„Madame” Antoni Libera


Wydawnictwo: Znak, 2000

Oprawa: twarda

Ilość stron: 379

Moja ocena: 4/6

Ocena wciągnięcia: 3/6

*****

Walczę ze sobą już czwarty dzień i tym razem zamierzam wygrać i opisać swoje wrażenia z czytania tej książki. Przyznam, że gdy zobaczyłam, że wygrała ona ankietę, to w głębi duszy jęknęłam, bo niezbyt czuję się na siłach analizować moje uczucia z nią związane. No, ale przyszło mi spróbować, do dzieła więc…

Narrator, uczeń ostatniej klasy liceum, unikalny egzemplarz na tle otaczającej go młodzieży, fascynuje się literaturą, teatrem, muzyką. Gdy nagle jego klasę zaczyna uczyć języka francuskiego osławiona, tajemnicza, piękna Madame na początku obserwuje rozwój fascynacji jej osobą wśród innych uczniów, a potem sam ulega tej fascynacji. Mało tego, postanawia chyba – czy świadomie, czy nie to już inna sprawa – udowodnić sobie, że i w tym jest lepszy od innych: on naprawdę dowie się o niej więcej, dowie się wszystkiego, czego tylko będzie się mógł dowiedzieć, pozna jej tajemnice i podbije ją tą wiedzą i swoim urokiem. Rozwój tej fascynacji u narratora stanowi główny wątek powieści. Oprócz tego mamy jeszcze możliwość poznania z punktu widzenia autora Polski lat 60-tych, jej sytuacji politycznej, stosunków społecznych, funkcjonowania szkół i uczelni. A na to wszystko nałożona jest „oprawa” literacka – te wszystkie cytaty, nawiązania do dzieł mniej lub bardziej znanych, polemika z innymi autorami. Literatura jest w każdym aspekcie życia, ściśle otacza narratora, a wręcz również za jej pomocą toczy on swoje śledztwo.

Obruszycie się może na słowo „śledztwo”, ale nie potrafię inaczej nazwać tego, co on robi. To nie jest przecież czternastolatek zafascynowany rówieśnicą, który wypytuje kolegów i koleżanki o to, co lubi i jak można „ją podejść” 😉 To jest człowiek, który kończy szkołę średnią, autor stworzył go nad wiek dojrzałym i niesamowicie inteligentnym. A jego – na początku zwykła – fascynacja nastolatka rozwija się w niesamowitą manię, wręcz z częścią podręcznikowych objaw (na tyle, na ile je znam). Sprawdzanie jej na uniwersytecie, na którym studiowała, wypytywanie kolegów ze studiów i innych osób, które jej znały, zdobywanie wejściówek na imprezy, na których ma się pojawiać, a to wszystko uzyskiwane za pomocą zmyśleń, kłamstw, matactw. Spędza na śledzeniu jej i jej życia całe dnie, wieczory i noce. Na dodatek ma przy tej całej manii jakieś dziwne podejście do Madame – analityczne i hm… zimne? Nie zauważyłam tam nic z ciepłych uczuć, którymi darzymy osoby, które kochamy. Jest to raczej „miłość” do posągu stojącego na piedestale (może to wynikało z podejścia do nauczycieli w latach młodości autora? nie wiem, za moich czasów nie stali już oni na piedestale ;)). Madame staje się właściwie jedyną treścią jego życia.

A jej losy same w sobie są niezmiernie ciekawe i akurat część powieści jej dotycząca podobała mi się chyba najbardziej. Bo ona jest istotą z krwi i kości, a nasz natchniony narrator to dla mnie jakiś wytwór wyobraźni autora. Madame jest osobą twardo stąpającą po ziemi, inteligentną, świadomą ograniczeń, które wynikają z faktu życia w kraju pod takim, a nie innym systemem politycznym. Stawia sobie za cel wyjazd z Polski i krok po kroku – niekoniecznie zgodnie z prawem i zasadami etycznymi – to realizuje. A, że wykorzysta do tego celu naszego narratora, czy inną osobę, cóż, takie jest życie 😉

Za to narrator, nasz cudny młodzieniec-geniusz doprowadzał mnie do szału. Gdyby książka była moja, to pewnie wylądowałaby ze 100 razy w kącie pokoju (i byłby to pierwszy raz w mym życiu, bo jeszcze książkami nie rzucałam!), nie mogłam go znieść. Jest on do bólu sztuczny, napomowany, ta cała erudycja, konserwatyzm, maniery hrabiego, dogłębna znajomość języków obcych oraz połowy książek świata, te natychmiastowe natchnione riposty, odpowiadanie na pytania wierszem. Dla mnie zamiast być romantyczny i fascynujący, to był wydumany, przemądrzały i antypatyczny. Do tego jeszcze ta cała wiedza, która została włożona w umysł 18-letniego chłopca. Nie wiemy na ile bohater ma odzwierciedlać samego Liberę, ale mam wrażenie, że autor jednak przekoloryzował. Bo jakże 18-latek może mieć wiedzę polityczną i poglądy zdecydowanie starszego i bardziej ukształtowanego, wypróbowanego przez życie człowieka? Chyba spełniło się tutaj myślenie życzeniowe lub autor postanowił przedstawić wersję idealną wydarzeń z przyszłości.

Poza tym styl sam w sobie był dla mnie niezbyt strawny – lubię książki-opowieści, trochę przegadane, takie, jakich można byłoby słuchać przy kominku, popijając herbatę. Ale tutaj zostałam wymęczona, książka była dla mnie dwa razy za długa, a narrator rozgadany (we własnej głowie) do bólu. Taki styl, okraszony na dodatek sporą dozą wtrętów filozoficznych i politycznych, do mnie nie przemówił. Całość w moich oczach uratowała Madame i samo zakończenie, które bardzo zgrabnie i ciekawie puentuje całość książki.

Madame to jest zdecydowanie książka dobra (co potwierdzają olbrzymie ilości zachwyconych czytelników, aż strach opublikować nie tak pochwalne zdanie ;p), ale nie dla mnie. I nie zamierzam nawet próbować czytania kolejnej książki tego autora. Polecam za to wszystkim tym, którzy lubią spędzać czas zastanawiając się długo nad każdym zdaniem, doszukując się w każdym zwrocie jakiegoś powiązania, analizować, filozofować bez granic. I wszystkim tym, którzy lubią z nostalgią wracać do czasów szkolnych oraz czasów PRL-u. A jak Wam podobała się „Madame”?

Reklamy

42 thoughts on “„Madame” Antoni Libera

  1. Czytałam już dawno dawno, ale pamiętam, że bardzo mi się podobała. A narrator tym swoim wydumaniem i wiedzą odcinał się od prlowskiej szarzyzny i za to go lubiłam. 🙂

    Chyba mam ochotę przeczytać tę książkę jeszcze raz…

    1. Może i się odcinał od szarości, ale w sposób dla mnie nierealistyczny. Mógł się tak odcinać tylko dlatego, że był postacią literacką (tak przyjmijmy na moment), a na dodatek uczniem, utrzymywanym w ciepełku przez rodziców, mógł sobie w spokoju siedzieć marzyć o Madame i słuchać Radia Wolna Europa 😉

      A może jestem nieobiektywna, bo tak mnie nieziemsko wkurzał 😉 Zdecydowanie wolałam Madame 😀

      A książkę czytaj, to sobie odświeżysz i zobaczysz po latach, jak Ci się czytało tym razem!

  2. Uwielbiam „Madame”. Zaczytywała się w niej cała moja klasa w liceum. Taka nasza książka -legenda! Nie wiem jak dziś bym ja odebrała, w każdym razie wspomnienia z lektury rewelacyjne 🙂 Pozdrawiam 🙂

  3. Moją siostrę też wnerwiał brak realizmu w tej książce. Może dlatego, że skończyłam polonistykę. Ale racja – nie każdy w wieku nastu lat rzucał cytatami z literatury światowej od tak sobie.

  4. The_book – wiem, że z moimi odczuciami jestem w maleńkiej mniejszości. Poczytałam sobie dzisiaj wiele recenzji tej książki i to mi bardzo jasno uświadomiło ten fakt. I to tylko potwierdza, że powiedzienie Kalio „każda książka ma swojego czytelnika” jest takie prawdziwe 🙂

    Vampire – O rany… zarumieniłam się po czubki uszu! 😀

    Lisie – no właśnie… Chociaż to nie tylko o same cytaty chodzi, raczej o całokształt wrażeń 😉

    1. Na całokształt składa się wiele rzeczy, ale bohater „Madame” jest stworzony tak, jakby autor zapomniał, że bycie nastolatkiem niekoniecznie obejmuje dogłębną znajomość literatury francuskiej w oryginale, a koniecznie uwzględnia paręnaście innych rzeczy. W dzisiejszej szkole zostałby zmasakrowany za swoje prawie skrajne przeintelektualizowanie.

          1. Ależ proszę 🙂

            Ja się wypowiedziałam na podstawie tych moich kilkuletnich doświadczeń wynikających ze współpracy z nauczycielami, gimnazjalistami i licealistami. A jednostki nie współżyjące z rówieśnikami raczej nigdy nie miały prostego życia w szkołach 😉 Ale – jak zwykle – to moje zdanie 😀

  5. Kocham „Madame” – to jedna (bo są dwie) z moich ulubionych książek. Czytałam ją dość dawno i pamiętam, że chodziłam po całym domu z „Madame” w ręku, żeby nie rozstać się z nią ani na chwilę. A kolejnego dnia poszłam ją kupić, bo musiałam mieć swoją, własną. Nie wiem, dlaczego, ale dla mnie czytanie powieści Libery to najlepsza uczta.
    Oczywiście nie musiała się Tobie podobać, każdy ma swoje upodobania. Ja na przykład ostatnio czytałam „Dopóki mamy twarze” – powieść, o której wszyscy piszą same dobre rzeczy, a mnie nie przypadła do gustu.
    Także – różnie to bywa.
    Ale „Madame” uwiebiam.

  6. Grzesiek – 😀 Dzięki, że bywasz, lubię Twoje komentarze 😀

    Pani Katarzyno – tak bywa, sama już się łapałam wiele razy na takiej samej reakcji po czytaniu opinii innych o pewnych książkach. Pozostaje życzyć powodzenia w łowach i poczekać na reakcję po przeczytaniu 🙂

    Beatrix – Dokładnie, „dla każdego coś miłego” 😀

  7. Mam tę książkę na półce o lat i czaję się do niej jak pies do jeża. Ale kiedyś przeczytam, na pewno. Twoja recenzja mnie nie zniechęciła, raczej zachęciła do zmierzenia się z tą powieścią

    1. Kasiu – to będę z wielką ciekawością czekała na Twoje wrażenia z lektury!

      I pamiętajcie – ja przy pisaniu recenzji nie stawiam sobie na cel zniechęcenie czy zachęcenie kogoś do danej książki 🙂 Dzielę się z Wami moimi odczuciami, emocjami, przemyśleniami. A jeżeli ktoś się skusi na lekturę i będzię mu się podobało – super 🙂

      A w blogach książkowych fascynuje mnie właśnie fakt wielości opinii i spojrzeń tak różnych na tą samą książkę 🙂

  8. Ehh ja dawno temu zabrałam się za „Madame”, ale nie dałam rady. Naczytałam się pozytywnych recenzji i nie wiedziałam, czy oni wszyscy czytali tę samą książkę co ja, czy ja jestem jakaś dziwna ;).
    Także dołączam również zasilam szeregi miejszości :).

  9. Mnie się bardzo podobała „Madame” i nie uważam głównego bohatera za antypatycznego i sztucznego. Napiszę więcej: ja takich bohaterów lubię. Cieszy mnie, że pan Libera skonstruował go właśnie takim a nie innym, bo dość mam już postaci, które, posługując się językiem do bólu ubogim, prezentują równie ubogie, nieciekawe osobowości, stwarzane przez współczesnych autorów praktycznie na jedną nutę. Książka Libery jest powieścią staroświecką (podobną do książek Dehnela czy „Wtajemniczenia” Michała Komara), skierowaną do specyficznego odbiorcy i wszelkie jej niuanse konstrukcyjne potwierdzają tylko tę jej wartość. Na zarzut o sztuczność i nieprawdziwość bohatera odpowiem tak: oby dane mi było spotykać na swojej drodze jak najwięcej takich ludzi! 🙂 Obym w powieściach spotykała właśnie takich bohaterów, a nie jakieś tam upiorne indywidua, nie mające nic ciekawego do powiedzenia i nie zainteresowane niczym.

    1. Maja – każda książka ma swojego czytelnika, ale nie każda musi się każdej osobie podobać. Po tym namotaniu mogę iść czytać „Złodziejkę książek”. A, nie, jeszcze jedno 🙂

      Jabłuszko – Tak, jak pisałam w komentarzu wyżej: zadziwia mnie i urzeka wielość umiłować, interpretacji i punktów widzenia osób z blogosfery książkowej. Dlatego tak ją lubię i Was też 🙂 Całe szczęście dla mnie, że mamy wiele powieści w tym kanionie niesamowicie głębokim, który mieści się między „Madame”, a miałkimi powieściami, o których piszesz w swoim komentarzu 🙂
      A przechodząc ponownie do moich wrażeń: Są inne utwory „staroświeckie” czy wręcz klasycy, którzy mnie urzekają, więc ta „staroświeckość” bohatera i całej powieści nie urzekła mnie tylko w tym wydaniu. A porównań narratora Libery i tych, z książek Dehnela kompletnie nie rozumiem, bo nie widzę w nich prawie nic wspólnego oprócz może tej maniery „staroświeckości”. Dehnela uwielbiam pasjami, mam wszystkie jego utwory prozą (oprócz „Balzakiany”, którą przeczytałam dzięki znajomej, a jeszcze nie mam własnej). Kocham go za jego polszczyznę, lekkość opowiadania cudownych historii, barwnych, soczystych, urzekających bohaterów. Cud, miód i orzeszki 😀

      Fajnie, że pojawiają się coraz to inne opinie, daje to możliwość do podyskutowania, wymienienia się opiniami, zauważenia nowych rzeczy, o których może się zapomniało lub wręcz nie zauważyło 🙂

      1. Ja jestem z obozu tych zakochanych w „Madame”. Czytałam kilka lat temu z wielką przyjemnością. Na zarzut przeintelektualizowania głównego bohatera odpowiem tak: spotkałam podobnych chłopaków. I śmiem twierdzić, że dziś tacy nastolatkowie może i byliby wyśmiewani przez kolegów (a prędzej – chodziliby do elitarnego liceum, gdzie wiedza i oczytanie nie byłyby powodem do wyśmiewania go), a po maturze dostaliby się śpiewająco na Uniwersytet Oksfordzki albo Cambridge. Tacy bohaterowie jak stworzony przez Liberę królują w popularnym, a arcytrudnym teleturnieju brytyjskim „Univesity Challenge” – i zawsze mam oczy okrągłe jak spodki, skąd u młodych ludzi TAKA wiedza??? Z tylu różnych dziedzin, na poziomie znakomitego uniwersytetu brytyjskiego (do których też chodzą), a w dodatku obycie i znajomość także tego, czym żyją „normalni” ludzie (np. piłka nożna czy hollywoodzkie hity kinowe).
        Tak więc nie widzę w nastolatku Libery niczego nieautentycznego.

  10. Enga jestem pełna podziwu dla Ciebie, za to, że odważyłaś się „opisać” Madame. Może wynika to z faktu, że do Ciebie „przemówiła” ona w inny sposób. Ja przeczytałam ją jakiś czas temu i do dziś siedzi ona w mojej głowie, zakorzeniła się głęboko i rośnie powoli. Nie jestem w stanie przelać na papier (na dysk) tego co czuję, albo też nie chcę. Pomimo tego, że wysłuchałam przecież na spotkaniu z jej autorem – Antonim Liberą – wielu fascynujących opowieści na jej temat. Wiem pewnie za dużo, widziałam podszewkę i znam okoliczności jej tworzenia. Może to źle, a może lepiej? Nie wiem. Wiem jedno – dla mnie od samego początku powieść ta nie była tylko historią fascynacji panią nauczycielką, a już na pewno nie była śledzeniem (choć wierzę, że tak można odebrać problem młodego chłopaka). Ja jestem w stanie pojąć to zauroczenie, tę obserwację i nie widzę nic zdrożnego (choć nie twierdzę, że pochwalam!) w tym, co robił uczeń. Wczułam się chyba w jego stan i nie dziwiłam się wcale, że pragnie wiedzieć jak najwięcej. Poza tym, szczególnie po spotkaniu z Liberą widzę więcej szczegółów w treści, które już w trakcie lektury mnie zastanawiały – po co tyle literatury, po co te cytaty? Enga to wszystko ma sens, to zamierzone działania. Ta książka jest jednym, pięknym „wierszem”, odą do miłości (patrz Archipelag)
    A dojrzałość młodzieńca – dziwisz się? Kiedyś pewnie było inaczej, dziś szkoły kończą przeważnie młodzi gniewni i … leniwi. Kiedyś nie było netu, komórek, GG i innych jeszcze gorszych wynalazków. Kiedyś młodzież czytała, pragnęła czegoś ponad … komercję i głupie „spędzanie” życia. Kiedyś młodzież dojrzewała, dziś tylko rośnie:/ (oczywiście nie uogólniam!). A i narrator nie jest do końca wytworem wyobraźni (nie jest to też powieść biograficzna, jak wiele razy słyszałam i przyznaję żyłam w takim przekonaniu jakiś czas), ale być może sposób narracji sprawia takie wrażenie. Nie jest też romantyczny, bo jest … dzieckiem;) Dla mnie jest takim chłopakiem, który dziś (pewnie się zdarzają) by był bity i szykanowany przez kolegów, który siedziałby w swoich czterech ścianach, miał mało kolegów i być może potajemnie kochał się w pani od polskiego. I dla mnie by był kimś wartym poznania.
    O tej książce można by pisać jeszcze dużo, toczyć dyskusje do rana, wymieniać się spostrzeżeniami, fajne jest to, że jest tyle odmiennych spojrzeń na nią.

  11. Dziewczyny – dzięki za podzielenie się Waszym zdaniem i Waszymi odczuciami 🙂 Macie doświadczenia zdecydowanie różne od moich, zarówno z przeżyć związanych z lekturą, jak i z doświadczeń ze szkołami (przynajmniej te szkoły, z którymi przez ostatnich kilka lat współpracowałam, a były one w Polsce, w różnych miejscach i o różnych poziomach, no i trochę w Macedonii, ale tam mniej intensywnie). Aktualnie, wybaczcie, nie mam siły pisać o swoich przeżyciach – chyba jednak zarażono mnie wirusiskiem, który najpierw dorwał Tatę, a potem Mamę :/ A jeszcze dzisiaj chciałabym wrzucić opinię o kolejnej książce, więc na to oszczędzę te moje dzisiejsze nikłe siły umysłowe 🙂

    W każdym bądź razie – cieszę się bardzo, że zabrałyście głos!

  12. Ja zapytam tylko- kiedy zaczytywać się tą klasyką literatury światowej jak nie w liceum? (zwłaszcza, gdy żyje sie w PL w latach 60-tych- przecież wtedy, to było często jedyne okno na świat).
    Dojrzałych politycznie nastolatków też spotkałam. czasem nawet po latach dziwię się tej dojrzałości. teraz pewnei byłoby o to trudniej, wszyscy pływają w tej samej medialnej zupie i czytają te sama gazety. w czasach PRL kształtowanei poglądów wymagało bardziej aktywnej postawy, i mogło przynosić lepsze efekty.
    Także współcześnie moze taski bohater to rzadkie zjawisko, ale w odniesieniu do własnych czasów już niekoniecznie, a gdyby go jeszcze nieco cofnąć w lata przedwojenne, byłby po prostu standardem (nauczanie skręcało mocno w stronę klasycznego i stało naprawdę na wysokim poziomie- czytałąm nawet porównania, że ówczesny maturzysta musiał umieć więcej, niż obecny magister).
    Anyway- mnie zachęciłaś do „Madame”;)

  13. Oj, ożywiłaś wspomnienia, gdy sam będąc na którymś roku polonistyki zaczytywałem się w tej powieści. I choć uwielbiam ją, to nie zlinczuje za brak Twojego zachwytu:)
    Początkowo miałem wrażenia podobne do Twoich – przeładowania, sztuczności. Aż nagle (nie pamiętam w którym momencie) doszło do mnie to co i zauważyłaś Ty: „Na dodatek ma przy tej całej manii jakieś dziwne podejście do Madame – analityczne i hm… zimne?”
    To spostrzeżenie sprawiło, że zarzuciłem to, co najbardziej lubię w literaturze: próbę utożsamienia się z bohaterem, szukania odbicia świata, jaki mogę znać. Zamazała mi się już treść trochę (to chyba znak, że trzeba „Madame” odświeżyć), ale pamiętam, że doszedłem w trakcie lektury do wniosku, który potem sprawił, że czytanie powieści Libery było przyjemnością: uznałem to dzieło za traktat filozoficzny, trochę zahaczający o epistemologie, o to jak poznajemy świat, wreszcie o to czym jest prawda. I sztuczność bohatera, bohaterów, umowna rzeczywistość, która symuluje realność zaczęły fascynować, bo stawały się puzzlem w dużej układance.
    „Madame” i „Lala” Dehnela – to dwie książki, które w ostatnich latach sprawiły, że mój umysł zadrżał. O ile „Lala” to rozbuchanie, piękno narracji, stricte postmodernistyczna zabawa, to „Madame” zafascynowało mnie swoją integralnością wątków i spójnością świata. Powieść-świat „Madame” to rzeczywistość i filozofia, do której niektórzy mogą tęsknić – filozofia spokoju, logicznej analizy i rozwiązań, które istnieją i do których można dojść. Choć potem jest już tylko rozpad…

    1. Iza – rozumiem Wasz punkt widzenia, jednak nie do końca jestem w stanie się z nim zgodzić. Ale o tym może innym razem, bo nie wiem, czy mogę pisać takie długie komentarze 😉

      Akkicaante – o widzisz, swoim spojrzeniem na „Madame” tak mnie zaintrygowałeś, że może za lat kilka powtórzę lekturę i postaram się nałożyć okulary podobne do Twoich. Ale na razie dam sobie czas… Dziękuję za Twoją wypowiedź i cieszę się, że tak wiele interesujących opinii pojawiło się pod tym postem 😀 Czytamy książki zawsze przez swoje „okulary kulturowe” (tak, jak i przez nie widzimy całe nasze życie) i dlatego tak zachwyca mnie różnorodność interpretacji czytelników 😀

    2. !! „O to czym jest prawda” !! To są słowa autora Madame:) Akkicaante dopisałeś to, czego ja zapomniałam dodać, ucieszyłeś mnie tym spojrzeniem na powieść.
      Prawda, analiza, rozpad:)

      1. „!! „O to czym jest prawda” !! To są słowa autora Madame:)” – a to mnie zaskoczyłaś:) Uśmiech zawitał mi na moich ustach, bo zawsze cieszę się, gdy uda mi się choć odrobinę odkryć co autor miał na myśli (a resztę już wziąć z siebie:). Ale prawdę mówi Agnieszka – ilość odczytań, jakie pojawiają się w komentarzach, utwierdza mnie w przekonaniu, że coś w tej książce musi być (czy to zachwycającego, czy drażniącego, ale „COŚ” niezwykłego i rzadko w polskiej literaturze chyba spotykanego).

        1. Akkicaante polecam Ci artykuł w ostatnim Archipelagu „No właśnie co?” inspirowany spotkaniem z Antonim Liberą (przyznaję, że wkradł się tam drobny błąd, ale to ciekawa lektura … wstyd tak nie mieć samokrytyki:) )… w ogóle polecam Ci cały Archipelag (jeśli jeszcze do niego nie dotarłeś)

  14. Dzieki Ci za tą opinie!! Zabrałam się do niej jakiś czas temu i nie wyszłam poza 30 stronę. No normalnie nie mogłam! A pożyczyłam ją tylko dlatego, że miała tyle tak dobrych recenzji, lecz po tych kilkudziesięciu stronach nie wiedziałam kompletnie skąd te zachwyty. Oczywiście jak dla mnie.

  15. Ciekawa recenzja i równie ciekawe komentarze. Fascynujące jak różnie ludzie mogą odbierać tę samą książkę.

    Na mnie „Madame” zrobiła swego czasu duże wrażenie i bardzo mi się podobała, a czytałam ją w jeszcze inny „sposób” niż wypowiadający się przede mną. Pierwszy raz czytałam ją w liceum i przyjęłam z całym dobrodziejstwem inwentarza jako nieco dziwaczną, ale bardzo pięknie napisaną i główny bohater zupełnie mnie nie raził — przeciwnie, raczej fascynował i stanowił pewien wzór do naśladowania, wcale nie niedościgniony, bo chodziłam do naprawdę dobrego liceum i miałam wokół siebie ludzi piekielnie mądrych.

    Następnym razem (już po studiach) widziałam w tej książce trochę wspomnienie lat młodości, kiedy każdy z nas jest tym najmądrzejszym, najbardziej dojrzałym, lepszym od rówieśników i od dorosłych. A przecież kiedy sięgamy myślą wstecz do nas samych w liceum, to już nie widzimy się takimi mądrymi i wyjątkowymi (co bywa zresztą dość bolesne). A narrator „Madame” pozostaje rzeczywiście taki najmądrzejszy i najlepszy, właśnie jako trochę wspomnienie, trochę kreacja, a trochę projekcja tego, co wie człowiek dorosły. Tak to widziałam kilka lat temu, kiedy czytałam tę książkę po raz drugi.

    Ciekawa jestem jakie wrażenia będę miała po trzecim przeczytaniu, bo na pewno prędzej czy później znów do „Madame” powrócę.

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za recenzję, która przyniosła tak miłe wspomnienia.

  16. „Madame” to chyba moja ulubiona książka polskiego autora. Strasznie mnie urzekła, czytałam ją będąc w wieku narratora i też uczyłam się języka francuskiego wiec być może dlatego tak wciągnęła mnie ta historia. Bardzo też podobał mi się język Libery. Ciekawa jestem jak odebrałabym tę książkę po sześciu latach przerwy. Niestety nie mam w zwyczaju czytania dwukrotnie tej samej książki więc po wsze czasy zatrzymam w sobie jak najlepsze wspomnienie „Madame” A. Libery 🙂

    1. Godot to zupełnie inna bajka Aga. Dla mnie brzmiał on cudownie w ustach Libery. W sumie to zapis długoletniej znajomości autora z Beckettem i jak mówi sam autor, odpowiedź na powtarzajace się ciągle pytanie – czemu właśnie Beckett:)
      ale link przydatny:)

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s