonalnym kolorytem słowo notek (a czytam każdą z uwagą i zainteresowaniem) ma zdecydowaną przewagę nad kwalifikatorem cyfrowym – w moim odczuciu.

  12. Na moją ocenę składa się wiele czynników m.in. siła wciągnięcia w lekturę, problematyka, fabuła, zaciekawienie, emocje jakie wywołuje, czy wrócę do niej kiedyś ponownie, czas ( bo jeżeli czytanie wlecze się jak flaki z olejem to raczej nie jest to dobre dzieło) itp. itd. 🙂

  13. Oceniając książki kieruję się swoim gustem, po prostu:). W przypadku powieści biorę pod uwagę przede wszystkim styl autora, inne czynniki – jak oryginalność fabuły czy warstwa psychologiczna – zajmują dalsze miejsca. Stosuję skalę od 1 do 5, z plusami i minusami. Chyba nie jestem zbyt łagodna; rzadko wystawiam 1 i 2, ale jeśli książka tylko na tyle zasługuje, to się nie waham. Moim zdaniem warto ostrzegać przez kiepskimi lekturami.

    Tzw. wciągnięcie nie wpływa na to, jak oceniam książki, ale rozumiem osoby, które i ten czynnik uwzględniają.

    Rzadko nie doczytuję do końca rozpoczętej książki, ale jeśli już do tego dojdzie, to w niektórych przypadkach wystawiam jednak jakąś ocenę – czasami już po paru stronach łatwo stwierdzić, że ma się do czynienia z gniotem.

  14. Ja oceniam na podstawie impulsu, oceniam bardziej emocjami, niż rozumem, oceniam tak, jak książkę odczułam, zwracając wielką uwagę na język, czasem większą, niż na fabułę.
    Co do wyrabianego z czasem gustu czytelniczego – owszem, więcej jest książek, które oceniam na pięć, ale dużo jest też takich, które mają trójki, a to dlatego, że czasem po prostu się zawodzę. Rzucam się na tematykę, na autora, na opis, a potem się okazuje, że to zupełnie nie to, o co mi chodziło, co ma dla mnie wartość. Nie czytam już książek, które mnie męczą, więc jedynek jest mało, ale się zdarzają.
    A oceny są dla mnie swoistym podsumowaniem, taką kropeczką nad moim i.
    Natomiast jeśli chodzi o pisanie o gniotach na blogu – piszę, też piszę, ku przestrodze, bądź ku dyskusji, gdy znajdę zwolenników danej książki, którą ja mianem gniot określiłam.

  15. To prawda, że z czasem (i wiekiem) doskonale wiemy co chcemy czytać, dlatego coraz mniej zdarza sie trafić na kity wydawnicze.
    Oczywiście wystawiam oceny kierując się moim własnym gustem i wcale mi nie przeszkadza, że innym ocena nie pasuje. Debiuty zawsze jakoś łagodniej traktuję 🙂 Kategoria ma dla mnie znaczenie, przeciez trudno porównać literaturę tzw. wysoką z popularną beletrystyką, dlatego wystawiam notę biorąc to pod uwagę. Każdą książkę zaczętą kończę, moze to wynika z mojej naiwności, bo wciąż mam nadzieję na „rokręcenie się tematu” chociaż czytam wtedy troche „po łebkach’ 🙂
    A odnośnie samych recenzji na blogach, nie lubię za długich elaboratów ujawniajacych w szczegółach całą treść książki. Czytam wtedy początek i podsumowanie z oceną. Bardziej mnie interesuje tematyka książki i jeśli mi nie odpowiada żadna recenzja tego nie zmieni. Tak to juz mają doświadczone mole książkowe 🙂

  16. Witam:)
    Ja ledwo co zaczęłam pisać bloga i nie jest to czysto książkowy blog a raczej taki kulturalny, ze dwa wpisy się znalazły poza kulturą a o tym co u mnie:) Recenzja książkowa na razie jest jedna ale zbieram się do napisania drugiej. Po drodze ciągle się dzieje coś na bieżąco. A to Teatr Tv a to rocznica śmierci Agnieszki Osieckiej, o której nie mogłam nie wspomnieć:)
    Ta jedna recenzja to bardzo krytyczna recenzja, bowiem inaczej się nie dało ocenić książki pani Izy Kuny „Klara”:(
    Ogólnie w spisie książek przeczytanych w tym roku oceniam je od 1-6. Szóstki teraz nikt nie dostaje. 6 jest zarezerwowana na odkrycia pokroju hmm Marqueza czy Tomasza Manna (może to strzał w stopę?) Te co mną zawładnęły w tym roku najwyższą notę mają 5 (chyba zmienię na 5,5 i wycofam się z opcji cyfr, jakoś mi z tym niewygodnie, subtelniej z gwiazdkami). „Klara” dostała notę 2. Nie wiem jaka musiałaby być książka oceniona na 1 chyba taka, której nie przeczytam do końca (jeśli nie przeczytam książki nie umieszczam w spisie) Właściwie „Klary” bym nie przeczytała, ale obiecałam, że sprawdzę i ostrzegę w razie co ( co też niezwłocznie uczyniłam:)
    Książki z 2010 i 2009 mają swoje roczne podsumowania i te, które mi zapadły w pamięć są zapisane kursywą:)
    „Oceniając” książkę biorę pod uwagę przyjemność z nią bytowania, przy czym za przyjemność nie uznaję tylko radosnego bycia w książce ale także wtedy kiedy jest ciężko,mrocznie. Tak mam z literaturą faktu. Nawet książka na temat Gułagów sowieckich (np: „Gułag” Anne Aplebaum) może być tak napisana, że nie można się od niej oderwać i myśli się o niej np: siedząc w knajpie ze znajomymi (pojawia się wtedy taka błoga myśl, że jeszcze się ten miły wieczór nie skończył, bo wrócę do domu i będę czytać).
    Przyjemność czytania książki oceniam pod kontem ciekawej, wciągającej historii, od której się nie można oderwać, oraz języka jakim jest napisana. Czasem spełnienie jest tylko jedno. Może być ciekawa historia nie napisana jakoś specjalnie dobrze (ale nie źle) albo nieciekawa dla mnie jakoś specjalnie historia ale napisana za to! Genialnie jest jeśli książka jest wciągająca i świetnie napisana! a jak jeszcze nie jest oklepana i dowiaduję się czegoś nowego no to już szał:))
    Ostatnimi czasy także rzadko się nacinam, bowiem wiem co lubię, wiem jaka tematyka mnie kręci i jak styl pisanie mnie podnieca umysłowo:) Nie różnicuje książek ze względu na kategorie i nie zawsze doczytuję do końca. Tej sztuki nauczyłam się zupełnie nie dawno, łatwo nie było! 🙂
    Jak widzę dużo osób nie czyta dłuższych wpisów. No to jestem na przegranej pozycji, moje wpisy należą do tych dłuższych, mam problem z syntezą (co widać na załączonym obrazku hihi)
    Zapraszam w gościnę do mnie, mam nadzieję, że ktoś zostanie u mnie na dłużej. Pozdrawiam serdecznie:)

  17. Dziękuję wszystkim za wypowiedzi! Padło tutaj wiele interesujących dla mnie komentarzy, pokazujących jak różnorodni jesteśmy my i nasze podejście do lektury, oceniania itd.

    Przepraszam, że nie będę odpowiadała każdej osobie indywidualnie, ale wczoraj wpadło mi nagłe zlecenie, więc siedzę i dłubię. Czasu niestety brak, więc indywidualnie odpowiem tylko kilku osobom, które zwróciły się bezpośrednio do mnie.

    Zapomniałam dodać, że ja oceniam książki bardzo mocno na podstawie uczuć, które we mnie wzbudziły w trakcie wrażenia, potem na zasadzie: czy było coś dla mnie nowego, jakie były „technikalia” (język, fabuła, styl itp.), czy książka wzbudziła jakieś refleksje… Oceniam w odniesieniu do innych, podobnych książek, o ile się da oczywiście. Generalnie coraz bardziej rozwijam upodobanie do wystawiania opinii – kiedyś prowadziłam na Biblionetce miesięczne czytatki ze spisem przeczytanych książek, jakiś czas temu do tego spisu dołączyły coraz dłuższe opisy wrażeń „na gorąco”. No i oczywiście recenzje, ale nie wszystkich ksiażek, zwyczajnie – nie mam na to czasu.
    Jeżeli książka mnie męczy i nudzi, to nie łudzę się, że lepiej czytać, bo może warto dla zakończenia, bo generalnie w 9 przypadkach na 10 nie jest warto 😉 Ale dochodziłam do tego dłuuuugie lata. Oczywiście takiej książki nie oceniam.
    Nie wiem, czy o czymś zapomniałam znowu 😉 Może będzie kolejny komentarz „w locie”. A jeszcze chciałabym napisać recenzję, ciekawe kiedy!

    Aha, błagam – dyskutujmy bez ewentualnych wycieczek osobistych. Czy wnoszą one coś do dyskusji oprócz złych emocji? Dosyć się naobserwowałam „pyskówek” w internecie, tak łatwo tutaj obrażać innych i stąd moja błagalna prośba, by chociaż u mnie się to nie działo. Z góry bardzo dziękuję!

  18. Oceniam książki posługując się skalą jak na biblioNETce, sześciostopniową. Od jedynki (beznadziejna) do szóstki (rewelacyjna). Połówek też używam, a jakże.
    Oceniam całość, nie rozgraniczam, wciąganie, nie wciąganie, wsysanie – to już trochę za dużo jak dla mnie.
    Oceniam też niedoczytane. Na 1 albo 1,5. Skoro nie zdołałam doczytać do końca, to książka jest beznadziejna 🙂

  19. Nie daję ocen, nie potrafię tak oceniać, bo książka książce nierówna. Nawet jeśli oceniłabym pewną powieść na 5/6, a zbiór reportaży na 6/6 to nie znaczy wcale, że reportaże są lepsze od powieści, ale że moje oczekiwania były inne, znajomość tematu inna, zupełnie innymi kryteriami sie kierowałam przy ocenie. Dlatego odrzucam wszelkie gwiazdki czy punkty. Ale nie przeszkadza mi, gdy inni je stosują, każdy ma swoją metodę.
    Recenzje czytam w całości, staram się czytać uważnie, ale nie czytam wszystkich recenzji na wszystkich blogach. Czytam, gdy mam wrażenie, że może mnie zainteresować ksiażka lub gdy interesuje mnie zdanie blogowicza/blogowiczki.
    Gust też mam wybiórczy i bardzo sprecyzowany, jestem otwarta na nowości, ale nie wszystkie. Znam swoje upodobania i jeśli przekraczam moją „comfort zone”, to w kierunku, o którym wiem, że mi będzie odpowiadał.

  20. To ja mam chyba podobnie jak Mary, w zasadzie mogłabym się pod jej komentarzem podpisać 🙂 Na swoim blogu nie oceniam, oceniam tylko na LC (i kiedyś na Biblionetce, ale teraz rzadko tam zaglądam) i tylko dlatego, że te gwiazdki tam są. Sama czytając inne blogi kompletnie nie zwracam uwagi na oceny gwiazdkowe, punktowe czy inne – dla mnie nie są miarodajne, głównie ze względów wskazanych przez Chihiro. Ja czytam recenzje całe. I ja, inaczej niż Kalio, nie do końca lubię recenzje krótkie, mnie się podobają takie „z kulturowym kontekstem”, z dodatkowymi informacjami o autorze itp., dlatego np. bardzo podobają mi się recenzje Padmy. I to prawda, podobnie jak większość, kiedy już dobrze poznam „gust” jakiegoś konkretnego blogera/blogerki to wtedy w ciemno kupuje, to co on/ona zarekomenduje 🙂

  21. Enga – w świetle tej dyskusji i po przeczytaniu wszystkich komentarzy z ciekawości zajrzałam na biblionetkę, kliknęłam „moje oceny” i „sortuj wg ocen”.
    Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, co i jak kiedyś oceniałam:)))
    Jak bardzo zmienia się ocena pod wpływem minionego czasu – nowych doświadczeń życiowych, zmiany zapatrywań na różne sprawy, dojrzewania, przeczytanych lektur, nowo poznanych ludzi…
    Dochodzę do wniosku, że większość przeczytanych dawniej książek dziś oceniłabym inaczej. Ale przecież nie będę niczego zmieniać. 6-5 lat temu byłam inną osobą. Dziś jestem inna i inaczej oceniam. Wszystko płynie.

    1. A! Wniosek!
      Żadna ocena nie jest miarodajna. Więc dla mnie ocenianie to zabawa. I nie brałabym na serio tych ocen, ani moich ani żadnych. Jednak ważniejsze to, co napiszemy w opinii słownej.

      1. No właśnie, dlatego tez po zastanowieniu nie tykam ocen książek. Chyyyyyyyba, że przeczytałam jeszcze raz. Lub naprawdę teraz czuję, że ta książka zdecydowanie powinna mieć inną ocenę 😉

        Dziewczyny – dziękuję za Wasze wypowiedzi, wszystkie przeczytałam z zainteresowaniem.
        Chihiro – ja na Biblionetce oceniam tak, że np. reportaże oceniam w odniesieniu do innych przeczytanych reportaży, czytadła w odniesieniu do czytadeł itd. Te oceny są moje, wiem skąd się biorą i o co w nich chodziło 🙂 A inni zawsze mogą przeczytać moje krótkie komentarze w czytatkach lub recenzje tutaj/na Biblionetce/LC.

  22. Kiedyś sama napisałam notką na temat oceniania książek. Jest to ciekawe zjawisko, co do którego nie da się osiągnąć kompromisu. Np. niektórzy mogą zarzucić, że dwie różne gatunkowo książki mają 5, choć różnią się od siebie jak dzień i noc.
    A jak oceniam? Na moją ocenę wpływ mają dwa czynniki: ogólne wrażenie podczas lektury, tzn. czy mam ochotę książką „cisnąć”, czy jednak coś mnie przy niej trzyma oraz porównanie z innymi książkami z tego samego gatunku.
    Co do „porzucania” książek… Zależy. Jeśli książka jest z DKK, to ją dokończę, gdyż zazwyczaj mam odmienne zdanie niż reszta klubu, co w efekcie prowadzi do interesujących rozmów. Jeśli książkę wypożyczyłam z biblioteki – trudno, zostawiam i oddaję. A jeśli ją kupiłam? Godzę się wtedy z Allegro :).
    Źle się czuję z wystawianiem negatywnych ocen, ale jeśli poświęciłam swój czas, to uważam, że mam prawo podzielić się swoją opinią. Nie każdy przecież musi się z nią zgadzać.
    Pozdrawiam :).

    1. Widzę, że podobnie masz z tym ocenianiem do mnie 🙂 A co do tego, że dwie bardzo różne książki mają taką ocenę – ja tż oceniam w porównaniu do tego samego gatunku. Inaczej bym oszalała, bo przecież wtedy bardzo dobre książki w danym gatunku wylądowałyby gdzieś po środku skali, bo w odniesieniu do książek innego gatunku są słabsze. I wtedy też pojawiłby się problem: jeden gatunek jest lepszy od drugiego?
      Pozdrawiam!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s