“Tam gdzie ty” – Jodi Picoult


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2011

Oprawa: miękka

Liczba stron: 568

Moja ocena: 5,5/6

Ocena wciągnięcia: 6/6

*****

Co zrobilibyście, gdybyście pragnęli dziecka najbardziej na świecie? Do czego bylibyście zdolni? Co mogłoby Was powstrzymać? Czy bylibyście zdolni porzucić swe największe pragnienie dla ukochanej osoby?

Zoe i Max od lat starają się o dziecko. Obydwoje mają problemy natury genetycznej, więc jedyną pozostałą metodą jest in vitro. Kilka prób kończy się niepowodzeniem – poronieniami, a ostatnia śmiercią kilkumiesięcznego płodu. Jest to dla nich moment przełomowy – ona chce ciągle próbować, ale okazuje się, że Max ma dosyć, postanawia odejść, nie widzi siebie dalej w tym związku. Załamana Zoe stopniowo odnajduje zaufanie do ludzi pod postacią Vanessy, znajomej pani pedagog. Z kolei Max przeżywa nawrót choroby alkoholowej, stacza się na dno, aż do momentu, kiedy ma wypadek, a na jego drodze staje pewien pastor. Jednakże Zoe ciągle przeraźliwie pragnie dziecka, a jej jedyną szansą na maleństwo są zamrożone zarodki. Czy jednak dane jej będzie przeżyć macierzyńskie szczęście? Czy na drodze do szczęścia stanie różnica przekonań? A może wiara?

“Tam gdzie ty” jest dla mnie książką poruszającą bardzo ważny temat. I – wbrew pozorom – nie chodzi tu o rodzicielstwo (chociaż to drugi ważny temat), ale o homoseksualizm. Cały czas zastanawiałam się nad prawem do bycia z ukochaną osobą niezależnie od wszystkiego, nad kwestią posiadania dzieci, kiedy mieć ich nie można, czy to ze względów fizycznych, czy też dlatego, że społeczeństwo nie pozwala. Myślałam nad tym jak trudno jest być osobą homoseksualną w większości społeczeństw. Niby sporo wiem, bo mam bardzo dużo znajomych i kilkoro przyjaciół o odmiennej orientacji seksualnej, ale i tak nigdy tak do końca nie postawiłam się w butach innej osoby. A ta książka pozwoliła mi to zrobić, chociaż ciągle zapewne w ograniczonym stopniu. Picoult jak zwykle ukazywała sytuację z perspektywy wszystkich głównych bohaterów, co fantastycznie pomaga we wczuwaniu się w różne punkty widzenia, analizowaniu ich, kłóceniu się ze samym sobą. Nie wiem, czego mi zabrakło, ale nie do końca mogłam zrozumieć i uznać argumenty wygłaszane przez stronnictwo Maxa, może brak mi wiary? A może za bardzo identyfikuję się z moimi przyjaciółmi? W każdym razie - była to dla mnie bardzo interesująca lektura.

Zresztą nie tylko interesująca, bo i troszkę wzruszająca. Zoe pracuje jako muzykoterapeutka. Używając dźwięków pomagała wielu osobom okaleczonym fizycznie czy też ze strzaskaną psychiką, rozjaśniała im dni pełne bólu, pomagała przełamać bariery. I to momenty związane z jej pracą dostarczały mi wzruszeń.

“Tam gdzie ty” to świetna książka! Typowa dla Jodi Picoult, jednak według mnie lepsza od większości jej książek, właśnie ze względu na tematykę. Jest to dla mnie ważna książka, arcyciekawa i przejmująca. Wciągnęła mnie po same uszy, przywiązała do siebie i ciągle nie odpuszcza.  © Agnieszka Tatera

Kategorie: Książki, Literatura współczesna, Od Prószyńskiego, zagraniczna | 15 komentarzy

Post navigation

15 thoughts on ““Tam gdzie ty” – Jodi Picoult

  1. Pani_Wu

    Przepiękna recenzja, aż chce się czytać książkę i zaglądać tutaj po takie perełki. Pozdrawiam! :-)

  2. Jak pisałam pod wieloma recenzjami tej książki: koniecznie muszę przeczytać :)

  3. Jak wciąga i przyciąga nawet po zakończeniu lektury to faktycznie typowa Picoult, mi się bardzo ksiażka podobała, i chyba wciąż ją rozgryzam…

  4. Naprawdę świetna książka, cieszę się, że Picoult poruszyła w niej temat homoseksualizmu :) . Miło wspominam.

    Pozdrawiam!

    • Kasiek – według mnie jest to jedna z może 2 najlepszych przeczytanych przeze mnie do tej pory książek tej autorki. A kilka ich przeczytałam :) Zrobiła na mnie wrażenie, nie jestem w stanie tego ukryć :D

      Caroline Ratliff – tak, ja też się cieszę, wręcz podziwiam, że wzięła na tapetę nie tylko temat homoseksualizmu, ale homoseksualnych par i ich prawa do posiadania dziecka. Pozdrawiam!

  5. Isadora

    Skłania do refleksji i zostawia zadrę. Muszę znaleźć wreszcie czas na inne książki Picoult:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  6. Mimo schematyczności w sposobie pisania Picoult zawsze z przyjemnością sięgam po jej książki. Myślę, że to kwestia doboru tematów. Tę też przeczytam wkrótce, choćby z powodu bliskiej mi tematyki. Pozdrawiam serdecznie!

    • Isadora – o tak! A co do innych książek – jako, że ona ma bardzo podobny schemat za każdym razem, to nie polecam czytania jej książek jedna po drugiej, można mieć uczucie, że to źle. A jak się czyta jedną na jakiś czas, to się wtedy widzi problem, a i schemat nie przeszkadza. Mam wrażenie, ze ona sobie świadomie taki schemat przyjęła i tego się trzyma.

      Ines – o, to Tobie mogłabym napisać to samo, co do Isadory – a propos schematyczności. Ja też z przyjemnością czytam jej książki, dobiera interesujące tematy, które zawsze potrafią mnie wciągnąć, a przedstawia je tak, że zawsze muszę je sobie przemyśleć z różnych punktów widzenia.

  7. Ja jestem w tej miejszości, której książka się nie podobała. Była dla mnie zbyt przewidywalna i nie wniosła niczego nowego. Zestawiła dwa skrajnie różne od siebie poglądy i zrobiła medialny proces – nie posunęła się o krok w swoim warsztacie. Do tego postacie były wyjątkowo denerwujące, sztuczne. Ta miłość między paniami była zbyt słodka, zbyt idealna, stereotypowa po prostu. Na siłe przypominano mi, że one cieszą się sobą i jest lepiej niż z facetem bo nie trzeba się przejmować ciałem, nie trzeba prosić przez pół roku o wyniesienie śmieci…
    Zakończenie też było najmniejszą linią oporu, do tego oderwane od całej powieści… bardziej pobożne życzenie amerykańskiego happy endu niż rzeczywistość.

  8. mila

    Nie czytałam jeszcze ani jednej książki tej autorki, a po obejrzeniu filmu “Bez mojej zgody” całkowicie straciłam zapał. Jedna po tym, co tutaj piszesz myślę, że jednak się przełamię. Chociaż do tej jednej książki Picoult.

    • Miss Jacobs – o widzisz, czyli jednak są takie osoby :D Tak mi się wymsknęło, bo do tej pory czytałam same zachwyty ;)
      Ja tam mam wrażenie, że autorka wybrała sobie pewien schemat i się go trzyma, nie oczekuję od niej zmian w tymże schemacie, sposobie narracji etc. Może dlatego nie mam też wrażenia rozczarowania pod tym względem? Wydaje mi się też, że ten związek między kobietami był prezentowany właśnie tak, bo się o tych aspektach nie myśli, jak inaczej jest w związku mieszanym i jednopłciowym, tak naprawdę myślę, że potężna większość ludzi w ogóle się nie zastanawia nad tym, więc może i dobrze, by ich naprowadzić jak mogą się różnić percepcje. Fakt, było słodko i zakończenie było słodkie. Mnie denerwowała tylko część postaci, dziwnym trafem głównie te ze stronnictwa Maxa ;)
      Ale generalizując – książka bardzo mi się podobała, zrobiła na mnie wrażenie.

      Mila – wiesz, nie każdy musi czytać wszystko ;) A dlaczego straciłaś zapał po filmie? Filmu nie znam, nie oglądałam, ale akurat ta książka podobała mi się bardzo.

      • mila

        Jednak* – wcześniej nie zauważyłam literówki :(
        Dlaczego straciłam zapał ? Ciężko mi na to pytanie obecnie odpowiedzieć. Film oglądałam bardzo dawno temu, wszyscy mi go polecali i mówili jaki to jest wspaniały, wzruszający itd. Na mnie jednak nie wywarł wielkiego wrażenia. Nie twierdze jednak, że jest on zły… ale dla mnie coś w nim brakowało. Zgadzam się również co do tego, że nie każdy musi czytać wszystko… :-)

  9. Agnieszko,
    Mnie ten związek bardziej przypominał wpisanie się w konwencje żartów dot. życia w związku lesbijskim niż rzeczywistości. Moim zdaniem Vanessa była zbyt zaborcza, wręcz utożsamiała ten męski schemat i to kontrastowało z tym, co autorka chciała przekazać, wydało się to po prostu sztuczne.
    Chcę wierzyć, że jakość związku wynika przede wszystkim z bycia człowiekiem, a nie płci. A tu miałam gloryfikacje związku lesbijskiego (który prywatnie popieram, tak samo jak i gejowski) i negację heteroseksualnego.
    Faktycznie, miałam oczekiwania, chciałam by w tym swoim warsztacie poszła o krok dalej. Może moje oczekiwania wynikają z faktu przeczytania, że jest jedną z najbardziej wpływowych kobiet – pisarek w Stanach, a tym samym na świecie. Od kobiety na takiej pozycji można i trzeba oczekiwać więcej niż tylko życiowych truizmów.
    Teraz zastanowiłam się nad przeczytanymi książkami jej autorstwa i doszłam do wniosku, że najbardziej denerwują mnie postacie, którym z jakiś powodów powinnam współczuć i je zrozumieć. Ten wniosek chyba zakończy moją przygodę z tą panią. Mówię chyba, bo tylko krowa nie zmienia swojego zdania. :-)
    Pozdrawiam serdecznie

  10. Pingback: Podsumowanie miesiąca – luty 2012 « Życiowa pasja bibliofila

Dodaj komentarz. Wypowiedzi obraźliwe czy wulgarne zostają natychmiast usunięte, bez żadnego wyjaśnienia. Mile widziane komentarze podpisane.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Theme: Adventure Journal by Contexture International.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 667 other followers