„Pechowy fart” Andrzej Klawitter


Wydawnictwo: Telbit, 2009

Oprawa: miękka

Ilość stron: 302

Moja ocena: 3,5/6

Ocena wciągnięcia: 4/6

*****

Przyznam, że na sięgnięcie po „Pechowy fart” skusił mnie opis:

Czym jest nieszczęście w szczęściu? Biznesmen Ryszard Bielik przekonuje się o tym na własnej skórze, gdy wskutek napadu traci portfel, a w nim… kupon dużego lotka wart dziesięć milionów złotych! Zaginiona szczęśliwa szóstka wyzwala lawinę zdarzeń, domysłów i intryg, w czym niemały udział ma zagadkowa kochanka Bielika, ekscentryczna Korina, oraz zakochana para studentów, która przypadkiem znajduje kupon. Pomiędzy bohaterami rozpoczyna się gra, w której stawką są nie tylko pieniądze, ale coś znacznie ważniejszego: uczciwość, lojalność, przyjaźń…

„Pechowy fart” to rozgrywająca się współcześnie w Toruniu powieść o sile przypadku i sztuce właściwych wyborów. Autor porusza się po ciemnych i krętych dróżkach ludzkiego sumienia, aby w finale zaskoczyć Czytelnika niespodziewaną puentą.

Brzmi fajnie, prawda? A do tego Toruń – miasto całkiem niedaleko, na dodatek które bardzo lubię. Biorę!

Autor wymyślił fajną fabułę, nie mogę powiedzieć złego słowa – pomysł z napadem i stratą fartownego kuponu loteryjnego pociągnął za sobą lawinę wydarzeń. Fabuła jest nieźle zakręcona! A relacje między osobami pierwszo- i drugoplanowymi też są nieźle zbudowane. Mamy tutaj całe spektrum charakterów ludzkich – od  wzorowych wolontariuszy, którzy nagle stają przed wyborem między pozostaniem dalej czystymi moralnie, a wejściem „w strefę cienia”, przez wyrachowaną Korinę, która naciąga mężczyzn na grubą kasę, ale… robi to wszystko dla siostry, do biznesmena Bielika i jego rodziny. A oprócz tego jeszcze całkiem ciekawi bohaterowie drugoplanowi. Czyli generalizując – ma potencjał na dobrą książkę, prawda?

Jest jednak jedno „ale”. Nie wiem, od kogo to zależy – autora, korektora, redaktora – ktoś jednak powinien zająć się poważnie językiem powieści. Naprawdę nie przeszkadza mi spora ilość prostych zdań pojedynczych, ale tutaj ona przygniata. Brzmi to jak „styl reporterski” – opis czynności i kropka. Poza tym nawet taki laik jak ja czuł, że coś zgrzyta od czasu do czasu. I tu już jako przykład mam konkretny cytat:

Nie miała ochoty iść na lekcję, którą akurat był niemiecki z niezbyt lubianą wychowawczynią, wskutek rozmowy z panią Pawlicką.

Czy mi się wydaje, czy tutaj jakby nawala składnia?

Czepiam się głównie języka, bo fabuła naprawdę mi się spodobała, bohaterowie nawet też, chociaż trudno tutaj mówić o sympatii, bo większości z nich nie byłam w stanie polubić. Ale bohaterowie tutaj są dokładnie tacy, jak ludzie dookoła, więc nic w tym dziwnego, też wielu dookoła mnie nie lubię 😉 Bardzo fajnie lektura tej książki wzbudza automatyczne pytania dotyczące życia: czym jest przyjaźń, lojalność, miłość, związek, wyrachowanie, uczciwość, moralność?

Miałam problem przy ocenie, bo za fabułę i trochę za bohaterów dałabym ocenę wyższą, ale za to, że mi się źle czytało przez używanie w taki sposób języka chciałam postawić ocenę niższą. Ta więc jest wyśrodkowanym konsensusem 😉

PS. Prośba do Wydawnictwa – uśmiecham się ślicznie i proszę o unikanie w przyszłości takich graficznych „spojlerów”, jak ta okładka. O mały włos, a można nie czytać książki, wystarczy popatrzeć 😉

PPS. Pozdrowienia z Okęcia, gdzie muszę jeszcze moment pokoczować 😉 Niestety otoczenie raczej ujemnie wpłynęło na jakość notki :/

Advertisements

12 thoughts on “„Pechowy fart” Andrzej Klawitter

    1. Grzesiek – co nie? Jak widać – jeszcze wiele przed nami! 😛

      hiliko – widziałam, że ten autor ma kilka książek więcej i teraz się zastanawiam – spróbować innej, bo fabuła tej była fajna, czy jednak nie?

    1. O tak, dwie poprzednie, które czytałam były świetne 🙂 Ja więc zdecydowanie będę kontynuowała znajomość z Telbitem 🙂

      Kalio – widzisz, czyli jednak laik wyczaił 😉 A takich przykładów było niestety więcej.
      Automat wypasiony i odpowiada 😛

      PS. Tym razem pozdrowienia z lotniska w Stambule 🙂

  1. Masakra nie wiem co bym zrobiła, gdybym to ja zgubiła kupon wart 10mln. Chyba bym się załamała, z drugiej strony nie wiem co też bym zrobiła, gdybym go znalazła. Czy byłabym tak uczciwa, aby oddać go właścicielowi.

    1. Oj, ja też nie wiem, w obydwóch sytuacjach. Jakbym zgubiła, to pewnie bym zeszła na zawał albo by mnie szlag na miejscu trafił 😉 A gdybym znalazła, to – nie będę zgrywać świętoszki – nie wiem, co bym zrobiła. Zależy jeszcze, czy wiedziałabym kto go zgubił czy nie.

  2. A propos tego kuponu to mi się przypomniała pewna historia. Teraz w Burger Kingu jest promocja na zdrapki. Większość wygrywa, a jeśli ktoś jakimś cudem niczego nie wygra, to ma się z feralną zdrapką zgłosić, by mieć 10 lat darmowych burgerów. Znajomy nie wiedział, znalazł pustą zdrapkę i ją wyrzucił. Teraz pluje sobie w brodę 😀

  3. No cóż, nikt nie jest doskonały! (Z jakiego filmu to zdanko???)
    Autor bałaganu pt. „Pechowy fart”. Pozdrawiam moich Czytelników!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s