„Crescendo” Becca Fitzpatrick


Wydawnictwo: Otwarte, 2010

Oprawa: miękka

Ilość stron: 395

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 4/6

*****

W sieci możemy znaleźć bardzo wiele niezmiernie pochlebnych, pełnych zachwytów recenzji. Ciekawe, jak na ich tle wypadnie moja opinia? 🙂

„Crescendo” to kontynuacja bestselleru zatytułowanego „Szeptem”. O pierwszej części nie będę się rozpisywać, upłynęło od wydania tyle czasu, że wystarczy kilka sekund, a znajdziecie dziesiątki recenzji 😉 Druga część ukazuje losy tych samych bohaterów, a dzieje się w niej, oj dzieje!

Patch jest w dalszym ciągu Aniołem Stróżem Nory, a na dodatek jej chłopakiem. Pierwsze kilkadziesiąt stron to wręcz opis sielanki między zakochanymi, zachwytów jakie to wszystko wspaniałe i jak super się potoczył ich los. Ale nagle sielanka zaczyna zmieniać oblicze. Bo okazuje się, że Patch nie jest w stanie zadeklarować, że kocha Norę, dlaczego? Dziewczyna przeżywa ciężki okres, w którym  poznaje powody zachowania Patcha, co jednak nie ułatwia jej życia. Pozostaje im rozstanie, mimo tego, że chcą być razem. Bo chcą, prawda? Tylko dlaczego Patch zaczyna się spotykać z odwiecznym wrogiem Nory – z Marcie? Dlaczego unika Nory i nie odpowiada na jej pytania? Dlaczego przemawia do niej w snach?

A na dodatek najlepsza przyjaciółka Nory – Vee zaczyęła się spotykać z najlepszym kumplem Patcha – Rixonem i są ze sobą bardzo szczęśliwi. Nieszczęśliwej Norze nie jest przyjemnie spędzać z obydwojgiem czas, ale też nie chce rozdzielać pary zakochanych, dlatego coraz częściej przebywa sama. A właściwie może i niekoniecznie sama, bo na horyzoncie pojawił się przyjaciel z dzieciństwa – Scott. Ku wielkiemu zdziwieniu Nory Marcie zaczyna się do niej od czasu do czasu odzywać, a chociaż głównie są to ociekające ironią docinki, to mimo tego zaprasza ją na imprezę, którą organizuje. O co w tym wszystkim chodzi?

Jakby tego było mało – wraca wątek zamordowanego ojca Nory. Pojawiają się różne znaki i informacje dotyczące możliwego mordercy. Norze kilkukrotnie wydaje się, że widziała ojca, a na dodatek ma wrażenie, że on próbuje się z nią kontaktować, co już do końca miesza jej w głowie. Cały czas ktoś na Norę poluje, próbuje ją zabić, kto to?

Żeby to wszystko jeszcze skomplikować, to – dla tych, którzy nie wiedzą – powiem, że w grze biorą udział nie tylko ludzie… Znajdziecie tam też anioły, archanioły, anioły upadłe oraz nefilów, potomków upadłych aniołów. To wszystko zafundowała nam autorka w swoim ciekawym pomyśle na fabułę.  I to akurat fabuła jest największym plusem zarówno tej, jak i pierwszej części. Autorka miała interesujący pomysł na połączenie światów z różnorakimi konsekwencjami z tego połączenia wynikającymi i konekwentnie się go trzymała.

Przy czytaniu musiałam sobie przypominać, że już długi czas nie jestem nastolatką, czyli grupą docelową książki. Pomagało mi to utrzymać odpowiednią perspektywę. Bo gdybym miała te 14 czy 15 lat, to zakochałabym się pewnie w tej książce tak, jak całe stada wielbicielek twórczości Fitzpatrick. Jakbym znowu miała ją oceniać bez pomyślenia o tym, że nie jest dla mnie przeznaczona, to pewnie byłabym bardziej surowa, bo kompletnie do mnie nie przemawia Nora zachowująca się jak niezdecydowana i niemyśląca idiotka 😀 Ale kto wie, może też się podobnie zachowywałam, jak miałam 16 lat? Zapomniał wół, jak cielęciem był 😉 Dlatego uśredniłam sobie moją wizję i czytało mi się całkiem przyjemnie 🙂 Ocena też jest wyśrodkowana, między moim „nastoletnim” i „dorosłym” ja 😀

Język jest generalnie nieskomplikowany, ale autorka umiejętnie nim operuje, podkreśla napięcie. Akcja toczy się wartko, co chwilę dzieje się coś nowego, co zmienia naszą wiedzę i perspektywę widzenia. Książka wciąga, zastanawiamy się, co się dalej wydarzy, chociaż udało mi się w pewnym momencie domyślić, kto próbuje zabić Norę 🙂 Generalnie jednak ta część podobała mi się bardziej, niż „Szeptem”, uważam, że jest lepsza.

Polecam czytelnikom młodym, chociażby duchem, lubiącym odrobinę fantasy w swoich lekturach, całkiem sporo romansu (typu paranormal romance) oraz lekkie poczucie zagrożenia, walki dobra ze złem i wyzwań dotyczących miłości i rodziny.

Reklamy

20 thoughts on “„Crescendo” Becca Fitzpatrick

  1. Czytałam. I nawet bardzo dobrze ją wtedy oceniłam, ale wiesz jak zaczęłam czytać teraz „Crescendo” to coraz bardziej zaczynam sobie zdawać sprawę, że naprawdę niewiele pamiętam, więc chyba jednak nie była aż tak dobra jak mi się wydawało 😉

    1. Buhahaha, no tak, to jest jakiś wyznacznik klasy książki 😀 Te, które długo pamiętamy najczęściej mocno zapadły nam w serce i umysł. Ja „Szeptem” oceniłam chyba na 4, a „Crescendo” na 4,5. Ale są to oceny „dzielone” – tak, jak pisałam wcześniej, między swoją opinię dziś, a taką, jaką myślę, że bym miała, gdybym była w wieku podobnym do bohaterki.

  2. Że tak powiem – pomyślimy 😉 jakoś nie bardzo ciągnie mnie do tego typu książkę. I nawet nie chodzio to, że przekroczyłam grupę docelową o kilka…naście lat. Po prostu lektura Zmierzch odbiła się u mnie małą traumą i teraz boję się sięgać po tego typu nowości z romansem w tle 😉

  3. Większość recenzji jakie czytałam jest bardzo dobrze ją oceniających. Sama chętnie zapoznam się z pierwszą i drugą częścią, ale dla mojej córki – idealna. Ostatnio czyta tylko takie.

    1. Vampire_slayer – jak czytałaś „Szeptem”, to pewnie, zawsze (albo prawie zawsze) dobrze jest dowiedzieć, co nowego u bohaterów 😀

      Beatrix – świetna inwestycja, ja też kupuję książki, które potem czytam i ja, i moja Rodzicielka 😀

  4. A mnie się bardzo podobało.
    Chociaż nie mam tych 14, 15 czy 16 lat.
    I teraz licząc ile temu miałam, doszłam do zaskakującego wniosku, iż to było stosunkowo dawno 🙂

    Powiedzmy zatem, że jestem młoda duchem (ale absolutnie nie dziecinna!).

    Pozdrawiam 🙂

  5. Ja też mam parę więcej lat niż „naście”, ale muszę stwierdzić że książka ta mi się wyjątkowo spodobała i bardzo przypadł mi do gustu klimat tej książki.

    1. Claudette i Maryna – to tylko potwierdza regułę: dla każdego, coś miłego 🙂 Mi się czytało całkiem dobrze i przyjemnie, jednak bohaterowie doprowadzali mnie do lekkiego szału 😀 Może dlatego, że ostatnio czytam jakby trochę inną literaturę?
      I dobrze, że tak różni jesteśmy, tak różne rzeczy lubimy i widzimy w tych samych książkach 🙂

  6. Ja też już się napaliłam na tą książkę. W prawdzie nie czytałam jeszcze pierwszej części ale chciałabym już przeczytać to Crescendo. Myślicie że będzie OK jak pominę szeptem, czy lepiej przeczytać obie?

    1. Przeczytaj najpierw „Szeptem”, inaczej ominie Cię mnóstwo wątków. Lektura „Crescendo” bez pierwszej części jest oczywiście możliwa, ale zdecydowanie bardziej uboga, momentami możesz nie wiedzieć co się skąd bierze.

      1. @Agnieszka, dzięki za odpowiedź. Tak właśnie podejrzewałam, że pewnie druga część w sporej mierze bazuje na pierwszej i pomimo zapału na crescendo będzie trzeba się najpierw zaopatrzyć w szeptem.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s