„Księżniczka z lodu” Camilla Läckberg


Wydawnictwo: Czarna Owca, 2009

Oprawa: miękka

Ilość stron: 424

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

*****

Erika Falck wraca do miasteczka w którym się wychowywała by uporządkować dom po nagłej śmierci jej rodziców. Idzie to jak po grudzie, przeszkadzają jej emocje, które wywołuje prawie każdy drobiazg. W trakcie jednego ze spacerów odkrywa ciało swojej przyjaciółki z dzieciństwa – podcięte żyły, leży w wannie, piec nie działa, więc ciało pokryte jest lodem – istna księżniczka z lodu. Prawda, że wygląda to na samobójstwo? Ale wcale nie jest to takie proste, jak by się mogło wydawać…

Erika oczywiście angażuje się w prowadzenie śledztwa na własną rękę, trochę pomaga jednak swojemu znajomemu policjantowi Patrikowi Hedstromowi. Razem próbują wybadać rodzinę zmarłej, jej przyjaciół, poszukać wrogów, sprawdzić każdy ślad od dzieciństwa aż do śmierci. A jednocześnie nawiązuje się między nimi romans, który wydaje się prowadzić do zakochania, a kto wie co dalej?

Zadziwiające, jak tak małe miasteczko może przez wiele lat ukrywać skrzętnie wiele różnych tajemnic. Pod wpływem prowadzonego przez powyższą parę śledztwa wychodzi na jaw wiele grzeszków i grzechów, jednakże nikt ciągle nie może wpaść na ostateczne wyjaśnienie sprawy, mają wrażenie, że krążą w kółko. Oczywiście, wszystko jednak do czasu, autorka funduje nam zakończenie pełne akcji.

„Księżniczka z lodu” to połączenie kryminału z powieścią obyczajową oraz czytadłem. Trochę dziwna to kombinacja. Generalnie podobała mi się fabuła, tło obyczajowe też było całkiem fajne (chociaż daleko mu na przykład do tego, które stworzył Larsson). Bohaterowie jednak są w całkiej sporej mierze dosyć czarno-biali, mimo prób autorki, by wyglądało to bardziej zróżnicowanie. Podobało mi się włączenie do fabuły wątków dotyczących przemocy w rodzinie, wpływu dzieciństwa na przyszłość człowieka, różnorakich skrzywień psychicznych.

Akcja jest wciągająca (aczkolwiek zdarzają się momenty przegadane), urozmaicona zwrotami, jak również „przerwami” w dochodzeniu, które to mocno frustrują bohaterów. Język jest prosty, nawet bardzo. I zastanawiam się, czy to styl autorki, czy zasługa tłumaczenia. Zastanawiam się tym bardziej, że całość sprawiła na mnie takie „kanciaste” wrażenie, brak subtelności, gładkości, trochę tak, jakby to było jako tako przetłumaczone, ale nie oszlifowane potem przez nikogo.

Podobało mi się, nie powiem. Jednak czułam pewien niedosyt po zamknięciu książki, który nie wiem sama skąd wynikał. Może brakowało mi zamknięcia pewnych wątków (np. rodzinnego), czy pogłębienia charakterów głównych bohaterów? A może zwyczajnie spowodowała to taka potrójna kombinacja tematyczno-stylistyczna? 😉 Jestem jednak ciekawa, jakie będą następne części, już niedługo trafi do mnie część druga, więc będę miała szansę się przekonać 🙂 Liczę na dalsze poprowadzenie (lub zamknięcie) części wątków, może „wygładzenie” całości. W każdym bądź razie autorka musiałaby nabroić, bym nie sięgnęła po pozostałe części 😉

Polecam miłośnikom kryminałów w wersji „bez masakry piłą łańcuchową” ;), a także Skandynawii, oszczędnego języka oraz osobom otwartym na nowe kombinacje 😀

*****

W ciągu ostatniego roku przeczytałam przynajmniej kilka tzw. kryminałów skandynawskich. I ośmielę się stwierdzić, że mają one całkiem wiele cech wspólnych, na przykład:

– bohaterowie żłopią hektolitry kawy,

– wszyscy są liberalni, szczególnie w sferze seksualnej oraz doboru patnerów,

– autorzy szczegółowo opisują, co bohaterowie w danym momencie robią, lubują się także w wymienianiu marek używanych produktów,

– policjanci w większości to straszne fajtłapy, nie posiadają podstawowych umiejętności i mało co do nich dociera 😉

– przeważnie jest zimno, ciemno, melancholijnie lub wprost depresyjnie, ale zawsze pieknie 😉 Tylko jeden z czytanych przeze mnie krymianłów prezentował tamte tereny latem,

– zbrodniarz (lub ktoś mu bliski) bardzo często był skrzywdzony w dzieciństwie i to ukształtowało całe jego życie.

To na razie tyle, postaram się zapamiętać kolejne wnioski 🙂 Was też poproszę o dorzucanie swoich propozycji, a  może kiedyś zrobimy takie podsumowanie cech wspólnych kryminałów skandynawskich? 😀

PS. Dziękuję wszystkim za wczorajszą dyskusję, zaskoczyliście mnie ilością i różnorodnością komentarzy 🙂 Zostawiłam Was samych na kilkanaście godzin, a dyskusja się potoczyła niesamowicie 😉

Advertisements

14 thoughts on “„Księżniczka z lodu” Camilla Läckberg

  1. hehe, co do wniosków się zgadzam . Pamietam że u Larssona był jakiś totalny szał na wymienianie marek i nazw różnych przedmotów 🙂 co mnie nieco irytowało. u Nesbo ostatnio zauważyłam notoryczne wymienianie banku Nordea 😉 a poza tym policjanci a szczególnie główny inspektor czy tam jakiś śledczy zwykle ma problemy z kobietami i alkoholem, może to ta pogoda depresyjna tak na nich wpływa?? 😉
    Co do Lackberg słyszałam a własciwie czytałam, że jednak lepsza jest Marklund Lisa. Czytałas coś tej autorki? Ja nie znam ani tej ani tej drugiej. Ale chyba pogrzebię w bibliotece choć znając życie pewnie nie będzie możliwości zaczęcia lektury którejkolwiek od 1ej częsci.

  2. Jednak udało Ci się coś naskrobać! Łuhuuu!
    Ten A umlaut mnie przeraża, bo wszystkie umlauty są zatrważające. Ale książka zapewne dobra. Gdyby tylko była pod ręką!

    1. Z tym wymienianiem nazw, to u Larssona faktycznie bywało ostro 😉 Ale i u innych się zdarza, włączając powyższą autorkę. A co do głównego śledczego i problemów, to faktycznie jest też taka tendencja 😉

      Marklund znam na razie tylko z nazwiska i blogowych recenzji, ale mam nadzieję, że kiedyś uda mi się przeczytać. Chyba w bibliotece jednak nie mamy, ale kto wie, może za jakiś czas? Bo chyba nie chcę kupować, wolę sprawdzić, czy mnie olśni, a potem wydać kasę 😉

      Pulawsky – 😀 Umlat może i przerażający ogólnie, ale w tym wypadku nie jest groźny, można czytać bez obaw 😀

    1. O widzisz! Przypomniałaś mi – bardzo mi się nie podobają te okładki, nie wiem, kto je wymyślił :/ Przeładowane, chaotyczne, bez klasy. Szkoda, bo seria nie jest zła i zasługuje na coś lepszego.

  3. Ciekawa recenzja 🙂 Lubię literaturę skandynawską, dlatego od kilku miesięcy „czaję się” na pakiet 4 książek Camilla Läckberg (zawierający „Księżniczkę z Lodu”) i mam nadzieję, że niedługo (finansowo) będę mogła go sobie sprezentować.
    Pozdrawiam 😀

  4. Marklund Lisa to nic specjalnego, takie pitu pitu zaangażowane społecznie:).
    Ps- jeśli chcesz przeczytać neitypowy skandynawski kryminał, bez tej całej optoczki społecznej to polecam coś Sjowall/Wahloo. Jest nietypowy, bo stary (starszy niż my), jeszcze wtedy nie było mody na te wszystkie detale.

    1. Kasandra – życze powodzenia, na razie widziałam za ponad 70 złotych. Może na Allegro się uda? Ewentualnie czekanie na jakieś „okołoksiążkowe” promocje, np. z okazji targów czy dnia książki.

      Iza – już słyszałam sporo o Sjowall/Wahloo. Jak przypadkiem zdobędę, to zdecydowanie przeczytam. Ale ja generalnie nawet lubię te skandynawskie kryminały z otoczką społeczną, tylko lubię ją kunsztownie zrobioną 😉

      1. No właśnei, a tu w tkle telenowela. I nie jakas wyrafinowana a po prostu Klan. W tej cześci majteczki wyszczuplające, w drugiej ciąża, w trzeciej niemowlak…. W czwartej pewnei będzie ślub (taka szwedzka kolejność).

  5. Zawiodłam się na „Księżniczce…”. Bardzo lubię skandynawskie kryminały, ale ten był zdecydowanie słaby. Mnóstwo opisów strojów, zakładania majtek wyszczuplających, golenia pod pachami, wyrównywania oddechu itp. Spódnica od kogoś, bluzka od innego producenta – przekraczało to moje siły psychiczne.
    Zgadzam się z Tobą co do języka – prosty, sztywny nawet.
    Drugiej części nie czytałam, mam w domu, warto sprawdzić, czy lepsza od pierwszej. Na razie jednak mam wiele ciekawszych książek.

    1. Beatrix – no fakt, trochę tutaj było tych „czytadłowych” wstawek, to fakt. Może nie przeszkadzało mi tak bardzo, bo ostatnio mam ochotę na trochę lżejszą literaturę? 😉 A to wrzucanie tylu marek do książek skandynawskich zaczyna mnie zastanawiać… Ja planuję przeczytać trzy pozostałe części, zobaczymy, jak to będzie dalej.

      Kamkap – to masz z Lackberg tak, jak ja 😉 Zobaczymy za jakiś czas, jak mi się spodoba Marklund.

  6. Mnie w tej nieszczęsnej „Księżniczce” dobiło to, że policja była tak piekielnie nieudolna i niemrawa. Bo jednak bez przesady…

    I chyba przeszkadzały mi też te wstawki obyczajowo-romansowe, bo tylko oddalały od kryminału, a ja kryminał chciałam, a nie Bridget Jones. CO zabawne sama intryga kryminalna zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, tylko wykonanie ją zabiło.

  7. Świetne podsumowanie skandynawskich kryminałów! 🙂 Nic dodać, nic ująć.
    Może te marki wymieniane są po to, żeby historia wyglądała na bardziej autentyczną, żeby bardziej osadzić bohatera w realiach?
    Dodałabym jeszcze jeden punkt: jeśli bohaterowie są kobietami, w domu padają ofiarami przemocy.
    „Księżniczka z lodu” rozczarowała mnie, wydała mi się dość nijaka. Kolejne tomy jeszcze przede mną.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s